środa, 14 września 2016

185# Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu




Tytuł: Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
Autor: Anna Lange (pohodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 448
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 8+/10




WSTĘPNIE...

           Trzy moje ulubione gatunki to: powieści obsadzone w dawnych czasach (choć może gatunkiem tego nazwać nie można), fantastyka i kryminały. Tutaj mamy rok 1873, czyli pierwszy warunek jest zdecydowanie spełniony. Nekromancja, kinemancja, magiczne istoty i rzucanie czarów... czy to nie brzmi jak najlepsza fantastyka? I na koniec zostaje miejsce akcji, a przynajmniej znaczna jego część - Wydział detektywistyczny Scotland Yardu, co zapowiada jakieś kryminalne sprawy do rozwiązania. Z takiego mixu musiała wyjść perełka!

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
W powieści króluje trzech głównych bohaterów: Tytułowy Clovis LaFay to nekromanta, pochodzący z arystokratycznej rodziny, jednak zdecydowanie różniący się od reszty jej członków. Kolejną postacią jest John Dobson, jego kolega jeszcze z czasów szkolnych, który jest nadinspektorem w londyńskiej policji, pracującym w Podwydziale Spraw Magicznych. Natomiast jego siostra Alicja to śliczna i bardzo zdolna młoda kobieta, która uczęszcza na kurs pielęgniarski. Jednak dotkliwie odczuwa prawie całkowitą nieobecność magii w szkole i podczas zajęć, której bardzo pragnie się uczyć. Gdy poznaje Clovisa jej marzenie zaczyna się spełniać, gdyż ten bardzo utalentowany nekromanta pomaga jej w praktycznej nauce magii. 

          Sposób przedstawienia magii przez autorkę jest bardzo interesujący. Rzucanie glyfów kojarzy mi się hm... może z jakimiś ruchami rąk, czy palców, podobnie jak w serii Gartha Nixa pt. "Stare Królestwo"? Mniej więcej tak to sobie wyobrażam, bo autorka nie opisała tego zbyt szczegółowo. Może chciała, żeby czytelnik pobudził swoją wyobraźnię. A moja działała podczas lektury jak szalona. Wyobraziłam sobie te dość odległe czasy, kiedy kobiety zmuszone były do noszenia gorsetów (a nasza bohaterka oczywiście jest temu przeciwna!). W fantazji miałam również obraz Scotland Yardu, tak często wykorzystywany w filmach, czy książkach, jednak tutaj niezwykle zmodyfikowany. Ale i tak najbardziej byłam zafascynowana i zauroczona magiczną aurą unoszącą się w powietrzu. Konstrukcja książki również mi się bardzo podobała. Teraźniejszość (czyli dla bohaterów rok 1873) przeplata się z retrospekcjami sprzed kilku lat, dzięki którym poznajemy wczesne relacje pomiędzy dwoma głównymi męskimi bohaterami. Retrospekcje pokazują nam, jak oni się poznali i jak dalej rozwijała się ich znajomość. 

          Mam wrażenie, że cała powieść jest napisana z niezwykłym luzem i umiejętnościami pisarskimi, mimo że to debiut! Zdecydowanie jestem przeciwniczką grupowania przez niektórych ludzi książek na debiuty i na resztę, bo mnie z reguły nie interesuje, czy książka jest pierwszą w dorobku pisarza, czy którąś z kolei. Jednak tym razem zwróciłam uwagę na to, że to debiut, bo aż trudno uwierzyć, że autorka przy swojej pierwszej książce operuje już tak wybornym warsztatem pisarskim. Po prostu nic tu nie jest wymuszone. Żadna scena nie została wpleciona po to, aby "zapchać" fabułę, wszystko jest doskonale zaplanowane i co najważniejsze - interesujące! Również wielką zaletą są bohaterowie. Wydaje mi się, że stworzenie trójki głównych charakterów w taki sposób, aby żaden nie odstawał od reszty to wielka sztuka. Clovis jest tajemniczy, choć bardzo sympatyczny mimo swojego pochodzenia, Alicja to słodka, a zarazem bardzo silna i odważna młoda kobieta, a John to opiekuńczy i oddany siostrze mężczyzna. Razem tworzą niesamowite trio, co przypomina mi o innym niezwykle dobranym trio w fantastycznym świecie... Może bohaterowie stworzeni przez Annę Lange również będą przeżywać całe mnóstwo niezwykłych przygód razem, jak Harry, Ron i Hermiona. Tego im życzę. I czytelnikom również. I autorce oczywiście, bo marzę o kontynuacji...


PODSUMOWUJĄC...

          
Tytuł "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" mówi sam za siebie i stwierdza fakty - ta książka jest magiczna. Nie tylko dzięki obecności magii, ale przede wszystkim za sprawą fabuły, bohaterów, konstrukcji i umiejętności pisarskich Anny Lange. To perełka wśród fantastycznych kryminałów obsadzonych w czasach wiktoriańskich. Chociaż perełką powinnam raczej nazwać połączenie tych trzech cech, bo jest zdecydowanie rzadkie i wyjątkowe. Ale jakie trafne!

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu


piątek, 9 września 2016

184# Dziedzictwo Orchana - Aline Ohanesian



Tytuł: Dziedzictwo Orchana
Autor: Aline Ohanesian (pochodzenie: Armenia)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 368
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

          Po raz pierwszy o pogromie Ormian w Turcji podczas I wojny światowej przeczytałam w powieści Chrisa Bohjaliana pt. "Zamki na piasku". Byłam zszokowana olbrzymią skalą tego ludobójstwa, mimo że słowo "pogrom", czy właśnie "ludobójstwo" powinno mi to uzmysłowić. Od tamtej pory bardzo zainteresował mnie ten temat, a powieść "Dziedzictwo Orchana" idealnie się w niego wpasowuje.


TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Rok 1990. Orchan to młody mężczyzna tureckiego pochodzenia, który po śmierci dziadka Kemala dziedziczy rodzinną firmę zajmującą się wytwarzaniem dywanów. Jednak zmarły zapisał w testamencie swój dom nieznanej Orchanowi kobiecie imieniem Seda, która mieszka w Los Angeles, z niewiadomych dla bohatera powodów. Postanawia on odnaleźć kobietę i dowiedzieć się prawdy. Trafia do domu opieki w Stanach Zjednoczonych, gdzie poznaje historię Kemala i Lucine...
Rok 1915. Lucine jest 15-letnią Ormianką, a Kemal 18-letnim Turkiem. Czy istnieje dla nich jakakolwiek szansa na wspólną przyszłość? I wojna światowa dotarła również do Anatolii, a naród turecki próbuje pozbyć się całego narodu ormiańskiego i zniszczyć go całkowicie. Lucine wraz z matką i rodzeństwem zostają deportowani ze swojego domu i pod okiem żołnierzy tureckich przeprowadzani w inne miejsce. Jednak nie ma to nic wspólnego ze zwykłym "przesiedleniem", bo jest to morderczy marsz zgnębionego narodu...

          
To, że Żydzi byli masowo prześladowani i mordowani podczas II wojny światowej wiedzą zdecydowanie wszyscy. Ale czy wszyscy wiedzą choć trochę o czystce Ormianów dokonanej przez Turków w 1915 roku? Myślę, że nie. Ormianie do tej pory zmagają się z tym brzemieniem, a Turcja nie przyznaje się do popełnionych zbrodni. Ormianie cierpią w ciszy. O pogromie Żydów jest niezliczona ilość książek, lecz o Ormianach? Na pewno o wiele łatwiej policzyć publikacje na ten temat w literaturze.
Historia widziana oczami Lucine jest tragiczna. Sceny, które nam pokazuje są wstrząsające i niestety bardzo zapadające w pamięć. Ciągle mam przed oczami widok matki, która rodzi martwego synka w wyniku tego, że żołnierz w trakcie porodu zlał ją biczem w brzuch żeby się pospieszyła. Albo kobiet, które leżą półżywe na poboczu drogi, bo nie dają rady już iść, a drapieżne ptaki żywią się ich wnętrznościami. Jednak najgorsze jest to, że to nie jest fikcja literacka, lecz okrutna historia narodu ormiańskiego. Jest to również bardzo pouczająca książka, nie tylko ze względu na fakty historyczne, ale na przesłanie - że przeszłość jest ważna również dla współczesnego pokolenia, że historię należy pielęgnować i pamiętać, a poznanie przeszłości i zrozumienie jej wpływa na dalsze życie, jak np. w przypadku Orchana. Jednak w tym bardzo smutnym temacie znalazło się również miejsce na miłość, choć niestety jak większość powieści - tragiczną. 


PODSUMOWUJĄC...
          
          Debiut Aline Ohaniesian to pozycja nietuzinkowa. Porusza bardzo ważny temat w historii świata, jednak tak bardzo zapomniany przez wielu. A tak wielu zgnębionym duszom zdecydowanie należy się pamięć, nie tylko tym zmarłym, ale również tym, którzy przeżyli pogrom i później resztę życia musieli zmagać się z tym brzemieniem. Aline Ohanesian to współczesny głos Ormian - głos, którego warto posłuchać.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Kobiece

sobota, 3 września 2016

Podsumowanie miesiąca - sierpień 2016

Czas na książkowe podsumowanie kolejnego miesiąca. W sierpniu przeczytałam trochę mniej książek niż w lipcu, bo tylko 7. Łącznie - 3326 stron, około 107 stron dziennie.

Książki przeze mnie przeczytane to:

1. Krawcowa z Dachau - Mary Chamberlain
2. Dar Julii - Tahereh Mafi
3. Rzeka przeznaczenia - Elizabeth Haran
4. W cieniu - Diane Chamberlain 
5. Okrążyć słońce - Paula McLain
6. Róża Północy - Lucinda Riley
7. Immunitet - Remigiusz Mróz





Przeczytałam: 3 społeczno-obyczajowych w dawnych czasach, 1 thriller, 1 fantasy, 1 dramat, 1 wojenną.

Literatura pod względem narodowości autora:
- 3 książki z literatury amerykańskiej
- 1 książka z literatury polskiej
- 1 książka z literatury brytyjskiej
- 1 książka z literatury australijskiej
- 1 książka z literatury irlandzkiej

Przeczytałam 4 książki z własnej kolekcji i 3 e-booki.

Mam 246 obserwatorów bloga i 336 (+1) obserwatorów profilu. Ponad 122 500 (+3250) osób odwiedziło mojego bloga. Średnia na dzień to 105 wyświetleń. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...