Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura irlandzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura irlandzka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 lipca 2018

267# Siostra Perły - Lucinda Riley [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]

"Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem".




Tytuł: Siostra Perły
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Siedem Sióstr, tom 4
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 576
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...

         Moja ukochana seria o siostrach adoptowanych przez tajemniczego milionera Pa Salta, wychowanych w pięknym zamku Atlantis położonym nad Jeziorem Genewskim, którym imiona zostały nadane z gwiazdozbioru Plejad powraca! 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Długo wyczekiwania opowieść czwartej siostry zaczyna się trochę później, niż było w przypadku trzech poprzednich, gdyż ma miejsce już po odnalezieniu przez Star jej nieznanej dotąd rodziny. CeCe (Celaeno) jest zrozpaczona nie tylko z powodu śmierci przybranego ojca, ale również ze względu na dystans, który stworzyła pomiędzy nimi ukochana siostra Star. CeCe po raz pierwszy w życiu wyjeżdża sama, niechcąc być dla siostry ciężarem. List ze wskazówkami dotyczącymi jej przodków, zostawiony przez Pa Salta prowadzi ją do egzotycznej i upalnej Australii, jednak zanim tam trafi, zatrzymuje się na dłużej w Tajlandii, którą odwiedziła już wielokrotnie i którą mogłaby określić mianem "domu". Tam spotyka tajemniczego Ace, przy którym zaczyna czuć się kobieco i bezpiecznie. Jednak mężczyzna jest bardzo tajemniczy i wkrótce wychodzi na jaw, dlaczego... W podróż w poszukiwaniu korzeni naszych bohaterek, tym razem wybraliśmy się do spalonej słońcem Australii w ślad za Kitty McBride, córki pastora, która w roku 1906 została dziewczyną do towarzystwa pani McCrombie. Kitty, która całe życie mieszkała w raczej chłodnym klimacie Szkocji, wśród wyłącznie białych ludzi, jest zszokowana lejącym się skwarem z nieba i kolorem skóry rdzennych mieszkańców Australii. Jednak Kitty nie ma charakteru typowej, grzecznej i pobożnej córki pastora. Ona pragnie przeżyć niezapomnianą przygodę. Na jej drodze staje dwóch przystojnych młodzieńców, spadkobierców fortuny Mercerów - Drummond i Andrew, którzy są bliźniakami różniącymi się charakterami całkowicie - Andrew jest cichy i spokojny, natomiast Drummond żywiołowy i porywczy. Los sprawi, że Kitty nie wróci do rodzinnej Szkocji, lecz zamieszka z jednym z braci w Broomy, "stolicy" połowu pereł...

          W odróżnieniu od żywiołowej Ali, rozważnej Mai i nieśmiałej Star, CeCe mimo, że na zewnątrz wygląda inaczej, jest bardzo niepewną siebie osobą. Dla otoczenia sprawia wrażenie bardzo otwartej, jednak w głębi duszy czuje się bardzo samotna, niekochana i niechciana przez nikogo. Uważa się za dużo gorszą od swoich sióstr, lecz maskuje to bardzo dobrze, więc one nawet nie zdają sobie sprawy z jej wewnętrznych emocji. Gdy czytamy opisy jej odczuć, aż czuć ból jaki w niej siedzi, a przede wszystkim zawód, który sprawiła jej Star, gdy w tracie własnych poszukiwań odcięła się od niej. CeCe kocha wszystkie siostry, jednak Star jest dla niej szczególna, gdyż jak to ujęła "Nie potrzebowałam nikogo innego, podobnie jak Star". Czytając książkę "Siostra Cienia" z perspektywy Star, zachowanie CeCe i to jak odbierała je Star były całkiem inne, niż z perspektywy CeCe. W tej powieści bohaterka jakby wyjaśniła, dlaczego się tak zachowywała w stosunku do nowych znajomych siostry, przez co jej odbiór stał się o wiele bardziej pozytywny, niż w poprzednim tomie. Bardzo przykro się czyta o tym, jak dwie kochające się siostry nagle przestały się rozumieć, przez co obydwie mają błędne postrzeganie zachowania drugiej osoby. Calaeno przed poznaniem własnych korzeni czuła się brzydsza, głupsza z powodu dysleksji i słabej umiejętności czytania i całkowicie nieciekawa dla otoczenia. Zupełnie nie wiedziała kim jest i co mogłaby zaoferować światu. Jednak w Australii dosłownie rozkwita i aż miło się czyta, jak ta wspaniała, lecz bardzo niepewna siebie osoba w końcu odnajduje siebie i cały ból spowodowany ciągłą niepewnością powoli znika. CeCe po kilkumiesięcznej blokadzie wraca do malowania i wychodzi jej to bardzo dobrze, gdyż ma to w genach. 

          Podobnie jak w przypadku wszystkich poprzednich powieści z tej serii, tak i tutaj Riley równoważy współczesną fabułę, łącząc rodzinę z przeszłością. Ta historia jest bogata w szczegóły historyczne i romans. Podejście Riley do historycznych aspektów opowieści jest coraz bardziej imponujące. Chociaż nie czytałam żadnych książek związanych z pionierami w Australii, o bogatych poławiaczach pereł, czy o aborygeńskiej kulturze, to i tak byłam zdumiona dokładnością i szczegółami zawartymi w powieści. Chociaż tak naprawdę nie powinnam być, bo jeżeli sięgnięcie po jakąkolwiek książkę Riley, a przede wszystkim którąś z serii o siostrach, to zobaczycie, że tak jest po prostu zawsze. Uwielbiam to, że nie są to wyłącznie ekscytujące powieści romantyczne i trochę przygodowe, lecz również historyczne i obyczajowe, gdyż pokazują wiele zagadkowych dla mnie kultur i społeczności. Wszystko to zasługa pisarki i jej ogromnego zaangażowania w badania i osobistego przemierzenia opisywanych krain. Riley przybliżyła nam nieco postać Alberta Namatjiry, jednego z najsłynniejszych aborygeńskich malarzy, opisała tzw. Skradzione pokolenie, czyli politykę odbierania Aborygenom ich potomstwa, a także przybliżyła ich wierzenia oraz mitologię Czasu snu oraz Plejad. W to wszystko wplątana jest klątwa Różanej perły, o której słuch zaginął... O stylu pisania Lucindy Riley, nie muszę mówić nic więcej, prawda? Jest płynny, zniewalający i po prostu doskonały. Pomimo, że książka miała ponad 500 stron po jej skończeniu nie wierzyłam, że nie zostało już więcej kartek do przeczytania. Za sprawą wspaniałego języka pisarki pokochałam CeCe za jej ogromną skromność, współczucie dla innych i odwagę w odkrywaniu własnych emocji i uczuć. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          Podróż do Australii to moje odwieczne marzenie. Żaden kraj, ani żadna wyspa nie fascynuje mnie w tak dużym stopniu, jak właśnie Australia. Dzięki "Siostrze Perły" trochę lepiej poznałam historię i kulturę kraju, o którym marzę i jeszcze bardziej chciałabym go odwiedzić - na własne oczy zobaczyć  opisywane przez autorkę czerwone ziemie, zwłaszcza krainę Nigdy Nigdy, górę Uluru (Ayers Rock) oraz misję w Hermannsburg, skaczące kangury, koala na eukaliptusach i niezapomniane obrazy tworzone przez aborygeńskich artystów. Teraz z niecierpliwością wyczekuję opowieści Tiggy, która zaprowadzi nas do hiszpańskiej Grenady i tancerzy flamenco...


Seria "Siedem Sióstr"

Siedem Sióstr                 Siostra Burzy               Siostra Cienia               Siostra Perły

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

czwartek, 21 czerwca 2018

266# Sekret listu - Lucinda Riley

"Jak widzisz, miłość sprawia, że podejmujemy najbardziej pochopne i często niewłaściwe decyzje."




Tytuł: Sekret listu
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Albatros
Data wznowienia: maj 2018
Ilość stron: 512
Forma: moja własna
Moja ocena - 8/10

WSTĘPNIE...

         Lucinda Riley podbiła moje serce już kilka lat temu kilkoma swoimi pojedynczymi powieściami, a całkowicie je zdobyła tworząc serię "Siedem sióstr" opowiadającą o adoptowanych dziewczynkach z różnych zakątków świata, które po śmierci przybranego ojca starają się odnaleźć swoje prawdziwe korzenie, co przenosi je w dawne czasy, do zagmatwanej i tajemniczej historii przodków. Tym razem Wydawnictwo Albatros zaproponowało nam jedną ze starszych powieści autorki. W oczekiwaniu na kolejne tomy o siostrach, z przyjemnością zabrałam się za lekturę "Sekretu listu". 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Na początku poznajemy sir Jamesa Harrisona, słynnego aktora, który umiera już w pierwszym rozdziale, zanim zdąży wyjawić wnuczce jakąś wyjątkową tajemnicę. Jego wnuczka Zoe z wielką miłością opiekowała się nim przez wiele lat i podążała jego śladami, również pracując na deskach teatru i kręcąc filmy. Jednak Zoe również skrywa wielki sekret, a jest nim tożsamość ojca jej nieślubnego syna. Nie może dopuścić, aby dowiedzieli się o nim inni, gdyż mogłoby mieć to poważne konsekwencje nie tylko dla niej i ojca dziecka, ale przede wszystkim mógłby ucierpieć na tym jej syn. Joanna Haslam jest dziennikarką, a jej zadaniem jest napisać artykuł do gazety o pogrzebie Harrisona. Podczas nabożeństwa, starsza pani, która usiadła obok niej, przechodzi lekki atak, a Joanna towarzyszy jej w drodze do domu. Starsza pani imieniem Rose opowiada Joannie historię o zakazanej miłości. Niedługo potem pokazuje jej tajemniczy list sprzed wielu lat i zakazuje o tym mówić komukolwiek, gdyż mogłaby ryzykować życiem. Joanna początkowo nie interesuje się za bardzo sprawą, jednak gdy chce odwiedzić Rose, dowiaduje się, że staruszka nagle zmarła. Czy to była naturalna śmierć? A co z listem miłosnym? Joanna wraz z wnukiem zmarłego aktora - Marcusem, wplątuje się w intrygę sięgającą najwyższych szczebli władzy, która może wstrząsnąć całym narodem brytyjskim. Jednak są ludzie, którzy zrobią wszystko, aby do tego nie dopuścić...


          W odróżnieniu od reszty swoich powieści, Lucinda Riley nie porusza się tutaj jak zwykle na poziomie dwóch płaszczyzn czasowych tj. teraźniejszości i przeszłości, lecz skupia się na prowadzeniu fabuły w jednym okresie, jakim są lata 90-te. Jest to dla mnie nowość, bo jednak przyzwyczaiłam się do sposobu prowadzenia fabuły, który Riley wykształtowała nieco później, gdyż "Sekret listu" jest jedną z pierwszych jej powieści. Powieść bardziej przypomina thriller lub romantyczny thriller, niż klasyczne książki obyczajowe autorki. Może być to wadą dla jej fanów, jednak ja podeszłam do tego entuzjastycznie, gdyż ciekawie było zobaczyć bardziej mroczne zakamarki wyobraźni pani Riley. Książka jest naprawdę ekscytująca, ponieważ zawiera oszustwa, morderstwa, usiłowanie zabójstwa i wiele innych aspektów kryminalnych i szpiegowskich, gdyż bohaterowie podążają tropem tajemniczego listu, natomiast ich śladem kroczą jednostki chcące udaremnić poszukiwania. Co do tajemnicy, przez większość części byłam tak samo niedomyślna, jak bohaterowie układając kawałki łamigłówki, tak jak Joanna. Rozwiązanie okazało się jednak bardziej zaskakujące, niż można było początkowo się spodziewać i naprawdę mi się podobało. Drugim ważnym wątkiem, obok tajemnicy z przeszłości, był sekret, który ukrywała Zoe Harrison, a który bardzo przypomina aktualne wydarzenia z udziałem rodziny królewskiej w Wielkiej Brytanii. Nie chcę zdradzać więcej, jednak zachęcam do zapoznania się z historią wykreowaną przez panią Lucindę!

PODSUMOWUJĄC...

          "Sekret listu" pokazuje nam nieco inną Riley, która potrafi stworzyć wiele suspensów, zaskakujących zwrotów akcji i absolutnie urzeka. Chociaż powieść została wydana w 2000 roku, styl pisania Lucindy Riley był już obrazowy i urzekający, czyli taki jakim znamy go obecnie. To ekscytująca mieszanka powieści romantycznej i szpiegowskiej, która oferuje ekscytującą tajemnicę i miłe postacie. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

środa, 31 stycznia 2018

257# Siostra Cienia - Lucinda Riley [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]

"Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent. Oczyma sięga gwiazd"



Tytuł: Siostra Cienia
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Siedem Sióstr, tom 3
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 576
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...

         Sięgając po trzeci tom cyklu "Siedem sióstr" pt. "Siostra Cienia", moja radość spowodowana powrotem ukochanych bohaterek i możliwością poznania jednej z nich jeszcze bliżej oraz przybliżenia się do rozwiązania zagadki Pa Salta była ogromna. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Pierwszy tom zaprowadził nas do egzotycznej Brazylii, drugi do zamarzniętej Norwegii, natomiast trzeci pokazuje nam rożne oblicza Wielkiej Brytanii - od nowoczesnego i pełnego przepychu Londynu do małych, malowniczych wiosek, położonych wśród jezior i gór, gdzie można rozkoszować się pięknem natury i spokojem, przechadzając się po dzikich ogrodach i podziwiać wspaniałe krajobrazy. Star wraz z siostrą CeCe przeniosła się do Londynu i to właśnie tam, w starym i zapomnianym antykwariacie odnalazła wskazówkę dotycząca jej przodkini - Flory MacNichol, którą zostawił dla niej ukochany ojciec Pa Salt. Wskazówka prowadzi ją do posiadłości High Weald, która oczarowuje ją od samego początku, gdyż zawsze skrycie marzyła o domu na wsi z wielkim ogrodem, gdzie mogłaby bez reszty oddawać się swojej pasji obcowania z roślinnością. Tam spotyka tajemniczego Mouse'a, który od samego początku ją intryguje, ale i mocno irytuje... Historia sprzed ponad 100 laty ma wiele cech wspólnych z teraźniejszością. Flora od zawsze pozostawała w cieniu piękniejszej siostry Aurelii, jednak nigdy jej to nie przeszkadzało. Wszystko się zmieniło, gdy poznała Archiego, w którym zakochała się z wzajemnością. Jednak nawet wówczas, gdy poznała smak miłości, lojalność wobec siostry zwyciężyła i Flora musiała zrezygnować z ukochanego. 

          Myślę, że większość czytelniczek w pewien sposób utożsami się z jedną z sióstr. To przecież sześć całkowicie różnych charakterów z odmienną wizją postrzegania świata i sposobem na życie. Do tej pory poznaliśmy bliżej trzy z nich (ewentualnie cztery, gdyż zarys charakteru CeCe również dostaliśmy), a ja po lekturze "Siostry cienia" nabrałam pewności, że trafiłam na właściwą siostrę, która najbardziej przypomina mnie samą. W odróżnieniu od pewnej siebie i pozytywnie nastawionej do życia CeCe, Star jest raczej zamknięta w sobie, rzadko uzewnętrznia swoje uczucia, jest cicha i małomówna, nie pragnie być w centrum uwagi, zazwyczaj pozostaje lekko w cieniu innych, zwłaszcza swojej żywiołowej siostry, z którą praktycznie od zawsze jest nierozłączna. Jednak śmierć ukochanego ojca sprawia, że Star pragnie się usamodzielnić i uwolnić ze zbyt mocno ściskających więzów, jakimi stały się jej relacje z siostrą. Byłam bardzo ciekawa, jaka ta bohaterka tak naprawdę jest, ponieważ do tej pory całkowicie dała się stłamsić CeCe, która decydowała o wszystkim, co związane było z życiem Star. Dobrze było zobaczyć, jak wyszła z cienia i obserwować, jak rozkwita jej charakter i samodzielność, poprzez czytanie dzienników Flory i odkrywanie dziejów jej własnej rodziny. We wszystkich opisywanych w tej serii historiach autorka opierała swoje opowieści na prawdziwych postaciach, które miały ogromny wpływ na życie przodków naszych bohaterek. Tym razem losy Flory splotła z pisarką Beatrix Potter oraz Alice Kepppel, kochanką króla Edwarda VII. Uwielbiam to, jak autorka podejmuje dowolną historię i wciąga czytelnika do podróżowania w czasie, a następnie miesza fakty historyczny z czystą fikcją literacką. Opowieść dotycząca Star jest najbardziej magiczna - a miejsca są niesamowicie sugestywne. Fakt, że ta historia zaczyna się w starym antykwariacie pośród unikatowych książek i prowadzi do domu słynnej Beatrix Potter, zachwyci miłośników literatury na całym świecie. Po drodze zabiera nas do kilku dużych, eleganckich wiejskich domów i wykwintnych sal balowych w Londynie, gdzie intrygi są na porządku dziennym, również te związane z rodziną królewską i najwyższą arystokracją. 

          Były również wzmianki o Mai i Ally oraz o tym, jak one sobie radzą z poszukiwaniami, a także wątek prowadzącym do historii czwartej siostry. Uwielbiam sposób, w jaki Lucinda to robi. Tworzy niesamowita sieć lokacji i historii, a jeżeli czyta się bardzo uważnie to można wyłapać fragmenty układanki, która pomału zaczyna się mocniej zarysowywać. Jednak zanim poznamy tajemnicę Pa Salta, czekają nas historie jeszcze trzech sióstr - CeCe, Elektry oraz Tiggy. Wiemy już, że wskazówka CeCe zaprowadzi nas do Australii. To wspaniale, że znowu będzie nam dane poznać egzotyczną historię, choć zdecydowanie niczego nie brakuje Krainie Jezior oraz Kumbrii, opisywanych przez Lucindę. Po siedmiu przeczytanych przeze mnie książkach, których jest ona autorką jestem całkowicie pewna, że nie ważne, gdzie umiejscowi akcję kolejnej powieści, zawsze w piękny sposób będzie potrafiła opisać miejsca, emocje oraz powiązania historyczne. Zapowiedź historii czwartej siostry pokazuje nam ją z całkowicie innej strony, niż została przedstawiona w trzech tomach. Myślę, że Lucinda nas jeszcze zaskoczy złożonością charakteru CeCe oraz motywami, jakimi kierowała się dotychczas...
        
PODSUMOWUJĄC...

          Nie wiem, czy to ze względu na to, że Star jest mi najbliższa pod względem charakteru, czy dlatego że Lucinda po prostu pisze coraz lepiej, ale ta część podobała mi się najbardziej. Chociaż to zabawne, bo o pierwszym tomie pisałam, że jest to najlepsza książki autorki, jaką do tej pory czytałam, a wychodzi na to, że być może wielokrotnie jeszcze będę tak sądzić, z każdą kolejną premierą nowej powieści. Ale to tylko dowód na to, jak wspaniałą pisarką jest Riley.


Seria "Siedem Sióstr"

Siedem Sióstr                 Siostra Burzy                Siostra Cienia

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

wtorek, 20 czerwca 2017

235# Siostra Burzy - Lucinda Riley

"Nigdy nie jest za wcześnie, żeby się cieszyć tym co dobre.."



Tytuł: Siostra Burzy
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Siedem Sióstr, tom 2
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 576
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...

         Lucinda Riley słynie z pisania magicznych, umiejscowionych kilkadziesiąt lat wstecz historii miłosnych. Zazwyczaj opowiada o kobietach, dla których czasy w jakich żyją, są wielką przeszkodą do samospełnienia się. Jej bohaterki jednak łamią wszelkie konwenanse i przecinają sznury nałożone im przez społeczeństwo, bo jest to jedyna droga do ich szczęścia. "Siostra Burzy" to druga część serii pt. "Siedem Sióstr" opowiadająca o sześciu wspaniałych kobietach i ich praprababkach.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Ally poznaliśmy już w pierwszym tomie, gdy wraz z pięcioma siostrami przybyła do Atlantis - bajkowego zamku położonego nad Jeziorem Genewskim, gdzie wszystkie się wychowały. Dowiaduje się, że jej ukochany ojciec Pa Salt zmarł, lecz jeszcze przed śmiercią postanowił, aby wszystkie jego adoptowane córki miały możliwość poznania swojego pochodzenia. Jednak za życia był bardzo tajemniczym i ekscentrycznym człowiekiem, więc również zagadki które zostawił każdej z dziewczyn, wcale nie będą łatwe do rozszyfrowania. Pa Salt napisał do każdej z nich list ze wskazówkami, które prowadzą je w różne części świata. Maja już powróciła ze swojej podróży z Brazylii, teraz czas na rudowłosą Ally, która dowiaduje się, że z pochodzenia jest Norweżką. Pewne tragiczne wydarzenie w jej życiu spowoduje, że jedynym ratunkiem stanie się podróż do Oslo (dawnej Christianii) i odkrywanie historii Anny Landvik. 

          Norwegia to kraj kojarzący się z zimnem i mroźną scenerią, a jednak mogła się w niej rozegrać trudna historia pełna pasji i namiętności. To jest zdecydowanie zasługa Riley, której magiczne pióro jest w stanie stworzyć niepowtarzalne i wspaniałe opowieści. Tym razem przedstawiła nam historię prostej wieśniaczki o anielskim głosie, która na szczęście została odkryta przez profesjonalistów i mogła zachwycać swoim głosem oraz zdolnościami aktorskimi szersze grono widzów oraz mężczyzny bogato urodzonego, jednak sprzeciwiającego się ojcu i podążającego za własnymi marzeniami - graniem w orkiestrze. Tych dwoje ludzi spotkało się i pokochało od pierwszego wejrzenia, mimo przeciwności losu. Ich dzieje odkrywałam z wypiekami na twarzy, mimo że autorka wciąż przypominała, że za oknem hula mroźny wiatr i sypie śnieg. W tło ich trudnej historii miłosnej autorka wplotła oczywiście prawdziwe postacie i wydarzenia. Tym razem postawiła na sławy związane z muzyką i literaturą. Losy przodków Ally bezpośrednio związała z kompozytorem Edvardem Griegiem oraz dramatopisarzem Henrykiem Ibsenem, którzy wspólnie stworzyli sztukę teatralną pt. "Peer Gynt" - Ibsen jest twórcą dramatu, natomiast Grieg stworzył do niego muzykę. Aby jeszcze bardziej zbliżyć się do wydarzeń opisanych w książce, polecam odsłuchać dzieło "Poranek" z "Peer Gynta", bo jest to piękny utwór i znany, choć dopiero dzięki tej książce odkryłam jego nazwę. Nie obyło się również bez zaskoczenia związanego z prawdziwą tożsamością przodków Ally, co długo było trzymane w tajemnicy. 

          Jednak historia rozgrywająca się we współczesności nie odbiega ani trochę od opowieści sprzed około 130 lat. Ally w odróżnieniu od najstarszej Mai jest energiczna, pewna siebie i optymistycznie nastawiona do życia. Jednak śmierć ukochanego ojca, z którym łączyła ją pasja do żeglarstwa trochę przygasi jej temperament, aż do momentu, gdy zaczyna odkrywać historię jej przodkini - Anny. Poznaliśmy też nieco lepiej cechy osobowości pozostałych dziewczyn, które będą bohaterkami swoich własnych historii w kolejnych częściach. Jestem pełna podziwu dla pani Lucindy, że potrafi stworzyć tyle różnych charakterów i dopasować do nich nadzwyczaj ciekawe historie, które w żadnym etapie nie nudzą czytelnika. Robi to w sposób niezwykle naturalny i subtelny, jakby miała w głowie całe obrazy i wystarczyłoby tylko przelać je na papier. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że skonstruowanie fabuły, która w pewien sposób będzie się ciągnęła przez siedem tomów to nie lada wyzwanie i konieczność analizowania wcześniejszych zapisów, zwłaszcza podczas dialogów sióstr, aby nie popełnić żadnego błędu. Jednak czytając prozę pani Riley, wydaje się jakby to było bardzo proste - lekkość jej pióra i wspaniała wyobraźnia zachwycają mnie za każdym razem. Te fakty i urywki wydarzeń, które poznaliśmy o Ally za sprawą narracji Mai, tutaj zostały idealnie dopracowane i rozwinięte. Chronologia wydarzeń została zachowana, nie ma mowy o żadnych błędach i niedopatrzeniach w tej kwestii. Ale niczego innego się nie spodziewałam - perfekcja pani Lucindy została znów potwierdzona. Każdy rozdział tej książki to mistrzostwo, każdy dialog ma znaczenie, każde zdanie jest złotem. Ta powieść dla wielbicieli literatury jest tym samym, czym jest najwspanialsza melodia dla pasjonatów muzyki - każde zdanie wywołuje emocje, tak jak w muzyce czyni to każdy takt. Tajemnica adopcji córek nadal nie została odkryta, choć pojawiło się kilka nowych wskazówek, które zamiast zaspokoić ciekawość, wzbudzają ją jeszcze bardziej. Ta zagadka skłoniła mnie do przeszukania internetu w celu uzyskania dodatkowych informacji o Plejadach. Okazuje się, że to nie tylko gromada gwiazd, ale Siedem Sióstr o tych samych imionach mają również nawiązanie do mitologii greckiej i są córkami Atlasa oraz Plejone (Pa Salt to anagram tych dwóch słów). Fascynujące jest również to, że autorka w swoich nawiązaniach do mitologii greckiej, nadała naszym współczesnym bohaterkom niektóre cechy charakteru mitycznych Sióstr. Alkione jest opisywana jako opiekunka Morza Śródziemnego (a Ally jest przecież żeglarką) oraz ma zdolności przywódcze, a Maja tak właśnie opisała Ally - jako osobę, która gdy się pojawia przejmuje "ster" i podejmuje decyzje. Również historia miłosna Alkione ma pewne podobieństwa z miłością Ally do Theo. Jest to kolejny świetny pomysł na dopracowanie fabuły, aby była nie tylko ciekawa, ale żeby nie można było się od niej oderwać, co w swej oryginalności i pomysłowości jest po prostu perfekcyjne. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          Z jednej stronie bardzo się cieszę, że przede mną jeszcze aż pięć tomów tej magicznej serii, bo odkrywanie historii sprzed lat wraz z bohaterkami jest niezwykle interesujące, ale z drugiej strony chęć poznania odpowiedzi na pytania tj. kim jest siódma siostra i czy w ogóle istnieje, dlaczego Pa Salt wybrał akurat te dziewczynki do adopcji i nadał im imiona gromady gwiazd o nazwie Plejady, jest ogromna! Pozostało mi już tylko czekanie na kolejną powieść, tym razem o Star, która zabierze nas w podróż do Anglii - do edwardiańskiego Londynu i na dzikie tereny Kumbrii...



Seria "Siedem Sióstr"

Siedem Sióstr                                    Siostra Burzy

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

piątek, 24 marca 2017

222# Siedem Sióstr - Lucinda Riley

"Nigdy nie pozwól, aby twoim losem rządził strach."



Tytuł: Siedem Sióstr
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Siedem Sióstr, tom 1
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 544
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...

         Jestem absolutnie zakochana w twórczości pani Lucindy Riley, mojej ulubionej autorki powieści, w których główne bohaterki odkrywają tajemnice z dawnych lat. Jestem zafascynowana jej wyobraźnią od pierwszej przeczytanej przeze mnie książki, którą była "Dom orchidei". Następnie przyszedł czas na "Dziewczynę na klifie", "Tajemnice zamku", aż w końcu "Różę północy", która jak na razie plasuje się w moim rankingu powieści Riley na pierwszym miejscu. Jak zobaczyłam, że Wydawnictwo Albatros wydaje pierwszy tom z zaplanowanych siedmiu mojej ukochanej autorki, pomyślałam, że to jak spełnienie marzeń...

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Pierwszy tom z serii "Siedem sióstr" o tym samym tytule wprowadza nas w całą zagmatwaną historię oraz przybliża postać najstarszej siostry - Mai D’Apliese. Pan Pa Salt, właściciel bajkowego zamku Atlantis umiejscowionego nad brzegiem Jeziora Genewskiego podjął się adopcji sześciu dziewczynek w różnych odstępach czasu, które zawsze były niemowlętami w chwili przysposobienia. Przywoził je z różnych części świata, stworzył im wspaniałe warunki do życia, możliwość rozwoju, jednak nigdy nie zdradził tajemnicy, dlaczego samotny mężczyzna miałby chcieć wychowywać kilka małych dzieci. Pa Salt był człowiekiem bardzo ekscentrycznym, ale również bardzo tajemniczym. Jego pasją było obserwowanie gwiazd, a ukochaną gwiezdną gromadą - Siedem sióstr, po których to dziewczynki dostały imiona. W chwili, gdy poznajemy pierwszą z nich, dowiaduje się ona, ze ukochany przybrany ojciec nie żyje. Jego ostatnią wolą było, aby wszystkie podopieczne wróciły do zamku i przeczytały listy, które dla nich zostawił. Dla każdej przygotował bowiem wskazówki umożliwiające odkrycie tajemnic ich przodków. Takim sposobem Maja trafia do Rio de Janeiro w Brazylii w poszukiwaniu własnych korzeni... Dzięki niej poznajemy opowieść o Izabeli Aires Cabral.

          Uważam, że pomysł na stworzenie cyklu książek, które w jakiś sposób łączą się ze sobą, ale są oddzielnymi historiami, bo każda z dziewczyn podąża za swoimi wskazówkami, do innych krajów, do innych opowieści jest po prostu genialny. Jestem przekonana, że autorka ma w swojej głowie mnóstwo pomysłów na bohaterów, ich narodowości, problemy i czasy, w których przyszło im żyć i wymyślenie takiej koncepcji, aby te wszystkie historie przelać i połączyć w jedną - bardzo tajemniczą, która scala wszystkie razem - to jest po prostu majstersztyk. Jestem pełna podziwu dla pani Riley, która potrafiła to sobie wszystko uporządkować i oczywiście skonstruować tyle różnych rodzajów fabuły. Zawsze jestem podekscytowana, gdy otwieram kolejną powieść, która wyszła spod jej pióra, jednak tym razem przeszła samą siebie. Od razu w pierwszym rozdziale zostajemy obarczeni ogromną tajemnicą, która będzie się ciągnęła przez wszystkie siedem tomów. Zagadką jest, dlaczego Pa Salt adoptował tylko sześć sióstr, mimo że jego ukochana gwiezdna gromada zwie się "Siedem sióstr". Ta niewiadoma będzie mnie zastanawiać przez całą serię. Inspiracją na pierwszą historię obsadzoną w dawnych czasach była budowa wielkiego pomnika Chrystusa Odkupiciela, który rozkłada ręce nad Rio de Janeiro. Z pomnikiem związana jest tajemnica dotycząca dłoni modelki, na podstawie których twórca wykonał odlew dłoni Odkupiciela. Lucinda Riley stworzyła własną wersję, dodatkowo wprowadzając prawdziwe postacie związane z budową, np. Paula Landowskiego, czy Hectora da Silve. Oczywiście rewelacyjnie potrafi połączyć wszystkie wątki w taką całość, która naprawdę mogła się wydarzyć. 

          Lucinda Riley w swoich powieściach nigdy nie zanudza czytelników, nigdy nie wprowadza niepotrzebnych opisów, czy to sytuacji, czy to przyrody, co można zarzucić wielu pisarzom. Ona zawsze trzyma się określonego wątku, nie pozwala za bardzo odpłynąć ku nic nie znaczącym słowom. Wszystko toczy się z góry określonym torem i to jest odczuwalne w trakcie lektury. Po prostu wiadomo, że pisarka naprawdę chciała to przekazać, a nie był to jedynie zapychacz mający na celu zwiększenie objętości książki. Od pierwszych stron, zdań, czy nawet słów bije jakaś niewyobrażalna magia. Jakbym od razu przeczuwała, że ta powieść nie tylko pochłonie mnie bez reszty, ale sprawi, że będę obsesyjnie myślała o pozostałych  bohaterkach rozlokowanych w różnych krajach i odkrywających prawdę nie tylko o swojej rodzinie, ale również o sobie samych. Jestem pod ogromnym wrażeniem, a autorka chyba posiada jakieś magiczne zdolności, bo czuję się jak zaczarowana. Zaczarowana, aby chłonąć tę historię i nie przestawać, dopóki nie poznam jej zakończenia. Ale to przecież dopiero pierwszy tom! Chciałabym opisać tę książkę, jako prawdziwie inspirujące dzieło sztuki nie tylko przenoszące nas w czasie, ale też pozwalające na odkrycie egzotycznych krain. Jest to historia pełna namiętności, bo taka właśnie jest Izabela. Nie dla niej jest życie przy boku wybranego przez rodziców nudnego męża, bycie dobrą żoną i rodzenie dzieci. Ona jest pełna pasji, która próbuje wydostać się na zewnątrz, jednak czasy w których żyje i pozycja społeczna, jaką posiada temu nie sprzyjają. Ale taka bohaterka jak Izabela potrafi obejść zasady i znaleźć szczęście, chociaż jedynie krótkotrwałe. Na koniec wspomnę jeszcze o tym, jak pięknie wydana jest powieść. Okładka jest nieziemska, a po otworzeniu książki widzimy widok nieba z chmurami oraz piękny cytat: "Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent. Oczyma sięga gwiazd". Jest to idealna sentencja zarówno dla miłości Mai, jak i Izabeli. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          Wiem, że w tej recenzji użyłam mnóstwo synonimów słowa "wspaniała", ale ta książka naprawdę taka jest. Co ja mówię książka, cały cykl z pewnością taki jest, mogę zapewnić to w ciemno. Pozwólcie się porwać romantycznej historii rozgrywającej się w egzotycznej Brazylii i wspaniałym Paryżu. Dajcie sobie możliwość odkrywania tajemnicy Pa Salta razem z bohaterkami. Tymczasem ja już niecierpliwie czekam na kolejny tom pt. "Siostra burzy", który zabierze nas w podróż do śnieżnej Norwegii na poszukiwania przodków Ally...


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

niedziela, 12 lutego 2017

210# Anhusz - Martine Madden (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!)






Tytuł: Anhusz
Autor: Martine Madden (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 420
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

          Po tym, jak przeczytałam "Zamki na piasku" Chrisa Bohjaliana zainteresowałam się konfliktem pomiędzy Ormianami, a Turkami na początku XX wieku. Następnie przyszedł czas na "Dziedzictwo Orchana" Aline Ohanesian, które tym bardziej pokazało mi, że tę historię trzeba znać, aby nie dopuścić do sytuacji, o której powiedział kiedyś Winston Churchill: "Historia będzie na próżno szukać słowa... Armenia". Dlatego "Anhusz" jest dla mnie pozycją obowiązkową, jednak nie tylko przez wzgląd na historię, ale również za sprawą ciekawości, jak potoczy się romantyczny wątek pomiędzy przedstawicielami wrogich narodów. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Anhusz to 20-letnia ormiańska dziewczyna, której młodość przypada na czasy I wojny światowej. Mieszka na terenie Imperium Osmańskiego i żyje pod przywództwem Turków. Ormianie to naród uciśniony, walczący o swoje państwo, prześladowany przez Turków, więc na każdym kroku Anhusz napotyka na ich władzę. Jednak gdy poznaje kapitana Dżahana nie boi się go, tak jak powinna. Oboje zbliżają się do siebie mimo silnych prób zapomnienia o swoim istnieniu. Jednak los im nie sprzyja, kochankowie muszą się rozdzielić, gdyż Dżahan zostaje przeniesiony do innego miasta. Wraca po niespełna dwóch latach, aby nadzorować przesiedlenie wszystkich Ormian z wioski Anhusz do Syrii, a przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja. Kapitan jednak zna przerażającą prawdę...

          
Można przytoczyć wiele przykładów zakazanej miłości w XX wieku: Żydówka z
niemieckim oficerem, biała kobieta z czarnoskórym mężczyzną, dziedzic brytyjskiej posiadłości ze służącą, czy też mężczyzna z mężczyzną. Tym razem poznajemy historię o bardzo skomplikowanym uczuciu pomiędzy Ormianką a Turkiem. W 1915 roku, gdy dzieje się akcja powieści był to zdecydowanie związek zakazany. Ormiańska dziewczyna powinna wyjść za Ormianina, najlepiej wybranego przez rodziców, nie do pomyślenia było nawet myślenie o tureckim mężczyźnie inaczej niż jak o oprawcy, a tym bardziej wdawanie się z nim w romans. Zresztą porządna dziewczyna nie powinna w ogóle myśleć namiętnie o jakimkolwiek mężczyźnie. Jednak Anhusz wbrew swojej woli zakochuje się w Dżahanie i on również odwzajemnia to uczucie. Jak można się domyśleć, para nie ma łatwo i musi się ukrywać. Książka ukazuje dramatyczną sytuację: toczy się I wojna światowa, co samo w sobie jest ogromnym dramatem, a dodatkowo szerzy się ogromna nienawiść Turków do narodu ormiańskiego. 
Wydarzenia opisane w książce widzimy z kilku perspektyw: większość rozdziałów opowiada oczywiście o Anhusz, jednak dużą rolę w narracji miał amerykański lekarz-misjonarz Charles Stewart, który pisał pamiętnik. Z początku nieco naiwny, nie wierzący w plotki o przyszłym ludobójstwie, później załamany skalą pogromu. Jest on jednym z bohaterów, którzy zostali stworzeni na podstawie realnych postaci. To nie jest tylko opowieść o wojnie. Jest to opowieść o nadziei, niewinności, ignorancji i smutku. Opowieść o miłości i przebaczeniu. Ormianie niestety są często pomijani w świecie realnym i świecie fikcyjnym. Jednak mówi się, że rzeź na Ormianach było pierwszym ludobójstwem popełnionym w XX wieku i drugim co do wielkości po eksterminacji Żydów. Dlaczego więc nie pamięta się o tym? Dlatego, że te wydarzenia działy się poza Europą? Zaganianie tysięcy ludzi przez pustynię praktycznie bez jedzenia i wody przez wiele dni, dodatkowo gdy panowała zaraza cholery, zostawianie ciał poległych w rowach, gwałty na najładniejszych dziewczynach, zmuszanie rodzących kobiet do dalszej wędrówki to wszystko jest przerażającą prawdą. Martine Madden ukazała tę opowieść z wyraźną troską i dodatkowo udało jej się wstrzyknąć w tę zimną historię z okrutnymi i twardymi faktami kilka pięknych, ciepłych i prawdziwych chwil fikcji i autorka wtedy pozwala nam oderwać się od straszliwej prawdy, choć na moment.

PODSUMOWUJĄC...
          
          "Anhusz" nie zszokowała mnie już tak bardzo, jak lektura "Zamków na piasku" z racji tego, że te wydarzenia już w jakimś stopniu znałam. Jednak nie sprawiło to, że czytałam je z mniejszym przerażeniem, czy smutkiem. Tej książki nie powinno się polecać nikomu, każdy sam z własnej woli powinien po nią sięgnąć, aby historia Ormian pozostała w głowach i sercach jak największej ilości ludzi.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Kobiece

piątek, 27 listopada 2015

157# Tajemnice zamku - Lucinda Riley




Tytuł: Tajemnice zamku
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania:  wrzesień 2015
Liczba stron: 512
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 9/10



WSTĘPNIE...

     Lucinda Riley już wcześniej zachwyciła mnie dwiema książkami: "Domem orchidei" oraz "Dziewczyną na klifie". Dlatego, gdy zobaczyłam, że Albatros w końcu wydał kolejną jej powieść, od razu zapragnęłam ją kupić i przeczytać.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          
Emilie to trochę zagubiona młoda kobieta, która nagle dziedziczy wielki zamek, który jest w posiadaniu jej rodziny od kilkudziesięciu lat. Po śmierci matki, z którą łączyły ją bardzo chłodne stosunki, Emilie pragnie po prostu sprzedać posiadłość i wrócić do swojego prostego życia jako lekarz weterynarii. Nigdy nie czuła się jak dziedziczka wielkiego, arystokratycznego rodu, dlatego ciężar spadku ją przytłacza. Jednak gdy powraca do zamku po wielu latach nieobecności zaczyna jej być szkoda wielkiej biblioteki liczącej ponad 2000 unikatowych książek, gdzie spędzała wraz z ojcem Eduardem wiele czasu. Spotyka również mężczyznę, który wydaje jej się być ideałem. Sebastian pomaga jej i ratuje przed załamaniem, za co dziewczyna jest bardzo wdzięczna. Jak skończy się jej miłość do Sebastiana oraz czy uda jej się rozwikłać zagadkę, na którą natrafia w piwnicach pod winnicą?

          Przenosimy się kilkadziesiąt lat wstecz, gdy w Europie szaleje II wojna światowa. Constance jest sekretarką, jednak zostaje zauważona i doceniona przez swoich przełożonych. Zaczyna szkolić się na brytyjską agentkę, która ma zostać przerzucona do Francji, aby pomagać w ruchu oporu. Jednak już pierwszego dnia wszystko idzie nie tak, jak powinno. Poznaje Eduarda de la Martinières i jego siostrę Sophię. Od tamtej pory jej losy łączą się z arystokratyczną rodziną, początkowo w ich mieszkaniu w Paryżu, a następnie w zamku. Jak skończy się historia Connie?

          Nie dosyć, że uwielbiam wątki kobiet-szpiegów w czasach II wojny światowej (a we Francji to już zwłaszcza, bo jestem od dawna bardzo zainteresowana francuskim Resistance) to jeszcze odkrywanie rodzinnej tajemnicy sprzed lat, gdzie głównym tłem jest wielki, staroświecki zamek oraz otaczająca go winnica... No idealna fabuła dla mnie! Taką historię oczywiście też można zepsuć, ale na szczęście na Lucindzie Riley jeszcze się nie zawiodłam, więc byłam spokojna o tę powieść. I miałam rację, bo nawet przy rewelacyjnych poprzedniczkach, "Tajemnice zamku" i tak biją je na głowę! Było tutaj wszystko, co kocham w książkach w tym stylu: odkrywanie tajemnicy sprzed lat dzięki staremu dziennikowi z listami, ogromna posiadłość, w której wiele lat temu zdarzył się incydent, który zaważył na następnych pokoleniach i ciekawa główna bohaterka. Choć tutaj mam na myśli raczej Constance, bo Emilie niczym szczególnym się akurat nie wyróżnia. Natomiast Connie to inteligentna, piękna Brytyjka, która naraża swoje życie, aby wspomóc francuski ruch oporu. To mówi samo za siebie.
        
PODSUMOWUJĄC...

          
Nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki. Odkąd przeczytałam "Dom orchidei" wypatruję jej dzieł co jakiś czas... Oby tym razem jej kolejna powieść została szybciej wydana w Polsce. Polecam!

wtorek, 28 kwietnia 2015

101# "Love, Rosie" - Cecelia Ahern

"To nie takie proste, gdy rany próbuje wyleczyć ta sama osoba, która je zadała."


Tytuł: Love, Rosie
Autor: Cecelia Ahern (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania:  grudzień 2014
Liczba stron: 512
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

       Ostatnio było bardzo głośno o książce irlandzkiej autorki "Love, Rosie", ale powoli szum chyba mija. Czytałam już "Zakochać się" autorstwa Ahern (która mi się podobała), więc mniej więcej wiem, czego się po niej mogłam spodziewać. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

         Powieść jest napisana w bardzo nietypowym stylu, a mianowicie w stylu epistolarnym. Książka nie posiada 
dialogów, czy też konkretnej fabuły, gdyż składa się wyłącznie z listów pisanych w różnej formie: od zwykłych karteczek, po smsy i e-maile. Miałam już okazję czytac jedną powieść typowo epistolarną ("Listy z wyspy zwanej niebem") i w przypadku tamtej książki byłam bardzo zaskoczona, że z listów może wyłonić się tak ciekawa historia. Byłam pewna, że po prostu nie jest to możliwe bez dialogów, czy też scen z udziałem  bohaterów. Jednak autorka tamtej powieści (Jessica Brockmole), jak i Cecelia Ahern udowodniły, że jak najbardziej jest to możliwe, że można przekazać ciekawą opowieść wyłącznie za pomocą listów. Wielki szacunek, bo wydaje mi się, że taką książkę można w łatwy sposób po prostu zepsuć i nie zaciekawić nią czytelnika. 

          Rosie i Alex przyjaźnią się od dziecka. Najpierw czytamy ich listy z wieloma błędami, którę są naprawdę w stylu dzieci. Później z biegiem lat bohaterowie przerzucili się na smsy, e-maile, rozmowy na chacie. Niestety ich drogi w pewien sposób rozchodzą się, gdy są jeszcze w liceum i Alex wyjeżdża na inny kontynent - do Ameryki Północnej, natomiast Rosie zostaje w Europie - w Irlandii. Jednak ich kontakt się przez to nie urywa, bo przecież pozostaje jeszcze inny sposób kontaktu - elektroniczny. Akcja książki kończy się, gdy bohaterowie mają po 50 lat, więc jest naprawdę rozciągnięta w czasie, zważywszy, że poznajemy ich, gdy mają 
po 5 lat. Książka jest naprawdę zabawna. A zwłaszcza przytyki w listach (oczywiście) małej Katie do Salli oraz listy Katie do Alexa, w których pisze ona o sytuacjach, w których jej "mama jest dziwna". Kto czytał, ten na pewno co mam na myśli. Pomimo specyficznego stylu powieści w łatwy sposób mozemy sobie wyobrazić bohaterów i wszystkie łączące ich wątki. Historia jest niezmiernie romantyczna, można się w niej rozmarzyć...


PODSUMOWUJĄC...

          Skończyłam już czytać tę książkę, ale... nadal zostaje do obejrzenia jeszcze film i ponowne spotkanie z bohaterami - Rosie i Alexem, więc dobrze, że jeszcze przez 2 godziny mogę cieszyć się ich obecnością. Byłam trochę zaskoczona, że książka aż tak mi się podobała, dlatego mocno wam ja polecam! Lećcie wypożyczać lub kupować "Love, Rosie"!

sobota, 6 grudnia 2014

54# Dziewczyna na klifie - Lucinda Riley

"Teraz żądamy szczęścia i jesteśmy przekonani, że na nie zasługujemy".



Tytuł: Dziewczyna na klifie
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania:  lipiec 2013
ISBN: 9788378857358
Liczba stron: 515
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

     Czytałam już jedną powieść Lucindy Riley - "Dom orchidei", która mnie oczarowała. O autorce pisałam już w poście "O wydawnictwach słów kilka - A jak Albatros". Nie zastanawiając się długo od razu kupiłam inną jej  książkę - "Dziewczyna na klifie", jednak z różnych przyczyn ta powieść długo czekała w kolejce. Ale w końcu mogłam się za nią zabrać i zapraszam was na recenzję wspaniałej książki.


TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Grania Ryan jest 31-letnią kobietą, rzeźbiarką pochodzącą z Irlandii, lecz od 10 lat mieszkającą w Stanach 
Zjednoczonych ze swym partnerem. Po stracie nienarodzonego dziecka postanawia rozstać się z Mattem i wrócić w rodzinne strony. Jednak przez długi czas nie wyjawia prawdziwego powodu rozstania, nawet Matt jest zdezorientowany i nie wie dlaczego kobieta jego życia go opuściła. Pewnego dnia spacerując niedaleko domu  zauważa rudowłosą, kilkuletnią dziewczynkę stojącą na szczycie klifu. Jednak gdy zbliża się do niej, aby jej pomóc, dziewczynka ucieka. Następnego dnia ponownie ją spotyka, jednak Aurora niczego nie pamięta. Po pewnym czasie pomiędzy Granią a Aurorą nawiązuje się przyjaźń. Aurora nie ma matki, wychowuje ją samotnie ojciec,  który wyjeżdża na miesiąc i zostawia córkę pod opieką Granii w wielkiej posiadłości rodziny Lisleyów - Dunworley. Później jeszcze wiele się dzieje w relacjach kobiety i dziewczynki.

          Powieść wciąga od samego początku. Mimo że ciągle czekałam na jakieś wydarzenia z dawnych czasów (czekałam aż 100 stron!) to współczesność i historia Granii też mnie wciągnęła. Tak jak w "Domu orchidei", tak i tutaj główna bohaterka straciła dziecko, co jest wielką tragedią w jej życiu, dlatego przyjaźń z kilkuletnią dziewczynką jest zarazem wybawieniem, jednak z drugiej strony jest też niebezpieczna. Bo to przecież nie jest córka Granii... Wielka rodzinna (a nawet dwóch rodzin) tajemnica, ogromna posiadłość, w której w I połowie XX wieku przebywało nie tylko państwo Lisle, lecz także służba - już samo to pokazuje, że książka jest dobra!

         Ze starych listów i opowieści Kathleen, matki Granii, dowiadujemy się, dlaczego dwie rodziny - Ryanów i Lisley'ów łączyły napięte stosunki. Najpierw poznajemy Mary - służącą w Dunworley, która właściwie wszystko zapoczątkowała. Jej decyzje w dużym stopniu wpłynęły na wydarzenia, które miały miejsce kilkadziesiąt lat później. Historia jest bardzo ciekawa i z wypiekami na twarzy ją czytałam. Nieco zawiłe koligacje rodzinne mogłyby przytłoczyć, gdyby nie dołączone drzewo genealogiczne, na które spojrzałam dopiero w połowie książki (bo tam też jest umieszczone) i które pozwoliło lepiej zrozumieć relacje łączące obie rodziny. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          
Zakończenie książki nieco mnie zdziwiło. Myślałam, że happy end będzie kompletny, a nie wiem sama co o nim myśleć. Niby wszystko gra, ale jednak jedna sytuacja wpłynęła na to, że nie jest to do końca szczęśliwe zakończenie. Jednak dla mnie jest to na plus, bo nie lubię przewidywalności w książkach. Bardzo polecam tę opowieść szczególnie osobom lubiącym rodzinne tajemnice sięgające niemal 100 lat wstecz. Jednak wątek współczesny był obszerniejszy i bardziej rozbudowany, więc myślę, że każdy w tej książce znajdzie coś dla siebie.

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...