Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historyczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2018

260# Biała chryzantema - Mary Lynn Bracht [RECENZJA PREMIEROWA]



Tytuł: Biała chryzantema
Autor: Mary Lynn Bracht (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 412
Forma: e-book
Moja ocena - 9/10


WSTĘPNIE...
          Czytałam niezliczoną ilość książek o Żydach, Polakach, Francuzach cierpiących po okupacją niemiecka podczas II wojny światowej, czy też innych narodach, których bardziej dotknęła okupacja Japonii oraz kilka książek o Ormianach ginących z rak tureckich żołnierzy podczas I wojny światowej. Historia Korei tj. wieloletnia okupacja Japonii, a następnie wojna domowa pomiędzy Koreą Północną, a Południową nie jest mi znana, tak jak na to zasługuje. Z tego właśnie powodu "Biała chryzantema" tak bardzo mnie zaciekawiła swoja treścią. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          1943r., Hana jest 16-letnią koreańską dziewczyną, której życie do tej pory było radosne i szczęśliwe, pomimo wieloletniej okupacji Japonii. Hana i jej matka są haenyeo, poławiaczkami owoców mórz, a jej ukochana siostrzyczka Emi wkrótce również pójdzie w jej ślady. Życie Koreanki zostaje zburzone, gdy pewnego dnia podczas nurkowania widzi zbliżających się żołnierzy do jej małej siostrzyczki ukrytej za skałami. Niewiele myśląc wychodzi z morza jak najszybciej, aby ukryć Emi przed wzrokiem Japończyków, bo jako starsza siostra zawsze uważała się za opiekunkę i obrońcę Emi. Hana zostaje porwana do Mandżurii, jak wiele tysięcy innych dziewczyn, aby zostać jedną z "pocieszycielek" japońskich żołnierzy, którzy muszą wyładować swoje emocje przed czekającymi ich bitwami. Codziennie jest gwałcona od kilkunastu do kilkudziesięciu razy przez mężczyzn, jednak największą nienawiścią pała do jednego z nich - Morimoto, który się w niej zakochał i któremu wydaje się, że mogą stworzyć szczęśliwe małżeństwo. Po jakimś czasie Hanie udaje się uciec z niewoli, lecz prześladuje ją jej największy wróg - Morimoto... Prawie 70 lat później, staruszka Emi od ponad pół wieku poszukuje informacji o ukochanej siostrze, która zaginęła pewnego dnia ratując ją samą od niewoli.


          Fakt, że historia koreańskich "pocieszycielek" wyszła na jaw dopiero w 1991 roku, gdy jedna z nich wytoczyła proces rządowi Japonii, a tenże rząd umywał ręce od tej sprawy aż tak długi czas, jest naprawdę smutny. Jak sama autorka wspomniała w posłowiu, ma nadzieję, że Japonia weźmie pełną odpowiedzialność za popełnione zbrodnie na kilkuset tysiącach kobiet, tak jak Niemcy potrafiły przyznać się m.in. do Holokaustu. Ta książka powinna zostać rozpowszechniona na całym świecie, aby poznać tę okrutną prawdę historyczną, bo inaczej tego nazwać nie można. Zwłaszcza kobiety powinny ją znać, bo one przede wszystkim są w stanie spróbować zrozumieć (niekoniecznie zrozumieć, ale chociaż spróbować, bo pewnie do końca nie da się tego odczuć tak naprawdę, gdy nie zostało się nigdy tak potraktowanym) to bestialstwo. Te kobiety były przetrzymywane w okropnych warunkach, często umierały z głodu, aby nie mieć siły na walkę z mężczyznami, były bite i gwałcone wiele razy dziennie przez wielu różnych wojskowych. Po wojnie, gdy niewiele z nich mogło wrócić do domu, po pierwsze wstydziły się mówić o tym, co je spotkało, a po drugie - nikt się nie przyznawał, że takie rzeczy miały miejsce. Były okaleczone psychicznie do końca życia i nie dostały żadnej pomocy, która pozwoliłaby im uporać się z tym strasznym doświadczeniem. Biała chryzantema to w Korei "kwiat pogrzebu", "kwiat śmierci". Mary Lynn Bracht w tej powieści ukazała jednak śmierć nie ciała, lecz duszy tysięcy kobiet.

          Bardzo interesującym aspektem, tym razem pozytywnym w tej książce, było ukazanie ginącej już niestety kultury haenyeo, tj. koreańskich poławiaczek owoców morza, kobiet morza. Bardzo możliwe, że Hana okazała się tak bardzo waleczna też ze względu na to, że była haenyeo, a one znane są z tego, że są bardzo samodzielne i niezależne. Wielogodzinne nurkowanie bardzo głęboko w lodowatej wodzie, a następnie sprzedawanie na targu było bardzo wyczerpującym zajęciem. To one miały ogromny wpływ na przetrwanie ludu swojej wioski, a nie mężczyźni. Dlatego dostanie się pod tak okrutną niewolę, tak jak Hana było dla niej nie do przyjęcia. Niektóre dziewczyny, czy kobiety radziły sobie inaczej - jedne faszerowały się opium, aby nic nie czuć, inne myślami były daleko. Natomiast Hana wciąż myślała o ucieczce i połączeniu się z rodziną. Historia dwóch sióstr może i jest fikcją, ale zawiera prawdę z przeszłości, a elementy historyczne w niej występujące zostały bardzo dobrze zbadane przez autorkę. Podczas pisania książki przy życiu zostały jedynie 44 "pocieszycielki" i to ich świadectwo zostało tutaj ukazane. Niestety historie wielu tysięcy podobnych kobiet zginęły nieopowiedziane... Autorka przedstawiła również nierozerwalną miłość dwóch sióstr, które pomimo rozdzielenia w bardzo młodym wieku, zawsze tęskniły za sobą i nigdy nie przestały myśleć o sobie. 


       PODSUMOWUJĄC...

          "Biała chryzantema" to bardzo przejmująca i rozdzierająca serce książka. Zdecydowanie nie jest to łatwa lektura, ale cieszę się, że poznałam ukrywaną jeszcze do niedawna historię. Jest to hołd dla koreańskich kobiet, które zostały porwane i zmuszone do służenia własnym ciałem, ale również dla kobiet w innych kulturach, poddawanych gwałtom w czasie wojen.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


środa, 23 listopada 2016

196# W przyszłym roku w Jerozolimie - Julia Navarro

"-Myślisz, że przyjdzie dzień, kiedy Arabowie i Żydzi będą znowu mogli żyć razem?(...) 
- Tylko wtedy, kiedy liczba zabitych okaże się tak wielka, że nikt nie udźwignie ciężaru jeszcze jednej śmiertelnej ofiary."




Tytuł: W przyszłym roku w Jerozolimie
Autor: Julia Navarro (pochodzenie: Hiszpania)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 816
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...
         Ken Follett jest moim ulubionych pisarzem, głównie ze względu na trylogię "Stulecie" i książki obsadzone w czasach II wojny światowej. Natomiast twórczość Julii Navarro poznałam za sprawą lektury "Powiedz mi, kim jestem", która wywarła na mnie ogromne wrażenie, stając się najlepszą książką, jaką przeczytałam w 2015 roku. Dlatego kolejna powieść autorki, na dodatek porównana do trylogii "Stulecie" Folletta to dla mnie pozycja bardzo długo wyczekiwana i zdecydowanie obowiązkowa. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Opowieść rozpoczyna się w czasach współczesnych, gdy Marian Miller, udaje się do Jerozolimy, aby zebrać materiały dotyczące zasiedlenia Żydów na ziemiach Palestyńczyków i poznać różne opinie na ten temat. Mimo, że jej zadaniem jest poznanie poglądów różnych osób, sama ma już wyrobione zdanie. Jednak rozmowa z Ezekielem Zuckerem, Żydem, pokaże jej, że ten temat nie ma jednej strony, że trzeba spojrzeć na niego z różnych perspektyw, bo nie jest wcale taki oczywisty. Słucha opowiadania starca z coraz większym zaangażowaniem i ciekawością, a czytelnik dzięki temu poznaje historię dwóch rodzin - arabskiej i żydowskiej, która toczy się od ostatnich lat XIX wieku, aż do czasów obecnych. Ezekiel prowadzi nas przez podróż aż od zaczątków konfliktu palestyńsko-izraelskiego i zaczyna od wprowadzenia w dzieje jego przodków - opowiada historię swojego dziadka i ojca, którzy byli Żydami pochodzenia polskiego. Żyli w carskiej Rosji i tylko oni przeżyli pogrom, który odbył się w 1892 roku w odwecie za zabójstwo cara Aleksandra III. Jednocześnie Marian snuje opowieść o arabskiej rodzinie Ziadów, schwytanej w środek tych wydarzeń. Będziemy podróżować pomiędzy Warszawą, Sankt Petersburgiem, Paryżem, Londynem, Berlinem, Jerozolimą przez ponad 100 lat i dowiemy się, jak świat się zmienił przez ten czas, rozwinął, jak bohaterowie przychodzą i odchodzą, a postacie historyczne podejmują decyzje wpływające na losy świata. Z bohaterami, zarówno muzułmanami i wyznawcami judaizmu zżywamy się od razu, kochamy ich, kibicujemy im i płaczemy za nimi. 

          Jest to jedna z książek, które trzeba czytać spokojnie i rozkoszować się całością, aby
przyswoić ogromną zawartość faktów historycznych. To saga obejmująca trzy pokolenia, w której można spotkać wiele postaci o bogatych osobowościach i charakterze. Bohaterowie są wspaniale wykreowani, ich temperamenty, czy psychika są bardzo dobrze przemyślane. Autorka po mistrzowsku wplata poszczególne osoby w wątki historyczne, dodatkowo tworząc im własne historie. Pojawiają się również postacie niegdyś żyjące, co tylko urzeczywistnia poruszoną problematykę. Saga skupia się na problemach społecznych związanych w głównej mierze z wyznawaną wiarą i poglądami politycznymi. Dwie perspektywy pozwalają czytelnikowi zrozumieć te wydarzenia, które dotknęły zwykłych ludzi po obu stronach płotu. Widzimy efekty wojny i ruchów politycznych na zwykłych ludziach, które tak naprawdę ich nie dotyczą, a zmieniły ich życie nieodwracalnie. Płynnie przeskakujemy z miasta do miasta, z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent poznając przedstawicieli kolejnych narodowości wpływających na losy naszych dwóch rodzin. Ezekiel tak wspaniale przedstawia wydarzenia z życia jego przodków, a później własne wspomnienia, że chwilami miałam wrażenie, że opowiada to mnie - czytelnikowi, a nie bohaterce książki - Marian. Oczywiście to nie on posiada dar relacjonowania, lecz oczywiście Julia Navarro. Porwała mnie bardzo złożoną fabułą i i wielowątkowością, co przy tak obszernej książce wcale nie dziwi. Jest genialną pisarką, nie tylko obdarzoną mistrzostwem narracji, ale również wiedzą, jak szybko złapać czytelnika, bez utraty jego motywacji na dalsze czytanie tak obszernej książki.  

          "W przyszłym roku w Jerozolimie" to tytuł symbolizujący dążenie narodu żydowskiego do utworzenia własnego państwa. To ich marzenie, aby mieć własne miejsce na ziemi i pragnienie, aby zjednoczyć się z wyznawcami tej samej religii. Nie potrafię sobie wyobrazić, aby ta książka miała inny tytuł, bo jest zdecydowanie trafiony. Konflikt arabsko-izraelski oficjalnie rozpoczął się w latach 40. XX wieku, jednak jego początki sięgają o wiele wcześniej. Niestety ten konflikt trwa do dnia dzisiejszego i nie widać nadziei na jego szybkie zakończenie. Żadna ze stron nie chce ustąpić doprowadzając do coraz większej nienawiści pomiędzy wyznawcami judaizmu, a muzułmanami. Jestem bardzo wdzięczna pisarce za poruszenie tego tematu, bo dzięki niej poznałam genezę tego problemu oraz dwa stanowiska. Obie strony mają trochę racji i nie mam zamiaru brać żadnej z nich. Polecam wam, czytelnikom, zapoznanie się z tą historią nie tylko po to, aby spędzić mile czas przy ambitnej i doskonale skonstruowanej lekturze, ale również dla poznania prawdziwych wydarzeń i faktów, które wpływają nawet na życie nasze - Europejczyków. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "W przyszłym roku w Jerozolimie" jest wielowątkową powieścią liczącą ponad 800 stron, której lektura sprawiła mi ogromną przyjemność. Nie wydaje się, że książka jest tak długa, bo proza Julii Navarro jest tak fantastyczna, że nie odczuwa się czasu przeznaczonego na zapoznanie się z nią. Po samym stylu pisarskim można wywnioskować, że jest to bardzo przemyślana i mądra książka, a osoba, która ją napisała jest błyskotliwa i inteligentna. Podeszła do tematu z wielkim zaangażowaniem i przygotowaniem. I dzięki temu stworzyła dzieło na bardzo wysokim poziomie. Czy czytelnicy trylogii "Stulecie" będą tą książką zachwyceni? Zdecydowanie tak, jestem o tym przekonana. 


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

środa, 26 października 2016

190# Sisi. Samowolna cesarzowa - Allison Pataki

"Nikt nigdy nie dowie się, jak bardzo ją kochałem."





Tytuł: Sisi. Samowolna cesarzowa
Autor: Allison Pataki (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Seria: Sisi, tom 2
Data wydania:  październik 2016
Liczba stron: 384
Forma: papierowa, moja biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

          Pamiętam, że po lekturze pierwszej części pt. "Sisi. Cesarzowa mimo woli" o życiu cesarzowej Elżbiety (zwanej również Elżbietą Bawarską) byłam nią bardzo pozytywnie zaskoczona. Autorka ukazała jej historię o wiele bardziej zbliżoną do rzeczywistości niż legendy, które o niej krążą, czy też bardzo romantyczne filmy z Romy Schneider w roli głównej. Ja naprawdę uwielbiam te filmy, jednak nie należy traktować ich jako prawdy. Allison Pataki przybliżyła bardziej realny obraz życia na austriackim, cesarskim dworze pod panowaniem jednego z ostatnich z Habsburgów. 


TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Elżbieta i Franciszek Józef są małżeństwem od 15 lat. Nie łączy ich już tak silne uczucie, jakie ich do siebie przyciągnęło, jednak nadal zachowują pozory. Ich miłość jednak została zniszczona przez wiele różnych czynników, a przede wszystkim przez wtrącanie się arcyksiężnej Zofii, matki Franciszka, we wszystkie sprawy polityczne, jak również małżeńskie oraz przez niewierność męża. Sisi nie jest już bujającą w obłokach młodą dziewczyną, której z łatwością odebrano możliwość wychowania dzieci. Teraz jest stanowczą kobietą, która nie boi się łamać zasad oraz matką, która potrafi walczyć o dobro swoich pociech. Coraz pewniej panuje na dworze i ma nad nim coraz większą kontrolę, przez co zyskuje sojuszników, ale również i wielu wrogów. 

          Elżbieta Bawarska nadal stanowi wielką zagadkę, mimo że tyle lat minęło od jej śmierci. Niektórzy twierdzą, że była postacią tragiczną, bo spotkało ją wiele przeciwności losu, zwłaszcza odebranie jej dzieci przez arcyksiężnę Zofię. Twarda etykieta dworska czasem była nie przezwyciężenia dla delikatnej dziewczyny i wiele zasad bardzo ją denerwowało i doprowadzało do złego samopoczucia, a nawet depresji. Jednak w momencie, gdy zdobyła większe panowanie na dworze unowocześniła przestarzałe habsburskie zasady wprowadzając więcej swobody, której nauczyła się w trakcie wielu zagranicznych podróży. Inni uważają, że za szybko się poddała w walce o uczestniczenie w wychowaniu małej Zofii, Gizeli i Rudolfa. Zarzucają jej narcyzm, kapryśność, emocjonalność. Wydaje mi się, że Alison Pataki stanęła po środku tych dwóch stanowisk. Przytoczyła wiele takich sytuacji, w których cesarzowa naprawdę była bezradna w walce o dzieci, jednak gdy była już starsza, a arcyksiężna nie żyła to mogła walczyć o przychylność pociech, a nie od razu twierdzić, że i tak nic z tego nie będzie, bo dzieci nie uważają jej za matkę. Takie stanowisko zdecydowanie niekorzystnie wpływa na jej obraz. 
Uwielbiam w tej powieści dosłownie wszystko. Prawdę, która kryje się pomiędzy stronami, wiele prawdziwych postaci, które dopiero poznałam i mogłam więcej o nich przeczytać w internecie, ale również i pozahistoryczne aspekty. Dzięki Allison Pataki z łatwością można sobie wyobrazić bawarskie łąki i galopującą na nich Sisi, węgierski zamek stojący na uboczu i skrywający romantyczną opowieść, zimny augsburski pałac Hofburg, gdzie etykieta i odpowiednie zachowanie było najważniejsze. Sisi całe życie walczyła o wolność, o możliwość robienia czego jej dusza zapragnie i w pewien sposób ją wywalczyła. Podobno mimo rozczarowania małżeństwem z Franciszkiem do końca życia łączyła ją przyjaźń, a jego miłość do niej nigdy nie minęła. Jednak jaka była naprawdę cesarzowa Sisi nie dowiemy się chyba nigdy.

        
PODSUMOWUJĄC...

         Dwutomowa historia najsławniejszej cesarzowej w dziejach ludzkości na pewno będzie nie lada gratką dla miłośników pięknej Sisi. Jednak przygotujcie się, że obraz który znacie z filmów różni się od przedstawionego przez Allison Pataki. Nie jest to cukierkowa hollywoodzka opowieść o księżniczce poślubionej cesarzowi i ich wielkiej miłości, lecz o wielu trudnościach związanych z byciem matką, żoną i cesarzową.



Seria Sisi

Sisi. Cesarzowa mimo woli                     Sisi. Samowolna cesarzowa


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu

niedziela, 8 listopada 2015

151# Sisi. Cesarzowa mimo woli - Allison Pataki

"Nic nie jest silniejsze od łagodności, nic nie jest łagodniejsze od prawdziwej siły."




Tytuł: Sisi. Cesarzowa mimo woli
Autor: Allison Pataki (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania:  wrzesień 2015
Liczba stron: 368
Forma: ebook
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

          Jak tylko zobaczyłam, że powstała powieść o Sissi, wiedziałam, że po prostu muszę przeczytać o mojej ulubionej księżniczce z dzieciństwa i zweryfikować wiedzę którą posiadam z internetu z tym co jest napisane w powieści. Bardzo jestem zadowolona, że nie jest to typowa biografia, bo jak pisałam w recenzji Coco Chanel - nie lubię zwykłych, suchych biografii. Natomiast powieści biograficzne wręcz ubóstwiam, dlatego, że historię prawdziwej osoby można poznać czytając ją jak zwykłą powieść. 


TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Elżbieta Bawarska, kojarzona przez większość jako Sissi jest znana niemal wszystkim, a zwłaszcza kobietom. Jestem pewna, że większość pań oglądała choć raz słynną serię filmów o Sissi z Romy Schneider w roli głównej. Sama jako mała dziewczynka oglądałam te filmy, gdy tylko pojawiały się w telewizji. Wtedy zachwycały mnie jej pięknie upięte rude włosy oraz olśniewające sukienki. Prawdziwa księżniczka, a jak wiadomo dziewczynki lubią oglądać królewny i księżniczki. Jak byłam trochę starsza (w wieku nastoletnim) to czarowała mnie miłość pomiędzy Sissi a jej bardzo przystojnym mężem cesarzem Franciszkiem Józefem. Była przecież taka romantyczna... Jak z bajki oczywiście. Natomiast teraz oglądając filmy o Elżbiecie Bawarskiej widzę o wiele więcej. Ale nie o filmie jest ta recenzja, lecz o rewelacyjnej powieści biograficznej Allison Pataki.

          Powieść zaczyna się w momencie, gdy Sissi ma 15 lat. Wraz z rodzicami i kilkorgiem rodzeństwa żyje w pięknym zamku Possenhofen, który po prostu uwielbia. Pomimo tego, że jest córką księcia, Sissi nie jest przyzwyczajona do dworskiej etykiety. Jest wolnym duchem, uwielbia jeździć konno i czytać wiersze na świeżym powietrzu. Jej najlepszą przyjaciółką jest trzy lata starsza siostra Helena. Pewnego dnia w trakcie posiłku, matka dziewczyn ma do zakomunikowania ważną nowinę. Mianowicie obecnie panujący cesarz Franciszek Józef, ich kuzyn, musi w końcu się ożenić i spłodzić potomka. Jego matka, cesarzowa Zofia w tej roli widzi Helenę. W taki sposób Helena, jej matka oraz towarzysząca im Sissi wybierają się w podróż do Bad Ischl, aby poznać narzeczonego najstarszej z dziewczynek. Niestety Helena nie jest uszczęśliwiona perspektywą wyjścia za mąż, a co dopiero zostania cesarzową. Najchętniej zostałaby całe życie w Possi albo wstąpiła do klasztoru. Natomiast Sissi bardzo cieszy się z podróży do wielkiego świata. Na miejscu wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, gdy to Sissi, a nie Helena zachwyca Franciszka... W ten sposób tworzy się najsławniejsza i podobno najpiękniejsza cesarzowa, o jakiej słyszał świat. 

          Ciężko opisać uczucia, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu tej historii. Od zawsze byłam zachwycona Sissi, uwielbiałam ją. Jednak w tym uwielbieniu zawsze chodziło bardziej o film i o historię Sissi, którą przedstawił reżyser, a która różniła się od prawdziwego życia cesarzowej. Faktycznie początek historii Sissi jest jak z bajki o Kopciuszku. Oto mamy bawarską księżniczkę, żyjącą na skraju wielkiego świata, w sielskim zameczku w Possenhofen. Nagle przeżywa wielką i romantyczną miłość, o jakiej zawsze marzyła. Jednak dalsze jej losy nie są wcale takie kolorowe. Sissi musiała diametralnie zmienić swoje życie i przyzwyczajenia. Miał ją oglądać cały świat, więc musiała nauczyć się nienagannych manier. O beztroskim życiu, jakie wiodła w dzieciństwie nie było już mowy. Na każdym kroku zadanie to utrudniała jej teściowa, która nie była zadowolona z wyboru syna. Po kilku latach małżeństwa czar prysł i Sissi przestała być szczęśliwa z mężem (choć film pokazywał całkiem inne relacje pary). Cesarzowej można naprawdę współczuć. Mimo ciągle otaczającej ją służby ona ciągle czuła się samotna. Była matką, a nie mogła spędzać ze swoimi dziećmi czasu. Jej zadanie sprowadzało się do rodzenia dzieci i odpoczywania... Wyłącznie do rodzenia, bo do wychowywania Sissi już się nie nadawała. Jej losy faktycznie są dramatyczne. Po śmierci jednej z córek zapadła na depresję (choć wtedy taki termin nie istniał). Naprawdę kochała swoje dzieci, ale jej walka o nie była niestety od samego początku przegrana. 
        
PODSUMOWUJĄC...

         Historia jest cudowna. Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać powieść biograficzną o jednej z moich "idolek" z dzieciństwa.

czwartek, 19 marca 2015

91# Paryż - Edward Rutherfurd




Tytuł: Paryż
Autor: Edward Rutherfurd (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 940
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 7/10



WSTĘPNIE...

       "Paryż" Edwarda Rutherfurda przyciągnął moją uwagę już jakiś czas temu i czekał od grudnia na swoją kolej, jednak ciężko było mi wpleść tak obszerną księgę w mój napięty grafik. Ale ostatnio miałam trochę więcej czasu na zapoznanie się z tą historią, więc tak też zrobiłam. Książka zapowiadała się bardzo ciekawie, a ja  bardzo chciałam poznać całą historię Miasta Świateł.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

      Na tylnej stronie okładki jest napisane, że książka ta, to powieść o Paryżu, w której zostały przedstawione dzieje czterech rodzin. Jednak nie bardzo to rozumiem, bo nawet dołączone na pierwszej stronie ogromne drzewo genealogiczne przeczy temu stwierdzeniu, ukazując sześć rodzin, które faktycznie pojawiają się w fabule i to bardzo często. Jest to zatem monumentalna powieść, pokazującą historię Paryża na tle historii sześciu rodzin. Książka jest naprawdę obszerna, liczy prawie 1000 stron, a akcja toczy się przez około 6 stuleci. Początkowo bardzo przeszkadzały mi przeskoki w czasie, które nie dosyć, że same w sobie były mylące, to na dodatek ciężko było zorientować się, który z bohaterów teraz został przedstawiony i z której rodziny pochodzi. Dlatego to drzewo naprawdę było naprawdę niezbędne i bardzo pomocne. Jednak po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do takiego prowadzenia fabuły i nawet spodobały mi się wątki średniowieczne (choć nie wszystkie), mimo że nie jest to moja ulubiona epoka. Niestety książka jest bardzo nierówna. Momentami była bardzo ciekawa i z żalem odkrywałam, że na chwilę obecną kończy się dany wątek i zaczyna nowy, a momentami wątki bardzo mi się dłużyły i nudziły mnie tak, że musiałam przeskakiwać kilka akapitów dalej. O wiele 
ciekawiej zrobiło się, jak akcja weszła w początek XX wieku, ale to pewnie dlatego, że ja po prostu uwielbiam te czasy w literaturze i nigdy mi się nie znudzi czytanie o I, czy też II wojnie światowej, o sufrażystkach, o upadających wiktoriańskich konwenansach, czy też o rewolucji w modzie, głównie kobiecej. 

     Bohaterów jest bardzo dużo, według mnie jednak trochę za dużo. Naprawdę ciężko było zorientować się w koligacjach rodzinnych, zwłaszcza, że XIX i XX wiek ciągle przeplatały się z XIII, czy XVI. Bohaterowie są świadkami takich ważnych wydarzeń dla Paryża, jak: budowa Statui Wolności i Wieży Eiffela, wypędzenie Żydów z miasta w XIV wieku, pogrzeb Victora Hugo, czy też wyjazd żołnierzy na front I wojny światowej. Najciekawszym bohaterem jest Thomas Gascon, o których czytałam najchętniej. To właśnie on był jednym z budowniczych wieży Eiffela i jego wątki najbardziej mnie zainteresowały. Natomiast historia rodziny Le Sourdów najbardziej mnie znudziła i wolałabym, żeby nie pojawiała się tak często. Bardzo interesującym wątkiem było też "zabieganie" o rękę Marie Blanchard. Bohaterami, choć bardzo epizodycznymi są tutaj również tak znane wszystkim postacie jak: Monet, Emil Zola, Eiffel, van Gogh, Chanel, czy też Hemingway. Jednak byli oni jedynie tłem dla innych rodzin. 

PODSUMOWUJĄC...

          Miałam wielkie nadzieje, co do tej powieści, które nie do końca się spełniły. Myślałam, że dołączy ona do grona moich ulubionych utworów, ale tak chyba się nie stanie. Co nie znaczy, że książka jest tragiczna, czy też bardzo nudna, bo tak nie jest. Po prostu spodziewałam się większego dzieła. Jednak, jeśli zostaną w Polsce wydane inne książki autora, np. Londyn lub Nowy Jork, to na pewno się z nimi zapoznam.

niedziela, 15 marca 2015

89# Fortuna i namiętności. Klątwa - Małgorzata Gutowska-Adamczyk





Tytuł: Klątwa
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria: Fortuna i namiętności, tom 1
Data wydania:  luty 2015
ISBN: 9788310126160
Liczba stron: 464
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 6+/10



WSTĘPNIE...

      Czytałam już jedną książkę autorki - "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy", jednak mimo wielu pozytywnych opinii na mnie książka wielkiego wrażenia nie zrobiła. Jednak postanowiłam podjąć jeszcze jedną próbę z twórczością autorki, dlatego też sięgnęłam po pierwszą część nowej serii "Fortuna i namiętności. Klątwa". Jednak, czy tym razem książką spełniła moje oczekiwania?

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     

         Akcja dzieje się w w roku 1755 na Litwie. Nie jest to mój ulubiony moment w czasie, jednak ciekawiło mnie, jak wyglądała w tym okresie Litwa i co się wtedy działo, jakie były zwyczaje, jaka panowała kultura i czy szlachta będzie przedstawiona w podobny sposób, jak w książkach Henryka Sienkiewicza. Bohaterkami głównymi są dwie kobiety - Zofia i Cecylia. Obie są młodymi wdowami, które powinny powtórnie znaleźć sobie mężów (lub raczej zostawić to szukanie swoim rodzicom). Zofię poznajemy w momencie, gdy niezbyt chętnie zmierza na wesele drugiej bohaterki. Spodziewa się tam spotkać swoją dawną miłość - Jana, brata Ceclii i trochę się tego obawia. Jednak jeszcze przed główną fabułą jesteśmy świadkami spalenia na stosie rzekomej czarownicy. Ten wątek początkowo nie ma nic wspólnego z wiodącą fabułą, jednak później ulega to zmianie. Trochę zmylił mnie opis na odwrocie książki "... która z nich skradnie serce zuchwałego infimisa", bo myślałam, że panie będą konkurowały między sobą o mężczyznę. A jednak tak nie było. Kobiety bardzo się od siebie różnią. Zofia jest skromna i spokojna, natomiast Cecylia jest kokietką. Moją sympatię bardziej wzbudziła Zofia i to jej wątki czytałam chętniej.

          Powieść napisana jest w trudnym, staropolskim języku z wieloma przestarzałymi wyrazami. Trochę ciężko mi się to czytało, nad lekturą trzeba naprawdę mocno się skupić i było to trochę męczące. Więc jeśli chcecie przeczytać lekką, mało wymagającą powieść, to nie zabierajcie się za "Klątwę". Jednak jestem pełna podziwu dla autorki, bo jednak napisać książkę takim językiem, żeby to miało ręce i nogi wymaga na pewno wiele wysiłku. Musiała się sporo nad tym napracować i było to dla niej wyzwaniem. Pani Gutowska-Adamczyk przedstawiła również znaczące tło historyczne, a nie tylko wątki obyczajowe, czy też miłosne. Obok historii Zofii, Cecylii i innych bohaterów, których jest naprawdę mnóstwo, dzieją się ważne historycznie wydarzenia, np. śmierć króla Augusta II i wojna o sukcesję polską. Jest to powieść pełna intryg i zwrotów akcji, nie można narzekać na powolną fabułę. Zakończenie jest oczywiście otwarte i zapowiada dalszą część historii. Nie mogę nie wspomnieć o przepięknej okładce... naprawdę jest rewelacyjna i imituje nieco stare książki, które miały takie metalowe elementy.
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Jeśli chcecie poznać zwyczaje i obyczaje polskiej szlachty, ich intrygi, polowanie na czarownice w XVIII wieku to namawiam do sięgnięcia po tę lekturę. Ja osobiście chyba jednak zrezygnuję z cztania kontynuacji, gdyż po prostu wolę czytać o historii trochę nowszej. Ale nie zrażajcie się moją opinią i sami zdecydujcie, czy was ta książka zachęca. 


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Czytam opasłe tomiska
3. Okładkowe love

wtorek, 24 lutego 2015

84# Krawędź wieczności - Ken Follett

"Słabe kobiety się zmieniają, żeby zadowolić mężczyzn (...)."


Tytuł: Krawędź wieczności
Tytuł oryginału: Edge of Eternity
Autor: Ken Follett (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Trylogia Stulecie, tom 3
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 9788378859970
Liczba stron: 1136
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 10/10!



WSTĘPNIE...

       W końcu się doczekałam trzeciej części monumentalnej trylogii "Stulecie, obejmującej lata 1912-2008. Prawie cały XX wiek i kawałek XXI wieku zostały rozłożone na czynniki pierwsze przez Folletta na niecałych 3300 stronach. W skrócie: jest to opowieść o pięciu rodzinach: angielskiej, walijskiej, rosyjskiej, amerykańskiej i niemieckiej, których członkowie są uwikłani w najważniejsze wydarzenia XX wieku. W kolejnych tomach rodziny się przenikają tworząc mieszaninę rożnych kultur, co często jest dla nich trudne.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

      Akcja tej części obejmuje lata 1961 (kiedy został wzniesiony Mur Berliński) - 2008 (kiedy Barack Obama został prezydentem Stanów Zjednoczonych). Bohaterowie są w samym środku wielkich wydarzeń. Georgy Jackes (wnuk Lva Peskhowa) pochodzi z mieszanego związku i walczy o równouprawnienie. Jest bliskim doradcą Roberta Kennedy'ego, więc często ma styczność z prezydentem Johnem Kennedy. Dimka Dworkin (wnuk Grigorija Peskhowa) stoi natomiast po drugiej stronie - jest asystentem Chruszczowa i znajduje się w samym centrum kryzysu kubańskiego, natomiast jego siostra Tanja została zesłana "za karę" na Kubę. Rebbeca Hoffman, adoptowana córka Carli pragnie uciec z Niemiec Wschodnich, gdy dowiaduje się, że jej mąż wziął z nią ślub, aby śledzić jej rodzinę i przyjaciół. Niestety ucieczka staje się trudniejsza, gdy zostaje wzniesiony Mur Berliński...


     W dwóch poprzednich recenzjach wychwalałam pod niebiosa Folletta, więc chyba w tym przypadku jest to już zbędne. Bohaterowie dalej są wspaniale skonstruowani, a historyczne fakty wplecione w zwykłe życie bohaterów znowu Folletowi wyszło rewelacyjnie. Przyznam, że historii powojennej nie znam zbyt dobrze. Wiedziałam np. tylko, że była zimna wojna i pomiędzy kim, ale zbyt wielu szczegółów nie znałam, bo jakoś bardzo mnie to nie interesowało. Jednak jak się czyta powieść historyczną, gdzie bohaterowie towarzyszą znanym ludziom i są wplątani w bardzo ważne historycznie wydarzenia, to wtedy o wiele łatwiej przyswaja się pewne fakty. Dzięki temu poczytałam też więcej o historii II poł. XX wieku w internecie. 
Z najmłodszych bohaterów, będących wnukami i wnuczkami osób z pierwszej serii najbardziej polubiłam Rosjankę Tanję i Anglika Dave'a. Tanja, mimo że mieszka w Rosji i jej rodzina raczej popiera komunizm, ma odmienną opinię, co do tego ustroju i stara się w miarę swoich możliwości z nim walczyć. Uwielbiam wszystkich z rodziny Williamsów (najpierw Ethel, potem Llyoda i jego żonę Daisy), więc nie było możliwości, żebym nie polubiła Dave'a, mimo że jest tak różny od swoich przodków. Co do Amerykanów - myślałam, że wątek walki o prawa czarnoskórych obywateli Stanów Zjednoczonych będzie trochę lepiej poprowadzony, a niekiedy był trochę nudnawy. Jednak bardzo cieszę się z dobrze przeprowadzonego wątku polskiego. 

     Ta recenzja jest również podsumowaniem całej trylogii, nie tylko trzeciej części. Najbardziej podobała mi się pierwsza część, a to dlatego, że czasy I wojny światowej interesują mnie najbardziej. Jestem zafascynowana życiem arystokracji, głównie brytyjskiej i uwielbiam czytać o romansach pomiędzy służącą, a lordem i ogólnie o życiu obu społeczności. Dlatego od razu polubiłam Ethel, walijską służącą i lady Maud, arystokratkę, które pomimo różnego pochodzenia zaprzyjaźniły się, a Maud zrobiła coś całkowicie niewybaczalnego dla jej rodziny - wyszła za mąż w tajemnicy za mężczyznę nie pochodzącego z Wielkiej Brytanii. 

PODSUMOWUJĄC...

          Wstyd się przyznać, ale ostatnie dwa rozdziały - czyli obalenie Muru Berlińskiego, a co za tym idzie zjednoczenie się rodziny Franców oraz rozdział, w którym Barack Obama wygrywa wybory na prezydenta, a ogląda to rodzina Jackesów - czarnoskórych obywateli Stanów Zjednoczonych, wywołały u mnie łzy. Przez ponad 3 tys. stron poznawałam bohaterów, ich rodziny oraz przezywałam z nimi ważne politycznie wydarzenia i te dwa zdarzenia wywołały u mnie wielkie emocje. Lepszego zwieńczenia trylogii nie mogłam sobie wymarzyć.

TRYLOGIA STULECIE:
Upadek gigantów           Zima świata           Krawędź wieczności

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Czytam opasłe tomiska
3. Wyzwanie biblioteczne
4. Klucznik

niedziela, 28 grudnia 2014

63# Zima świata - Ken Follett


Tytuł: Zima świata
Tytuł oryginału: Winter of the World
Autor: Ken Follett (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Trylogia Stulecie, tom 2
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 9788376598451
Liczba stron: 1040
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 10/10!



WSTĘPNIE...

       Już jakiś czas temu zamówiłam w księgarni matras trzecią część trylogii "Stulecie" - "Krawędź wieczności",  która zostanie wysłana do mnie w styczniu. Jest to dla mnie najbardziej oczekiwana książka od kilku miesięcy,  więc już się nie mogę doczekać zwieńczenia historii o XX wieku. Teraz powoli przypominam sobie losy bohaterów dwóch poprzednich powieści, bo wiele pozapominałam, a chcę mieć świeży obraz tego, co się działo dotychczas na ponad 2000 stron. Jednak Follett znowu okazał się pomocny, bo bez kilkustronicowego spisu bohaterów według narodowości byłoby ciężko się połapać w wątkach. Przygotujcie się na trochę niewielkich spoilerów.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

      Akcja pierwszej części zakończyła się w 1924 roku w momencie, kiedy bohaterowie mieli już kilkoro dzieci. I to właśnie o nich jest ta część: o pięknej Daisy, o braciach Boyu i Lloydzie, Eriku, Gregu, Carli, Wołodii, Woodym, Chucku, Millie, Ani i Davie'm. Szkoda, że większość dzieci z "Upadku gigantów" jest płci męskiej (a przynajmniej te bardziej znaczące i często pojawiające się postacie), ale Follett poradził sobie z tym wprowadzając do fabuły nowe, ciekawe żeńskie postacie. Teraz jest rok 1933 r., Hitler został nowym kanclerzem Niemiec, a książka rozpoczyna się właśnie od tego momentu, gdy w Niemczech zachodzą wielkie zmiany polityczne. Naziści walczą o władzę z komunistami, a demokracji jakby w ogóle już się nie brało pod uwagę. W samym sercu zamieszek znajdują się: Lloyd z matką, Wołodia, Werner i Frunze (nowo wprowadzone postaci) i Walter von Ulrich, jeden z głównych bohaterów poprzedniej części ze swoją angielską małżonką - lady Maud. Jak widzicie, ich wątek zakończył się szczęśliwie, jednak nie na długo...


     W książce jest też dużo sytuacji, które wywołują zaskoczenie, czy też są wstrząsające. Zaskoczeniem była na pewno śmierć jednego z głównych bohaterów "Upadku gigantów". Byłam zdziwiona i smutna, bo bardzo lubiłam tę postać. Zginęła też ukochana jednego z młodszych bohaterów, co też było pewnym zaskoczeniem. Ale Follett musiał kogoś poświęcić, w końcu była wojna. Wstrząsający jest na pewno obraz gwałtu na jednej z bohaterek przez czterech rosyjskich żołnierzy. Nawet tego nie skomentuję, bo chyba nic więcej pisać o tym nie trzeba...

     Najciekawszym wątkiem obyczajowym, czy miłosnym był dla mnie romans Daisy i Llyoda. Od początku polubiłam Daisy, choć sama się dziwiłam dlaczego, bo jednak była trochę napuszoną arystokratką, ale przeczuwałam, że zajdzie w niej wielka zmiana. W poprzedniej części to postać Ethel była moją ulubioną, a w tej jest to Daisy. Moim zdaniem Follettowi w obu częściach lepiej wyszły portrety kobiece - wzbudzają o wiele więcej sympatii, niż płeć przeciwna. Jednak co do płci przeciwnej, Lloyd i Werner stają na podium, jako najciekawsze postacie męskie. Oboje dobrzy, zakochani w swoich partnerkach są bohaterami, bo walczą o lepszą przyszłość. I znowu bohaterowie to największy atut twórczości Folletta.

     Drugą wielką zaletą jest na pewno fabuła i wielowątkowość. Od wątków miłosnych, do wojennych, szpiegowskich, historycznych, czy też obyczajowych Follett przedstawia, jak mogło wyglądać życie biednych, czy też bogatych, Anglików, czy też Rosjan w ubiegłym stuleciu. Nie faworyzuje przedstawicieli żadnego kraju - w Niemczech możemy znaleźć również pozytywnych bohaterów, a w Wielkiej Brytanii negatywnych. I tak na pewno było, jednak w dzisiejszych czasach chyba ludzie za bardzo kierują się stereotypami, czy uprzedzeniami mówiąc, że np. każdy żołnierz niemiecki w czasach II wojny światowej był zły. Follett w rewelacyjny sposób pokazał, że każdy człowiek jest równy i przez swoje wybory jest dobry lub zły, a nie przez narodowość, czy pełnioną funkcję. Dlatego właśnie obu powieściom daję maksymalną ilość punktów - za dojrzałą i wnikliwą analizę XX wieku.

PODSUMOWUJĄC...

          Wspaniała książka. Bałam się, że po pierwszej, fantastycznej części, z drugą może być już gorzej, bo w końcu wielka odpowiedzialność spadła na pana Folletta, który musiał sprostać cudowności pierwszej części. Ale na szczęście się myliłam. I nawet nie jestem w stanie powiedzieć, która z nich jest lepsza, bo trzymają naprawdę równy poziom. Dla miłośników powieści wojennych, ale także trochę obyczajowych - jak najbardziej polecam. A reszta osób może też się skusi i przekona do tego typu dzieł. A teraz czekam na "Krawędź wieczności"...

TRYLOGIA STULECIE:
Upadek gigantów           Zima świata           Krawędź wieczności

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Stare, dobre czasy!
3. Czytam opasłe tomiska
4. Czytam literaturę amerykańską
5. Klucznik

poniedziałek, 3 listopada 2014

41# Upadek gigantów - Ken Follett

"Duma uprzedza upadek".

Tytuł: Upadek gigantów

Tytuł oryginału: Fall of Giants
Autor: Ken Follett (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 9788376591735
Liczba stron: 1072
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 10/10!



WSTĘPNIE...

       Z niecierpliwością czekając na zwieńczenie trylogii Stulecie książką "Krawędź wieczności", postanowiłam przypomnieć sobie losy moich ulubieńców. "Upadek gigantów" i "Zima świata" to jedyne książki po Harry'm Potterze, którym dałam 10/10. Jestem wielką fanką twórczości Kena Folletta (głównie jego powieści z akcją w czasach II wojny światowej, czyli - "Kryptonim Kawki", "Lot ćmy", "Igła"), a trylogia Stulecie jest po porstu napisana perfekcyjnie. I po raz kolejny miałam przyjemnosć zagłębić się w początek XX wieku, jeszcze przed I wojną światową...

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

        "Upadek gigantów" jest wielowątkową powieścią, licząca ponad 1000 stron i za pierwszym razem ciężko było 
się odnaleźć w gąszczu wątków. Jak się zatem domyślacie, galeria bohaterów jest naprawdę liczna. Niektórych można pokochać od razu, niektórych po jakimś czasie. Na szczęście, gdy czytałam książkę po raz drugi, mogłam się nią całkowicie delektować i nie zastanawiać, kto jest kim. Follett i tak ułatwia bardzo zadanie, bo pierwsze sześć stron to spis bohaterów według narodowości, oczywiście łącznie z drugoplanowymi postaciami. Akcja skupia się na pięciu rodzinach: walijskiej (na rodzeństwie Ethel i Billy'm Williams), angielskiej (hrabia Fitzhbert i jego siostra Maud), niemieckiej (Walter von Ulrich), amerykańskiej (Gus Dewar) i rosyjskiej (bracia Grigorij i Lew Peszkow). Bohaterowie są różni, niektórzy bogaci, inni biedni. 

          Moim ulubionym wątkiem (oprócz wszystkich opisów dotyczących wojny) jest historia Ethel, która jest zarazem moją ulubioną bohaterką, która trafia do Ty Gwen (czyli posiadłości hrabiego Fitzhberta i jego żony, rosyjskiej księżniczki - Bei) jako służąca. Już w tym wątku widzicie połączenie co najmniej dwóch rodzin, jednak po pewnym czasie, wszystkich bohaterów w jakiś sposób połączą różne wydarzenia. Czasem znajdą się  po różnych stronach. 

          Hrabia wydaje przyjęcie na cześć króla Jerzego V, na którym poznajemy wyzwoloną Maud i czarującego Niemca Waltera. Nie będzie to spoilerem, jeśli zdradzę, że między nimi rodzi się romans, gdyż możemy się tego  dowiedzieć z opisu książki. Jednak nie zdradę wam dalszej historii romansu. Jak się zapewne domyślacie, po wybuchu I wojny światowej, kochankowie stoją po dwóch różnych stronach, co będzie dla nich bardzo trudne. Na przyjęciu pojawia się również Gus Dewar, młody Amerykanin, syn senatora, bliskiego doradcy prezydenta USA. Fitz postanowił zaprosić najznakomitszą śmietankę towarzyską z różnych krajów.

          Billy, niespełna trzynastoletni brat Ethel, rozpoczyna swoją pierwszą pracę w kopalni. Naprawdę świetnie  się czytało o jego pierwszych zmaganiach w kopalni, wiedząc jak potoczą się jego losy. Rodzina Williamsów to bohaterowie z tej biednej klasy, tak jak rosyjscy bracia Peszkow - Lew (który jest roztrzepany i nie myśli o konsekwencjach swoich czynów) i Grigorij (rozsądny, od lat opiekujący się bratem), którzy pracują w fabryce i marzą o wyjeździe do Ameryki. Niestety, tylko jednemu z braci się to udaje...

          W żadnej książce tak bardzo nie zżyłam się z bohaterami (nawet w Harry'm Potterze). Są oni głównym wielkim plusem powieści. Drugą wielką zaletą jest problematyka. Akcja rozpoczyna się w 1911 r., jeszcze przed wielkimi zmianami, jakimi były: I wojna światowa, ruch sufrażystek, strajki robotników, rewolucje. Historia ciągnie się do roku 1924, kiedy największe państwa świata (tytułowe giganty) muszą się podnieść i odbudować. Jest to wielka lekcja historii - ja się naprawdę dużo dowiedziałam, zwłaszcza o przyczynach wybuchu I wojny światowej, które było jednym wielkim efektem domina.

PODSUMOWUJĄC...

          Na dniach zabiorę się za czytanie drugiej części "Zima świata", a później szybiutko kupuję trzecią część. Jeszcze raz gorąco was zachęcam do przeczytania tej trylogii. Nie polecam jej nikomu szczególnie, tylko wszystkim!


TRYLOGIA STULECIE:
Upadek gigantów           Zima świata           Krawędź wieczności

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Stare, dobre czasy!
3. Czytam opasłe tomiska
4. Czytam literaturę amerykańską
5. Pod hasłem
6. Grunt to okładka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...