Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IUVI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IUVI. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2018

269# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Mroczny Talent - Brandon Sanderson





Tytuł: Mroczny Talent
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 5
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 288
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         To już piąta i niestety ostatnia część przygód o Alcatrazie i jego rodzinie. Poprzednie cztery tomy wywołały u mnie wiele uśmiechu na twarzy, wiele radości z czytania i kilka godzin oderwania się od rzeczywistości i pogrążenia w fantastycznym świecie wykreowanym przez Sandersona. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Ostatnio Alcatraz uratował Królestwo Mokki przed zagładą Bibliotekarzy, jednak... skazał na niego świat. Jego talent do psucia wszystkiego okazał się o wiele bardziej złożony - udało mu się zniszczyć wszystkie talenty, jakie posiadała rodzina Smedrych. Na dodatek nie może liczyć na pomoc pogrążonej w śpiączce przyjaciółki Bastylii, jego ojciec chce dać wszystkim ludziom talenty, a matka to najgorsza na świecie Bibliotekarka bez jakichkolwiek matczynych uczuć. Uff... czy to już wszystkie problemy, z którymi musi zmierzyć się 13-letni chłopiec? Niestety nie, czeka go infiltracja największej biblioteki na świecie (a jak wiadomo, takie miejsca są przerażające i ekstremalnie niebezpieczne) - Wieloteki, co niestety doprowadzi do naprawdę przerażającej sytuacji.


          Ton całej książki bardzo różni się od poprzednich czterech, mimo że lekka zmiana stylu była już wyczuwalna w czwartej części. Wtedy już zaczęło się robić bardziej poważnie, zaczęłam się zastanawiać, czy sarkastyczny humor nie jest tylko przykrywką, a cała historia ma o wiele głębsze dno. Okazało się, że intuicja dobrze mi podpowiadała, gdyż "Mroczny Talent" pokazuje zdecydowanie inny styl od poprzednich części (pomimo przezabawnych tekstów związanych z odkryciem przypisów przez bohatera). Jeśli chodzi o zakończenie... No cóż, nie możemy powiedzieć, że autor nie ostrzegał, prawda? Robił to wielokrotnie, ale kto by pomyślał, żeby brać to na poważnie. Przecież wszystkie książki był takie zabawne, więc jakim cudem nagle zakończenie jest takie? W tym momencie należałoby sobie przypomnieć sam początek pierwszego tomu, kiedy to wszystko praktycznie dostaliśmy podane na tacy. I należałoby sobie przypomnieć również wszystkie dialogi, zdania, monologi, kiedy przypominał nam o tej scenie i zapowiadał, że w końcu ją wyjaśni. Alcatraz Smedry od samego początku przygotowuje wszystkich do takiego właśnie wydarzenia. Jego ciągłe, złowrogie ostrzeżenia o przyszłej porażce trudno pominąć w poprzednich czterech książkach, więc nie można mieć do niego o to pretensji. Ale nie zmienia to faktu, że zakończenie "Mrocznego talentu" jest najbardziej przygnębiającym, z jakim miałam do czynienia od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc, Brandon Sanderson wyrwał mi serce w ciągu zaledwie kilku minut i zostawił z niedowierzaniem namalowanym na twarzy przez dłuższy czas. I tylko ta uwaga na samym końcu książki daje małą nadzieję, że może jednak historia nie jest zakończona i Bastylia opowie ją nieco inaczej w dodatkowym tomie... Ale tylko może. 


          Czy to wszystko oznacza, że ta książka pozbawiona jest szyderczego humoru i uroczych gier słownych, z której znana jest seria o Alcatrazie? Nie, oczywiście, że nie, wszystko to wciąż jest obecne. Każda dowcipna uwaga, sarkastyczne podejście nawet do poważnych tematów, czy też wymyślone przez autora nowe formy rozbawiania czytelnika (numeracja rozdziałów, przypisy, Pingwinator, czy dobór garderoby mieszkańców Wolnych Królestw) przypominają czytelnikom za co pokochali serię i do czego przywykli. Wciąż jest to komedia na wysokim poziomie i wystarczająco zabawna, nawet jeśli Sanderson dał popalić czytelnikom pod koniec. Jednak jeśli przeczytaliście całą serię, prawdopodobnie nie będziecie go za to nienawidzili i będziecie się cieszyli ostatnią częścią wystarczająco, aby była warta waszego czasu. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "Mroczny talent" jest jedną z najbardziej zaskakujących książek, z jakimi miałam do czynienia. Ironiczny humor, potencjalnie historia dla dzieci, lecz zakończenie okrutne, nawet dla dorosłego czytelnika, który zżył się z bohaterami, a któremu zostali oni odebrani (niektórzy). Jednak warta przeczytania, przede wszystkim ze względu na chęć dokończenia historii Smedrych z poprzednich tomów.

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida        Kości Skryby        Rycerze Krystalii        
Zakon Rozbitej Soczewki    Mroczny Talent

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

środa, 16 maja 2018

265# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Zakon Rozbitej Soczewki - Brandon Sanderson





Tytuł: Zakon Rozbitej Soczewki
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 4
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 288
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Brandon Sanderson i jego seria o Alcatrazie Smedrym i Bibliotekarzach to aktualnie książki z serii fantasy, które czytam najchętniej i oczekuję na kolejne tomy z wielką niecierpliwością, bo wiem że wprawią mnie w dobry humor i spędzę kilka godzin śmiejąc się do rozpuku. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Alcatraz Smedry to bardzo nietypowy dorastający chłopiec. Nie dosyć, że wychował się w Ciszlandach, z dala od własnej zaczarowanej ojczyzny, o której nic nie wiedział aż do swoich trzynastych urodzin, to jeszcze ma duży problem z rodzicami. Co robić, gdy matka jest jedną z najpotężniejszych Bibliotekarek, a ojciec jest po prostu szalonym, nie za bardzo przejmującym się synem, oderwanym od rzeczywistości Smedrym. Dobrze, że chociaż dziadek jest dla niego opoką i może na nim polegać... Ale tylko wówczas, gdy się nie spóźnia. A to zdarza się niestety wyjątkowo często. No cóż, taki dar. Alcatraz już trzykrotnie uratował rodzinę i swoją ojczyznę przed zagładą Bibliotekarzy i opanowaniem przez nich świata, jednak zagrożenie wciąż nie minęło. Teraz zło wdarło się do Wolnych Królestw i chce zawładnąć jednym z państw - Mokkią. Alcatraz i spółka muszą po raz kolejny uratować świat.  

          Brandon Sanderson w dalszym ciągu dostarcza mnóstwo śmiechu i akcji. Jednak dopiero w tej części zdałam sobie sprawę, że być może komiczny charakter każdego elementu magicznego tj. soczewek okulatorów, czy talentów Smedrych to jednocześnie skomplikowany i złożony system, który bardzo przypomina magiczną strukturę z jego "dorosłych" epickich serii fantasy. Nie dajcie się zwieść temu, że są to książki dla młodszych czytelników i pewnie Sanderson nie włożył w nie tyle pracy, co w resztę uniwersum, które stworzył. System magiczny w Alcatrazie to cały Brandon Sanderson - dopracowany, precyzyjny i ciekawy. Mroczny talent, wyjątkowość klanu Smedrych pod względem otrzymywania talentów, sposób działania kryształów rycerzy Krystalii to wątki, które kryją w sobie bardzo oryginalne i przemyślane pomysły, choć początkowo sądziłam, że to po prostu nieuporządkowana bujna wyobraźnia autora. Okazuje się jednak, że to wszystko ma głębszy sens. "Zakon Rozbitej Soczewki" jest to tom, w którym czytelnik otrzymuje więcej odpowiedzi dotyczących głównej historii, gdzie ujawnione są pewne sekrety i gdzie wszystko zaczyna się powoli układać w spójną całość. Powoli odkrywamy historię rodziców Alcatraza, poznajemy wszystkie odłamy sekty Bibliotekarzy i sposoby ich działania, odkrywamy, że Alcatraz nie jest po prostu jednym ze Smedrych - on jest wyjątkowy. A talenty klanu Smedry są po prostu genialne! Przyzwyczaiłam się już do spóźniania, gubienia się, niszczenia wszystkiego, do wyglądania koszmarnie rano, a nawet do bycia okropnie złym tancerzem (to naprawdę pomocny talent!), ale jak może pomóc bycie kiepskim w matematyce? Może się przydać, ale może też ogromnie zaszkodzić... Tego talentu należy używać z wielką rozwagą!


          Krótka forma książek z serii ma zarazem wady, jak i zalety. Z jednej strony wielka szkoda, że historia kończy się tak szybko, lecz z drugiej - przynajmniej jest na co wyczekiwać, gdyż taka ilość stron na pewno nie spowoduje że będziemy się nudzić i przewracać kartki bez zainteresowania, lecz sprawi, że ciągle będzie nam mało. Tak jest zawsze, gdy czyta się o rodzinie Smedrych i ich zwariowanych przygodach. Po drugie - książkę można przeczytać w całości w jeden wieczór i nie trzeba zostawiać ulubionych bohaterów na później. Choć niestety nadal trzeba czekać na kolejne tomy... Książka wciąż była utrzymana w formie prześmiewczej, ironicznej i sarkastycznej, lecz czuć było trochę więcej powagi, niż wcześniej. Czuję, że autor chciał, żebyśmy nie tylko dobrze się bawili w trakcie jej czytania, ale być może ukrył w niej jakieś ważne przesłanie. Jednak odpowiedź na to pytanie znajdę dopiero w ostatnim tomie. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "Zakon Rozbitej Soczewki" to niestety przedostatni tom z serii. Już tylko "Mroczny talent" pozostał do wyjaśnienia wszystkich najważniejszych wątków i do zakończenia historii klanu Smedrych. Z jednej strony jestem go bardzo ciekawa, lecz z drugiej... po prostu nie chcę, żeby ta seria się kończyła!

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida        Kości Skryby        Rycerze Krystalii        Zakon Rozbitej Soczewki

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

wtorek, 7 listopada 2017

252# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii - Brandon Sanderson

"Może zauważyliście, że bohaterowie książek rzadko muszą chodzić do ubikacji. Ma to kilka powodów. Wiele książek - w przeciwieństwie do tej - po prostu opowiada nieprawdę, a każdy wie, że postacie fikcyjne mogą wytrzymać, ile tylko trzeba. Po prostu czekają na skorzystanie z toalety, aż książka się skończy."




Tytuł: Rycerze Krystalii
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 3
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 312
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Twórczość Brandona Sandersona poznałam dopiero kilka miesięcy temu za sprawą serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze". Pomimo, że są to prawdopodobnie książki dla dzieci i młodzieży, całkowicie mnie one pochłonęły i nie mogłam się doczekać kontynuacji, aby ponownie odprężyć się i uśmiać przy tej lekturze.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Życie 13-letniego Alcatraza (nazwy obiektów więziennych zostały nadane na cześć najznamienitszych mieszkańców Wolnych Królestw, Ciszlandycy chcieli zrobić im w ten sposób na złość...) Smedry'ego diametralnie się zmieniło, gdy kilka miesięcy temu do jego drzwi zapukał nieznany staruszek, który oznajmił, że jest jego dziadkiem, a chłopiec pochodzi z bardzo znanego, arystokratycznego rodu zamieszkującego Wolne Królestwa, w Nalhalli. Alcatraz, który całe życie psuł wszystko w około dowiaduje się, że jest to jeden z najlepszych talentów w jego rodzinie i tak naprawdę większość mu go zazdrości. Wraz z przyjaciółką Bastylią, Rycerzem Krystalii (teraz już tylko Giermkiem), kuzynką Australią, dziadkiem i kilkoma innymi osobami, po pogoni za Piaskiem Raszida i starciem z kustoszami z Biblioteki Aleksandryjskiej (przypominam: Bibliotekarze to największe zło świata!) w końcu docierają do ojczyzny, aby uratować jedno z królestw - Mokkię, pomóc Bastylii w odzyskaniu statusu Rycerza i ... udzielić ślubu! 

          Śledzenie przygód młodego Alcatraza jest dla mnie niebywałą rozrywką. Już po raz trzeci śmiałam się do rozpuku z jego nietuzinkowych dowcipów, których często nikt z jego otoczenia nie rozumiał oraz z wielkim zapałem śledziłam jego przygody! Poczucie humoru Sandersona i jego przedziwna wyobraźnia zdecydowanie trafiają w mój gust. Bohater w tej części trochę zmienił sposób, w jaki stara się nam zakomunikować, że tak naprawdę jest wrednym i kłamliwym chłopcem. Stwierdził, że gdy mówił o tym otwarcie, czytelnicy mu nie wierzyli i tylko współczuli, że biedak ma tak niską samoocenę. Wymyślił więc, że będzie się przechwalał tak mocno, że każdy czytając to, będzie miał go dosyć i uwierzy w to, co mówił o sobie od samego początku. Mi jednak nadal trudno w to uwierzyć, bo Alcatraz to wręcz wzór cnót, to taki miły i spokojny dzieciak... No cóż, zobaczymy jaki będzie dalej, bo chyba te opowieści o własnej wredocie i kłamliwości nie są wyssane z palca. Chyba że faktycznie jest dobrym kłamcą, więc wtedy to nie byłaby prawda. Hm... ale czy na pewno? Pomimo odnalezienia rodziny, której tak naprawdę nigdy nie miał, nie można nazwać go szczęściarzem. Niestety, jego matka jest Bibliotekarką (uhh...) i to jedną z najgorszych, a ojciec... no cóż, trochę mało się nim interesuje. Dlatego też czytelnicy uważają, że zasługuje na współczucie, choć on konsekwentnie stara się nas przekonać, że mu się ono nie należy. 


Po trzech książkach jestem zdumiona, że ta seria wciąż może sprawić, że będę się śmiać tak, jak podczas lektury "Piasku Raszida". A może jednak nie powinnam być tym zszokowana, ponieważ nigdy nie należy lekceważyć sprytu Brandona Sandersona... Główna postać, trzynastoletni chłopiec jest wciąż niezwykle przebiegły (np. zmieniając sposób przekazania nam, jak bardzo jest wredny) i sarkastyczny (humor, którego nikt nie rozumie), ale w każdej kolejnej odsłonie wymyśla nowe sposoby, aby nadal nas rozbawiać i zainteresować. Dzięki temu, że książki z tej serii napisał Sanderson, są one bardzo nieprzewidywalne, ponieważ narrator ma niebywały styl opowiadania, a podczas czytania ostatnich stron zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak wszystko się ułożyło. Nie mówiąc już o niezwykłej wyobraźni autora dotyczącej nadawania postaciom talentów, np. talent do bycia okropnym tancerzem... Serio?
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Nie radzę wam zaczynać tej serii od trzeciego tomu, bo po pierwsze: czeka was wykład autora dotyczący osób, które omijają dwie pierwsze części, a po drugie: będziecie ciągle przez niego wyśmiewani. Uwierzcie mi, przez całą książkę. Chyba nie warto, prawda? Lepiej przeczytać "Piasek Raszida" tj. pierwszą część autobiograficznej serii o Alcatrazie Smedry'm, chwilę później (dosłownie chwilę!), "Kości skryby" i ostatecznie "Rycerzy Krystalii". No i później to trzeba czekać na ciąg dalszy...

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                    Kości Skryby                   Rycerze Krystalii

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

czwartek, 8 czerwca 2017

233# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości Skryby - Brandon Sanderson

"Biblioteka Aleksandryjska to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w Ciszlandach, lordzie Smedry - ciągnęła Draulin. - Większość zwyczajnych Bibliotekarzy jedynie zabije cię lub uwięzi. Kustosze z Aleksandrii jednak odbiorą ci duszę."





Tytuł: Kości Skryby
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 2
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 320
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Pierwszy tom z serii o Alcatrazie Smedrym pt. "Piasek Raszida" tak mnie zachwycił i wciągnął, że przeczytałam go w jeden dzień nie mogąc oderwać się od przygód 13-letniego chłopca. Na szczęście dostałam możliwość przeczytania dalszych jego losów w kontynuacji pt. "Kości Skryby". 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Życie Alcatraza Smedry'ego uległo diametralnej zmianie przed trzema miesiącami, gdy na progu jego domu pojawił się dziadek Smedry, którego do tej pory chłopiec nie znał. Wówczas dowiedział się, że żyje w kraju pod panowaniem złych Bibliotekarzy, którzy mamią umysły ludzi, a tak naprawdę urodził się w jednym z Wolnych Królestw - w Nalhalli, gdzie Bibliotekarze jeszcze nie dotarli. Jego umiejętność psucia wszystkiego w około okazała się być bardzo wyjątkowym darem, a nie utrapieniem, jak zawsze myślał. Teraz razem z przyjaciółką Bastylią udają się do Biblioteki Aleksandryjskiej, którą władają jedni z najgorszych kustoszy na świecie, aby pomóc dziadkowi oraz ojcu, którego Alcatraz jeszcze do niedawna uważał za zmarłego...

          Największą zaletą tej powieści jest narracja. Pierwszoosobowe relacjonowanie wydarzeń zawsze wyzwala więcej emocji w czytelniku, gdyż łatwiej jest się wczuć w myśli narratora, jednak Sanderson wyprowadził narrację pierwszoosobową na całkiem inny poziom. Alcatraz jest zabawny, mimo że wszystko mówi na poważnie, ma ogromny dystans do siebie, gdyż uważa, że wcale nie jest miłym chłopcem, lecz na każdym kroku kłamie i oszukuje i najlepiej w nic mu nie wierzyć. Jego utrapieniem od zawsze było psucie wszystkiego, jednak w jego świecie jest to ogromny talent. Choć jeszcze ciekawszym wydaje się umiejętność... spóźniania się. Chyba dobrze jest się spóźnić na kulkę z pistoletu zmierzającą w naszym kierunku, prawda? Taki własnie dar otrzymał dziadek Alcatraza, dzięki któremu uniknął wielu ran oraz oszukał śmierć wielokrotnie. Starszy pan Smedry to w ogóle jedna z ciekawszych postaci w książce. W tej części jednak poznajemy wielu nowych bohaterów, fabuła idzie do przodu i cała historia, również ta związana z pochodzeniem głównego bohatera, zaczyna nabierać konkretnych kształtów. 


Poczucie humoru w Alcatrazie jest bardzo dziwaczne i oryginalne. Ta historia nie byłaby aż taka ciekawa, gdyby nie główny bohater. Sanderson wyraźnie nie powstrzymuje niczego, co stworzy się w jego głowie jeśli chodzi o ten 
szczególny styl humoru. Brandon ma niesamowitą wyobraźnię, on bawi się pisaniem. Mam wrażenie, że pisał co mu ślina na język przyniosła, nie zastanawiając się długo nad treścią, co jednak dało zdumiewające efekty. Bardzo dobrze jest się czasem oderwać od trudnych książek i sięgnąć po twórczość tak wielkiego pisarza i śmiać się do rozpuku podczas kilkugodzinnej lektury. Nie mam pojęcia, jakie odczucia mają dzieci po przeczytaniu tej książki, jednak ja, jako dorosła osoba ubawiłam się niezmiernie. I jak małe dziecko ekscytowałam się czytając opisy tych wszystkich magicznych przedmiotów, np. soczewek okulatora, samolotu w kształcie smoka, pragnąc takie posiadać na własność...
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Nie czytajcie tej serii od drugiej części, bo to bardzo nie spodobałoby się Brandonowi Sandersonowi (a właściwie Alcatrazowi Smedry'emu, który przecież pisze pod pseudonimem). Polecam zacząć od pierwszego tomu, aby nie ominęła was dobra zabawa z prozą Sandersona oraz żeby mu nie podpaść... Bo pisarze to podobno lubią znęcać się nad czytelnikami! 

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                                      Kości Skryby

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

wtorek, 14 lutego 2017

211# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida - Brandon Sanderson (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!)

"Niektórzy sądzą, że autorzy piszą książki, bo mają bujną wyobraźnię i chcą się podzielić swoją wizją. Inni zakładają, że autorzy piszą, bo rozsadzają ich opowieści – a zatem musimy je zapisać w chwilach twórczej propondencji. Obie te grupy zupełnie się mylą. Autorzy piszą książki z jednego i tylko jednego powodu: lubimy torturować ludzi."




Tytuł: Piasek Raszida
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 1
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 312
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Myślę, że większość ludzi kojarzy serię filmów oraz serial "Bibliotekarze", w których to, w wielkim skrócie, bibliotekarze ratują świat. Zresztą chyba wszystkim czytelnikom słowo "bibliotekarz" kojarzy się zdecydowanie pozytywnie. Jednak Brandon Sanderson pokazuje tych ludzi w nieco innym świetle - jako rządnych władzy i pragnących zapanować nad całym światem. Jak mu to wyszło? 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Alcatraz Smedry to trzynastoletni chłopiec, który jest sierotą ciągle trafiającym do różnych domów zastępczych. Ma wyjątkowy talent (to dobre słowo w przypadku tej książki) do psucia prawie wszystkiego, co wpadnie w jego ręce (przede wszystkim są to klamki) lub niszczenia, choć sam uważa, że to bardzo nieodpowiednie słowo. Po niefortunnym zdarzeniu, jakim jest spalenie części kuchni jego zastępczych rodziców, Alcatraz oczekuje na przybycie osoby, która zabierze go do kolejnego domu. Na domiar złego, na swoje trzynaste urodziny dostaje w spadku po zmarłych rodzicach jedynie woreczek z piaskiem... Jednak zamiast asystenta kuratorki, który miał go zabrać do kolejnej rodziny, na progu pojawia się zwariowany staruszek, który twierdzi, że jest jego dziadkiem i zjawił się, aby pomóc mu chronić piasek, który dostał w spadku. Okazuje się jednak, że został on skradziony. Tak rozpoczyna się pogoń za złymi Bibliotekarzami...

          Ta książka jest dziwna. Albo autor jest dziwny albo obie te rzeczy. Ale dziwna w zdecydowanie pozytywnym sensie. Autor tak znany na całym świecie (dla mnie dopiero co poznany) ma nietuzinkowe podejście do narracji. "Piasek Raszida" to podobno pierwszy tom autobiograficznej serii, a autorem jest przecież znany na całym świecie Brandon Sanderson, czyż nie? No właśnie, macie już wytłumaczenie, dlaczego użyłam słowa "dziwna". Jest to moja pierwsza książka Sandersona, więc może nie powinnam wypowiadać się o jego stylu pisarskim, ale nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że już po tym pierwszym spotkaniu z jego twórczością mogę stwierdzić, że jego styl jest zdecydowanie inny od wszystkich. No bo kto by negował swojego bohatera (pamiętajcie, że jest to autobiografia) i wręcz wmawiał czytelnikom, żeby nie widzieli w nim biednej sieroty, lecz wrednego i złego chłopca? Albo kto nazywałby talentem psucie wszystkiego w około, ogromną niepunktualność, bełkot, czy też ciągłe potykanie się? A okazuje się, że są to talenty. I to niezłe. Naprawdę niezłe. Jest to zdecydowanie powieść oryginalna i nie do podrobienia. Bibliotekarze to źli ludzie i niech będzie, że już się przyzwyczailiśmy do tej myśli, ale że autorzy tak naprawdę uwielbiają torturować czytelników? To jest dopiero ciekawe spostrzeżenie!
Po jakichś kilkudziesięciu stronach wsiąkłam całkowicie w ten świat i porzuciłam myślenie, że ta powieść jest dziwna. Jest wspaniała, zabawna, wciągająca i niezwykle interesująca. Oczywiście, od samego początku byłam nią zainteresowana dzięki jej opisowi, ale na pewno nie byłam przygotowana na tak wspaniałą lekturę. Może nawet nieco sceptycznie do niej podchodziłam (bo to przecież książka dla dzieci, bo nie ma wielkiego dramatu albo miłości chwytającej za serce itp...), ale to był mój wielki błąd. Do wszystkim pozytywnych słów o książce muszę dodać jeszcze jedno: magiczna! I to nie tylko "magiczna", jako synonim "niezwykłej", ale również za sprawą magii w niej występującej. Mam zdecydowaną słabość do zaczarowanych przedmiotów, a tych było tutaj mnóstwo (ah, ten samojeżdżący i samoparkujący samochód...). Nie mogę nie wspomnieć również o przepięknych ilustracjach, które zdecydowanie dodają uroku książce, jak i wpływają na wyobraźnię. Oddziałują również na poprawę humoru, zresztą jak cała książka, a przede wszystkim sarkastyczne żarty Alcatraza, których nikt nie doceniał. Uśmiałam się w trakcie ich czytania niesamowicie!
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Niestety nie udało mi się przedłużyć przyjemności, jaką dała mi lektura "Piasku Raszida" na więcej niż jeden dzień... Starałam się, naprawdę się starałam odłożyć ją na bok, ale coś strasznie mnie do niej przyciągało. I nie martwcie się o woreczek z piaskiem - jest u mnie bezpieczny...

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                                      Kości Skryby

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

sobota, 20 lutego 2016

165# Kamień i sól - Victoria Scott (recenzja premierowa)

"Udział w Piekielnym Wyścigu przypomina uzależnienie od narkotyków. Jeden mały krok prowadzi do następnego i zanim się zorientujesz, znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia. Nie masz pojęcia, jak to się stało, że twoje życie tak bardzo oddaliło się od tego, co było wcześniej."



Tytuł: Kamień i sól
Autor: Victoria Scott (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Ogień i woda, tom 2
Data wydania: luty 2016
Liczba stron: 365
Forma: własna
Moja ocena - 7/10


WSTĘPNIE...

         Do tej pory pamiętam, jak wydawnictwo IUVI zapowiadało pierwszą część serii Victorii Scott - "Ogień i woda" (recenzja). Spodobała mi się od razu, porównywałam ją trochę do "Igrzysk śmierci" i trochę do "Ryzykantów". Jest to typowa dystopia, skierowana raczej do młodzieży, jednak nie wyłącznie do nich, bo starszym fanom tego gatunku też powinna się spodobać. Teraz czas na dalsze etapy morderczego wyścigu o nagrodę, jaką jest życie ukochanej osoby...

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           "Kamień i sól" rozpoczyna się krótko po wydarzeniach opisanych w ostatnim rozdziale "Ognia i wody", w którym zakończył się etap zmagań na pustyni (a wcześniejszy miał miejsce w dżungli). Uczestnicy Piekielnego Wyścigu są już na półmetku, dwa mordercze etapy mają już za sobą, dwa wciąż przed nimi (tym razem na oceanie i w górach). W pierwszym tomie zginęło mnóstwo osób, w tym przyjaciele i wrogowie Telli, głównej bohaterki, która za wszelką cenę chce zdobyć lekarstwo na śmiertelną chorobę jej brata, a później raz na zawsze obalić Piekielny Wyścig wraz z innym uczestnikiem - Guyem, z którym zaczyna łączyć ją uczucie. Trzeci etap toczy się na oceanie, a uczestnicy muszą dopłynąć na łódkach do celu. Jednak Telli wydaje się to zbyt proste w porównaniu do poprzednich zmagań i spodziewa się komplikacji, które oczywiście nadchodzą...

           Druga część na szczęście trzyma poziom pierwszego tomu. Akcja nie zwalnia tempa, a organizatorzy wymyślają co rusz nowe zasady i wprowadzają zmiany w wyścigu. Są mili i uczynni, żeby za chwilę zrzucić na uczestników kolejne kłody pod nogi, z czego niektóre są faktycznie bardzo zatrważające np. Walki Pandor, które przeczytałam jedynie pobieżnie, bo było to okrutne... Plusem jest to, że pojawiają się kolejni uczestnicy, których Tella wcześniej nie poznała, co urozmaica nieco fabułę, bo opowiadają oni swoje historie i niekiedy nieco mieszają w fabule swoim zachowaniem i czynami. Lekkim minusem natomiast są niektóre rozterki głównej bohaterki, które są faktycznie trochę nastoletnie. Często zastanawia się, co mysli o niej Guy, czy nadaje się do wyścigu, czy trzeba ją ciągle ratować. I to bywało czasami nieco irytujące. Jeżeli sięgnięcie po serię Victorii Scott, lepiej przygotujcie się na szokujące zwroty akcji, i czasem makabryczne pomysły organizatorów wyścigu. Zaskoczenia na pewno nie zabraknie.
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Byłam pewna, że seria liczy tylko dwa tomy i że w drugim już wszystko się rozstrzygnie. A okazuje się, że na pewno będzie kolejna część bo zakończenie jest całkowicie otwarte. I bardzo dobrze, bo chętnie przeczytam o tym, jak Tella z kilkoma innymi osobami stara się zapobiec kolejnym wyścigom... Polecam! 

Seria Ogień i woda

Ogień i woda             Kamień i sól


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

piątek, 24 lipca 2015

123# Ogień i woda - Victoria Scott





Tytuł: Ogień i woda
Autor:  Victoria Scott (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Ogień i woda, tom 1
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: czerwiec 2015
Liczba stron: 368
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 7+/10



WSTĘPNIE...

     "Ogień i woda" to kolejna propozycja z gatunku young adult z lekką nutą fantastyki. Opis bardzo mnie  zainteresował, bo trochę przypominał słynny reality show "Ryzykanci". Byłam ciekawa, czy sprosta moim oczekiwaniom po lekturze podobnych książek. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           Tella jest nastolatką, której życie nagle wywróciło się do góry nogami. Wraz z rodzicami i chorym bratem cody'm musiała przeprowadzić się do małej miejscowości, gdzie rodzice nawet nie pozwalają mieć telewizora, czy komputera. Dlatego, gdy Tella odkrywa, że ktoś podrzucił jej małe urządzenie jest szczęśliwa, że przynajmniej taką technologię w dziurze zabitej dechami będzie miała. Jednak zupełnie się nie spodziewała tego, co kryje ta mała słuchawka. Aby uratować brata dziewczyna postanawia wziąć udział w tajemniczym Piekielnym Wyścigu, w którym nagrodą jest lek na każda chorobę świata. Wyścig składa się z czterech etapów: w dżungli, na pustyni, na oceanie i w górach. W pierwszym tomie opisane są dwa etapy, z czego kolejny jest gorszy od pierwszego i organizatorzy wymyślają nowe zasady dokończenia wyścigu... Podczas wyścigu Tella spotyka przyjaciół, chociaż powinni być przeciwnikami, jak również wrogów. Na horyzoncie pojawia się również bardzo przystojny Guy...

           Oczywiście od razu przyszła mi do głowy myśl, że ta książka jest w pewien sposób podobna do "Igrzysk śmierci", "Testów", czy nawet "Endgame". Ale równie dobrze można to powiedzieć o prawie każdej obyczajówce, w której rozwódka wyjeżdża do urokliwego miejsca i poznaje mężczyznę swojego życia. Jest podobieństwo w tych powieściach? Ewidentne. Dlatego uważam, że podobieństwo do innych tego typu lektur nie jest złe, jeśli książka jest szczególna na swój sposób. A ta na pewno jest. Zwłaszcza podobał mi się pomysł wprowadzenia do fabuły pandor - pomocników uczestników, tym bardziej po poznaniu historii i motywów ich stworzenia przez aptekarzy. Zabawy małego liska Madoxa sprawiały, że pojawiał się uśmiech na mojej twarzy i rozładowywało to nieco napięcie non stop towarzyszące w trakcie lektury. A było naprawdę duże. Jednak brakowało mi trochę rywalizacji. Może pojawi się w następnym tomie, gdzie osób biorących udział w wyścigu będzie coraz mniej i zaostrzy się walka o lek. 

          Bohaterów (czyli uczestników) wyścigu jest sporo i podoba mi się to, że "drużyna" właściwie ciągle się zmienia. Kilka osób wędruje z bohaterką od samego początku, ale po drodze, albo po pierwszym etapie dochodzą nowi, inni się wykruszają z różnych powodów, więc bohaterowie są naprawdę różnorodni. I każdy z nich ma ciekawą historię do opowiedzenia odnośnie osoby, którą chcą uratować. Także bohaterowie zdecydowanie są tutaj zaletą. Jednak minusem jest trochę zbyt wolno ciągnąca się fabuła w samym środku książki. Jednak nie trwa to długo i akcja szybko nabiera tempa. 


PODSUMOWUJĄC...
          
          Bardzo chętnie przeczytam drugą część pt: "Kamień i sól". Mam nadzieję, że będzie w niej więcej "polityki", a końcówka właśnie na to wskazuje. Bo przecież Piekielny wyścig trzeba obalić. Polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...