Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

241# Zaklinacz ognia - Cinda Williams Chima [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]

"To najgorsza rzecz na świecie ryzykować swoim życiem dla kogoś, kogo się kocha. Jednocześnie to najlepsza rzecz na świecie... i warta tego ryzyka."




Tytuł: Zaklinacz ognia
Autor: Cinda Williams Chima (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Starcie Królestw, tom 1
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  sierpień 2017
Liczba stron: 475
Forma: papierowa, moja własna
Moja ocena - 8/10

 
WSTĘPNIE...

        Czarodzieje posiadający magiczne zdolności, kraje toczące długoletnie wojny, dworskie intrygi, a w samym sercu dwoje bohaterów, którzy mają moc przeciwstawienia się tyranii - to wszystko zdecydowanie wystarczy, abym z wielkim zainteresowaniem i niecierpliwością podjęła się lektury "Zaklinacza ognia", będącego pierwszym tomem serii "Starcie Królestw". 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Adrian sul'Han, zwany Ashem, jest synem Wielkiego Maga oraz królowej Fellsmarchu, czyli kraju, który od wielu lat toczy wojnę z Ardenem. Trzynastoletni chłopiec posiada magiczne zdolności uzdrawiania koni, jednak marzy o leczeniu i pomaganiu nie tylko zwierzętom, ale także ludziom. Jednak, gdy z rąk wroga ginie jego ukochany ojciec, zrozpaczony i pełen nienawiści książę postanawia zgłębić tajniki czarnej magii i doskonali się w wytwarzaniu trucizn. W końcu po czterech latach planów zgładzenia wroga, trafia na dwór króla. Jenna Bandelow żyje w Ardenie, pod rządami okrutnego władcy tyrana Geralda Montaignne'a. Mimo skończonych niespełna dwunastu lat, musi pracować w kopalni, jak większość społeczeństwa kraju. Jednak Jenna ukrywa wielki sekret - posiada runiczny znak na karku i ma nadzieję, że dzięki niemu, jej los kiedyś się odmieni. Niestety życie szybko weryfikuje jej marzenia - Jenna musi ukrywać się pod przybraną tożsamością, jednak jej nienawiść do władcy wciąż rośnie. Mijają cztery lata, a Jenna zostaje schwytana i znajduje się na dworze znienawidzonego Geralda. Tam spotyka Asha... 

          Nie zaliczam się do wielkiej grupy fanów autorki, a to dlatego, że po prostu wcześniej nie trafiłam na jej książki. Dopiero w trakcie czytania "Zaklinacza ognia" dowiedziałam się, że jest to sequel serii "Siedem Królestw", która opowiadała o rodzicach Asha. Ale nic straconego - zawsze mogę wrócić do tamtej historii i jestem przekonana, że tak właśnie będzie, gdyż bardzo spodobało mi się otoczenie przedstawione przez autorkę. Książka jest naprawdę ciekawa i ambitna, a wykreowany świat jest ogromny i ma wielki potencjał. Jednak największym jej plusem jest magia! Autorzy fantastyki różnie podchodzą do prezentowania czarów w swoich książkach - tym razem mamy do czynienia z amuletami magazynującymi jej zapasy. Ciekawe podejście do tego tematu. Wszystkie postacie z książki są niezwykle złożone i moralnie szare - a niektóre bardziej tajemnicze niż inne. Asha poznajemy jako dobrego chłopca, który chce pomagać ludziom jako uzdrowiciel, jednak po ataku na jego ojca, w jego serce zostaje wtoczony jad goryczy i potrafi myśleć jedynie o zemście. Jenna z prostej robotnicy zmienia się w przebiegłą i odważną dziewczynę, która wysadza mosty i żyje w ukryciu, aby pomścić ukochane osoby, zabite przez sługów króla. Oprócz głównych bohaterów mamy równie ważne postacie - np. Lilę Barrowhill, dziewczynę-kadeta uczęszczającą do Mystwerku razem z Ashem, o której przez dłuższy czas nie wiadomo było, co myśleć. Była tajnym szpiegiem Ardenu, jednak z wielką determinacją chroniła Asha, pomimo, że za nim nie przepadała. Kolejną intrygującą postacią jest Destin Karn, który jest synem generała wojska ardeńskiego oraz żołnierzem wyłapującym czarodziejów. Jednak czy na pewno tak jest? 

          Każda kolejna strona dostarcza nowych emocji i przeżyć. Im dalej zagłębiamy się w świat stworzony przez Cindę Williams Chimę, tym ciekawszy i obszerniejszy on się wydaje. Książka zaskoczyła mnie swoim niezwykłym klimatem. Pomimo, że na rynku jest przesycenie powieściami fantastycznymi, ta pozycja ma w sobie coś szczególnego. Magiczne amulety, czarodziejskie znamiona oraz wielka tajemnica pochodzenia głównej bohaterki Jenny - to wszystko jest wspaniale połączone. No i najmagiczniejsza kraina ze wszystkich - Kartagina, czyli miejsce, gdzie rodzą się czarodzieje i występują smoki - to jest niesamowite! Do tego bardzo zagadkowa, legendarna postać Cesarzowej Celestyny, której historia mam nadzieję w końcu zostanie ujawniona. Autorka wykonała kawał świetnej pracy przy opracowywaniu wszystkich Królestw, bohaterów oraz całej fabuły. W przyjemny i ciekawy sposób przekazuje informacje odnośnie wykreowanych przez nią miejsc, przedstawia bohaterów, jednak nie zdradzając od razu wszystkich tajemnic z nimi związanych. Tak naprawdę bardzo mało kart odkryła w tym pierwszym tomie, a zakończenie rodzi jeszcze więcej pytań.
        
PODSUMOWUJĄC...

          
„Zaklinacz ognia” jest wspaniałą lekturą z ogromną dawką magii i akcją rozgrywającą się w ciekawej scenerii. To High Fantasy w najlepszym wydaniu! Autorka zabrała mnie w niesamowitą podróż po zaczarowanych krainach i zostawiła z mnóstwem pytań odnośnie pochodzenia bohaterów, jak i dalszych ich losów. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu, a tymczasem zabieram się za polowanie na serię "Siedem Królestw"...

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu

wtorek, 18 kwietnia 2017

228# Fobos, tom 1 - Victor Dixen

"Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie; żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś."



Tytuł: Fobos, tom 1
Autor: Victor Dixen (pochodzenie: Francja)
Seria: Fobos, tom 1
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 456
Forma: e-book
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...
          Czasem mam wielką ochotę na przeczytanie książki o nastolatkach, mimo że nastolatką już nie jestem. Jednak lubię czytać o pierwszych miłościach, zwłaszcza w dystopijnych klimatach, bo jest to zapowiedź możliwej przyszłości. Książka o reality show na Marsie okazała się idealną kandydatką na moją zachciankę!

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Podbój kosmosu wchodzi w nową erę. Nie wystarczył już krok człowieka na Księżycu, trzeba podbić planetę Mars! NASA już nie istnieje, a prym wiedzie prywatne przedsiębiorstwo Atlas Capital, które wydało mnóstwo pieniędzy, aby rozpocząć program kolonizacji Marsa o nazwie "Genesis". Uczestnikami jest dwanaścioro nastolatków, sześć dziewcząt oraz sześciu chłopaków, którzy w trakcie lotu przez około 5 miesięcy będą się stopniowo poznawać podczas krótkich randek, a w momencie wylądowania na Czerwonej Planecie będą już tworzyć sześć par i aby przypieczętować związki, wezmą ślub z wybraną połówką. Główną bohaterką jest Léonor, osiemnastoletnia dziewczyna pochodząca z Francji, dla której wyprawa na Marsa była szansą rozpoczęcia nowego, lepszego życia z dala od ziemskich problemów. Léonor została porzucona przez własną matkę, następnie w bardzo młodym wieku musiała zacząć pracować na własne utrzymanie. Czuje, że Ziemia nie dała jej nic dobrego, dlatego zmiana otoczenia da jej wielką szansę. Jednak przed samym startem nabiera wątpliwości i czuje, że nie powinna wsiadać na statek kosmiczny. Z czasem okazuje się, że powinna posłuchać głosu rozsądku...

          Reality show wszyscy kochają, prawda? To dlaczego by nie zrobić takiego na Marsie? Pomyślcie sobie, jaka by była oglądalność takiego programu! Po przeczytaniu zasad programu "Genesis" od razu wiedziałam, że to się po prostu nie może udać! Dobrze, sześć dziewcząt oraz sześciu chłopców faktycznie może stworzyć sześć związków, ale to logiczne, że nie dobiorą się w pary w taki sposób, aby nikt na tym nie ucierpiał. To zapowiadało dużo konfliktów i dużo ciekawych wątków. Bohaterowie są różnej narodowości, co jest wielkim plusem, bo lubię, gdy spotykają się osoby z różnych kultur i wnoszą coś nowego od siebie. Podobało mi się to, że fabuła była prowadzona dwutorowo. Narracja pierwszoosobowa prowadzona przez Léonor przybliżała nam jej uczucia i emocje w związku ze wszystkimi ważnymi wydarzeniami oraz pokazywała, co się dzieje z innymi uczestnikami. Ale była również narracja trzecioosobowa, dzięki której dowiedzieliśmy się więcej o osobach odpowiedzialnych za projekt oraz o samym przedsięwzięciu, które okazało się jednym, wielkim kłamstwem. To zdecydowanie zaostrzało apetyt, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co poszło nie tak i jak zostanie rozwiązana sprawa, gdy projekt się zakończy... Bo przecież telewidzom oraz uczestnikom mówiono, że co kilka lat będą wysyłani nowi ludzie, prawda? Ale nie tylko tego dowiadujemy się z tych trzecioosobowych narracji. Jednym z ciekawszych wątków jest poszukiwanie przez Andrew, syna jednego z mężczyzn zaangażowanego w projekt "Genesis", a który został zamordowany przez chęć ujawnienia najbardziej strzeżonej tajemnicy projektu, odpowiedzi na pytanie, dlaczego ojciec nie chciał, aby spełniło się największe marzenie jego syna tzn. wyprawa na Marsa i udział w projekcie. Andrew oczywiście nie ma pojęcia o ukrytej "wadzie" w planie zaludnienia Czerwonej Planety. Jest to wątek, który śledziłam najchętniej, oczywiście zaraz po randkach uczestników! Było ich sporo, bo przecież nastolatków jest aż 12, więc aby wszyscy mieli się poznać trzeba dużo tych randek przeprowadzić. Niektóre były bardzo nieudane, a na innych iskrzyło niesamowicie, jednak każda z nich była ciekawa, bo odkrywała tajemnice jednego z uczestników, a okazuje się, że każdy z nich jakąś ma i to nie błahą. Bohaterowie bardzo mnie zaintrygowali i zaciekawili i z niecierpliwością czekałam na kolejne randki, aby dowiedzieć się czegoś nowego o jednej z dziewcząt lub jednym z chłopców. 

          Pierwszy tom serii "Fobos" łączy wiele cech typowych dla sci-fi dla młodzieży, ale równocześnie główna fabuła jest jak najbardziej oryginalna. Uczestnicy przeżywają miłości i rozczarowania, jak to w świecie nastolatków bywa, jednak dzieje się to w niezwykłym miejscu - na statku kosmicznym zmierzającym w kierunku Marsa... A w tle dodatkowo rozgrywa się wielka intryga, która na pewno spowoduje dużo zamieszania w kolejnych tomach... Brzmi intrygująco? Bo tak jest!

środa, 25 stycznia 2017

207# Diabolika - S. J. Kincaid (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!)





Tytuł: Diabolika
Autor: S. J. Kincaid (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  luty 2017
Liczba stron: 400
Forma: ebook
Moja ocena - 8/10

 
WSTĘPNIE...

        Fantastyka dla młodzieży to jeden z moich ulubionych gatunków, choć czasem irytujący przez zbyt wyeksponowany wątek miłosny. Opis "Diaboliki" jednak nie zapowiadał takiego wątku, więc bardzo mnie zainteresował futurystyczną wizją ludzkości. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Nemezis jest diaboliką, czyli stworzeniem z wyglądu przypominającym człowieka, jednak w rzeczywistości jest to specjalnie zaprogramowana istota, mająca służyć jednej osobie i niezależnie od wszystkiego - bronić ją, nawet za cenę własnego życia. Nemezis trafia do rodziny Impirian i zostaje osobistą diaboliką córki państwa - Sydonii. Po kilku latach służby nastają ciężkie czasy dla diabolik, które powoli wymykają się spod kontroli. Okazuje się, że czasem, aby bronić swojej podopiecznej, mordują całe rodziny, myśląc, że stwarzają one zagrożenie dla ich ukochanego człowieka. Cesarz postanawia doprowadzić do śmierci wszystkich diabolik i zakazuje ich tworzenia. Jednak Nemezis nie umiera i w wyniku podstępu trafia do posiadłości cesarza.

          Wielkim plusem jest to, że wszystkie nowe słowa i świat wymyślony przez autorkę są wprowadzane spokojnie i wyjaśniane od razu. Spotkałam się z wieloma książkami z gatunku fantasy, w których autorzy używali wymyślonych przez siebie słów tak, jakby czytelnik miał od razu wiedzieć z czym ma do czynienia. Nie zawsze mi się to podobało, gdyż nie jest łatwo przyswoić sobie nowy świat, zwłaszcza że podczas czytania kolejnych stron, nowe zwroty namnażają się i coraz trudniej zorientować się, o co chodzi. Tutaj ten aspekt naprawdę został dopracowany i zrozumienie świata wykreowanego przez autorkę nie sprawiło mi żadnego problemu. Uwielbiam to usytuowanie fabuły w tak rozległej przestrzeni! Nie czytam dużo fantastyki, w której oprócz Ziemi jest wiele innych planet, a kosmos gra ogromną rolę, więc to było całkiem ekscytujące! Bardzo lubię te futurystyczne wizje, gdzie mieszają się starodawne motywy związane z rządzeniem państwem (tak jak tutaj jest to dwór cesarski, który otaczają arystokratyczne rodziny) z nowoczesną technologią, np. podbiciem kosmosu i mieszkaniem na statkach kosmicznych wśród gwiazd. Tutaj ten przywilej jest przewidziany jedynie dla elit, a zwykli śmiertelnicy mieszkają na planetach, gdzie życie jest o wiele trudniejsze. Ludzkość całkowicie skolonizowała wszechświat, co wydaje się na dzień dzisiejszy nieprawdopodobne, a wszystkim steruje oczywiście kto? Dyktator! Jak widać, niektóre rzeczy nie tak łatwo zmienić. 
          Bardzo zagadkową i niezwykle ciekawą postacią jest diabolika Nemezis. Z pewnością nie jest przeciętną bohaterką. Jest intrygująca, gdyż tak naprawdę jest morderczynią, specjalnie zaprojektowaną i stworzoną, aby zabijać, ale przecież powinna reprezentować sobą coś jeszcze. Bo główna bohaterka, która jedynie przynosi śmierć i nie ma żadnych pozytywnych cech, to na pewno nie jest postać, której losy chciałby śledzić czytelnik, prawda? I tak oczywiście jest. Ona nie jest zwykłym tworem, maszyną do zabijania, lecz zaczyna mieć ludzkie uczucia. I nie są to uczucia skierowane w swoją stronę, nie użala się nad sobą, nie myśli o własnych problemach, jak wszyscy ludzie, lecz widzi szerszą perspektywę. Ona wyraźnie nie jest typową diaboliką, gdyż z czasem zaczyna myśleć o ratowaniu całej ludzkości, nie tylko swojej podopiecznej... Mamy również postać męską - "szalonego" Tyrusa Domitriana, bratanka cesarza. Zdecydowanie jego osoba wprowadza nieco luźniejszą atmosferę do fabuły. Lecz niech nie zwiodą was jego żarty, ani to co mówią o nim krewni, jak i poddani, bo to tylko pozory. Czekałam tylko, aż pokaże swoją prawdziwą twarz, bo po prostu wiedziałam, że on nie może być tak okrutny, jak cała rodzina rządząca.
          "Diabolika" to idealna mieszanka dystopii i sci-fi. To opowieść o przyjaźni, ludzkości, rodzinie, polityce i miłości. Zdecydowanie nie można tej książki zaszufladkować, jako literatury dla młodzieży, bo jest o wiele mroczniejsza i okrutniejsza, niż większość książek dla nastolatków. Nie ma tutaj cukierkowego romansu ani problemów nastoletnich. Tutaj stawką jest życie wielu osób, które podpadną Nemezis, czy też będą stanowiły zagrożenie dla Donii albo po prostu których Nemezis nienawidzi. Oczywiście kibicujemy Nemezis i Tyrusowi, jako tym dobrym bohaterom, ale w tej książce nic nie jest czarne albo białe - są różne odcienie szarości, a główna para swoimi decyzjami czasem znajduje się w tym ciemniejszym tonie.
        
PODSUMOWUJĄC...

          
Być może jest na rynku już wiele książek, które zaliczane są do gatunku sci-fi, czy też fantasy dla młodzieży, jednak "Diabolika" jest szczególna. Nie widzę zbyt wielu powiązań do innych tego typu powieści, świat przedstawiony jest niezwykle interesujący, na każdym kroku autorka serwuje kolejne smaczki technologiczne, co po prostu ubóstwiam w sci-fi, a bohaterowie, zwłaszcza Nemezis i Tyrus są wisienką na torcie.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu

sobota, 7 maja 2016

169# Niebezpieczne kłamstwa - Becca Fitzpatrick (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)



Tytuł: Niebezpieczne kłamstwa
Autor: Becca Fitzpatrick (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  maj 2016
ISBN: 9788375153576
Liczba stron: 424
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10

 
WSTĘPNIE...

        To moja pierwsza książka Becci Fitzpatrick, mimo że o niej już wcześniej słyszałam. Raczej mało osób uznających siebie za fanów fantastyki nie słyszało o słynnej serii "Szeptem". Mam ją w planach, jednak gdy w oko wpadła mi książka "Niebezpieczne kłamstwa", to ją zapragnęłam przeczytać.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Stella, niespełna osiemnastolatka mieszka w małym mieście Thunder Basin w stanie Nebraska. Może wszystko byłoby w porządku, gdyby faktycznie miała na imię Stella i faktycznie Thunder Basin było jej domem. Ale nie jest. Bohaterka tęskni za dawnym życiem, za domem, przyjaciółmi, a zwłaszcza za ukochanym chłopakiem, którego zmuszona była zostawić w dawnym życiu. Stella bowiem jest objęta programem ochrony świadków po tym, jak znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Z wielkiego miasta przenosi się do małej mieściny, gdzie ludzie chodzą w kowbojkach i noszą dżinsowe koszule. Nie jest przyzwyczajona do ciszy, która ją otacza, brakuje jej gwaru Filadelfii. Buntuje się przeciwko temu, co ją spotyka i przysparza swojej opiekunce Carmen, dawnej policjantce, wiele zmartwień. Ale spotyka również Cheta, miejscowego chłopaka, z którym szybko się zaprzyjaźnia... Czy Stella może czuć się bezpiecznie w nowym miejscu? Czas pokaże...
Książka zaczyna się każda jedna opowieść o nastolatkach. Romantyczne chwile w objęciach ukochanego, który jest "tym jedynym". Jednak dosłownie po chwili fabuła zaczyna płynąć w całkowicie innym kierunku, niż przypuszczałam. Myślałam, że główni bohaterowie wybrali się na potajemną schadzkę, którą oczywiście ukryli przed rodzicami i zaraz zostaną przez nich przyłapani i rozdzieleni. A tu bum, stało się coś zgoła innego. Okazuje się, że to nie miało być takie rozstanie, o jakim myślałam.

          Bardzo rzadko czytam powieści dla młodzieży, jednak jak już się za taką zabieram zazwyczaj naprawdę mnie zaskakuje. Może dlatego, że sięgam po tzw. Young Adult, które charakteryzuje się tym, że nastoletni bohaterowie mają większe problemy niż tylko miłosne, czy szkolne. Fabuła "Niebezpiecznych kłamstw" naprawdę mnie pozytywnie zaskoczyła wątkiem nie tylko miłosnym, ale również kryminalnym. Duża część powieści opowiada o próbach przystosowania się Stelli do nowych warunków życia. To taka obyczajówka, trochę w stylu perypetii Zoe Hart z Hart of Dixie, tylko że dla młodzieży. A opis Cheta od razu skojarzył mi się z Wade'm Kinsellą! O dziwno byłam bardzo ciekawa z kim w końcu będzie Stella - czy wróci do swojego dawnego życia i idealnego chłopaka Reeda, czy jednak na stałe zagości w Nebrasce i będzie z Chetem. Ja po prostu uwielbiam historie miłosne, a zwłaszcza tak niewinne, zaczynające się od flirtu. A Chet wydawał się taki słodki, że kibicowałam właśnie jemu. Jednak gdy już przyzwyczaiłam się do sielankowego prowadzenia fabuły, autorka brutalnie przypomniała mi o czym jest ta książka. Stella przecież nie przyjechała do Thunder Basin na wakacje, tylko po to, aby ukryć się przed osobami, które zrobią wszystko, aby się jej pozbyć. Nie jest to zatem klasyczna powieść dla nastolatków i naprawdę można to odczuć. Autorka świetnie buduje atmosferę zwykłej codzienności żeby uśpić czujność czytelnika, a potem wylewa na niego kubeł zimnej wody i sprowadza go do okrutnej rzeczywistości. Ciekawe są również wątki poboczne, które ubarwiają całą opowieść np. wątek wnuka Carminy, czy też rodziców Cheta. Akcja zdecydowanie nabiera tempa pod koniec i wtedy już po prostu nie można się oderwać od książki. Ostatnie 100 stron przeczytałam bez żadnego oderwania się od lektury. A to już o czymś świadczy. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          
Historia przedstawiona przez Becce Fitzpatric wywołuje wiele emocji. Jest słodko-gorzką opowieścią o wchodzącej w dorosłe życie nastolatce, która musiała przejść przez piekło, przez które żaden człowiek nie powinien był przechodzić. Cieszę się, że dałam autorce szansę i już rozglądam się za innymi owocami jej twórczości.



środa, 26 sierpnia 2015

131# Wayward Pines. Krzyk - Blake Crouch

"Nie obchodzi mnie, czy skoczymy razem, czy razem zejdziemy na dół. Po prostu nie róbmy tego samotnie."





Tytuł: Krzyk
Autor: Blake Crouch (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Wayward Pines, tom 3
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  marzec 2015
Liczba stron: 340
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

          Nawet nie zdążyłam ochłonąć po zakończeniu "Buntu", a od razu wzięłam się za czytanie "Krzyku", bo nie mogłam dłużej czekać z poznaniem zakończenia całej historii. Drugi tom poszedł bardzo do przodu z fabułą, więc ostatnia część zapowiadała się naprawdę ciekawie.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Akcja toczy się dokładnie w momencie, w którym zakończył się drugi tom. Bunt mieszkańców na przodzie z Ethanem wybuchł pełną parą, ale nie ma czasu na "świętowanie", bo zaczyna się piekło, jak to określił David Pilcher. Setki abików, potworów, którzy przed setkami lat byli ludźmi i ewoluowali zmierza teraz w kierunku Wayward Pines, które zostało otwarte... Ethan przeżywa koszmar, bo wie, że cała sytuacja powstała w wyniku jego decyzji. On jest za wszystko odpowiedzialny i to on musi ponieść konsekwencje swoich czynów.
W tym tomie autor pokazał nam również spojrzenie na całą sytuację przez pryzmat innych mieszkańców, całkowicie zwykłych przeciętnych obywateli. Niektórzy cieszą się, że w końcu poznali prawdę, która przez tyle lat przed nimi ukrywano, a inni woleliby żyć nadal w złudzeniu i kłamstwie, ale przynajmniej żyć. I znowu wkrada się tutaj analiza psychologiczna zachowań i uczuć ludzi. Ich zachowanie wyraźnie pokazuje, że żadna decyzja nie była dobra, ani żadna nie była zła. Po prostu każdy człowiek inaczej widzi daną sytuację, każdy wolałby inne rozwiązanie. Uczuć jest w tej części mnóstwo. Bo jak żyć w jednym, małym miasteczku z kochanką męża? Jak zapomnieć o kochance, gdy spotyka się ją codziennie? Bohaterowie oprócz oczywistych problemów (takich jak przetrwani) musieli zmierzyć się również ze swoimi bardzo ludzkimi i normalnymi emocjami. 

          Część trzecia jest nieco gorsza od dwóch sowich poprzedniczek przez to, że głównymi zdarzeniami były: ucieczka przed abikami i walka z abikami. Nie mówię, że to źle, bo przecież to zrozumiałe, że tak musiało być, jednak bardziej odpowiadała mi fabuła dwóch wcześniejszych tomów. Jednak zaskoczenia nie brakuje również i w "Krzyku". Zwłaszcza zaskakuje zakończenie całej historii jest moim zdaniem idealne. Właściwie nawet nie brałam takiego pod uwagę, ale autor naprawdę dobrze wybrnął z całej sytuacji. Bo jakie może być zakończenie historii ostatnich ludzi na ziemi? Powybijają wszystkie abiki (co jest właściwie niemożliwe), a może po prostu umrą śmiercią naturalną i będą spokojnie czekać na koniec ludzkości? No właśnie, przekonajcie się sami... 
        
PODSUMOWUJĄC...

         Teraz mogę spokojnie powrócić do oglądania reszty serialu i delektować się po raz kolejny historią tajemniczego miasteczka i ich mieszkańców.


Trylogia Wayward Pines
Szum             Bunt             Krzyk

niedziela, 21 czerwca 2015

114# Wayward Pines.Bunt - Blake Crouch

"Dzień wczorajszy jest historią. Dzień jutrzejszy jest tajemnicą. Dzień dzisiejszy jest darem. Dlatego nosi nazwę teraźniejszości. Pracuj ciężko, bądź szczęśliwy ŻYCIEM W WAYWARD PINES!"




Tytuł: Bunt
Autor: Blake Crouch (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Wayward Pines, tom 2
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  sierpień 2014
Liczba stron: 376
Forma: e-book
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

          Ostatnio zaczęłam oglądać serial "Wayward Pines", lecz doszłam już do odcinka, w którym były wydarzenia nieznane mi się z "Szumu", czyli pierwszej części trylogii Blake'a Croucha. Dlatego chwilowo przerwałam oglądanie serialu i postanowiłam po raz drugi zagłębić się w świat Ethana Burke'a sięgając po "Bunt".

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Wyobraźcie sobie takie życie: nie musicie martwić się o pracę, bo dostajecie ją bez żadnych starań, macie piękny dom, a gdy spodziewacie się dziecka w nagrodę dostajecie jeszcze piękniejszy, nie martwicie się o pieniądze, więc wasze życie jest spokojne i bezproblemowe. Ale w zamian za to nie możecie rozmawiać o przeszłości, nie możecie wyjechać na wakacje, nie możecie popełniać błędów młodości, które każdy w swoim życiu popełnić powinien. Życie może wydawać się idealne, gdy nie ma zmartwień, lecz czy takie sztuczna egzystencja może być udana? Ethan Burke, bohater pierwszej częśći pt. "Szum" stara się dostosować do miasteczka i panujących tam zasad. Zostaje szeryfem, znowu jednoczy się z rodziną, mieszka w pięknym domu... jednak nie jest szczęśliwy, bo wie, że Wayward Pines jest więzieniem. Jednak więzieniem koniecznym, bo cóż innego istnieje poza ogrodzeniem...

          Po lekturze pierwszego tomu byłam zaskoczona, że książka okazała się taka ciekawa. Myślałam, że porównanie do Miasteczka Twin Peaks będzie gwoździem do trumny dla Wayward Pines i że książka nie sprosta temu porównaniu. Ale fabuła jest naprawdę wciągająca. Sekretne miasteczko, kryjące tajemnice sięgającą wielu lat na skalę... światową. Oprócz oczywistej otoczki sci-fi jest to również bardzo dobry thriller psychologiczny. Nic nie jest takie proste, jak wygląda. Bohaterowie mają dwie twarze. Jedną na potrzebę przeżycia w miasteczku, a drugą prawdziwą. Wszyscy udają, że jest pięknie i kolorowo i wszyscy wiedzą, że życie w Pines to kłamstwo. Ale co, jeśli inne nie jest możliwe? Jednak są również bohaterzy, którzy chcą poznać prawdę za wszelką cenę. Jest to dla nich ważniejsze niż życie w raju. To oczywiste, że zawsze ktoś się zbuntuje przeciwko sztywnym zasadom. I o tym jest drugi tom. 

          Cieszę się, że jednak sci-fi nie przyćmiła całej fabuły. Ze jest to bardziej dodatek, a nie główny motyw. Według mnie główną tematyką tych dwóch dotychczas wydanych części jest psychologia. Autor opiera na uczuciach, emocjach i zachowaniach ludzi całą fabułę, a wątek fantastyczny jest tłem. Autor stopniowo wprowadza nowe fakty do fabuły, łącznie z przeszłością "założycieli" miasteczka. Poznajemy historię pielęgniarki Pam, burmistrza Pilchera i innych osób. 
        
PODSUMOWUJĄC...

         Całe szczęście, że poczekałam z lekturą "Buntu" aż do pojawienia się ostatniego tomu - "Krzyku", bo teraz od razu zabieram się za czytanie tej książki. Bardzo jestem ciekawa zakończenia historii Wayward Pines, bo końcówka "Buntu" miażdży! Zapowiada się bardzo intensywna kontynuacja....


Trylogia Wayward Pines
Szum             Bunt             Krzyk

czwartek, 19 lutego 2015

82# Sekret Julii - Tahereh Mafi

"Wiedziałam, że słowa mogą ranić, ale nie wiedziałam, że mogą zabić. "



Tytuł: Sekret Julii
Autor: Tahereh Mafi (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Otwarte
Seria: Dotyk Julii, tom 2
Data wydania: lipiec 2013
ISBN: 9788375151459
Liczba stron: 437
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

     Jeśli czytaliście moją recenzję pierwszej części pt. "Dotyk Julii", to wiecie, że byłam zachwycona w jaki sposób autorka przedstawiła świat w przyszłości. Nie mogłam już dłużej odkładać kontynuacji, więc sięgnęłam po drugą część, mimo, że kolejka oczekujących książek jest bardzo liczna. Ale chciałam ponownie zanurzyć się w świat Julii... Mogą pojawić się spoilery dotyczące pierwszej części!

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Wydarzenia opisane w tej części dzieją się dwa tygodnie po końcówce "Dotyku Julii". Wtedy poznaliśmy ją jako uwięzioną, strachliwą nastolatkę, a teraz Julia staje się wojownikiem. Chociaż nie czuje się jeszcze pewnie w miejscu, w którym przebywa, na pewno znajduje się w o wiele lepszej sytuacji, niż na początku. Jednak wielkimi krokami zbliża się wojna, a bohaterka musi trenować, aby opanować swoje umiejętności, które mogą być w tym przypadku kluczowe. Jednak tym razem ma przy sobie swojego ukochanego i jest z tego powodu bardzo szczęśliwa. Jednak sielanka nie trwa długo, bo Adam coś przed nią ukrywa... i jest to związane z możliwością dotykania Julii...


         Bardzo ciekawym i chyba moim ulubionym bohaterem jest Kenji, który swoimi wygłupami i żartami rozładowuje bardzo napiętą atmosferę panującą w całej powieści. Dzięki niemu nie jest to tylko ponura dystopia, ale czasem wywołująca uśmiech na twarzy. Ale potrafi być też poważny kiedy trzeba i aż się dziwię, że miał dla Julii tyle cierpliwości, bo mówiąc szczerze momentami bardzo mnie denerwowała swoim użalaniem się nad sobą i robieniem rzeczy, których nie powinna, ale "przepraszam to silniejsze ode mnie, już nigdy tego nie zrobię". To było naprawdę irytujące i trochę straciłam do niej przez to sympatię. Kolejnymi postaciami, które dobrze, że zostały włączone do fabuły są bliźniaczki Sara i Sonia. Są jedynymi bliskimi dziewczynami dla bohaterki, które można nazwać jej przyjaciółkami. Oprócz nich, bohaterka obraca się wyłącznie w towarzystwie mężczyzn. No i jest jeszcze Warn. Najbardziej zagadkowa postać w trylogii. Warner, który początkowo jest wrogiem Julii, który powinien nim zostać, ale to wcale nie jest takie proste. Julia jest nim w pewien sposób zafascynowana i często przekreśla te myśli o nim, bo wie, że nie powinna ich do siebie dopuszczać.

          Książka wywołała na mnie podobnie wrażenie, jak poprzedniczka, choć tym razem trochę mniej szokujące. Oswoiłam się już ze światem bohaterki, więc były to trochę inne odczucia. W tej części jest chyba jeszcze więcej akcji, o ile to możliwe. Czytając tę książkę nie można się nudzić, nie ma na to czasu. Autorka pokazuje,  że nawet pozytywny, dobry bohater miewa myśli i robi rzeczy złe, choć wie, że takie są. Julia wcale nie jest biedną dziewczyną, która przez swoją moc nieumyślnie krzywdzi innych, choć tak o sobie myślała. Czasem robi to z premedytacją, ale dalej pozostaje po stronie dobra, czyż nie? Nie jestem pewna, co autorka chciała przez to przekazać... Bardzo mnie to zaskoczyło, bo jednak większość bohaterek dystopijnych nie krzywdzi ludzi.
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Dałam ocenę nieco niższą, niż poprzedniczce, bo czegoś mi zabrakło. Może tej świeżości, która była w "Dotyku Julii"? Ale przecież trudno wymagać świeżości w drugim tomie. Trzecia część już czeka na swoją kolej i bardzo możliwe, że również i ją trochę przyspieszę. Nie mogę się doczekać zakończenia trylogii, chcę się dowiedzieć, jak to z ta Julią tak naprawdę jest...

Seria "Dotyk Julii"
Dotyk Julii        Sekret Julii           Dar Julii

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Klucznik
3. Czytam fantastykę
4. Czytam dystopie
5. Okładkowe love


***

Mam prośbę do osób, które mają adres mojego bloga w swoich linkach. Prosiłabym, żebyście usunęli link i jeszcze raz go wprowadzili, bo już od jakiegoś czasu tytuł bloga brzmi: "Spojrzenie EM" i zostanie tak na stałe, a niestety w waszych linkach to się nie zmieniło. Wcześniejsze moje nazwy to: "Z pasją o książkach" lub "Książki to moja pasja". Dziękuję ;)

czwartek, 22 stycznia 2015

74# Unicestwienie - Jeff VanderMeer

"Jeśli nie znamy prawdziwych odpowiedzi, to tylko dlatego, że wciąż nie wiemy, jakie zadawać pytania. ?


Tytuł: Unicestwienie
Autor: Jeff VanderMeer (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Southern Reach, tom 1
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  kwiecień 2014
ISBN: 9788375152932
Liczba stron: 232
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 7+/10



WSTĘPNIE...

       Jeśli chodzi o gatunek fantasy, to oprócz Harry'ego Pottera czytam prawie wyłącznie dystopie. Czasem zdarzy się jakieś sci-fi lub książka, w której wystąpi magia, ale raczej sporadycznie. Jednak ostatnio postanowiłam jednak poszerzyć moje pojęcie o tym gatunku, a trylogia "Unicestwienie" Jeffa VanderMeer jest tego świetnym początkiem, zwłaszcza, że ta książka leżała na mojej półce od Bożego Narodzenia. 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

66# Dotyk Julii - Tahereh Mafi

"Ludzka wyobraźnia może wywoływać katastrofy, jeśli zostawi się ją samą sobie."



Tytuł: Dotyk Julii
Autor: Tahereh Mafi (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Otwarte
Seria: Dotyk Julii, tom 1
Data wydania: czerwiec 2012
ISBN: 9788375153194
Liczba stron: 336
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 9/10



WSTĘPNIE...

     Jeśli ktoś lubi i czyta dystopie, na pewno słyszał o słynnej trylogii "Dotyk Julii". Mi ona też oczywiście nie jest obca, ale dopiero teraz po nią sięgnęłam, chociaż pierwsza część leżała na mojej półce już od jakiegoś czasu. Ale w końcu postanowiłam, że tym razem to właśnie tę książkę przeczytam i sama się przekonam, czy jest tak rewelacyjną powieścią fantasy, jak mówi o niej wiele osób.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Julia jest zamknięta od 264 dni. Od tego czasu z nikim nie rozmawiała, ale tak naprawdę pragnie czegoś innego. Dotyku. Nikt jej nie dotknął od wielu lat, bo dotyk Julii zabija. Pewnego dnia do jej celi zostaje wprowadzony Adam, nastoletni chłopak. Julia ma bardzo sprzeczne myśli i pojawiają się one w całej powieści, bo z jednej strony mocno pragnie poczuć dotyk, jednak z drugiej stara się trzymać jak najdalej od współwięźnia. Jednak Adam okazuje się nie być tym, za kogo się podaje, a świat Julii komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pewni ludzie chcą ją wykorzystać. Jako broń. Broń w toczącej się wojnie na świecie...

           Książka jest napisana w bardzo specyficzny sposób, którego używa chyba tylko i wyłącznie ta autorka. A mianowicie, wiele wyrazów jest przekreślonych. Nie do końca rozszyfrowałam powód tego zapisu, może później to się nieco rozjaśni. Ta powieść różni się nieco od innych z tego gatunku. Zazwyczaj główna bohaterka przez całą pierwszą część odkrywa jak naprawdę funkcjonuje społeczeństwo i że sprawujący władzę oszukują ludzi, czy też nadużywają swojej władzy. W "Dotyku Julii" wydaje się, jakby został pominięty pierwszy tom. Główna bohaterka już wie, że rządzący są źli, bo zamknęli ją w więzieniu, a właściwie szpitalu dla umysłowo chorych, gdzie skierowali ją przywódcy Komitetu Odnowy. Faktycznie jest winna popełnionej zbrodni, ale nie zrobiła tego umyślnie, nie wiedziała, do czego jest zdolna. A rodzice już dawno jej się wyrzekli...

           Świat się zmienił. Bohaterka wspomina dawne czasy, gdy jeszcze śpiewały ptaki i były pory roku. Jednak ludzie zniszczyli swoją planetę i teraz w różny sposób chcą ją odbudować. Przywódcy chcą stworzyć świat od nowa, bez chorych i starców, z jednym językiem, który rozumiał by każdy, bez polityki, religii, przekonań... Jednak ludzie się buntują i tworzą podziemne ruchy oporu, aby zapobiec dyktatorskim rządom. 

          Przez większość lektury moje oczy robiły się ogromne od niedowierzania. Fabuła jest skonstruowana niesamowicie i bardzo oryginalnie. Są też sceny wstrząsające np. "eksperyment" Warnera na małym dziecku. Okropnie się to czytało. Główny wątek też jest nieco inny niż w reszcie dystopii - tutaj ludzie mają nadnaturalne zdolności. Trochę mi to przypomina skrzyżowanie hiszpańskiego serialu "Los protegidos" (polecam!) a amerykańskim serialem Alphas. Właściwie to nawet się nie spodziewałam takiego obrotu spraw, więc byłam zaskoczona, że "zdolność" Julii jest jej... darem.
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Na razie nie chcę wysnuwać wniosków, że w końcu trafiłam na dystopię, która przebiła "Igrzyska śmierci", bo jestem dopiero po lekturze pierwszej części. Jeśli dwa następne tomy utrzymają poziom, to będzie to rewelacyjna trylogia. Ale na razie wstrzymam się z tym osądem. Nie mniej jednak "Dotyk Julii" wywarł na mnie ogromne wrażenie. Polecam!

Seria "Dotyk Julii"


Dotyk Julii        Sekret Julii           Dar Julii

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Klucznik
3. Czytam fantastykę
4. Czytam dystopie
5. Okładkowe love
6. Wyzwanie biblioteczne
7. Książkowe wyzwanie 2015 (Napisał ktoś przed 30)

czwartek, 6 listopada 2014

43# Przez burze ognia - Veronica Rossi

"Ludzie to więcej niż emocje.Mają myśli i powody,by postępować tak,jak postępują."



Tytuł: Przez burze ognia
Tytuł oryginału: Under the Never Sky
Autor: Veronica Rossi (pochodzenie: Brazylia)
Seria: Przez burze ognia, tom 1
Wydawnictwo: Otwarte / Moondrive
ISBN: 9788375152548
Liczba stron: 368
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 7/10



WSTĘPNIE...

       Bardzo się ucieszyłam, gdy wygrałam tę książkę w konkursie na blogu u Potwory i spółka. Ostatnio było bardzo głośno o trzeciej części "Wielki błękit" i chciałam poznać całą serię. Dawno nie czytałam książki dystopijnej, a lubię ten gatunek. Byłam ciekawa, jak autorka tym razem pokaże świat za kilkadziesiąt lat i czy będzie to przypominało którąś z książek już przeze mnie przeczytanych.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

        W tej powieści pokazana jest przyszłość, w której istnieją dwa światy - Reverie i wszystko poza granicami. 
Ciężko jest w ogóle streścić ich świat w kilku słowach, bo jest tutaj tyle nowości technologicznych i różnych nazw (trochę przypomina mi to "Delirium"). Już w pierwszym rozdziale pojawiajają się takie pojęcia jak: Kapsuła, Wizjer, Wykluczeni, Sfery. Na początku ogarnięcie wszystkich pojęć i wyobrażenie sobie wszystkiego sprawia trudność, ale po jakimś czasie można się przyzwyczaić. 

          Aria żyje w technologicznie rozwiniętym świecie, w którym władza zabrania przedostawania się poza kapsułę, oddzielająca ich od reszty świata, który jest niebezpieczny i w którym trzeba walczyć o przetrwanie. Aby przedostać się na zewnątrz, trzeba wejść do Kopuły, którą między innymi transportowane jest jedzenie. Aria jest zdesperowana, bo od kilku dni nie miała kontaktu z matką Luminą, która jest naukowcem w innej Kapsule - Bliss i postanawia dowiedzieć się więcej o Bliss od Sorena, chłopaka, którego dopiero poznała. Soren wraz z kolegami Echem i Bane'm włamują się do kopuły zniszczonej przez burze eterową. Towarzyszą im  Aria i jej przyjaciółka Paisley. Jednak Soren okazuje się być innym człowiekiem, niż Aria myślała i "wycieczka" zamienia się w niebezpieczną przygodę.

          Po drugiej stronie żyje Perry, gdzie wszystko wygląda inaczej niż w środowisku, w którym mieszka Aria. Ludzie żyją w plemionach i zachowują się jak zwierzęta - ich zmysły są wyostrzone, zajmują się polowaniem, a najważniejsze jest przetrwanie, więc do tego potrzebna im znajomość różnych sztuk walki. Trochę to przypomina świat Jacoba w "Zmierzchu", podobnie sobie to wyobraziłam. Drogi dwojga nastolatków krzyżują  się, gdy chłopak postanawia uratować Arię z opresji. Tak poznają się po raz pierwszy, ale pewne wydarzenie zetknie ich ze sobą raz jeszcze...

          Aria zdaje sobie sprawę, że do tej pory żyła w sztucznym środowisku. Nic tam nie było prawdziwe. Nie powstawały plamy na ubraniach, nie odczuwa się bólu i można było się przenieść do jakiegokolwiek świata np. mitologicznego za pomocą Sfer. Jednak to wszystko było sztuczne, a przebywanie poza murami Kopuły, w której mieszka, uświadomiło jej to.


PODSUMOWUJĄC...

          Nie jestem pewna co myśleć o tej książce. Niby wszystko fajne, ciekawa fabuła, ciekawi bohaterowie, ale jest to kolejna książka o nastolatkach walczących z Władzą i oczekiwałam czegoś więcej. Czegoś na miarę "Igrzysk śmierci", ale jak na razie "Igrzysk" żadna seria dystopijna nie przebiła. Ale powieść zainteresowała mnie w takim stopniu, że chętnie przeczytam drugą część.

Seria Przez burze ognia
Przez burze ognia       Przez bezmiar nocy       Wielki Błękit

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Serie na starcie
3. Czytam fantastykę
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...