Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2018

269# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Mroczny Talent - Brandon Sanderson





Tytuł: Mroczny Talent
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 5
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 288
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         To już piąta i niestety ostatnia część przygód o Alcatrazie i jego rodzinie. Poprzednie cztery tomy wywołały u mnie wiele uśmiechu na twarzy, wiele radości z czytania i kilka godzin oderwania się od rzeczywistości i pogrążenia w fantastycznym świecie wykreowanym przez Sandersona. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Ostatnio Alcatraz uratował Królestwo Mokki przed zagładą Bibliotekarzy, jednak... skazał na niego świat. Jego talent do psucia wszystkiego okazał się o wiele bardziej złożony - udało mu się zniszczyć wszystkie talenty, jakie posiadała rodzina Smedrych. Na dodatek nie może liczyć na pomoc pogrążonej w śpiączce przyjaciółki Bastylii, jego ojciec chce dać wszystkim ludziom talenty, a matka to najgorsza na świecie Bibliotekarka bez jakichkolwiek matczynych uczuć. Uff... czy to już wszystkie problemy, z którymi musi zmierzyć się 13-letni chłopiec? Niestety nie, czeka go infiltracja największej biblioteki na świecie (a jak wiadomo, takie miejsca są przerażające i ekstremalnie niebezpieczne) - Wieloteki, co niestety doprowadzi do naprawdę przerażającej sytuacji.


          Ton całej książki bardzo różni się od poprzednich czterech, mimo że lekka zmiana stylu była już wyczuwalna w czwartej części. Wtedy już zaczęło się robić bardziej poważnie, zaczęłam się zastanawiać, czy sarkastyczny humor nie jest tylko przykrywką, a cała historia ma o wiele głębsze dno. Okazało się, że intuicja dobrze mi podpowiadała, gdyż "Mroczny Talent" pokazuje zdecydowanie inny styl od poprzednich części (pomimo przezabawnych tekstów związanych z odkryciem przypisów przez bohatera). Jeśli chodzi o zakończenie... No cóż, nie możemy powiedzieć, że autor nie ostrzegał, prawda? Robił to wielokrotnie, ale kto by pomyślał, żeby brać to na poważnie. Przecież wszystkie książki był takie zabawne, więc jakim cudem nagle zakończenie jest takie? W tym momencie należałoby sobie przypomnieć sam początek pierwszego tomu, kiedy to wszystko praktycznie dostaliśmy podane na tacy. I należałoby sobie przypomnieć również wszystkie dialogi, zdania, monologi, kiedy przypominał nam o tej scenie i zapowiadał, że w końcu ją wyjaśni. Alcatraz Smedry od samego początku przygotowuje wszystkich do takiego właśnie wydarzenia. Jego ciągłe, złowrogie ostrzeżenia o przyszłej porażce trudno pominąć w poprzednich czterech książkach, więc nie można mieć do niego o to pretensji. Ale nie zmienia to faktu, że zakończenie "Mrocznego talentu" jest najbardziej przygnębiającym, z jakim miałam do czynienia od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc, Brandon Sanderson wyrwał mi serce w ciągu zaledwie kilku minut i zostawił z niedowierzaniem namalowanym na twarzy przez dłuższy czas. I tylko ta uwaga na samym końcu książki daje małą nadzieję, że może jednak historia nie jest zakończona i Bastylia opowie ją nieco inaczej w dodatkowym tomie... Ale tylko może. 


          Czy to wszystko oznacza, że ta książka pozbawiona jest szyderczego humoru i uroczych gier słownych, z której znana jest seria o Alcatrazie? Nie, oczywiście, że nie, wszystko to wciąż jest obecne. Każda dowcipna uwaga, sarkastyczne podejście nawet do poważnych tematów, czy też wymyślone przez autora nowe formy rozbawiania czytelnika (numeracja rozdziałów, przypisy, Pingwinator, czy dobór garderoby mieszkańców Wolnych Królestw) przypominają czytelnikom za co pokochali serię i do czego przywykli. Wciąż jest to komedia na wysokim poziomie i wystarczająco zabawna, nawet jeśli Sanderson dał popalić czytelnikom pod koniec. Jednak jeśli przeczytaliście całą serię, prawdopodobnie nie będziecie go za to nienawidzili i będziecie się cieszyli ostatnią częścią wystarczająco, aby była warta waszego czasu. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "Mroczny talent" jest jedną z najbardziej zaskakujących książek, z jakimi miałam do czynienia. Ironiczny humor, potencjalnie historia dla dzieci, lecz zakończenie okrutne, nawet dla dorosłego czytelnika, który zżył się z bohaterami, a któremu zostali oni odebrani (niektórzy). Jednak warta przeczytania, przede wszystkim ze względu na chęć dokończenia historii Smedrych z poprzednich tomów.

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida        Kości Skryby        Rycerze Krystalii        
Zakon Rozbitej Soczewki    Mroczny Talent

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

piątek, 26 października 2018

268# Z każdym oddechem - Nicholas Sparks





Tytuł: Z każdym oddechem
Autor: Nicholas Sparks (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 368
Forma: moja własna
Moja ocena - 8/10

WSTĘPNIE...

         Nicholas Sparks to zdecydowanie król amerykańskiej powieści romantycznej. Myślę, że każda miłośniczka tego gatunku przeczytała chociaż jedną jego książkę. Ja aktualnie czekam jedynie na nowości, bo jego twórczość znam w całości. Jego powieści dzielą się na takie z typowym dobrym zakończeniem, ale również na takie z dramatycznym. Nigdy nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie kolejna historia opowiedziana przez niego. Jedyne co łączy wszystkie jego książki, to pojawiająca się w nich wielka miłość, która dopada bohaterów i sprawia, że nawet oni nie potrafią uwierzyć, że to naprawdę mogło ich spotkać. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Główna bohaterka Hope Anderson znajduje się na życiowym rozdrożu. W wieku trzydziestu sześciu lat spotyka się ze swoim chłopakiem, ortopedą, od sześciu lat, lecz bez żadnych planów na ślub, czy posiadanie dzieci, o czym ogromnie marzy. Dodatkowo u jej ojca niedawno zdiagnozowano poważną, nieuleczalną chorobę. Kobieta postanawia wyjechać na tydzień do rodzinnego domu w Sunset Beach w Karolinie Północnej, aby przygotować go na sprzedaż i przemyśleć trudne decyzje dotyczące własnej przyszłości. Tru Walls nigdy nie był w USA, jednak zostaje wezwany do Sunset Beach listem od mężczyzny, który twierdzi, że jest jego biologicznym ojcem. Przewodnik safari, urodzony i wychowany w Zimbabwe, ma nadzieję, że rozwikła tajemnice otaczające wczesne życie matki i pozna odpowiedzi na pytania dotyczące własnego ojca. Kiedy ścieżki tej dwójki przetną się nieoczekiwanie, życie obojga oraz postrzeganie pewnych spraw, zmienią się na zawsze. 


          Podzielona na dwie części (rok 1990 i 2014) książka to opowieść oparta na rzeczywistości, której źródłem jest dziennik i listy znalezione przez autora w skrzynce pocztowej o nazwie "Bratnia dusza" niedaleko Sunset Beach w Północnej Karolinie. Skrzynka pocztowa, należąca do wszystkich i nikogo, jest skarbnicą listów napisanych przez ludzi; szczęśliwe, smutne, tęskne, desperackie historie, czyli wszystko o czym ludzie chcą opowiedzieć, podzielić się z innymi lub po prostu wylać żale na papier. Nicholas Sparks zainteresował się historią miłosną trwającą od dziesięcioleci i postanawia odkryć ją do końca.

          W życiu każdego człowieka przychodzą takie momenty, kiedy musi wybrać pomiędzy dwiema możliwościami. Czasem są to dosyć błahe sprawy, a czasem najważniejsze, takie, które rzutują na całe przyszłe życie. Tylko jak wybrać, gdy się nie jest pewnym co będzie dla nas lepsze, a decyzja będzie nieodwracalna. Jak wybrać, żeby później nie żałować i nie myśleć o zaprzepaszczonej drugiej opcji, o tym co mogłoby być, gdyby decyzja była inna. Nawet dorosły człowiek może się pogubić we własnych uczuciach, zwłaszcza gdy do głosu dochodzi serce i przejmuje władzę nad wszystkimi emocjami. Gdy w życiu Hope pojawia się nowe, zupełnie nieoczekiwane uczucie, kompletnie oddzielone od rozsądku, właśnie taką decyzję tj. trudną do podjęcia i niosącą za sobą cierpienie w każdym przypadku, będzie musiała podjąć. Hope jest osobą bardzo poukładaną i rozważną. Stara się wszystko planować, bo lubi być przygotowana na każdą ewentualność. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że to tak nie działa, gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy życie spłata nam figla i napisze całkiem inny scenariusz, niż przypuszczaliśmy. Takim scenariuszem okazuje się przypadkowe spotkanie człowieka, który bardzo szybko okazuje się być tzw. "bratnią duszą". Po pierwszym spotkaniu Hope i Tatu, obydwoje poczuli jakąś iskierkę przechodzącą pomiędzy nimi, jakby od razu wiedzieli, że znajdą nić porozumienia, ale że są ludźmi twardo stąpającymi po ziemi i racjonalnie myślącymi, starali się nie przywiązywać do tego zbyt dużej wagi i nie myśleć ani działać pod wpływem emocji. Jednak życie szybko zweryfikowało ich postanowienie. Silna chemia natychmiast pojawia się między nimi: naturalność, z jaką rozmawiają o swoim życiu, marzeniach i miłości jest niesamowita. Po wzajemnym zwierzeniu się, ich rozkwitająca przyjaźń szybko zmienia się w romantyczne uczucie, chociaż żadne z nich nie wyobraża sobie zmienić swojego dotychczasowego życia ze względu na zobowiązania, jakie na nich ciążą. Zakochanie się w sobie jest łatwe i natychmiastowe, tak jakby to było to, na co oboje czekali, a ich miłość mimo, że przytłaczająca, jest czysta i szczera. 
Miłość jest różna, tak jak różni są ludzie. Jest wiele rodzajów miłości, wiele sposobów jej odkrywania i wiele decyzji, które dla niej trzeba podjąć. Hope dokonała wyboru w imię miłości do ojca oraz będąc do końca oddaną swoim marzeniom i pragnieniom, które czuła od zawsze, jednak wielokrotnie zastanawiała się, czy było to warte i czy nie powinna postąpić inaczej. Jednak każda z decyzji przyniosłaby cierpienie, każda byłaby zarówno wielkim szczęściem, jak i wielkim bólem. 
        
PODSUMOWUJĄC...

           "Z każdym oddechem" to typowa powieść Sparksa. Pełna miłości, nadziei, straty i lęków, żalu i rozpaczy. Jest opowieścią o miłości, która przytłacza, nawet czytelnika, swoją intensywnością, której nie można zapomnieć i która sprawia, że zastanawiasz się, czy chciałbyś aby Ciebie spotkało w życiu coś podobnego. Z jednej strony wspaniałe, budujące uczucie, jednak przynoszące również mnóstwo bólu, tęsknoty i uporczywych myśli o tym, co by było gdyby...

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

środa, 16 maja 2018

265# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Zakon Rozbitej Soczewki - Brandon Sanderson





Tytuł: Zakon Rozbitej Soczewki
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 4
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 288
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Brandon Sanderson i jego seria o Alcatrazie Smedrym i Bibliotekarzach to aktualnie książki z serii fantasy, które czytam najchętniej i oczekuję na kolejne tomy z wielką niecierpliwością, bo wiem że wprawią mnie w dobry humor i spędzę kilka godzin śmiejąc się do rozpuku. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Alcatraz Smedry to bardzo nietypowy dorastający chłopiec. Nie dosyć, że wychował się w Ciszlandach, z dala od własnej zaczarowanej ojczyzny, o której nic nie wiedział aż do swoich trzynastych urodzin, to jeszcze ma duży problem z rodzicami. Co robić, gdy matka jest jedną z najpotężniejszych Bibliotekarek, a ojciec jest po prostu szalonym, nie za bardzo przejmującym się synem, oderwanym od rzeczywistości Smedrym. Dobrze, że chociaż dziadek jest dla niego opoką i może na nim polegać... Ale tylko wówczas, gdy się nie spóźnia. A to zdarza się niestety wyjątkowo często. No cóż, taki dar. Alcatraz już trzykrotnie uratował rodzinę i swoją ojczyznę przed zagładą Bibliotekarzy i opanowaniem przez nich świata, jednak zagrożenie wciąż nie minęło. Teraz zło wdarło się do Wolnych Królestw i chce zawładnąć jednym z państw - Mokkią. Alcatraz i spółka muszą po raz kolejny uratować świat.  

          Brandon Sanderson w dalszym ciągu dostarcza mnóstwo śmiechu i akcji. Jednak dopiero w tej części zdałam sobie sprawę, że być może komiczny charakter każdego elementu magicznego tj. soczewek okulatorów, czy talentów Smedrych to jednocześnie skomplikowany i złożony system, który bardzo przypomina magiczną strukturę z jego "dorosłych" epickich serii fantasy. Nie dajcie się zwieść temu, że są to książki dla młodszych czytelników i pewnie Sanderson nie włożył w nie tyle pracy, co w resztę uniwersum, które stworzył. System magiczny w Alcatrazie to cały Brandon Sanderson - dopracowany, precyzyjny i ciekawy. Mroczny talent, wyjątkowość klanu Smedrych pod względem otrzymywania talentów, sposób działania kryształów rycerzy Krystalii to wątki, które kryją w sobie bardzo oryginalne i przemyślane pomysły, choć początkowo sądziłam, że to po prostu nieuporządkowana bujna wyobraźnia autora. Okazuje się jednak, że to wszystko ma głębszy sens. "Zakon Rozbitej Soczewki" jest to tom, w którym czytelnik otrzymuje więcej odpowiedzi dotyczących głównej historii, gdzie ujawnione są pewne sekrety i gdzie wszystko zaczyna się powoli układać w spójną całość. Powoli odkrywamy historię rodziców Alcatraza, poznajemy wszystkie odłamy sekty Bibliotekarzy i sposoby ich działania, odkrywamy, że Alcatraz nie jest po prostu jednym ze Smedrych - on jest wyjątkowy. A talenty klanu Smedry są po prostu genialne! Przyzwyczaiłam się już do spóźniania, gubienia się, niszczenia wszystkiego, do wyglądania koszmarnie rano, a nawet do bycia okropnie złym tancerzem (to naprawdę pomocny talent!), ale jak może pomóc bycie kiepskim w matematyce? Może się przydać, ale może też ogromnie zaszkodzić... Tego talentu należy używać z wielką rozwagą!


          Krótka forma książek z serii ma zarazem wady, jak i zalety. Z jednej strony wielka szkoda, że historia kończy się tak szybko, lecz z drugiej - przynajmniej jest na co wyczekiwać, gdyż taka ilość stron na pewno nie spowoduje że będziemy się nudzić i przewracać kartki bez zainteresowania, lecz sprawi, że ciągle będzie nam mało. Tak jest zawsze, gdy czyta się o rodzinie Smedrych i ich zwariowanych przygodach. Po drugie - książkę można przeczytać w całości w jeden wieczór i nie trzeba zostawiać ulubionych bohaterów na później. Choć niestety nadal trzeba czekać na kolejne tomy... Książka wciąż była utrzymana w formie prześmiewczej, ironicznej i sarkastycznej, lecz czuć było trochę więcej powagi, niż wcześniej. Czuję, że autor chciał, żebyśmy nie tylko dobrze się bawili w trakcie jej czytania, ale być może ukrył w niej jakieś ważne przesłanie. Jednak odpowiedź na to pytanie znajdę dopiero w ostatnim tomie. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "Zakon Rozbitej Soczewki" to niestety przedostatni tom z serii. Już tylko "Mroczny talent" pozostał do wyjaśnienia wszystkich najważniejszych wątków i do zakończenia historii klanu Smedrych. Z jednej strony jestem go bardzo ciekawa, lecz z drugiej... po prostu nie chcę, żeby ta seria się kończyła!

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida        Kości Skryby        Rycerze Krystalii        Zakon Rozbitej Soczewki

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

piątek, 30 marca 2018

263# Przedsmak zła - Alex Kava

"Nie odkryłeś mojego sekretu, ale może ja poznam twój."




Tytuł: Przedsmak zła
Autor: Alex Kava (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania:  marzec 2018
Liczba stron: 336
Forma: papierowa, moja biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

          Twórczość Alex Kavy poznałam wiele lat temu za sprawą pierwszego tomu o agentce Maggie O'Dell pt. "Dotyk zła". Razem z mamą byłyśmy tak zafascynowane, że przeczytałyśmy pozostałe trzy powieści, które były dostępne w bibliotece. Następnie wyczekiwałam każdej kolejnej części, a na dzień dzisiejszy uzbierało się aż 11 tomów! Teraz przyszedł czas na prequel całej serii. Pierwsze sześć rozdziałów zdecydowanie rozbudziło moją ciekawość, więc szybko zabrałam się za czytanie reszty, gdy dotarła do mnie książka w całości. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Maggie O'Dell to agentka FBI przed trzydziestką, która już zdążyła wyrobić sobie opinię utalentowanej profilerki. Zajmuje się określaniem profili psychologicznych najgorszych zwyrodnialców. Gdy w okolicach pojawia się wyjątkowo makabryczna sprawa do rozwiązania, szef Maggie postanawia odciągnąć ją od biurka i po raz pierwszy zabrać na miejsce popełnienia morderstwa, aby w jeszcze większym stopniu miała możliwość zapoznania się z cechami i motywem przestępcy. Do tej pory pracowała jedynie w biurze ze zdjęciami miejsc zbrodni, więc ujrzenie makabrycznych scen na żywo to był dla niej duży szok. Niestety w trakcie oglądania ciał zamordowanych, zostaje zauważona przez obserwującego miejsce zbrodni mordercę. Zaczyna się polowanie policji na wyjątkowo okrutnego i przebiegłego seryjnego zabójcę, który bawi się ze ścigającymi w kotka i myszkę oraz polowanie mordercy na Maggie, który zafascynowany, nie może o niej zapomnieć i zmienia reguły własnej gry...


          Bardzo dobrze było poznać Maggie jeszcze nie okaleczoną psychicznie ani fizycznie tak mocno, jak po spotkaniu Alberta Stucky'ego. Szkoda tylko, że taka była krótko. Zobaczyliśmy również początki kariery policjantki i sposób, w jaki wtedy budowała relacje ze współpracownikami i jak radziła sobie z mężczyznami. Z późniejszych tomów wiemy, że po latach pracy w policji całkowicie uodporniła się na kąśliwe komentarze i docinki, jednak tutaj jest wciąż świeża w tym "męskim świecie" i nadal nieco niepewna siebie. Jej charakter bardzo się zmienił w następnych latach i duży wpływ na pewno miała na to zmiana sposobu i otoczenia jej pracy. Alex Kava pokazała nam również jak powolutku kruszyło się małżeństwo bohaterki i w jaki sposób oddalili się od siebie z mężem Gregiem, z którym w "Dotyku zła" była już po rozwodzie. Nie mogło zabraknąć również pani psycholog - Gwen Patterson, czyli późniejszej najlepszej przyjaciółki O'Dell! Te wszystkie szczegóły i powrót do przeszłości sprawiły, że poczułam się jakby dopiero rozpoczynała podróż z książkami Alex Kavy i poznawała tych wszystkich bohaterów na nowo! Autorka stworzyła postać mordercy, którego trudno pozbyć się z pamięci. Jest to jeden z tych, którego imię i nazwisko oraz sposób zabijania pamięta się nawet kilka lat po przeczytaniu książek. U mnie to jest akurat rzadkość żeby takie rzeczy zostały mi w pamięci, bo thrillerów i kryminałów czytam mnóstwo, jednak "Albert Stucky" to dane, które zawsze będę mi się kojarzyły z Maggie O'Dell. Po prostu Alex Kava wykreowała tak okropną, zatrważająca postać psychopaty, że aż ciarki przechodzą w trakcie czytania rozdziałów z jego narracją. Autorka wczuła się w umysł Kolekcjonera tak dobrze, że jest to nawet trochę przerażające, jak jej się to udało...

PODSUMOWUJĄC...

       Ta powieść jest właściwie preludium do całej serii o Maggie O'Dell. Od lat jestem fanką postaci Maggie O'Dell, więc nawet posiadając wiedzę, jak sprawy się skończyły, wciąż interesowały mnie szczegóły i początki działalności Kolekcjonera. Obowiązkowa książka dla fanów serii oraz świetne wprowadzenie dla nowych czytelników. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu

wtorek, 6 marca 2018

260# Biała chryzantema - Mary Lynn Bracht [RECENZJA PREMIEROWA]



Tytuł: Biała chryzantema
Autor: Mary Lynn Bracht (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 412
Forma: e-book
Moja ocena - 9/10


WSTĘPNIE...
          Czytałam niezliczoną ilość książek o Żydach, Polakach, Francuzach cierpiących po okupacją niemiecka podczas II wojny światowej, czy też innych narodach, których bardziej dotknęła okupacja Japonii oraz kilka książek o Ormianach ginących z rak tureckich żołnierzy podczas I wojny światowej. Historia Korei tj. wieloletnia okupacja Japonii, a następnie wojna domowa pomiędzy Koreą Północną, a Południową nie jest mi znana, tak jak na to zasługuje. Z tego właśnie powodu "Biała chryzantema" tak bardzo mnie zaciekawiła swoja treścią. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          1943r., Hana jest 16-letnią koreańską dziewczyną, której życie do tej pory było radosne i szczęśliwe, pomimo wieloletniej okupacji Japonii. Hana i jej matka są haenyeo, poławiaczkami owoców mórz, a jej ukochana siostrzyczka Emi wkrótce również pójdzie w jej ślady. Życie Koreanki zostaje zburzone, gdy pewnego dnia podczas nurkowania widzi zbliżających się żołnierzy do jej małej siostrzyczki ukrytej za skałami. Niewiele myśląc wychodzi z morza jak najszybciej, aby ukryć Emi przed wzrokiem Japończyków, bo jako starsza siostra zawsze uważała się za opiekunkę i obrońcę Emi. Hana zostaje porwana do Mandżurii, jak wiele tysięcy innych dziewczyn, aby zostać jedną z "pocieszycielek" japońskich żołnierzy, którzy muszą wyładować swoje emocje przed czekającymi ich bitwami. Codziennie jest gwałcona od kilkunastu do kilkudziesięciu razy przez mężczyzn, jednak największą nienawiścią pała do jednego z nich - Morimoto, który się w niej zakochał i któremu wydaje się, że mogą stworzyć szczęśliwe małżeństwo. Po jakimś czasie Hanie udaje się uciec z niewoli, lecz prześladuje ją jej największy wróg - Morimoto... Prawie 70 lat później, staruszka Emi od ponad pół wieku poszukuje informacji o ukochanej siostrze, która zaginęła pewnego dnia ratując ją samą od niewoli.


          Fakt, że historia koreańskich "pocieszycielek" wyszła na jaw dopiero w 1991 roku, gdy jedna z nich wytoczyła proces rządowi Japonii, a tenże rząd umywał ręce od tej sprawy aż tak długi czas, jest naprawdę smutny. Jak sama autorka wspomniała w posłowiu, ma nadzieję, że Japonia weźmie pełną odpowiedzialność za popełnione zbrodnie na kilkuset tysiącach kobiet, tak jak Niemcy potrafiły przyznać się m.in. do Holokaustu. Ta książka powinna zostać rozpowszechniona na całym świecie, aby poznać tę okrutną prawdę historyczną, bo inaczej tego nazwać nie można. Zwłaszcza kobiety powinny ją znać, bo one przede wszystkim są w stanie spróbować zrozumieć (niekoniecznie zrozumieć, ale chociaż spróbować, bo pewnie do końca nie da się tego odczuć tak naprawdę, gdy nie zostało się nigdy tak potraktowanym) to bestialstwo. Te kobiety były przetrzymywane w okropnych warunkach, często umierały z głodu, aby nie mieć siły na walkę z mężczyznami, były bite i gwałcone wiele razy dziennie przez wielu różnych wojskowych. Po wojnie, gdy niewiele z nich mogło wrócić do domu, po pierwsze wstydziły się mówić o tym, co je spotkało, a po drugie - nikt się nie przyznawał, że takie rzeczy miały miejsce. Były okaleczone psychicznie do końca życia i nie dostały żadnej pomocy, która pozwoliłaby im uporać się z tym strasznym doświadczeniem. Biała chryzantema to w Korei "kwiat pogrzebu", "kwiat śmierci". Mary Lynn Bracht w tej powieści ukazała jednak śmierć nie ciała, lecz duszy tysięcy kobiet.

          Bardzo interesującym aspektem, tym razem pozytywnym w tej książce, było ukazanie ginącej już niestety kultury haenyeo, tj. koreańskich poławiaczek owoców morza, kobiet morza. Bardzo możliwe, że Hana okazała się tak bardzo waleczna też ze względu na to, że była haenyeo, a one znane są z tego, że są bardzo samodzielne i niezależne. Wielogodzinne nurkowanie bardzo głęboko w lodowatej wodzie, a następnie sprzedawanie na targu było bardzo wyczerpującym zajęciem. To one miały ogromny wpływ na przetrwanie ludu swojej wioski, a nie mężczyźni. Dlatego dostanie się pod tak okrutną niewolę, tak jak Hana było dla niej nie do przyjęcia. Niektóre dziewczyny, czy kobiety radziły sobie inaczej - jedne faszerowały się opium, aby nic nie czuć, inne myślami były daleko. Natomiast Hana wciąż myślała o ucieczce i połączeniu się z rodziną. Historia dwóch sióstr może i jest fikcją, ale zawiera prawdę z przeszłości, a elementy historyczne w niej występujące zostały bardzo dobrze zbadane przez autorkę. Podczas pisania książki przy życiu zostały jedynie 44 "pocieszycielki" i to ich świadectwo zostało tutaj ukazane. Niestety historie wielu tysięcy podobnych kobiet zginęły nieopowiedziane... Autorka przedstawiła również nierozerwalną miłość dwóch sióstr, które pomimo rozdzielenia w bardzo młodym wieku, zawsze tęskniły za sobą i nigdy nie przestały myśleć o sobie. 


       PODSUMOWUJĄC...

          "Biała chryzantema" to bardzo przejmująca i rozdzierająca serce książka. Zdecydowanie nie jest to łatwa lektura, ale cieszę się, że poznałam ukrywaną jeszcze do niedawna historię. Jest to hołd dla koreańskich kobiet, które zostały porwane i zmuszone do służenia własnym ciałem, ale również dla kobiet w innych kulturach, poddawanych gwałtom w czasie wojen.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


niedziela, 4 marca 2018

259# Cień matki - Diane Chamberlain [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]



Tytuł: Cień matki
Autor: Diane Chamberlain (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Kiss River, tom 3
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 480
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...
          "Cień matki" to trzecia i niestety ostatnia część trylogii o rodzinie O'Neillów zamieszkującej w malowniczym zakątku Outer Banks i opowiadającej o konsekwencjach śmierci żony, matki i lokalnej filantropki - Annie O'Neill. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          W dwóch poprzednich częściach tj. "Światło nie może zgasnąć" oraz "Kiss River" poznaliśmy rodzinę O'Neillów - Aleca, Lacey, Claya oraz kilkoro innych osób, które są blisko z nią związane m.in. lekarkę Olivię, Ginę, czy też ich sąsiadów. Cała seria skupia się przede wszystkim na wpływie śmierci wspaniałej Annie O'Neill na niektóre osoby. Większość miała ją za osobę wręcz świętą, która była bardzo dobrą żoną i matką, ale również wrażliwą na krzywdę innych, współczującą i pomagającą potrzebującym. Alec i Clay już zdążyli sobie ułożyć życie, pomimo wielu trudności i bolesnych chwil po drodze, jednak Lacey wciąż nie może wyjść na prostą. Odkrycie pewnych informacji o matce zburzyło jej świat i po raz kolejny musi znaleźć własną tożsamość i dowiedzieć się, kim naprawdę jest. Początkowo chciała jak najbardziej upodobnić się do zmarłej matki, lecz teraz traktuje to jak piętno i pragnie, aby ludzie zaczęli widzieć w niej Lacey, nie Annie. Tragiczne wydarzenia z udziałem jej przyjaciółki z dzieciństwa Jessiki postawią na jej drodze Mackenzie, 11-letnią dziewczynkę, która właśnie straciła matkę, a którą Lacey musi się zająć. Czy zadanie nie do wykonania, jakie początkowo wydaje się wychowanie małej dziewczynki pomoże zarówno Lacey, jak i Mackenzie odnaleźć spokój i szczęście?

          Poprzednie części trylogii Diane Chamberlain zupełnie mnie oczarowały. Duży wpływ miało na to umiejscowienie akcji w przepięknej części Karoliny Północnej oraz wplecenie w fabułę wątku związanego z ratowaniem latarni w Kiss River. Historia Lacey, która okazała się być najważniejszą bohaterką całej serii jest pełna bólu i smutku. Najpierw musiała uporać się z ciągle powracającym obrazem śmierci matki i wielką tęsknotą za nią, następnie po odkryciu tajemnic Annie - z nagłą nienawiścią i chęcią odcięcia się od wszelkich podobieństw, aż ostatecznie napotkała na trudności związane z poszukiwaniem własnej tożsamości. Lacey od zawsze była porównywana do matki, gdyż przypominała ja wyglądem i charakterem, lecz walczyły w niej dwa sprzeczne uczucia - pewna jej część chciała być taka sama, natomiast druga szukała własnego "ja". Książka jest po brzegi wypełniona sekretami. Kim jest Rick Tenley, który nagle pojawił się w życiu panny O'Neill i wydaje się być idealnym kandydatem na partnera życiowego, tak różnym od jej poprzednich wyborów? Czy Bobby, znajomy z lat młodzieńczych okaże się być prawdziwym ojcem McKenzie, czy może prawda jest bardziej złożona i głęboko ukryta? I w końcu - czy Lacey zna już wszystkie okoliczności śmierci matki, czy druga osobowość Annie również i w tym wypadku namieszała? Sekretów jest sporo do odkrycia, ale jak zapewne zdajecie sobie sprawę, to tylko urozmaica lekturę. Bo czymże byłby dobry dramat bez kilku niejasności i zagadek? Zawsze znajdą się jakieś tajemnice do odkrycia, zwłaszcza w książkach pani Chamberlain. To prawda, że niektóre z nich były oczywiste od samego początku, ale autorka wciąż zaskakuje swoim skomplikowanym detalem i sposobem, w jaki udało się to wszystko połączyć. Jest mistrzynią w tworzeniu elementów i układaniu puzzli w sposób, który jest interesujący i płynny.


       PODSUMOWUJĄC...

          Ostatecznie cała opowieść zawarta w trzech tomach sprowadza się do odszukania w sobie umiejętności przebaczenia, zrozumienia drugiego człowieka i dania mu szansy na poprawę. Ważne jest również przebaczenie samemu sobie, bo inaczej nie jest się w stanie zrobić tego w stosunku do innych osób. Przykro mi, że już nie odwiedzę rodziny O'Neill...

Seria Kiss River

Światło nie może zgasnąć                    Latarnia w Kiss River                    Cień matki
       

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


wtorek, 14 listopada 2017

253# Latarnia w Kiss River - Diane Chamberlain [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]




Tytuł: Latarnia w Kiss River
Autor: Diane Chamberlain (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Kiss River, tom 2
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 488
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...
          Poprzednia książka o bohaterach z Kiss River pt. "Światło nie może zgasnąć" opowiadała o pani doktor Olivii, jej małżeństwie oraz wpływie śmierci lokalnej filantropki Annie O'Neill na życie rodzin obu kobiet. Przyznam, że bardzo chciałam przeczytać kontynuację i po kilku miesiącach dostałam taką możliwość. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Gina Higgins, nauczycielka nauk ścisłych i badaczka historii latarni morskich przybywa do Outer Banks, aby zbadać sprawę wydobycia imponującej soczewki Fresnela z oceanu, która była niegdyś częścią latarni w Kiss River. Bardzo szybko poznaje rodzeństwo O'Neillów - Claya i Lacey, którzy oferują jej pokój w dawnym domku latarnika, w którym obecnie mieszkają. Są trochę zaskoczeni, że kobieta pokonała 5000 kilometrów, aby dotrzeć do jednej z wielu latarni w kraju, lecz szybko zaprzyjaźniają się z nią nie podejrzewając, że może mieć ona inne zamiary, niż te które im podała. Gina kieruje się wskazówkami z pamiętnika pewnej młodej dziewczyny imieniem Bess, który pochodzi z 1942 roku i za wszelką cenę chce doprowadzić do wydobycia soczewki z wody nagłaśniając sprawę wśród lokalnej społeczności. Jednak jakimi kieruje się motywami? Czy na pewno chodzi jej jedynie o chęć wydobycia słynnej soczewki, aby przywrócić regionowi dawne dziedzictwo, czy może coś ukrywa przed rodzeństwem? Jednak gdy zakochuje się w Clayu sprawy zaczynają przybierać nieoczekiwany obrót...

           Po raz drugi spotykamy się z bohaterami z małego miasteczka w malowniczym zakątku Outer Banks, gdzie stoi niegdyś piękna, teraz już zniszczona latarnia morska Kiss River. Od poprzedniego tomu mija około 10 lat, w życiu naszych bohaterów dużo się pozmieniało. Lacey już nie jest zbuntowaną nastolatką, która próbuje sobie poradzić po śmierci matki, choć ta sprawa wciąż niesie za sobą negatywne skutki wpływając na jej życie osobiste. Jest bardzo podobna do Annie nie tylko z wyglądu, ale również zachowując się w prawie identyczny sposób - tworzy witraże i udziela się charytatywnie pomagając innym. Clay natomiast cierpi nie tylko po stracie matki, ale również ukochanej żony Terri, która zmarła przed kilkoma miesiącami. Jednak gdy na szczycie latarni spotyka pewną nieznajomą, młodą, przepiękną kobietę i z biegiem czasu poznaje ją coraz lepiej, zakochuje się w niej z wzajemnością. Diane Chamberlain oprócz znanych nam już bohaterów, których pokochaliśmy w pierwszej części (zwłaszcza Olivię i Aleca) wprowadza nowych, których losy splatają się ze znanymi już nam osobami. Ciekawym zabiegiem jest rozszerzenie historii o córce Mary Poor, o której była jedynie malutka wzmianka w pierwszym tomie. Gdybym wiedziała, że staruszka i jej opowieści są wskazówką do historii opisanej w tym tomie, na pewno czytałabym dokładniej "Światło, którego nie widać". 

          Uwielbiam książki, których teraźniejszość przeplata się z opowiadaniami, wspomnieniami, czy też zapisami z pamiętnika, które działy się wiele lat wcześniej, a najlepiej w czasach I lub II wojny światowej. Jednak nie spodziewałam się, że dostanę połączenie wspaniałego dramatu, który zawsze taki jest, gdy wychodzi spod pióra Diane Chamberlain i historii z dawnych czasów! Jest to połączenie wręcz idealne. Chamberlain potrafi tworzyć niesamowite dramaty, które przeżywają bohaterowie wykreowani w taki sposób, że zawsze im współczujemy i kibicujemy, aby ich życie w końcu wyszło na prostą i aby znaleźli szczęście. Sercem tej powieści jest chęć doświadczenia bezwarunkowej miłości, pragnienie poczucia, że gdzieś się należy, ale przede wszystkim pragnienie posiadania rodziny. Powieść pokazuje jednak, że ci, którzy są twoją "prawdziwą" rodziną, mogą ale tak naprawdę nie muszą być krewnymi. Rodzina to również przyjaciele, którzy czasem są o wiele bliżsi niż te osoby, z którymi łączą nas więzy krwi. Nie mogę nie wspomnieć również o oszałamiającej scenerii, jaką jest archipelag wysp Outer Banks z pięknymi piaszczystymi plażami i latarniami spotykanymi na każdym kroku. Autorka tak pięknie potrafi opisywać, że naprawdę zazdrościłam bohaterom przebywania w tak malowniczym zakątku oraz w niewielkiej społeczności, w której wszyscy się znają i starają sobie pomagać. Sąsiedzi wówczas stają się prawdziwą rodziną. 

PODSUMOWUJĄC...

          Na szczęście to jeszcze nie koniec historii mieszkańców rajskiej części Karoliny Północnej. Seria liczy sobie trzy tomy i już nie mogę doczekać się kolejnej wspaniałej i zapewne wzruszającej opowieści z ukochanymi bohaterami.



Seria Kiss River

Światło nie może zgasnąć                        Latarnia w Kiss River
       

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


wtorek, 7 listopada 2017

252# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii - Brandon Sanderson

"Może zauważyliście, że bohaterowie książek rzadko muszą chodzić do ubikacji. Ma to kilka powodów. Wiele książek - w przeciwieństwie do tej - po prostu opowiada nieprawdę, a każdy wie, że postacie fikcyjne mogą wytrzymać, ile tylko trzeba. Po prostu czekają na skorzystanie z toalety, aż książka się skończy."




Tytuł: Rycerze Krystalii
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 3
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 312
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Twórczość Brandona Sandersona poznałam dopiero kilka miesięcy temu za sprawą serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze". Pomimo, że są to prawdopodobnie książki dla dzieci i młodzieży, całkowicie mnie one pochłonęły i nie mogłam się doczekać kontynuacji, aby ponownie odprężyć się i uśmiać przy tej lekturze.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Życie 13-letniego Alcatraza (nazwy obiektów więziennych zostały nadane na cześć najznamienitszych mieszkańców Wolnych Królestw, Ciszlandycy chcieli zrobić im w ten sposób na złość...) Smedry'ego diametralnie się zmieniło, gdy kilka miesięcy temu do jego drzwi zapukał nieznany staruszek, który oznajmił, że jest jego dziadkiem, a chłopiec pochodzi z bardzo znanego, arystokratycznego rodu zamieszkującego Wolne Królestwa, w Nalhalli. Alcatraz, który całe życie psuł wszystko w około dowiaduje się, że jest to jeden z najlepszych talentów w jego rodzinie i tak naprawdę większość mu go zazdrości. Wraz z przyjaciółką Bastylią, Rycerzem Krystalii (teraz już tylko Giermkiem), kuzynką Australią, dziadkiem i kilkoma innymi osobami, po pogoni za Piaskiem Raszida i starciem z kustoszami z Biblioteki Aleksandryjskiej (przypominam: Bibliotekarze to największe zło świata!) w końcu docierają do ojczyzny, aby uratować jedno z królestw - Mokkię, pomóc Bastylii w odzyskaniu statusu Rycerza i ... udzielić ślubu! 

          Śledzenie przygód młodego Alcatraza jest dla mnie niebywałą rozrywką. Już po raz trzeci śmiałam się do rozpuku z jego nietuzinkowych dowcipów, których często nikt z jego otoczenia nie rozumiał oraz z wielkim zapałem śledziłam jego przygody! Poczucie humoru Sandersona i jego przedziwna wyobraźnia zdecydowanie trafiają w mój gust. Bohater w tej części trochę zmienił sposób, w jaki stara się nam zakomunikować, że tak naprawdę jest wrednym i kłamliwym chłopcem. Stwierdził, że gdy mówił o tym otwarcie, czytelnicy mu nie wierzyli i tylko współczuli, że biedak ma tak niską samoocenę. Wymyślił więc, że będzie się przechwalał tak mocno, że każdy czytając to, będzie miał go dosyć i uwierzy w to, co mówił o sobie od samego początku. Mi jednak nadal trudno w to uwierzyć, bo Alcatraz to wręcz wzór cnót, to taki miły i spokojny dzieciak... No cóż, zobaczymy jaki będzie dalej, bo chyba te opowieści o własnej wredocie i kłamliwości nie są wyssane z palca. Chyba że faktycznie jest dobrym kłamcą, więc wtedy to nie byłaby prawda. Hm... ale czy na pewno? Pomimo odnalezienia rodziny, której tak naprawdę nigdy nie miał, nie można nazwać go szczęściarzem. Niestety, jego matka jest Bibliotekarką (uhh...) i to jedną z najgorszych, a ojciec... no cóż, trochę mało się nim interesuje. Dlatego też czytelnicy uważają, że zasługuje na współczucie, choć on konsekwentnie stara się nas przekonać, że mu się ono nie należy. 


Po trzech książkach jestem zdumiona, że ta seria wciąż może sprawić, że będę się śmiać tak, jak podczas lektury "Piasku Raszida". A może jednak nie powinnam być tym zszokowana, ponieważ nigdy nie należy lekceważyć sprytu Brandona Sandersona... Główna postać, trzynastoletni chłopiec jest wciąż niezwykle przebiegły (np. zmieniając sposób przekazania nam, jak bardzo jest wredny) i sarkastyczny (humor, którego nikt nie rozumie), ale w każdej kolejnej odsłonie wymyśla nowe sposoby, aby nadal nas rozbawiać i zainteresować. Dzięki temu, że książki z tej serii napisał Sanderson, są one bardzo nieprzewidywalne, ponieważ narrator ma niebywały styl opowiadania, a podczas czytania ostatnich stron zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak wszystko się ułożyło. Nie mówiąc już o niezwykłej wyobraźni autora dotyczącej nadawania postaciom talentów, np. talent do bycia okropnym tancerzem... Serio?
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Nie radzę wam zaczynać tej serii od trzeciego tomu, bo po pierwsze: czeka was wykład autora dotyczący osób, które omijają dwie pierwsze części, a po drugie: będziecie ciągle przez niego wyśmiewani. Uwierzcie mi, przez całą książkę. Chyba nie warto, prawda? Lepiej przeczytać "Piasek Raszida" tj. pierwszą część autobiograficznej serii o Alcatrazie Smedry'm, chwilę później (dosłownie chwilę!), "Kości skryby" i ostatecznie "Rycerzy Krystalii". No i później to trzeba czekać na ciąg dalszy...

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                    Kości Skryby                   Rycerze Krystalii

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

sobota, 4 listopada 2017

251# Sekret, którego nie zdradzę - Tess Gerritsen

"Kiedy ktoś wygląda na winnego, wszyscy uznają, że jest winny (...)".




Tytuł: Sekret, którego nie zdradzę
Autor: Tess Gerritsen (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Rizzoli/Isles, tom 12
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 384
Forma: moja własna
Moja ocena - 8/10

WSTĘPNIE...

         Maurę Isles i Jane Rizzoli poznałam co najmniej kilka lat temu i od tamtej pory niezmiennie wyczekuję na kolejne historie z ich udziałem. Uwielbiam ten kobiecy duet, ale przede wszystkim tajemnice odkrywane w ich wspólnym śledztwie. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         W Bostonie zostaje znalezione ciało młodej kobiety, która leży we własnym łóżku, a w dłoni trzyma swoje gałki oczne. Jane i Maura widziały w życiu wiele, jednak ten widok jest jednym z bardziej makabrycznych, a dodatkowo pani doktor po raz pierwszy ma trudności z ustaleniem przyczyny zgonu. Tymczasem ginie kolejna osoba - mężczyzna, który w piersi wbite ma strzały. Maura w tych zbrodniach widzi symbolikę religijną i prosi o pomoc znajomego księdza - Daniela Brophy'ego. Potwierdza on, że ofiary zostały okaleczone tak, jak męczennicy - Święta Łucja i Sebastian. Śledztwo Jane prowadzi ją do sprawy sprzed kilkunastu laty dotyczącej ośrodka, w którym były molestowane dzieci i odprawiało się w nim obrzędy satanistyczne. Dwie zamordowane osoby oraz odkryta trzecia były dziećmi, które oskarżyły właścicieli ośrodka o molestowanie. Detektywi trafiają na ślad jedynej osoby, która może powiedzieć im prawdę - Holly, która była jedną z pokrzywdzonych dziewczynek. Jednak Holly nie ma zamiaru zdradzać od lat ukrywanej tajemnicy...

          Mimo, że to już 12. książka z serii, nie zauważyłam pogorszenia poziomu. Niestety często tak bywa, że kolejne książki z cyklu są zbyt przekombinowane, czy też po prostu nudne, jednak nie w tym przypadku. Tess Gerritsen zdecydowanie nie wyszła z formy dając nam kolejny przykład na to, że jest jedną z najlepszych autorek kryminałów zagranicznych. Sprawa morderstw nawiedzających Boston jest budowana powoli i przemyślanie, a narracja tajemniczej bohaterki Holly niezwykle wzmaga ciekawość. Jak zawsze w książkach Tess, prowadzona sprawa ma drugie dno. Odpowiedź nie jest prosta, a czytelnik musi się sporo namęczyć, aby odgadnąć o co tak naprawdę chodzi i co najważniejsze - kto jest ofiarą. Autorka ma prawdziwy talent do opowiadania historii i utrzymania czytelnika w gotowości do zgadywania aż do samego końca. Nie brakuje szczegółowych opisów sekcji zwłok, czy też rozbierania na czynniki pierwsze psychiki bohaterów. Obfitujący w napięcie, z dbałością o szczegóły "Sekret, którego nie zdradzę" sprawia, że czujesz się bardzo zaangażowany w śledztwo i bardzo podobnie jak Rizzoli i Isles, próbujesz odkryć wskazówki, zanim zabójca ponownie uderzy. Było wiele wątków poruszanych w tej opowieści, które w końcu połączyły się w najbardziej szokujący sposób. 

          Skomplikowane i trochę smutne życie Maury staje się jeszcze bardziej zagmatwane za sprawa powrotu dwóch osób - jej matki Amalthei i ukochanego Daniela. Pierwszy powrót niesie za sobą nie tylko przypomnienie bólu i nienawiści do matki, ale również dodatkowe tajemnice, które chyba nie do końca zostały odkryte. Natomiast ponowne spotkanie z Danielem... Jak mi go strasznie brakowało! Przez kilka ostatnich książek autorka nie umieszczała go w fabule i trochę bałam się, że to już zamknięta sprawa, ale na szczęście powrócił. Ich relacja jest bardzo skomplikowana i trudna, jednak czytając o tym co dzieje się w sercu Maury, gdy myśli o ukochanym, czy też go widzi, po prostu czuć tą chemię pomiędzy nimi, nawet gdy jedynie o tym czytamy, nie widzimy tego. Ich związek zawsze interesuje mnie o wiele bardziej, niż Jane i Gabriela, bo wydaje mi się bardziej romantyczny i namiętny. I brawo dla Angeli za wykonanie jedynego słusznego kroku! 
        
PODSUMOWUJĄC...

          "Sekret, którego nie zdradzę" to kolejna rewelacyjna książka w dorobku autorki, która tylko potwierdza, że cała seria taka jest. Relacja między dwiema głównymi postaciami jest świetna, a morderstwa są naprawdę makabryczne. Jeżeli jeszcze nie znacie cyklu o policjantce Jane Rizzoli i patologu sądowym Maurze Isles (co wydaje się wręcz niemożliwe, zwłaszcza dla fanów gatunku), to polecam gorąco i zazdroszczę, że 12 tak fantastycznych thrillerów jeszcze przed wami...


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...