piątek, 30 czerwca 2017

Zapowiedzi - lipiec 2017

W lipcu trochę mniej zapowiedzi, ale za to jakie!

1. Kobieta z Isla Negra - María Fasce (Sonia Draga)



OPIS: 
Oparta na faktach, przesycona zmysłowością i pełna napięcia powieść o chilijskim poecie, laureacie Nagrody Nobla, Pablo Nerudzie.

Początek lat pięćdziesiątych XX wieku. Elisa i jej matka Raquel opuszczają skromne domostwo w chilijskim Temuco i przybywają na Isla Negra. Pod swój dach przyjmuje je Pablo Neruda. Wielki, pełen najróżniejszych przywiezionych z podróży przedmiotów dom poety przypomina Elisie morską jaskinię. Podczas gdy Raquel pracuje w milczeniu jako służąca poety, Elisa przygląda się jego codziennemu życiu, odkrywa niewierności, czyta zapiski. Po pewnym czasie na Isla Negra pojawia się małżonka Nerudy, argentyńska malarka i arystokratka Delia del Carril.

Obserwując relację pomiędzy domownikami i ich gośćmi, Elisa odkrywa tajemnice miłości i pożądania, a także różne oblicza kobiecości: niezwykły urok i klasę Delii i jej przyjaciółki Victorii Ocampo, zmysłowość Matilde, kochanki Nerudy, przezroczystość pochłoniętej obowiązkami, żyjącej przeszłością matki Elisy.


María Fasce ukazuje Nerudę jako osobę genialną i jednocześnie przytłaczającą swoje otoczenie, jako człowieka okrutnego i dziecinnego, jako uwodziciela i egoistę naznaczającego życie kobiet, z którymi zetknął go los.

2. Czarna Madonna - Remigiusz Mróz (Czwarta Strona)




OPIS: 
Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego.

Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż przybrzeżna nie odnajduje wraku, a co jakiś czas do kontroli lotów dociera sygnał z transpondera.

Co stało się z boeingiem? Jaki związek ma jego zniknięcie z podobnymi zdarzeniami?
I jakie znaczenie ma obraz Matki Bożej, nazywany Czarną Madonną?


Pierwsze odpowiedzi każą Filipowi sądzić, że niewiedza naprawdę jest błogosławieństwem.

3. Rozłąka - Dinah Jefferies (Harper Collins)





OPIS: 

Malaje Brytyjskie, 1955 rok

W kraju trwa stan wyjątkowy z powodu powstania malajskiego. Lydia, żona brytyjskiego urzędnika, po powrocie z podróży dowiaduje się, że jej rodzina wyjechała na północ, więc wyrusza tam, by ich znaleźć. Ta informacja jest jednak fałszywa. W rzeczywistości mąż w tajemnicy wrócił z córkami do Anglii. Wkrótce Lydia odkrywa jego kolejne kłamstwa, zdrady i sekrety. Nie może ufać nikomu, nawet najlepszej przyjaciółce, ale nie chce zrezygnować z walki o dzieci. Odizolowana w egzotycznym, ogarniętym wojną kraju, nie daje za wygraną. Zrobi wszystko, by odzyskać córki. 

Piękna powieść pełna tajemnic, intryg, romansów i dramatycznych wydarzeń. O matce, która szuka dzieci, i dzieciach, które nie wierzą, że zostały porzucone.

4. Słodkie sekrety - Sally Hepworth (Filia)




OPIS:


Neva Bradley chce ukryć przed najbliższymi i współpracownikami szczegóły dotyczące swej ciąży, łącznie z tym, kto jest ojcem jej dziecka. Jej matka, Grace, nie spocznie, dopóki nie odkryje tajemnicy córki. Im bardziej naciska, tym Neva bardziej się w sobie zamyka. 
Babcia Nevy, Floss, przypomina sobie podobną sytuację sprzed sześćdziesięciu lat i skrywaną przed najbliższymi tajemnicę. Jeśli teraz ujawni sekret z przeszłości, życie całej rodziny się zmieni.

Floss zastanawia się, czy wyznanie prawdy jest lepsze niż zachowanie milczenia. 
Czy pewne sekrety powinny na zawsze pozostać zapomniane?

Ciepła opowieść o rodzinnych więzach, miłości, o cudzie życia i sprawach, które być może powinny pozostać w ukryciu…


Czy coś Was zainteresowało? :)

czwartek, 22 czerwca 2017

236# Dziewczyna z nagietkowym szalem - Susan Meissner





Tytuł: Dziewczyna z nagietkowym szalem
Autor: Susan Meissner (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 368
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

         "Dziewczyna z nagietkowym szalem" urzekła mnie początkowo okładką, a później opisem, gdy już go przeczytałam. Byłam bardzo ciekawa, jak tytułowy szal mógł połączyć dwie kobiety, które dzieliło około 100 lat życia i jaką pełni rolę w tej powieści. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Dwie bohaterki połączone szalikiem w nagietki, które dzieli sto lat. Rok 1911, Clara jest młodziutką dziewczyną, która od pięciu miesięcy przebywa na wyspie Ellis i pracuje jako pielęgniarka. Wyspa stała się jej schronieniem przed wspomnieniami pożaru budynku, w którym pracowała wcześniej i w którym zginął jej ukochany. Mimo, że znała go jedynie dwa tygodnie, czuła, że czasem stworzyliby szczęśliwą parę, jednak nie było im to dane. Gdy na wyspie zaczynają zjawiać się pacjenci ze statku, w którym wybuchnęła epidemia szkarlatyny, Clara poznaje Andrew Glynna, którego żona umarła na statku. Pozostał mu po niej jedynie piękny szal w nagietki... Rok 2011, Taryn samotnie wychowuje córkę, gdy zbliża się dziesiąta rocznica ataku na World Trade Center, która odcisnęła ogromne piętno na psychice Taryn, która wciąż ma w pamięci stary nagietkowy szal, który uratował jej życie... Kobiety muszą przebaczyć sobie podjęte wcześniej decyzje, bo jest to jedynym wyjściem, aby znowu zaczęły żyć. 


         Książka od początku do końca wypełniona jest niewyobrażalnym bólem. Taryn, po dziesięciu latach, które minęły od ataku na WTC, którego była naocznym świadkiem, wciąż przeżywa żałobę po zmarłym mężu i obwinia się o jego śmierć. Gdyby nie poprosiła go o spotkanie z nią w restauracji na jednym z wyższych pięter, Kent prawdopodobnie mógłby uciec, gdyż pracował na piętrze, z którego wielu ludzi się wydostało. Życie z takim brzemieniem musi być bardzo ciężkie, choć oczywiście kobieta nie mogła wówczas wiedzieć, jak jej decyzja wpłynie na życie męża i jej samej. Natomiast Clarę sto lat wcześniej spotkała podobna sytuacja - gdyby Edward nie czekał na spotkanie z nią na jednym z wyższych pięter, nie musiałby skakać z okna w celu uniknięcia ognia i mógłby nadal żyć. Rozumiem późniejszą rozpacz Clary i chęć ucieczki przed wspomnieniami oraz przed samą sobą, jednak uważam, że za bardzo zaangażowała się żałobę i w myślenie, że w pożarze straciła bardzo ważną osobę w jej życiu. Edwarda znała raptem dwa tygodnie i wymieniła z nim kilka zdań, więc sądzę, że o miłości nie mogło być mowy, jedynie o zauroczeniu, czy zakochaniu. Ale oczywiście nie mogę negować jej zachowania, bo każdy ma inną psychikę, inaczej odczuwa pewne sprawy, a Clara po prostu nie mogła przeboleć, że jej marzenia o wspólnym życiu z Edwardem nigdy się nie spełnią. Wydaje mi się, że to ją najbardziej bolało, że nawet nie dostała szansy dowiedzenia się, czy ich związek miałby przyszłość. Obie bohaterki noszą w sobie tak ciężkie brzemię, że czytanie ich historii było dla mnie bardzo ciężkie. Tytułowy szal stał się łącznikiem pomiędzy dwoma historiami i dwiema bohaterkami, dla których stał się w pewnym sensie wybawieniem. Dzięki niemu zarówno Clara, jak i Taryn przebudziły się z letargu, w jakim znajdowały się po przeżyciu własnych tragedii, przejrzały na oczy i powróciły do życia. Dały sobie szansę na ponowne poczucie radości, szczęścia, a przede wszystkim na przebaczenie sobie. Dodatkowo bardzo chętnie śledziłam wątek Clary, doktora Ethana i Andrew, gdyż ciągle zastanawiałam się, kim będzie kolejny wybranek pielęgniarki, bo to było oczywiste, że któremuś z nich da szansę po śmierci Edwarda. Wątek Taryn jednak mógłby być nieco dłuższy. 

PODSUMOWUJĄC...

         "Dziewczyna z nagietkowym szalem" jest trudną powieścią o stracie i wyrzutach sumienia, które powodują ogromne rany w psychice. Jednak zakończenie tej pełnej smutku i cierpienia książki, daje pewną nadzieję, że można podnieść się po ogromnych życiowych tragediach i przebaczyć sobie decyzje, które w pewien sposób miały na nie wpływ.

wtorek, 20 czerwca 2017

235# Siostra Burzy - Lucinda Riley

"Nigdy nie jest za wcześnie, żeby się cieszyć tym co dobre.."



Tytuł: Siostra Burzy
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Siedem Sióstr, tom 2
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 576
Forma: moja własna
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...

         Lucinda Riley słynie z pisania magicznych, umiejscowionych kilkadziesiąt lat wstecz historii miłosnych. Zazwyczaj opowiada o kobietach, dla których czasy w jakich żyją, są wielką przeszkodą do samospełnienia się. Jej bohaterki jednak łamią wszelkie konwenanse i przecinają sznury nałożone im przez społeczeństwo, bo jest to jedyna droga do ich szczęścia. "Siostra Burzy" to druga część serii pt. "Siedem Sióstr" opowiadająca o sześciu wspaniałych kobietach i ich praprababkach.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Ally poznaliśmy już w pierwszym tomie, gdy wraz z pięcioma siostrami przybyła do Atlantis - bajkowego zamku położonego nad Jeziorem Genewskim, gdzie wszystkie się wychowały. Dowiaduje się, że jej ukochany ojciec Pa Salt zmarł, lecz jeszcze przed śmiercią postanowił, aby wszystkie jego adoptowane córki miały możliwość poznania swojego pochodzenia. Jednak za życia był bardzo tajemniczym i ekscentrycznym człowiekiem, więc również zagadki które zostawił każdej z dziewczyn, wcale nie będą łatwe do rozszyfrowania. Pa Salt napisał do każdej z nich list ze wskazówkami, które prowadzą je w różne części świata. Maja już powróciła ze swojej podróży z Brazylii, teraz czas na rudowłosą Ally, która dowiaduje się, że z pochodzenia jest Norweżką. Pewne tragiczne wydarzenie w jej życiu spowoduje, że jedynym ratunkiem stanie się podróż do Oslo (dawnej Christianii) i odkrywanie historii Anny Landvik. 

          Norwegia to kraj kojarzący się z zimnem i mroźną scenerią, a jednak mogła się w niej rozegrać trudna historia pełna pasji i namiętności. To jest zdecydowanie zasługa Riley, której magiczne pióro jest w stanie stworzyć niepowtarzalne i wspaniałe opowieści. Tym razem przedstawiła nam historię prostej wieśniaczki o anielskim głosie, która na szczęście została odkryta przez profesjonalistów i mogła zachwycać swoim głosem oraz zdolnościami aktorskimi szersze grono widzów oraz mężczyzny bogato urodzonego, jednak sprzeciwiającego się ojcu i podążającego za własnymi marzeniami - graniem w orkiestrze. Tych dwoje ludzi spotkało się i pokochało od pierwszego wejrzenia, mimo przeciwności losu. Ich dzieje odkrywałam z wypiekami na twarzy, mimo że autorka wciąż przypominała, że za oknem hula mroźny wiatr i sypie śnieg. W tło ich trudnej historii miłosnej autorka wplotła oczywiście prawdziwe postacie i wydarzenia. Tym razem postawiła na sławy związane z muzyką i literaturą. Losy przodków Ally bezpośrednio związała z kompozytorem Edvardem Griegiem oraz dramatopisarzem Henrykiem Ibsenem, którzy wspólnie stworzyli sztukę teatralną pt. "Peer Gynt" - Ibsen jest twórcą dramatu, natomiast Grieg stworzył do niego muzykę. Aby jeszcze bardziej zbliżyć się do wydarzeń opisanych w książce, polecam odsłuchać dzieło "Poranek" z "Peer Gynta", bo jest to piękny utwór i znany, choć dopiero dzięki tej książce odkryłam jego nazwę. Nie obyło się również bez zaskoczenia związanego z prawdziwą tożsamością przodków Ally, co długo było trzymane w tajemnicy. 

          Jednak historia rozgrywająca się we współczesności nie odbiega ani trochę od opowieści sprzed około 130 lat. Ally w odróżnieniu od najstarszej Mai jest energiczna, pewna siebie i optymistycznie nastawiona do życia. Jednak śmierć ukochanego ojca, z którym łączyła ją pasja do żeglarstwa trochę przygasi jej temperament, aż do momentu, gdy zaczyna odkrywać historię jej przodkini - Anny. Poznaliśmy też nieco lepiej cechy osobowości pozostałych dziewczyn, które będą bohaterkami swoich własnych historii w kolejnych częściach. Jestem pełna podziwu dla pani Lucindy, że potrafi stworzyć tyle różnych charakterów i dopasować do nich nadzwyczaj ciekawe historie, które w żadnym etapie nie nudzą czytelnika. Robi to w sposób niezwykle naturalny i subtelny, jakby miała w głowie całe obrazy i wystarczyłoby tylko przelać je na papier. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że skonstruowanie fabuły, która w pewien sposób będzie się ciągnęła przez siedem tomów to nie lada wyzwanie i konieczność analizowania wcześniejszych zapisów, zwłaszcza podczas dialogów sióstr, aby nie popełnić żadnego błędu. Jednak czytając prozę pani Riley, wydaje się jakby to było bardzo proste - lekkość jej pióra i wspaniała wyobraźnia zachwycają mnie za każdym razem. Te fakty i urywki wydarzeń, które poznaliśmy o Ally za sprawą narracji Mai, tutaj zostały idealnie dopracowane i rozwinięte. Chronologia wydarzeń została zachowana, nie ma mowy o żadnych błędach i niedopatrzeniach w tej kwestii. Ale niczego innego się nie spodziewałam - perfekcja pani Lucindy została znów potwierdzona. Każdy rozdział tej książki to mistrzostwo, każdy dialog ma znaczenie, każde zdanie jest złotem. Ta powieść dla wielbicieli literatury jest tym samym, czym jest najwspanialsza melodia dla pasjonatów muzyki - każde zdanie wywołuje emocje, tak jak w muzyce czyni to każdy takt. Tajemnica adopcji córek nadal nie została odkryta, choć pojawiło się kilka nowych wskazówek, które zamiast zaspokoić ciekawość, wzbudzają ją jeszcze bardziej. Ta zagadka skłoniła mnie do przeszukania internetu w celu uzyskania dodatkowych informacji o Plejadach. Okazuje się, że to nie tylko gromada gwiazd, ale Siedem Sióstr o tych samych imionach mają również nawiązanie do mitologii greckiej i są córkami Atlasa oraz Plejone (Pa Salt to anagram tych dwóch słów). Fascynujące jest również to, że autorka w swoich nawiązaniach do mitologii greckiej, nadała naszym współczesnym bohaterkom niektóre cechy charakteru mitycznych Sióstr. Alkione jest opisywana jako opiekunka Morza Śródziemnego (a Ally jest przecież żeglarką) oraz ma zdolności przywódcze, a Maja tak właśnie opisała Ally - jako osobę, która gdy się pojawia przejmuje "ster" i podejmuje decyzje. Również historia miłosna Alkione ma pewne podobieństwa z miłością Ally do Theo. Jest to kolejny świetny pomysł na dopracowanie fabuły, aby była nie tylko ciekawa, ale żeby nie można było się od niej oderwać, co w swej oryginalności i pomysłowości jest po prostu perfekcyjne. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          Z jednej stronie bardzo się cieszę, że przede mną jeszcze aż pięć tomów tej magicznej serii, bo odkrywanie historii sprzed lat wraz z bohaterkami jest niezwykle interesujące, ale z drugiej strony chęć poznania odpowiedzi na pytania tj. kim jest siódma siostra i czy w ogóle istnieje, dlaczego Pa Salt wybrał akurat te dziewczynki do adopcji i nadał im imiona gromady gwiazd o nazwie Plejady, jest ogromna! Pozostało mi już tylko czekanie na kolejną powieść, tym razem o Star, która zabierze nas w podróż do Anglii - do edwardiańskiego Londynu i na dzikie tereny Kumbrii...



Seria "Siedem Sióstr"

Siedem Sióstr                                    Siostra Burzy

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...