niedziela, 26 marca 2017

223# Enklawa - Ove Løgmansbø




Tytuł: Enklawa
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria: Vestmanna, tom 1
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 400
Forma: e-book
Moja ocena - 7+/10


WSTĘPNIE...

         Ove Løgmansbø bardzo długo uchodził za debiutanckiego autora o farersko-polskich korzeniach. Zupełnie niedawno autor odkrył karty i przyznał się do swojej tożsamości. Okazało się, że jest to znany polski pisarz - Remigiusz Mróz. Nie powiem, bo byłam mocno zaskoczona tą wiadomością i mimo że książki pana Ove Løgmansbø miałam w planach z racji tego, że uwielbiam skandynawskie kryminały, odkrycie nazwiska autora sprawiło, że przyspieszyłam lekturę... 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Hallbjørn Olsen pewnego sobotniego popołudnia wracając ze zlecenia spotyka koleżankę swojej córki - zamienia z nią jedynie kilka słów i szybko o tym zapomina. Następnego dnia budzi się o 12 w południe i nie może sobie przypomnieć zupełnie niczego z poprzedniego wieczora, ani nawet tego jak wrócił do domu. Z przerażeniem ogląda z córką wiadomości, z których dowiadują się, że koleżanka z klasy Ann-Mari, Poula Løkin zaginęła poprzedniego dnia pod wieczór - ta sama, z którą rozmawiał Hallbjørn. Mężczyzna jest zdezorientowany i nie wie, co myśleć o całej sytuacji. Wkrótce sprawę zaginięcia przejmuje duńska policja na czele z komisarz Katriną Ellegaard, a Hallbjørn, jako były wojskowy pomaga w śledztwie, które szybko z poszukiwań porywacza, przekształciło się w poszukiwanie mordercy...

         Vestmanna to mała miejscowość umiejscowiona na Wyspach Owczych, w której rzadko spotyka się trudniejsze i bardziej skomplikowane sprawy od wypadków samochodowych spowodowanych przez owce. Morderstwo? Nigdy się nie zdarzyło. Wyspy Owcze są złożone przede wszystkim ze skał, wysokich klifów i lasów, a zabudowane są przede wszystkim małymi domkami. Właściwie od razu, jak zaczęłam czytać tę książkę, miałam przed oczami obraz Broadchurch, małą miejscowość, w której rozgrywa się akcja brytyjskiego serialu. Od razu mi się skojarzyło, że w miasteczku Vestmanna, w którym ginie młoda dziewczyna i jest to dotąd niespotykana sytuacja, żyją mieszkańcy, którzy mają dużo do ukrycia. Tak jest oczywiście wszędzie, jednak w małej społeczności bardziej chce się ukryć swoje przewinienia, bo inaczej będą o nich wiedzieli wszyscy mieszkańcy i dalsze życie wśród nich może stać się trudne. Do tzw. skandynawskich thrillerów widzę mnóstwo podobieństw, a oto niektóre z nich: małe miasteczko, a tym samym mała społeczność, w której wszyscy się znają, mnóstwo bohaterów, którzy początkowo są jedynie mieszkańcami miasteczka, natomiast z czasem okazuje się, że mają jakiś związek ze sprawa, ponura, deszczowa aura, która sprawia, że zbrodnia staje się jeszcze bardziej przerażająca. Uwielbiam tę aurę mroku, która otacza miasto i jego mieszkańców, te tajemnice kryjące się po kątach, domysły i mylenie tropów. Gdybym nie wiedziała, kto to napisał, a wiedziałabym, że to pisarz piszący pod pseudonimem, to chyba podejrzewałabym Camille Läckberg... A to wielki komplement i plus, bo Camilla to moja ulubiona autorka skandynawskich kryminałów. Znajdziemy tutaj całą galerię bohaterów o przeróżnych charakterach, tak jak zawsze dzieje się w również w jej powieściach. Zakończenie pokazuje, że czasem najprostsze i najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, jest tym właściwym... Choć uważam, że to jeszcze nie koniec sprawy... Z wielką chęcią przeczytam kolejny tom. 

PODSUMOWUJĄC...

          Podobno po ujawnieniu mistyfikacji, jaką stworzył Remigiusz Mróz, niektóre osoby ze społeczności farerskiej były oburzone, zwłaszcza rodzina posiadająca prawie identyczne nazwisko, co nazwisko pod pseudonimem autora. Ja nie jestem znawczynią Wysp Owczych, języka farerskiego, zwyczajów, czy kultury mieszkańców, więc dla mnie nie jest to takie ważne, aby wszystko było w stu procentach prawdziwe. To jest fikcja literacka, a jej zadaniem jest umilić czas czytelnikowi w trakcie jej lektury. Jeśli ja miałabym to oceniać, autorowi się to udało całkowicie, bo pochłonęłam historię morderstwa 16-letniej dziewczyny w mgnieniu oka. Szkoda, że na Wyspach Owczych ta książka swego uznania raczej nie znajdzie...

piątek, 24 marca 2017

222# Siedem sióstr - Lucinda Riley

"Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent. Oczyma sięga gwiazd"



Tytuł: Siedem sióstr
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Siedem sióstr, tom 1
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 544
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...

         Jestem absolutnie zakochana w twórczości pani Lucindy Riley, mojej ulubionej autorki powieści, w których główne bohaterki odkrywają tajemnice z dawnych lat. Jestem zafascynowana jej wyobraźnią od pierwszej przeczytanej przeze mnie książki, którą była "Dom orchidei". Następnie przyszedł czas na "Dziewczynę na klifie", "Tajemnice zamku", aż w końcu "Różę północy", która jak na razie plasuje się w moim rankingu powieści Riley na pierwszym miejscu. Jak zobaczyłam, że Wydawnictwo Albatros wydaje pierwszy tom z zaplanowanych siedmiu mojej ukochanej autorki, pomyślałam, że to jak spełnienie marzeń...

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Pierwszy tom z serii "Siedem sióstr" o tym samym tytule wprowadza nas w całą zagmatwaną historię oraz przybliża postać najstarszej siostry - Mai D’Apliese. Pan Pa Salt, właściciel bajkowego zamku Atlantis umiejscowionego nad brzegiem Jeziora Genewskiego podjął się adopcji sześciu dziewczynek w różnych odstępach czasu, które zawsze były niemowlętami w chwili przysposobienia. Przywoził je z różnych części świata, stworzył im wspaniałe warunki do życia, możliwość rozwoju, jednak nigdy nie zdradził tajemnicy, dlaczego samotny mężczyzna miałby chcieć wychowywać kilka małych dzieci. Pa Salt był człowiekiem bardzo ekscentrycznym, ale również bardzo tajemniczym. Jego pasją było obserwowanie gwiazd, a ukochaną gwiezdną gromadą - Siedem sióstr, po których to dziewczynki dostały imiona. W chwili, gdy poznajemy pierwszą z nich, dowiaduje się ona, ze ukochany przybrany ojciec nie żyje. Jego ostatnią wolą było, aby wszystkie podopieczne wróciły do zamku i przeczytały listy, które dla nich zostawił. Dla każdej przygotował bowiem wskazówki umożliwiające odkrycie tajemnic ich przodków. Takim sposobem Maja trafia do Rio de Janeiro w Brazylii w poszukiwaniu własnych korzeni... Dzięki niej poznajemy opowieść o Izabeli Aires Cabral.

          Uważam, że pomysł na stworzenie cyklu książek, które w jakiś sposób łączą się ze sobą, ale są oddzielnymi historiami, bo każda z dziewczyn podąża za swoimi wskazówkami, do innych krajów, do innych opowieści jest po prostu genialny. Jestem przekonana, że autorka ma w swojej głowie mnóstwo pomysłów na bohaterów, ich narodowości, problemy i czasy, w których przyszło im żyć i wymyślenie takiej koncepcji, aby te wszystkie historie przelać i połączyć w jedną - bardzo tajemniczą, która scala wszystkie razem - to jest po prostu majstersztyk. Jestem pełna podziwu dla pani Riley, która potrafiła to sobie wszystko uporządkować i oczywiście skonstruować tyle różnych rodzajów fabuły. Zawsze jestem podekscytowana, gdy otwieram kolejną powieść, która wyszła spod jej pióra, jednak tym razem przeszła samą siebie. Od razu w pierwszym rozdziale zostajemy obarczeni ogromną tajemnicą, która będzie się ciągnęła przez wszystkie siedem tomów. Zagadką jest, dlaczego Pa Salt adoptował tylko sześć sióstr, mimo że jego ukochana gwiezdna gromada zwie się "Siedem sióstr". Ta niewiadoma będzie mnie zastanawiać przez całą serię. Inspiracją na pierwszą historię obsadzoną w dawnych czasach była budowa wielkiego pomnika Chrystusa Odkupiciela, który rozkłada ręce nad Rio de Janeiro. Z pomnikiem związana jest tajemnica dotycząca dłoni modelki, na podstawie których twórca wykonał odlew dłoni Odkupiciela. Lucinda Riley stworzyła własną wersję, dodatkowo wprowadzając prawdziwe postacie związane z budową, np. Paula Landowskiego, czy Hectora da Silve. Oczywiście rewelacyjnie potrafi połączyć wszystkie wątki w taką całość, która naprawdę mogła się wydarzyć. 

          Lucinda Riley w swoich powieściach nigdy nie zanudza czytelników, nigdy nie wprowadza niepotrzebnych opisów, czy to sytuacji, czy to przyrody, co można zarzucić wielu pisarzom. Ona zawsze trzyma się określonego wątku, nie pozwala za bardzo odpłynąć ku nic nie znaczącym słowom. Wszystko toczy się z góry określonym torem i to jest odczuwalne w trakcie lektury. Po prostu wiadomo, że pisarka naprawdę chciała to przekazać, a nie był to jedynie zapychacz mający na celu zwiększenie objętości książki. Od pierwszych stron, zdań, czy nawet słów bije jakaś niewyobrażalna magia. Jakbym od razu przeczuwała, że ta powieść nie tylko pochłonie mnie bez reszty, ale sprawi, że będę obsesyjnie myślała o pozostałych  bohaterkach rozlokowanych w różnych krajach i odkrywających prawdę nie tylko o swojej rodzinie, ale również o sobie samych. Jestem pod ogromnym wrażeniem, a autorka chyba posiada jakieś magiczne zdolności, bo czuję się jak zaczarowana. Zaczarowana, aby chłonąć tę historię i nie przestawać, dopóki nie poznam jej zakończenia. Ale to przecież dopiero pierwszy tom! Chciałabym opisać tę książkę, jako prawdziwie inspirujące dzieło sztuki nie tylko przenoszące nas w czasie, ale też pozwalające na odkrycie egzotycznych krain. Jest to historia pełna namiętności, bo taka właśnie jest Izabela. Nie dla niej jest życie przy boku wybranego przez rodziców nudnego męża, bycie dobrą żoną i rodzenie dzieci. Ona jest pełna pasji, która próbuje wydostać się na zewnątrz, jednak czasy w których żyje i pozycja społeczna, jaką posiada temu nie sprzyjają. Ale taka bohaterka jak Izabela potrafi obejść zasady i znaleźć szczęście, chociaż jedynie krótkotrwałe. Na koniec wspomnę jeszcze o tym, jak pięknie wydana jest powieść. Okładka jest nieziemska, a po otworzeniu książki widzimy widok nieba z chmurami oraz piękny cytat: "Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent. Oczyma sięga gwiazd". Jest to idealna sentencja zarówno dla miłości Mai, jak i Izabeli. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          Wiem, że w tej recenzji użyłam mnóstwo synonimów słowa "wspaniała", ale ta książka naprawdę taka jest. Co ja mówię książka, cały cykl z pewnością taki jest, mogę zapewnić to w ciemno. Pozwólcie się porwać romantycznej historii rozgrywającej się w egzotycznej Brazylii i wspaniałym Paryżu. Dajcie sobie możliwość odkrywania tajemnicy Pa Salta razem z bohaterkami. Tymczasem ja już niecierpliwie czekam na kolejny tom pt. "Siostra burzy", który zabierze nas w podróż do śnieżnej Norwegii na poszukiwania przodków Ally...


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

poniedziałek, 20 marca 2017

221# Marlene - Hanni Münzer (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!)

"Żydzi ze swoją kulturą, wykształceniem i całą swoją defetystyczną literaturą stali nam na drodze. Myślący lud nie pozwoli sobą kierować."




Tytuł: Marlene
Autor: Hanni Münzer  (pochodzenie: Niemcy)
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 552
Forma: własna
Moja ocena - 8+/10

WSTĘPNIE...

         "Miłość w czasach zagłady" pamiętam do tej pory, co oznacza, że książka była bardzo dobra i zapada w pamięć. Kontynuacji się nie spodziewałam, dlatego byłam bardzo zdziwiona, gdy zobaczyłam okładkę "Marlene" Hanni Münzer, która ma wiele cech wspólnych z okładką poprzedniej powieści tej autorki. Historia dzieje się w czasach Debory, ta postać jest wspominana, jednak nie patrzcie na nią tylko jak na kontynuację. "Marlene" to zupełnie inna historia, o zupełnie innej bohaterce...

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Marlene poznajemy w chwili, gdy jest już staruszką. Mieszka w Krakowie wraz ze swoim synem Noahem, jego żoną Oliwią oraz córką Klaudią. Po śmierci swojej przyjaciółki postanawia napisać autobiografię, jednak chce aby została ona wydana dopiero po tym, jak i ona pożegna się z życiem. Czuje, że powinna podzielić się ze światem swoją historią. A zdecydowanie ma o czym pisać. Jej młodość przypadła na okrutne czasy II wojny światowej. Marlene jest Niemką, jednak od samego początku potrafi dojrzeć okrucieństwo, do którego namawiał Adolf Hitler. Kobieta nie pozostaje obojętna i dołącza do ruchu oporu, aby położyć temu kres. Akcja powieści zabiera nas do roku 1944, do Warszawy, gdzie przygotowywana jest akcja powstańcza. Jednak los miesza jej szyki - trafia do jednego z najgorszych obozów koncentracyjnych w Polsce, do Auschwitz. Tam doznaje ogromnego okrucieństwa, ale czuje również coś, o czym myślała, że już nigdy nie będzie dane jej poczuć - miłość...

           Byłam nieco zaskoczona stylem autorki, gdyż bardzo różnił się od tego w poprzedniej książce. Jak nawet wspomniałam w recenzji, w pierwszym tomie autorka trochę jakby oceniała bohaterów, albo wyjaśniała ich zachowanie, natomiast w przypadku "Marlene" odeszła jakby od tego i zastosowała klasyczną narrację. Nie jestem w stanie powiedzieć, jaki był cel zmiany tego stylu, jednak nie wpłynęło to w żaden sposób na moją ocenę - obie formy uważam za równie udane. Jakkolwiek by mnie zainteresowała historia Debory, uważam że opowieść jej przyjaciółki jest nieco ciekawsza. Niemiecka baronessa pochodząca z szacownej, poważanej rodziny, której jedyny obowiązek powinien sprowadzać się do bycia dobrą żoną i rodzenia dzieci, okazuje się od samego początku być przeciwna reżimowi i mało tego - buntuje się i przechodzi na przeciwną stronę, to na pewno postać nietuzinkowa. I taka właśnie Marlene, a właściwie Anna von Dürkheim jest. Niezwykła odwaga, całkowite oddanie się życiu w partyzantce i odporność na ogromny stres, jakim jest ukrywanie własnych przekonań to cechy charakteru prawdziwej bohaterki. Jak jeszcze dodamy do tego wszystkie okropności, jakie musiała znieść aby przetrwać np. ślub z nazistą, sypianie z wrogiem, ciągłe gwałty, czy pobyt w obozie koncentracyjnym to wychodzi nam całkiem przyzwoita powieść wojenna. Powiem nawet więcej - dzięki dodatkom wprowadzonym przez Hanni Münzer (mam tutaj na myśli krótkie rozdziały zatytułowane jako "Odpryski wojny") historia wydaje się bardziej autentyczna. W jednej chwili czytamy o zmyślonych losach, zmyślonej postaci, żeby za chwilę poznać tzw. suche fakty, np. liczbę ofiar, czy wypowiedzi nazistów albo po prostu różne cytaty związane z tematyką powieści. To nas od razu stawia do pionu i przypomina, że Marlene mogła naprawdę przeżyć te wszystkie dramaty. A nawet jeśli jedna osoba nie doświadczyła na swojej skórze tych wszystkich okropności, to mnóstwo ludzi odczuwało je pojedynczo. Dodatkowo jestem zaskoczona, że został rozwiązany jeden tajemniczy wątek z "Miłości w czasach zagłady" i to w naprawdę ciekawy sposób! Myślę, że fanów poprzedniej książki autorki zainteresuje to na tyle, że zdecydują się sięgnąć po kontynuację. Postać wykreowana przez Hanni Münzer pokazuje, że nie tylko we Francji, czy w Polsce można było spotkać walczące kobiety, ale również niektóre Niemki przyczyniły się do zakończenia II wojny światowej. Ludzie są różni to jakiej są narodowości, czy wyznania nie przesądza o tym, jakimi są osobami. 

PODSUMOWUJĄC...
          
          "Marlene" to bardzo mocny obraz okrucieństwa człowieka wobec człowieka w wojennych realiach. Z każdej kartki wyzierała rozpacz poległych, ale również apel o to, aby społeczeństwo nie musiało już przechodzić takiego bestialstwa, jakim jest wojna. Książka pokazuje również, jak wielki wpływ ma propaganda na sterowanie umysłem ludzkim.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...