czwartek, 22 czerwca 2017

236# Dziewczyna z nagietkowym szalem - Susan Meissner





Tytuł: Dziewczyna z nagietkowym szalem
Autor: Susan Meissner (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 368
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

         "Dziewczyna z nagietkowym szalem" urzekła mnie początkowo okładką, a później opisem, gdy już go przeczytałam. Byłam bardzo ciekawa, jak tytułowy szal mógł połączyć dwie kobiety, które dzieliło około 100 lat życia i jaką pełni rolę w tej powieści. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Dwie bohaterki połączone szalikiem w nagietki, które dzieli sto lat. Rok 1911, Clara jest młodziutką dziewczyną, która od pięciu miesięcy przebywa na wyspie Ellis i pracuje jako pielęgniarka. Wyspa stała się jej schronieniem przed wspomnieniami pożaru budynku, w którym pracowała wcześniej i w którym zginął jej ukochany. Mimo, że znała go jedynie dwa tygodnie, czuła, że czasem stworzyliby szczęśliwą parę, jednak nie było im to dane. Gdy na wyspie zaczynają zjawiać się pacjenci ze statku, w którym wybuchnęła epidemia szkarlatyny, Clara poznaje Andrew Glynna, którego żona umarła na statku. Pozostał mu po niej jedynie piękny szal w nagietki... Rok 2011, Taryn samotnie wychowuje córkę, gdy zbliża się dziesiąta rocznica ataku na World Trade Center, która odcisnęła ogromne piętno na psychice Taryn, która wciąż ma w pamięci stary nagietkowy szal, który uratował jej życie... Kobiety muszą przebaczyć sobie podjęte wcześniej decyzje, bo jest to jedynym wyjściem, aby znowu zaczęły żyć. 


         Książka od początku do końca wypełniona jest niewyobrażalnym bólem. Taryn, po dziesięciu latach, które minęły od ataku na WTC, którego była naocznym świadkiem, wciąż przeżywa żałobę po zmarłym mężu i obwinia się o jego śmierć. Gdyby nie poprosiła go o spotkanie z nią w restauracji na jednym z wyższych pięter, Kent prawdopodobnie mógłby uciec, gdyż pracował na piętrze, z którego wielu ludzi się wydostało. Życie z takim brzemieniem musi być bardzo ciężkie, choć oczywiście kobieta nie mogła wówczas wiedzieć, jak jej decyzja wpłynie na życie męża i jej samej. Natomiast Clarę sto lat wcześniej spotkała podobna sytuacja - gdyby Edward nie czekał na spotkanie z nią na jednym z wyższych pięter, nie musiałby skakać z okna w celu uniknięcia ognia i mógłby nadal żyć. Rozumiem późniejszą rozpacz Clary i chęć ucieczki przed wspomnieniami oraz przed samą sobą, jednak uważam, że za bardzo zaangażowała się żałobę i w myślenie, że w pożarze straciła bardzo ważną osobę w jej życiu. Edwarda znała raptem dwa tygodnie i wymieniła z nim kilka zdań, więc sądzę, że o miłości nie mogło być mowy, jedynie o zauroczeniu, czy zakochaniu. Ale oczywiście nie mogę negować jej zachowania, bo każdy ma inną psychikę, inaczej odczuwa pewne sprawy, a Clara po prostu nie mogła przeboleć, że jej marzenia o wspólnym życiu z Edwardem nigdy się nie spełnią. Wydaje mi się, że to ją najbardziej bolało, że nawet nie dostała szansy dowiedzenia się, czy ich związek miałby przyszłość. Obie bohaterki noszą w sobie tak ciężkie brzemię, że czytanie ich historii było dla mnie bardzo ciężkie. Tytułowy szal stał się łącznikiem pomiędzy dwoma historiami i dwiema bohaterkami, dla których stał się w pewnym sensie wybawieniem. Dzięki niemu zarówno Clara, jak i Taryn przebudziły się z letargu, w jakim znajdowały się po przeżyciu własnych tragedii, przejrzały na oczy i powróciły do życia. Dały sobie szansę na ponowne poczucie radości, szczęścia, a przede wszystkim na przebaczenie sobie. Dodatkowo bardzo chętnie śledziłam wątek Clary, doktora Ethana i Andrew, gdyż ciągle zastanawiałam się, kim będzie kolejny wybranek pielęgniarki, bo to było oczywiste, że któremuś z nich da szansę po śmierci Edwarda. Wątek Taryn jednak mógłby być nieco dłuższy. 

PODSUMOWUJĄC...

         "Dziewczyna z nagietkowym szalem" jest trudną powieścią o stracie i wyrzutach sumienia, które powodują ogromne rany w psychice. Jednak zakończenie tej pełnej smutku i cierpienia książki, daje pewną nadzieję, że można podnieść się po ogromnych życiowych tragediach i przebaczyć sobie decyzje, które w pewien sposób miały na nie wpływ.

wtorek, 20 czerwca 2017

235# Siostra Burzy - Lucinda Riley

"Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent. Oczyma sięga gwiazd"



Tytuł: Siostra Burzy
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Siedem Sióstr, tom 2
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 576
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...

         Lucinda Riley słynie z pisania magicznych, umiejscowionych kilkadziesiąt lat wstecz historii miłosnych. Zazwyczaj opowiada o kobietach, dla których czasy w jakich żyją, są wielką przeszkodą do samospełnienia się. Jej bohaterki jednak łamią wszelkie konwenanse i przecinają sznury nałożone im przez społeczeństwo, bo jest to jedyna droga do ich szczęścia. "Siostra Burzy" to druga część serii pt. "Siedem Sióstr" opowiadająca o sześciu wspaniałych kobietach i ich praprababkach.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Ally poznaliśmy już w pierwszym tomie, gdy wraz z pięcioma siostrami przybyła do Atlantis - bajkowego zamku położonego nad Jeziorem Genewskim, gdzie wszystkie się wychowały. Dowiaduje się, że jej ukochany ojciec Pa Salt zmarł, lecz jeszcze przed śmiercią postanowił, aby wszystkie jego adoptowane córki miały możliwość poznania swojego pochodzenia. Jednak za życia był bardzo tajemniczym i ekscentrycznym człowiekiem, więc również zagadki które zostawił każdej z dziewczyn, wcale nie będą łatwe do rozszyfrowania. Pa Salt napisał do każdej z nich list ze wskazówkami, które prowadzą je w różne części świata. Maja już powróciła ze swojej podróży z Brazylii, teraz czas na rudowłosą Ally, która dowiaduje się, że z pochodzenia jest Norweżką. Pewne tragiczne wydarzenie w jej życiu spowoduje, że jedynym ratunkiem stanie się podróż do Oslo (dawnej Christianii) i odkrywanie historii Anny Landvik. 

          Norwegia to kraj kojarzący się z zimnem i mroźną scenerią, a jednak mogła się w niej rozegrać trudna historia pełna pasji i namiętności. To jest zdecydowanie zasługa Riley, której magiczne pióro jest w stanie stworzyć niepowtarzalne i wspaniałe opowieści. Tym razem przedstawiła nam historię prostej wieśniaczki o anielskim głosie, która na szczęście została odkryta przez profesjonalistów i mogła zachwycać swoim głosem oraz zdolnościami aktorskimi szersze grono widzów oraz mężczyzny bogato urodzonego, jednak sprzeciwiającego się ojcu i podążającego za własnymi marzeniami - graniem w orkiestrze. Tych dwoje ludzi spotkało się i pokochało od pierwszego wejrzenia, mimo przeciwności losu. Ich dzieje odkrywałam z wypiekami na twarzy, mimo że autorka wciąż przypominała, że za oknem hula mroźny wiatr i sypie śnieg. W tło ich trudnej historii miłosnej autorka wplotła oczywiście prawdziwe postacie i wydarzenia. Tym razem postawiła na sławy związane z muzyką i literaturą. Losy przodków Ally bezpośrednio związała z kompozytorem Edvardem Griegiem oraz dramatopisarzem Henrykiem Ibsenem, którzy wspólnie stworzyli sztukę teatralną pt. "Peer Gynt" - Ibsen jest twórcą dramatu, natomiast Grieg stworzył do niego muzykę. Aby jeszcze bardziej zbliżyć się do wydarzeń opisanych w książce, polecam odsłuchać dzieło "Poranek" z "Peer Gynta", bo jest to piękny utwór i znany, choć dopiero dzięki tej książce odkryłam jego nazwę. Nie obyło się również bez zaskoczenia związanego z prawdziwą tożsamością przodków Ally, co długo było trzymane w tajemnicy. 

          Jednak historia rozgrywająca się we współczesności nie odbiega ani trochę od opowieści sprzed około 130 lat. Ally w odróżnieniu od najstarszej Mai jest energiczna, pewna siebie i optymistycznie nastawiona do życia. Jednak śmierć ukochanego ojca, z którym łączyła ją pasja do żeglarstwa trochę przygasi jej temperament, aż do momentu, gdy zaczyna odkrywać historię jej przodkini - Anny. Poznaliśmy też nieco lepiej cechy osobowości pozostałych dziewczyn, które będą bohaterkami swoich własnych historii w kolejnych częściach. Jestem pełna podziwu dla pani Lucindy, że potrafi stworzyć tyle różnych charakterów i dopasować do nich nadzwyczaj ciekawe historie, które w żadnym etapie nie nudzą czytelnika. Robi to w sposób niezwykle naturalny i subtelny, jakby miała w głowie całe obrazy i wystarczyłoby tylko przelać je na papier. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że skonstruowanie fabuły, która w pewien sposób będzie się ciągnęła przez siedem tomów to nie lada wyzwanie i konieczność analizowania wcześniejszych zapisów, zwłaszcza podczas dialogów sióstr, aby nie popełnić żadnego błędu. Jednak czytając prozę pani Riley, wydaje się jakby to było bardzo proste - lekkość jej pióra i wspaniała wyobraźnia zachwycają mnie za każdym razem. Te fakty i urywki wydarzeń, które poznaliśmy o Ally za sprawą narracji Mai, tutaj zostały idealnie dopracowane i rozwinięte. Chronologia wydarzeń została zachowana, nie ma mowy o żadnych błędach i niedopatrzeniach w tej kwestii. Ale niczego innego się nie spodziewałam - perfekcja pani Lucindy została znów potwierdzona. Każdy rozdział tej książki to mistrzostwo, każdy dialog ma znaczenie, każde zdanie jest złotem. Ta powieść dla wielbicieli literatury jest tym samym, czym jest najwspanialsza melodia dla pasjonatów muzyki - każde zdanie wywołuje emocje, tak jak w muzyce czyni to każdy takt. Tajemnica adopcji córek nadal nie została odkryta, choć pojawiło się kilka nowych wskazówek, które zamiast zaspokoić ciekawość, wzbudzają ją jeszcze bardziej. Ta zagadka skłoniła mnie do przeszukania internetu w celu uzyskania dodatkowych informacji o Plejadach. Okazuje się, że to nie tylko gromada gwiazd, ale Siedem Sióstr o tych samych imionach mają również nawiązanie do mitologii greckiej i są córkami Atlasa oraz Plejone (Pa Salt to anagram tych dwóch słów). Fascynujące jest również to, że autorka w swoich nawiązaniach do mitologii greckiej, nadała naszym współczesnym bohaterkom niektóre cechy charakteru mitycznych Sióstr. Alkione jest opisywana jako opiekunka Morza Śródziemnego (a Ally jest przecież żeglarką) oraz ma zdolności przywódcze, a Maja tak właśnie opisała Ally - jako osobę, która gdy się pojawia przejmuje "ster" i podejmuje decyzje. Również historia miłosna Alkione ma pewne podobieństwa z miłością Ally do Theo. Jest to kolejny świetny pomysł na dopracowanie fabuły, aby była nie tylko ciekawa, ale żeby nie można było się od niej oderwać, co w swej oryginalności i pomysłowości jest po prostu perfekcyjne. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          Z jednej stronie bardzo się cieszę, że przede mną jeszcze aż pięć tomów tej magicznej serii, bo odkrywanie historii sprzed lat wraz z bohaterkami jest niezwykle interesujące, ale z drugiej strony chęć poznania odpowiedzi na pytania tj. kim jest siódma siostra i czy w ogóle istnieje, dlaczego Pa Salt wybrał akurat te dziewczynki do adopcji i nadał im imiona gromady gwiazd o nazwie Plejady, jest ogromna! Pozostało mi już tylko czekanie na kolejną powieść, tym razem o Star, która zabierze nas w podróż do Anglii - do edwardiańskiego Londynu i na dzikie tereny Kumbrii...



Seria "Siedem Sióstr"

Siedem Sióstr                                    Siostra Burzy

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

piątek, 16 czerwca 2017

234# Przyjaciółki - Agata Przybyłek, Natalia Sońska (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!)






Tytuł: Przyjaciółki
Autor: Agata Przybyłek, Natalia Sońska (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania:  czerwiec 2017
Liczba stron: 336
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 7+/10



WSTĘPNIE...

        Agata Przybyłek oraz Natalia Sońska to nazwiska znane większości czytelniczek tzw. literatury kobiecej. Ja miałam przyjemność zapoznać się z jedną powieścią pt. "Obudź się, Kopciuszku" autorstwa pani Natalii, którą wspominam bardzo miło. Twórczość pani Agaty jest wciąż przede mną, jednak lektura "Przyjaciółek" dała mi pewną namiastkę jej możliwości twórczych. 


TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Anna i Lucyna są przyjaciółkami od czasów studiów. Odkąd się poznały na uniwersyteckim korytarzu, poczuły wyjątkową więź między sobą, która utrzymuje się od kilku lat. Anna ma męża Kamila, którego praca marynarza wymaga spędzania dużej ilości czasu poza domem, na morzu, natomiast Anna zostaje w domu sama z malutką córeczką. Podczas jednej z wypraw statek, na którym znajduje się Kamil zostaje napadnięty przez Somalijczyków i mimo że mężczyzna wraca do domu praktycznie bez szwanku, jego zachowanie diametralnie się zmienia. Lucyna wraz z mężem Piotrem prowadzi restaurację, jednak od dawna marzy jej się praca fotografa. Mimo, że jest w szczęśliwym związku, czuje, że brakuje jej czegoś w życiu. Dzięki pomocy przyjaciela Piotra, dostaje propozycję pracy ze słynnym blogerem, który zamierza wydać przewodnik podróżniczy o Toskanii i potrzebuje fotografa do zrobienia zdjęć. Dla Lucyny jest to szansa na zdobycie cennego doświadczenia, jednak w gorących włoskich klimatach wszystko wymyka się spod kontroli. Przyjaciółki muszą zadać sobie pytanie: co jest dla nich najważniejsze w życiu?

           Napisanie książki we dwie osoby jest według mnie trudną sztuką. Takiego zadania podjęły się jednak dwie pisarki słynące z literatury kobiecej - Agata Przybyłek oraz Natalia Sońska. I muszę przyznać, że spisały się bardzo dobrze. Stworzyły opowieść o dwóch przyjaciółkach, do których w jednym momencie zawitał sztorm - w sensie dosłownym i w przenośni, wprowadzając w ich życie chaos i dramaty w szczęśliwych dotąd małżeństwach. Jedna z nich pragnie, aby jej relacje z mężem znowu były takie same, jak dawniej i za wszelką cenę stara się walczyć o szczęście u boku ukochanego mężczyzny, natomiast druga na własne życzenie oddala się od swojego oddanego i kochającego męża nie doceniając szczęścia, jakie ją spotkało. Ta sytuacja wywołuje konflikt pomiędzy przyjaciółkami, które do tej pory nigdy się nie kłóciły. Obie historie są ciekawe i żadnej z nich nie zamierzam faworyzować. Różnią się od siebie całkowicie, zresztą tak jak kobiety, których dotyczą. Anna wydaje się być delikatną osobą, oddaną matką i kochającą żoną, która jednak musi być twarda ze względu na ciągłą samotność i tęsknotę za ukochanym mężczyzną. Jest stanowcza i zdecydowanie wie, na czym jej przede wszystkim zależy, dlatego gdy w jej życie wkradają się poważne problemy, ona ze wszystkich sił stara się im sprostać. Ludmiła natomiast jest trochę marzycielką i osobą, która nie do końca wie, czego chce od życia. Niby ma wspaniałego męża, którego kocha, pracę niewymagającą wysiłku ani stresu, ale jednak wciąż jej czegoś brakuje, marzy o zmianie. Bardziej polubiłam Annę, gdyż jej chart ducha i chęć walki o własne szczęście imponują, jednak starałam się również zrozumieć Ludmiłę. Uczucia, które w sobie tłumimy nie zawsze są takie, jakie chcielibyśmy żeby były, jednak nie mamy na nie wpływu. Można się oszukiwać przez jakiś czas, jednak jaki to ma sens? Przecież i tak w końcu wyjdą na powierzchnię. Ludmiła popełniła wielki błąd i zapłaciła za niego ogromną cenę, jednak czuję, że w jej życiu w końcu wszystko się ułoży. Natomiast Annie życie dało lekką nauczkę, żeby nie zapominała o tym, jak kruche jest szczęście i jak łatwo można je stracić, nawet gdy mocno się o coś walczy. Nikt nie może przewidzieć wydarzeń, które mogą zmienić nasze życie diametralnie. Lekkim zaskoczeniem dla mnie było zakończenie, gdyż spodziewałam się całkowitego happy-endu w obu historiach, jednak autorki zaskoczyły mnie dosyć smutną końcówką dla jednej z nich... Jednak jest to plusem, bo w powieściach obyczajowych/dramatach zakończenie raczej rzadko zaskakuje. A zdziwienie czytelnika to najlepsze pochlebstwo dla pisarza.


PODSUMOWUJĄC...
          
         "Przyjaciółki" to realistyczna, niepozbawiona dramatów historia o dwóch połączonych silną więzią kobietach, które starają się wspierać wzajemnie w życiowych trudnościach. Ta wzruszająca książka opowiada o dojrzałej przyjaźni, która przetrwa nawet największy sztorm.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...