Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2018

269# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Mroczny Talent - Brandon Sanderson





Tytuł: Mroczny Talent
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 5
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 288
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         To już piąta i niestety ostatnia część przygód o Alcatrazie i jego rodzinie. Poprzednie cztery tomy wywołały u mnie wiele uśmiechu na twarzy, wiele radości z czytania i kilka godzin oderwania się od rzeczywistości i pogrążenia w fantastycznym świecie wykreowanym przez Sandersona. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Ostatnio Alcatraz uratował Królestwo Mokki przed zagładą Bibliotekarzy, jednak... skazał na niego świat. Jego talent do psucia wszystkiego okazał się o wiele bardziej złożony - udało mu się zniszczyć wszystkie talenty, jakie posiadała rodzina Smedrych. Na dodatek nie może liczyć na pomoc pogrążonej w śpiączce przyjaciółki Bastylii, jego ojciec chce dać wszystkim ludziom talenty, a matka to najgorsza na świecie Bibliotekarka bez jakichkolwiek matczynych uczuć. Uff... czy to już wszystkie problemy, z którymi musi zmierzyć się 13-letni chłopiec? Niestety nie, czeka go infiltracja największej biblioteki na świecie (a jak wiadomo, takie miejsca są przerażające i ekstremalnie niebezpieczne) - Wieloteki, co niestety doprowadzi do naprawdę przerażającej sytuacji.


          Ton całej książki bardzo różni się od poprzednich czterech, mimo że lekka zmiana stylu była już wyczuwalna w czwartej części. Wtedy już zaczęło się robić bardziej poważnie, zaczęłam się zastanawiać, czy sarkastyczny humor nie jest tylko przykrywką, a cała historia ma o wiele głębsze dno. Okazało się, że intuicja dobrze mi podpowiadała, gdyż "Mroczny Talent" pokazuje zdecydowanie inny styl od poprzednich części (pomimo przezabawnych tekstów związanych z odkryciem przypisów przez bohatera). Jeśli chodzi o zakończenie... No cóż, nie możemy powiedzieć, że autor nie ostrzegał, prawda? Robił to wielokrotnie, ale kto by pomyślał, żeby brać to na poważnie. Przecież wszystkie książki był takie zabawne, więc jakim cudem nagle zakończenie jest takie? W tym momencie należałoby sobie przypomnieć sam początek pierwszego tomu, kiedy to wszystko praktycznie dostaliśmy podane na tacy. I należałoby sobie przypomnieć również wszystkie dialogi, zdania, monologi, kiedy przypominał nam o tej scenie i zapowiadał, że w końcu ją wyjaśni. Alcatraz Smedry od samego początku przygotowuje wszystkich do takiego właśnie wydarzenia. Jego ciągłe, złowrogie ostrzeżenia o przyszłej porażce trudno pominąć w poprzednich czterech książkach, więc nie można mieć do niego o to pretensji. Ale nie zmienia to faktu, że zakończenie "Mrocznego talentu" jest najbardziej przygnębiającym, z jakim miałam do czynienia od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc, Brandon Sanderson wyrwał mi serce w ciągu zaledwie kilku minut i zostawił z niedowierzaniem namalowanym na twarzy przez dłuższy czas. I tylko ta uwaga na samym końcu książki daje małą nadzieję, że może jednak historia nie jest zakończona i Bastylia opowie ją nieco inaczej w dodatkowym tomie... Ale tylko może. 


          Czy to wszystko oznacza, że ta książka pozbawiona jest szyderczego humoru i uroczych gier słownych, z której znana jest seria o Alcatrazie? Nie, oczywiście, że nie, wszystko to wciąż jest obecne. Każda dowcipna uwaga, sarkastyczne podejście nawet do poważnych tematów, czy też wymyślone przez autora nowe formy rozbawiania czytelnika (numeracja rozdziałów, przypisy, Pingwinator, czy dobór garderoby mieszkańców Wolnych Królestw) przypominają czytelnikom za co pokochali serię i do czego przywykli. Wciąż jest to komedia na wysokim poziomie i wystarczająco zabawna, nawet jeśli Sanderson dał popalić czytelnikom pod koniec. Jednak jeśli przeczytaliście całą serię, prawdopodobnie nie będziecie go za to nienawidzili i będziecie się cieszyli ostatnią częścią wystarczająco, aby była warta waszego czasu. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "Mroczny talent" jest jedną z najbardziej zaskakujących książek, z jakimi miałam do czynienia. Ironiczny humor, potencjalnie historia dla dzieci, lecz zakończenie okrutne, nawet dla dorosłego czytelnika, który zżył się z bohaterami, a któremu zostali oni odebrani (niektórzy). Jednak warta przeczytania, przede wszystkim ze względu na chęć dokończenia historii Smedrych z poprzednich tomów.

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida        Kości Skryby        Rycerze Krystalii        
Zakon Rozbitej Soczewki    Mroczny Talent

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

niedziela, 17 czerwca 2018

Nowy Sprzymierzeniec - Magdalena Marków

"Był to prosty srebrny medalion ozdobiony wizerunkiem wilka. Wiele razy widział ów przedmiot na szyi Wayi. Podobno był równie stary jak samo królestwo, a władcy przekazywali go sobie z pokolenia na pokolenie, tak samo jak pozostałe insygnia władzy."




Tytuł: Nowy Sprzymierzeniec
Autor: Magdalena Marków (pochodzenie: Polska)
Seria: Smocza Krew, tom 2
Wydawnictwo: Ridero
Liczba stron: 778
Forma: papierowa
Moja ocena - 9/10


WSTĘPNIE...

       Pierwszy tom pt. "Wybraniec"(recenzja) trylogii "Smocza krew" autorstwa Magdaleny Marków jest już wydany w wersji papierowej, natomiast premiera drugiego tomu już na dniach! Natomiast autorka nie zwalnia tępa, a wręcz je przyspiesza. Mam tę przyjemność, że mogę jako jedna z pierwszych przeczytać kontynuację "Wybrańca", czyli "Nowego Sprzymierzeńca". A wiem, że część III - "Dziedzictwo ognia" i IV - "Płomienie zemsty" są już w trakcie przygotowywania... Także dzieje się, oj dzieje. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Walka z potężną czarownicą Dhalią nadal trwa i się zaostrza, a Drasan i jego drużyna składająca się z najemniczki Neili, zabójcy Velwela i smoka Gaenora powiększa się o tytułowego Nowego Sprzymierzeńca - bezwzględnego przywódcę Gildii Zabójców, nienawidzącego Neili - Alt'ara, który jest wilkołakiem. Pomimo odwiecznej walki smoków z wilkołakami, którzy są naturalnymi wrogami, bohaterowie łączą siły przeciwko najgorszemu złu - Dhalii i demonicznemu królowi Riden – Bal’zarowi. Gdzieś indziej swoją misję do wypełnienia ma Yarred, najlepszy przyjaciel Drasana, który wraz ze swoją narzeczoną Marą starają się znaleźć bezpieczne dla dziewczyny miejsce. Natomiast jednorożec, Mistrz Askhan ratuje młodego półelfa Nolana z niedoli, którą przeżywał w mieście elfów i razem podróżują. Ale jak się do dla nich skończy?

          W tym tomie zauważyłam pewne "nowości”, których w "Wybrańcu" albo nie było, albo były, lecz bardzo mało. Po pierwsze - mamy w końcu rozbudowany wątek miłosny! A właściwie dwa, ale tym razem dotyczy on głównego bohatera, który w pewnym stopniu przeszedł metamorfozę. Na początku był aroganckim młodym chłopakiem, który dziewczyny traktował jak przedmioty. Natomiast teraz się zakochał i przez to stał się dojrzalszy i zmężniał. Drugą rzeczą, której w części pierwszej było mało, jest liczba uśmierconych osób... Jest ich naprawdę dużo, a życie często tracą jedne z ważniejszych postaci (w tym niestety jedna z moich ulubionych). Dzięki temu zabiegowi naprawdę nie można narzekać na powoli płynącą fabułę i brak zwrotów akcji. Wręcz odwrotnie - autorka co rusz raczy nas jakimś przełomem w fabule, co wywołuje zaskoczenie i ciekawość - co będzie dalej, jak potoczy się historia i czy Drasan wypełni swoje przeznaczenie.

          Kolejnym pozytywem jest pojawienie się masy (naprawdę masy!) nowych barwnych postaci: od kolejnych potężnych czarownic, do bezwzględnych elfów, które w wyobraźni pani Marków są naprawdę okrutnymi istotami (a zwłaszcza jedna z nich - Saruviel). Jednak i tak najciekawszą bohaterką jest według mnie Mara i jej historia. Gdy myślała, że jej życie jest już przegrane i z góry ustalone, pojawił się Kapitan Cordydian i uratował ją z niedoli. Jednak to był dopiero początek jej pomyślności. Następnie dowiaduje się, że jest córką zmarłego króla Antui i jego jedyną następczynią. Okazuje się, że ta biedna i poniewierana dziewczyna nagle staje się królową, matką i narzeczoną wspaniałego mężczyzny. 

          Historia nabiera rozpędu i przyspiesza coraz bardziej odsłaniając ostateczny cel Drasana - wypełnienie przepowiedni. Widać, że w tej powieści nic nie jest przypadkowe - autorka miała koncepcję na historię, która obejmie kilka tomów, jak również i dodatki! Przecież już wyszło kilka opowiadań, które autorka ma w planach oczywiście również wydać, jako antologię. Zatem widzicie, jak bardzo to wszystko jest dopracowane i przemyślane. Nie wspominając już o własnoręcznie narysowanej przez Magdalenę Marków mapce Półwyspu Lineland, która prezentuje się bardzo okazale. Więcej dowiadujemy się też o prawdziwej matce i ojcu Drasana oraz o jego wczesnym dzieciństwie. Bardzo podobała mi się również historia Półwypsu Lineland oraz opowieść o narodzinach czarownic snuta przez Aldera.  
Zakończenie powieści nie nastraja zbyt pozytywnie... po wielkiej walce, do której przez całą drugą część nieuchronnie zbliżał się Drasan wraz z jego sprzymierzeńcami przyszedł czas na kolejne starcia, które mogą okazać się jeszcze trudniejsze, niż do tej pory. 

PODSUMOWUJĄC...

          "Nowy Sprzymierzeniec" to nie tylko rewelacyjna kontynuacja "Wybrańca". To świetnie skonstruowana fabuła, wykreowani bohaterowie oraz doskonałe opisy walk z wykorzystaniem przeróżnych technik magicznych. Nie mogę się już doczekać trzeciej części, jak i całego zbioru opowiadań!

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję autorce Magdalenie Marków.

środa, 16 maja 2018

265# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Zakon Rozbitej Soczewki - Brandon Sanderson





Tytuł: Zakon Rozbitej Soczewki
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 4
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 288
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Brandon Sanderson i jego seria o Alcatrazie Smedrym i Bibliotekarzach to aktualnie książki z serii fantasy, które czytam najchętniej i oczekuję na kolejne tomy z wielką niecierpliwością, bo wiem że wprawią mnie w dobry humor i spędzę kilka godzin śmiejąc się do rozpuku. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Alcatraz Smedry to bardzo nietypowy dorastający chłopiec. Nie dosyć, że wychował się w Ciszlandach, z dala od własnej zaczarowanej ojczyzny, o której nic nie wiedział aż do swoich trzynastych urodzin, to jeszcze ma duży problem z rodzicami. Co robić, gdy matka jest jedną z najpotężniejszych Bibliotekarek, a ojciec jest po prostu szalonym, nie za bardzo przejmującym się synem, oderwanym od rzeczywistości Smedrym. Dobrze, że chociaż dziadek jest dla niego opoką i może na nim polegać... Ale tylko wówczas, gdy się nie spóźnia. A to zdarza się niestety wyjątkowo często. No cóż, taki dar. Alcatraz już trzykrotnie uratował rodzinę i swoją ojczyznę przed zagładą Bibliotekarzy i opanowaniem przez nich świata, jednak zagrożenie wciąż nie minęło. Teraz zło wdarło się do Wolnych Królestw i chce zawładnąć jednym z państw - Mokkią. Alcatraz i spółka muszą po raz kolejny uratować świat.  

          Brandon Sanderson w dalszym ciągu dostarcza mnóstwo śmiechu i akcji. Jednak dopiero w tej części zdałam sobie sprawę, że być może komiczny charakter każdego elementu magicznego tj. soczewek okulatorów, czy talentów Smedrych to jednocześnie skomplikowany i złożony system, który bardzo przypomina magiczną strukturę z jego "dorosłych" epickich serii fantasy. Nie dajcie się zwieść temu, że są to książki dla młodszych czytelników i pewnie Sanderson nie włożył w nie tyle pracy, co w resztę uniwersum, które stworzył. System magiczny w Alcatrazie to cały Brandon Sanderson - dopracowany, precyzyjny i ciekawy. Mroczny talent, wyjątkowość klanu Smedrych pod względem otrzymywania talentów, sposób działania kryształów rycerzy Krystalii to wątki, które kryją w sobie bardzo oryginalne i przemyślane pomysły, choć początkowo sądziłam, że to po prostu nieuporządkowana bujna wyobraźnia autora. Okazuje się jednak, że to wszystko ma głębszy sens. "Zakon Rozbitej Soczewki" jest to tom, w którym czytelnik otrzymuje więcej odpowiedzi dotyczących głównej historii, gdzie ujawnione są pewne sekrety i gdzie wszystko zaczyna się powoli układać w spójną całość. Powoli odkrywamy historię rodziców Alcatraza, poznajemy wszystkie odłamy sekty Bibliotekarzy i sposoby ich działania, odkrywamy, że Alcatraz nie jest po prostu jednym ze Smedrych - on jest wyjątkowy. A talenty klanu Smedry są po prostu genialne! Przyzwyczaiłam się już do spóźniania, gubienia się, niszczenia wszystkiego, do wyglądania koszmarnie rano, a nawet do bycia okropnie złym tancerzem (to naprawdę pomocny talent!), ale jak może pomóc bycie kiepskim w matematyce? Może się przydać, ale może też ogromnie zaszkodzić... Tego talentu należy używać z wielką rozwagą!


          Krótka forma książek z serii ma zarazem wady, jak i zalety. Z jednej strony wielka szkoda, że historia kończy się tak szybko, lecz z drugiej - przynajmniej jest na co wyczekiwać, gdyż taka ilość stron na pewno nie spowoduje że będziemy się nudzić i przewracać kartki bez zainteresowania, lecz sprawi, że ciągle będzie nam mało. Tak jest zawsze, gdy czyta się o rodzinie Smedrych i ich zwariowanych przygodach. Po drugie - książkę można przeczytać w całości w jeden wieczór i nie trzeba zostawiać ulubionych bohaterów na później. Choć niestety nadal trzeba czekać na kolejne tomy... Książka wciąż była utrzymana w formie prześmiewczej, ironicznej i sarkastycznej, lecz czuć było trochę więcej powagi, niż wcześniej. Czuję, że autor chciał, żebyśmy nie tylko dobrze się bawili w trakcie jej czytania, ale być może ukrył w niej jakieś ważne przesłanie. Jednak odpowiedź na to pytanie znajdę dopiero w ostatnim tomie. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "Zakon Rozbitej Soczewki" to niestety przedostatni tom z serii. Już tylko "Mroczny talent" pozostał do wyjaśnienia wszystkich najważniejszych wątków i do zakończenia historii klanu Smedrych. Z jednej strony jestem go bardzo ciekawa, lecz z drugiej... po prostu nie chcę, żeby ta seria się kończyła!

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida        Kości Skryby        Rycerze Krystalii        Zakon Rozbitej Soczewki

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

wtorek, 7 listopada 2017

252# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii - Brandon Sanderson

"Może zauważyliście, że bohaterowie książek rzadko muszą chodzić do ubikacji. Ma to kilka powodów. Wiele książek - w przeciwieństwie do tej - po prostu opowiada nieprawdę, a każdy wie, że postacie fikcyjne mogą wytrzymać, ile tylko trzeba. Po prostu czekają na skorzystanie z toalety, aż książka się skończy."




Tytuł: Rycerze Krystalii
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 3
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 312
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Twórczość Brandona Sandersona poznałam dopiero kilka miesięcy temu za sprawą serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze". Pomimo, że są to prawdopodobnie książki dla dzieci i młodzieży, całkowicie mnie one pochłonęły i nie mogłam się doczekać kontynuacji, aby ponownie odprężyć się i uśmiać przy tej lekturze.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Życie 13-letniego Alcatraza (nazwy obiektów więziennych zostały nadane na cześć najznamienitszych mieszkańców Wolnych Królestw, Ciszlandycy chcieli zrobić im w ten sposób na złość...) Smedry'ego diametralnie się zmieniło, gdy kilka miesięcy temu do jego drzwi zapukał nieznany staruszek, który oznajmił, że jest jego dziadkiem, a chłopiec pochodzi z bardzo znanego, arystokratycznego rodu zamieszkującego Wolne Królestwa, w Nalhalli. Alcatraz, który całe życie psuł wszystko w około dowiaduje się, że jest to jeden z najlepszych talentów w jego rodzinie i tak naprawdę większość mu go zazdrości. Wraz z przyjaciółką Bastylią, Rycerzem Krystalii (teraz już tylko Giermkiem), kuzynką Australią, dziadkiem i kilkoma innymi osobami, po pogoni za Piaskiem Raszida i starciem z kustoszami z Biblioteki Aleksandryjskiej (przypominam: Bibliotekarze to największe zło świata!) w końcu docierają do ojczyzny, aby uratować jedno z królestw - Mokkię, pomóc Bastylii w odzyskaniu statusu Rycerza i ... udzielić ślubu! 

          Śledzenie przygód młodego Alcatraza jest dla mnie niebywałą rozrywką. Już po raz trzeci śmiałam się do rozpuku z jego nietuzinkowych dowcipów, których często nikt z jego otoczenia nie rozumiał oraz z wielkim zapałem śledziłam jego przygody! Poczucie humoru Sandersona i jego przedziwna wyobraźnia zdecydowanie trafiają w mój gust. Bohater w tej części trochę zmienił sposób, w jaki stara się nam zakomunikować, że tak naprawdę jest wrednym i kłamliwym chłopcem. Stwierdził, że gdy mówił o tym otwarcie, czytelnicy mu nie wierzyli i tylko współczuli, że biedak ma tak niską samoocenę. Wymyślił więc, że będzie się przechwalał tak mocno, że każdy czytając to, będzie miał go dosyć i uwierzy w to, co mówił o sobie od samego początku. Mi jednak nadal trudno w to uwierzyć, bo Alcatraz to wręcz wzór cnót, to taki miły i spokojny dzieciak... No cóż, zobaczymy jaki będzie dalej, bo chyba te opowieści o własnej wredocie i kłamliwości nie są wyssane z palca. Chyba że faktycznie jest dobrym kłamcą, więc wtedy to nie byłaby prawda. Hm... ale czy na pewno? Pomimo odnalezienia rodziny, której tak naprawdę nigdy nie miał, nie można nazwać go szczęściarzem. Niestety, jego matka jest Bibliotekarką (uhh...) i to jedną z najgorszych, a ojciec... no cóż, trochę mało się nim interesuje. Dlatego też czytelnicy uważają, że zasługuje na współczucie, choć on konsekwentnie stara się nas przekonać, że mu się ono nie należy. 


Po trzech książkach jestem zdumiona, że ta seria wciąż może sprawić, że będę się śmiać tak, jak podczas lektury "Piasku Raszida". A może jednak nie powinnam być tym zszokowana, ponieważ nigdy nie należy lekceważyć sprytu Brandona Sandersona... Główna postać, trzynastoletni chłopiec jest wciąż niezwykle przebiegły (np. zmieniając sposób przekazania nam, jak bardzo jest wredny) i sarkastyczny (humor, którego nikt nie rozumie), ale w każdej kolejnej odsłonie wymyśla nowe sposoby, aby nadal nas rozbawiać i zainteresować. Dzięki temu, że książki z tej serii napisał Sanderson, są one bardzo nieprzewidywalne, ponieważ narrator ma niebywały styl opowiadania, a podczas czytania ostatnich stron zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak wszystko się ułożyło. Nie mówiąc już o niezwykłej wyobraźni autora dotyczącej nadawania postaciom talentów, np. talent do bycia okropnym tancerzem... Serio?
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Nie radzę wam zaczynać tej serii od trzeciego tomu, bo po pierwsze: czeka was wykład autora dotyczący osób, które omijają dwie pierwsze części, a po drugie: będziecie ciągle przez niego wyśmiewani. Uwierzcie mi, przez całą książkę. Chyba nie warto, prawda? Lepiej przeczytać "Piasek Raszida" tj. pierwszą część autobiograficznej serii o Alcatrazie Smedry'm, chwilę później (dosłownie chwilę!), "Kości skryby" i ostatecznie "Rycerzy Krystalii". No i później to trzeba czekać na ciąg dalszy...

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                    Kości Skryby                   Rycerze Krystalii

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

241# Zaklinacz ognia - Cinda Williams Chima [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]

"To najgorsza rzecz na świecie ryzykować swoim życiem dla kogoś, kogo się kocha. Jednocześnie to najlepsza rzecz na świecie... i warta tego ryzyka."




Tytuł: Zaklinacz ognia
Autor: Cinda Williams Chima (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Starcie Królestw, tom 1
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  sierpień 2017
Liczba stron: 475
Forma: papierowa, moja własna
Moja ocena - 8/10

 
WSTĘPNIE...

        Czarodzieje posiadający magiczne zdolności, kraje toczące długoletnie wojny, dworskie intrygi, a w samym sercu dwoje bohaterów, którzy mają moc przeciwstawienia się tyranii - to wszystko zdecydowanie wystarczy, abym z wielkim zainteresowaniem i niecierpliwością podjęła się lektury "Zaklinacza ognia", będącego pierwszym tomem serii "Starcie Królestw". 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Adrian sul'Han, zwany Ashem, jest synem Wielkiego Maga oraz królowej Fellsmarchu, czyli kraju, który od wielu lat toczy wojnę z Ardenem. Trzynastoletni chłopiec posiada magiczne zdolności uzdrawiania koni, jednak marzy o leczeniu i pomaganiu nie tylko zwierzętom, ale także ludziom. Jednak, gdy z rąk wroga ginie jego ukochany ojciec, zrozpaczony i pełen nienawiści książę postanawia zgłębić tajniki czarnej magii i doskonali się w wytwarzaniu trucizn. W końcu po czterech latach planów zgładzenia wroga, trafia na dwór króla. Jenna Bandelow żyje w Ardenie, pod rządami okrutnego władcy tyrana Geralda Montaignne'a. Mimo skończonych niespełna dwunastu lat, musi pracować w kopalni, jak większość społeczeństwa kraju. Jednak Jenna ukrywa wielki sekret - posiada runiczny znak na karku i ma nadzieję, że dzięki niemu, jej los kiedyś się odmieni. Niestety życie szybko weryfikuje jej marzenia - Jenna musi ukrywać się pod przybraną tożsamością, jednak jej nienawiść do władcy wciąż rośnie. Mijają cztery lata, a Jenna zostaje schwytana i znajduje się na dworze znienawidzonego Geralda. Tam spotyka Asha... 

          Nie zaliczam się do wielkiej grupy fanów autorki, a to dlatego, że po prostu wcześniej nie trafiłam na jej książki. Dopiero w trakcie czytania "Zaklinacza ognia" dowiedziałam się, że jest to sequel serii "Siedem Królestw", która opowiadała o rodzicach Asha. Ale nic straconego - zawsze mogę wrócić do tamtej historii i jestem przekonana, że tak właśnie będzie, gdyż bardzo spodobało mi się otoczenie przedstawione przez autorkę. Książka jest naprawdę ciekawa i ambitna, a wykreowany świat jest ogromny i ma wielki potencjał. Jednak największym jej plusem jest magia! Autorzy fantastyki różnie podchodzą do prezentowania czarów w swoich książkach - tym razem mamy do czynienia z amuletami magazynującymi jej zapasy. Ciekawe podejście do tego tematu. Wszystkie postacie z książki są niezwykle złożone i moralnie szare - a niektóre bardziej tajemnicze niż inne. Asha poznajemy jako dobrego chłopca, który chce pomagać ludziom jako uzdrowiciel, jednak po ataku na jego ojca, w jego serce zostaje wtoczony jad goryczy i potrafi myśleć jedynie o zemście. Jenna z prostej robotnicy zmienia się w przebiegłą i odważną dziewczynę, która wysadza mosty i żyje w ukryciu, aby pomścić ukochane osoby, zabite przez sługów króla. Oprócz głównych bohaterów mamy równie ważne postacie - np. Lilę Barrowhill, dziewczynę-kadeta uczęszczającą do Mystwerku razem z Ashem, o której przez dłuższy czas nie wiadomo było, co myśleć. Była tajnym szpiegiem Ardenu, jednak z wielką determinacją chroniła Asha, pomimo, że za nim nie przepadała. Kolejną intrygującą postacią jest Destin Karn, który jest synem generała wojska ardeńskiego oraz żołnierzem wyłapującym czarodziejów. Jednak czy na pewno tak jest? 

          Każda kolejna strona dostarcza nowych emocji i przeżyć. Im dalej zagłębiamy się w świat stworzony przez Cindę Williams Chimę, tym ciekawszy i obszerniejszy on się wydaje. Książka zaskoczyła mnie swoim niezwykłym klimatem. Pomimo, że na rynku jest przesycenie powieściami fantastycznymi, ta pozycja ma w sobie coś szczególnego. Magiczne amulety, czarodziejskie znamiona oraz wielka tajemnica pochodzenia głównej bohaterki Jenny - to wszystko jest wspaniale połączone. No i najmagiczniejsza kraina ze wszystkich - Kartagina, czyli miejsce, gdzie rodzą się czarodzieje i występują smoki - to jest niesamowite! Do tego bardzo zagadkowa, legendarna postać Cesarzowej Celestyny, której historia mam nadzieję w końcu zostanie ujawniona. Autorka wykonała kawał świetnej pracy przy opracowywaniu wszystkich Królestw, bohaterów oraz całej fabuły. W przyjemny i ciekawy sposób przekazuje informacje odnośnie wykreowanych przez nią miejsc, przedstawia bohaterów, jednak nie zdradzając od razu wszystkich tajemnic z nimi związanych. Tak naprawdę bardzo mało kart odkryła w tym pierwszym tomie, a zakończenie rodzi jeszcze więcej pytań.
        
PODSUMOWUJĄC...

          
„Zaklinacz ognia” jest wspaniałą lekturą z ogromną dawką magii i akcją rozgrywającą się w ciekawej scenerii. To High Fantasy w najlepszym wydaniu! Autorka zabrała mnie w niesamowitą podróż po zaczarowanych krainach i zostawiła z mnóstwem pytań odnośnie pochodzenia bohaterów, jak i dalszych ich losów. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu, a tymczasem zabieram się za polowanie na serię "Siedem Królestw"...

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu

poniedziałek, 10 lipca 2017

237# Wiatrodziej - Susan Dennard

"Czasem najmądrzejsze wyjście wydaje się tym najgłupszym."




Tytuł: Wiatrodziej
Autor: Susan Dennard (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Czaroziemie, tom 2
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 384
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

         Pierwszy tom z serii "Czaroziemie" pt. "Prawdodziejka" przedstawił nam początek historii kilkorga Czarodziejów władających różnymi rodzajami magii. Poznaliśmy również kraje w tym wielkim świecie oraz rządzących władców. Została również zarysowana sytuacja polityczna i powiązania pomiędzy poszczególnymi państwami. "Wiatrodziej" to kontynuacja, w której fabuła skupia się przede wszystkim na tytułowym bohaterze oraz jego rodzinie. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          
Czterech głównych bohaterów z pierwszego tomu tj. Prawdodziejka Safia, Wieziodziejka Iseault, Wiatrodziej Merik i Krwiodziej Aeduan znalazło się w całkiem różnych położeniach. Safia wraz z Imperatorką Vanessą zmierzają do Marstoku, lecz po piętach depcze im Oddział Piekielnych Bardów. Książę Merik, który stracił całą załogę w pożarze swojego okrętu, cudem uchodzi z życiem, a na pomoc przychodzi mu majtek-dziewczyna podający się za chłopca - Cam. Iseault rozdzielona ze swoją przyjaciółką, za wszelką cenę pragnie odnaleźć Safi, aby ją chronić, jak robiła to przez całe jej życie. Natomiast Aeduan dostaje zlecenie odnalezienia Więziodziejki i przyprowadzenia jej żywej, jednak ostatecznie sprzymierza się z nią. 

          W pierwszym tomie poznaliśmy losy przede wszystkim Safi i Iseault oraz ich wspaniałej przyjaźni, trochę bardziej pobocznie Merika i Aeduana, natomiast tutaj na pierwszy plan wysuwa się wątek księżniczki Vivi, siostry Merika oraz co za tym idzie - jego samego. Vivia pragnie rządzić Nubrevną, chce by ojciec w końcu ją docenił, a poddani przestali rozpaczać po zmarłym księciu. Tak naprawdę losy każdego z bohaterów śledzi się z wielkim zainteresowaniem. Safi przez swój Prawdodziejki dar jest bardzo pożądaną Czarodziejką w grach politycznych władców różnych państw, przez co nikomu nie może ufać, gdyż polują na nią i jej dar. Iseault i jej dopiero co odkrywany w całości dar Więziodziejstwa   tworzy z niej niezwykle potężną Czarodziejkę, co ją trochę przeraża. Aeduan jest nadal bardzo tajemniczą postacią i mimo, ze w pierwszym tomie byliśmy przekonani, że jest bohaterem negatywnym, tutaj nabieramy wątpliwości. Wraz z Iseault nawiązują sojusz ratując swoje życie nawzajem kilkakrotnie. Początkowo oboje są strasznie podejrzliwi wobec siebie i mimo że powinni być wrogami, ostatecznie potrafili się sprzymierzyć, a pomiędzy nimi tworzy się taka chemia, że ich wątek jest według mnie najciekawszym w tej powieści. Tym razem jednak nie można za bardzo opisać wspaniałej przyjaźni pomiędzy Safi i Iseault, którą można było dostrzec w "Prawdodziejce", gdyż w tym tomie przyjaciółki były cały czas rozdzielone. Jednak Więziodziejka za wszelką cenę postanowiła odnaleźć Safi, co pokazuje, że nadal łączy je szczególna więź. I na koniec zostaje Merik, którego pokochałam w pierwszym tomie, a którym w tym z uwielbianego, przystojnego i dobrego księcia w wyniku pożaru staje się oszpeconym potworem, zmuszonym do ukrywania się przed wrogami. Merik jest najtragiczniejszą postacią. Gdy myśli, że stracił już wszystko, co tylko mógł tzn. najlepszego przyjaciela, okręt z załogą, tron Nubrevny, dowiaduje się, że Safi do którego zaczął żywić uczucia być może również nie żyje. W wyniku tego na powierzchnię wychodzi skrywana od zawsze Furia chcąca pomścić przyjaciół.

           Poza niesamowitymi postaciami, bardziej rozwiniętymi światami i intrygującą fabułą, istnieją również mity i piękne starożytne ruiny dla zmęczonych podróżnych. Mit o Cahr Awenach jest wciąż niezwykle tajemniczy i przez to jeszcze bardziej interesujący. Tak samo intrygujące są uzdrowicielskie właściwości Prastudni oraz nowe moce Rozszepienia, które nabyła Iseault. Dodatkowo dochodzą jeszcze zagadkowe magiczne zdolności Piekielnych Bardów oraz ich odporność na umiejętności Czarodziejów. Jednak Susan Dennard chyba jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa w sprawie tych zagadnień, mam nadzieję, że w "Krwiodzieju", czyli trzecim tomie wszystko się wyjaśni. Akcja jest wciąż bardzo energiczna, bohaterowie zmieniają miejsca swojego pobytu w ekspresowym tempie. 

PODSUMOWUJĄC...

          
"Wiatrodziej" to niezwykle dynamiczna, trzymająca w napięciu fantastyczna powieść przygodowa. Oryginalne podejście autorki do zdolności magicznych bohaterów oraz jej niezwykła wyobraźnia tworząca tło dla skomplikowanej fabuły, dworskie intrygi, rządni władcy i mnóstwo, mnóstwo tajemnic tworzą interesującą serię, którą chciałoby się czytać nieustannie. Z niecierpliwością czekam na "Krwiodzieja"...  


Seria "Czarodziemie"

Prawdodziejka                                Wiatrodziej

czwartek, 8 czerwca 2017

233# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości Skryby - Brandon Sanderson

"Biblioteka Aleksandryjska to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w Ciszlandach, lordzie Smedry - ciągnęła Draulin. - Większość zwyczajnych Bibliotekarzy jedynie zabije cię lub uwięzi. Kustosze z Aleksandrii jednak odbiorą ci duszę."





Tytuł: Kości Skryby
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 2
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 320
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Pierwszy tom z serii o Alcatrazie Smedrym pt. "Piasek Raszida" tak mnie zachwycił i wciągnął, że przeczytałam go w jeden dzień nie mogąc oderwać się od przygód 13-letniego chłopca. Na szczęście dostałam możliwość przeczytania dalszych jego losów w kontynuacji pt. "Kości Skryby". 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Życie Alcatraza Smedry'ego uległo diametralnej zmianie przed trzema miesiącami, gdy na progu jego domu pojawił się dziadek Smedry, którego do tej pory chłopiec nie znał. Wówczas dowiedział się, że żyje w kraju pod panowaniem złych Bibliotekarzy, którzy mamią umysły ludzi, a tak naprawdę urodził się w jednym z Wolnych Królestw - w Nalhalli, gdzie Bibliotekarze jeszcze nie dotarli. Jego umiejętność psucia wszystkiego w około okazała się być bardzo wyjątkowym darem, a nie utrapieniem, jak zawsze myślał. Teraz razem z przyjaciółką Bastylią udają się do Biblioteki Aleksandryjskiej, którą władają jedni z najgorszych kustoszy na świecie, aby pomóc dziadkowi oraz ojcu, którego Alcatraz jeszcze do niedawna uważał za zmarłego...

          Największą zaletą tej powieści jest narracja. Pierwszoosobowe relacjonowanie wydarzeń zawsze wyzwala więcej emocji w czytelniku, gdyż łatwiej jest się wczuć w myśli narratora, jednak Sanderson wyprowadził narrację pierwszoosobową na całkiem inny poziom. Alcatraz jest zabawny, mimo że wszystko mówi na poważnie, ma ogromny dystans do siebie, gdyż uważa, że wcale nie jest miłym chłopcem, lecz na każdym kroku kłamie i oszukuje i najlepiej w nic mu nie wierzyć. Jego utrapieniem od zawsze było psucie wszystkiego, jednak w jego świecie jest to ogromny talent. Choć jeszcze ciekawszym wydaje się umiejętność... spóźniania się. Chyba dobrze jest się spóźnić na kulkę z pistoletu zmierzającą w naszym kierunku, prawda? Taki własnie dar otrzymał dziadek Alcatraza, dzięki któremu uniknął wielu ran oraz oszukał śmierć wielokrotnie. Starszy pan Smedry to w ogóle jedna z ciekawszych postaci w książce. W tej części jednak poznajemy wielu nowych bohaterów, fabuła idzie do przodu i cała historia, również ta związana z pochodzeniem głównego bohatera, zaczyna nabierać konkretnych kształtów. 


Poczucie humoru w Alcatrazie jest bardzo dziwaczne i oryginalne. Ta historia nie byłaby aż taka ciekawa, gdyby nie główny bohater. Sanderson wyraźnie nie powstrzymuje niczego, co stworzy się w jego głowie jeśli chodzi o ten 
szczególny styl humoru. Brandon ma niesamowitą wyobraźnię, on bawi się pisaniem. Mam wrażenie, że pisał co mu ślina na język przyniosła, nie zastanawiając się długo nad treścią, co jednak dało zdumiewające efekty. Bardzo dobrze jest się czasem oderwać od trudnych książek i sięgnąć po twórczość tak wielkiego pisarza i śmiać się do rozpuku podczas kilkugodzinnej lektury. Nie mam pojęcia, jakie odczucia mają dzieci po przeczytaniu tej książki, jednak ja, jako dorosła osoba ubawiłam się niezmiernie. I jak małe dziecko ekscytowałam się czytając opisy tych wszystkich magicznych przedmiotów, np. soczewek okulatora, samolotu w kształcie smoka, pragnąc takie posiadać na własność...
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Nie czytajcie tej serii od drugiej części, bo to bardzo nie spodobałoby się Brandonowi Sandersonowi (a właściwie Alcatrazowi Smedry'emu, który przecież pisze pod pseudonimem). Polecam zacząć od pierwszego tomu, aby nie ominęła was dobra zabawa z prozą Sandersona oraz żeby mu nie podpaść... Bo pisarze to podobno lubią znęcać się nad czytelnikami! 

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                                      Kości Skryby

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

sobota, 18 marca 2017

220# Prawdodziejka - Susan Dennard

"W czasie tego tańca coś się między nimi wydarzyło – coś równie potężnego jak wiatr i muzyka, które szalały wokół nich. Było jak cisza przed burzą."




Tytuł: Prawdodziejka
Autor: Susan Dennard (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Czaroziemie, tom 1
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 384
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

         "Prawdodziejka" przyciągnęła mnie tytułem oraz magiczną okładką, która zapowiadała powieść fantastyczną. Gdy przeczytałam opis książki, od razu zapragnęłam przeczytać tę historię. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          
Główną bohaterką jest Safiya, Prawdodziejka, która wpakowała się w poważne tarapaty razem ze swoją więzisiostrą - Iseult, która jest Więzidziejką. Razem próbują uciec z Venazy, miasta w Imperium Dalmockim, w którym mieszkają od kilku lat. Niestety ich plany zostają pokrzyżowane m.in. przez tropiącego Safi potężnego Krwiodzieja - Aeduana. Iseult jest Nomatasanką i postanawia znaleźć schronienie u swojego plemienia, które opuściła wiele lat temu, natomiast Safi musi wziąć udział w balu w pałacu Doży, gdzie znajduje się cała świetanka towarzyska Czaroziem - łącznie z Imperatorem Cartorry oraz Imperatorką Marstoku. Jednak tym razem również dziewczyny nie mają szczęścia - obie znajdują się w potrzasku, a na pomoc przychodzi im książę Nubrevny - Merik, Wiatrodziej... Safi ukrywa swoje wyjątkowe zdolności, bo im mniej osób wie o jej prawdodziejstwie, tym lepiej, gdyż mogłyby zostać wykorzystane do wygrania zbliżającej się wielkimi krokami wojny... 

          Czaroziemie to kontynent nieco przypominający Europę, który zamieszkują ludzie z magicznymi zdolnościami, czyli Czarodzieje i Czarodziejki. Akcja powieści przenosi nas do Imperium Dalmockiego, jednego z trzech imperiów Czaroziem. Na jej terenie panuje Doża, który również rządzi Gildią Mistrzów, do której uczęszczają osoby chcące podszkolić się we władaniu swoimi zdolnościami. W tym rejonie panuje demokracja, nie ma żadnych reguł odnośnie magii. Kolejnym i zarazem największym imperium jest Cartorra, którym włada Imperator Henrick. "Niebezpieczna magia" tzn. bardzo rzadka oraz magia niezarejestrowana i ukrywana jest tropiona przez specjalną jednostkę zwaną "Oddziałem Piekielnych Bardów". Ostatnim wielkim imperium jest Marstok rządzony przez Imperatorkę Vanessę. Magia związana jest z czterema żywiołami: Ziemią, Wodą, Powietrzem i Ogniem oraz dwoma innymi elementami: pierwszy związany jest z życiem, natomiast drugi ze śmiercią (Otchłanią), jednak tylko pięć z nich uważa się za prawdziwe - magia związana ze śmiercią jest uważana za mit, ale tak naprawdę istnieje. Przykładami Otchłaniarzy są Krwiodzieje lub Klątwodzieje. Są to niezwykle rzadko spotykane umiejętności, jednak jeszcze rzadszymi są tzw. Prawdodzieje, których zdolności należą do grupy magicznej związanej z życiem. Prawdodzieje potrafią odróżnić prawdę od kłamstwa. Innym przykładem są Więziodzieje, którzy widzą Więzi innych ludzi oraz mogą je tworzyć. Czarodzieje władający żywiołami to np. Wiatrodzieje, Ogniodzieje, czy też Pływodzieje. 

           Uznałam, że przyda wam się jakiś wstęp odnośnie świata przedstawionego przez autorkę, abyście łatwiej mogli zrozumieć, o czym to ja piszę w streszczeniu fabuły. Ja początkowo byłam nieco oszołomiona nowymi nazwami: miast, krajów, wysp, narodowości, a jak doszły jeszcze umiejętności magiczne bohaterów, to się troszeczkę pogubiłam. Bardzo pomocny był dla mnie słowniczek dotyczący państw w Czaroziemach oraz drugi opisujący magię. Oba te słowniczki znajdują się na stronie autorki (http://thewitchlands.com/). Po jego przejrzeniu zaczęłam od nowa czytać książkę i wtedy wszystko rozumiejąc, całkiem inaczej podeszłam do całej historii. A jest ona naprawdę niesamowita. Styl pisarski Susan Dennard jest bogaty i żywy, mogę zamknąć oczy i wyobrazić sobie ocean, czuć powiew wiatru na twarzy i zapach morza. Mnisi, potwory morskie, Prastudnie, magiczne przepowiednie, źli i mroczni czarodzieje, rządni władcy - wszystko to jest częścią wspaniałej i epickiej fantastycznej sagi. Myślałam, że w temacie fantastyki i magii nie można już niczego więcej wymyślić, jednak myliłam się - Susan Dennard udało się znaleźć niszę, którą zapełniła dzięki swojej wybitnej wyobraźni. Ten świat mnie oszołomił i sprawił, że zachłysnęłam się tą wymyśloną krainą i doskonałymi postaciami. Safi i Iseault są kompletnie różne - jak woda i ogień. Ich charaktery świetnie się uzupełniają, dlatego jak znajdą się daleko od siebie, obie są zagubione i nie wiedzą, jak wyjść z opresji bez tej drugiej. Ich przyjaźń jest prawdziwa, szczera i autorka pięknie nam to przekazała. Merik natomiast to taki wspaniały książę, który chciałby aby świat był dobry i bezpieczny, jednak gdy zajdzie taka konieczność, potrafi pokazać siłę i odwagę. Ale przede wszystkim jest lojalny wobec osób, które kocha i które obiecał bronić. Na nudę na pewno nie można narzekać - akcja nawet nie pędzi, lecz galopuje! Nie ma czasu na poznawanie nowych światów i postaci, bo za chwilę jesteśmy przenoszeni do kolejnych. Współczesność przeplata się ze wspomnieniami bohaterów z wcześniejszych lat i głównie w taki sposób dowiadujemy się dlaczego znaleźli się w takiej sytuacji aktualnie, a nie innej. Nie brakuje również zaskoczenia - w kilku momentach otwierałam szeroko oczy ze zdziwienia i zacierałam ręce wiedząc, że w kolejnych częściach zostaną poruszone różne, ciekawe wątki, których już nie mogę się doczekać! 

PODSUMOWUJĄC...

          
"Prawdodziejka" to przede wszystkim opowieść o przyjaźni, miłości, magii, dworskich intrygach i przygodach. Na pewno jeszcze wrócę do magicznego świata wykreowanego przez Susan Dennard. Na szczęście będę miała taką możliwość za sprawą drugiego tomu rozgrywającego się w Czaroziemiach pt. "Wiatrodziej", który będzie miał polską premierę w maju.  

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...