Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 maja 2018

265# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Zakon Rozbitej Soczewki - Brandon Sanderson





Tytuł: Zakon Rozbitej Soczewki
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 4
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 288
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Brandon Sanderson i jego seria o Alcatrazie Smedrym i Bibliotekarzach to aktualnie książki z serii fantasy, które czytam najchętniej i oczekuję na kolejne tomy z wielką niecierpliwością, bo wiem że wprawią mnie w dobry humor i spędzę kilka godzin śmiejąc się do rozpuku. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Alcatraz Smedry to bardzo nietypowy dorastający chłopiec. Nie dosyć, że wychował się w Ciszlandach, z dala od własnej zaczarowanej ojczyzny, o której nic nie wiedział aż do swoich trzynastych urodzin, to jeszcze ma duży problem z rodzicami. Co robić, gdy matka jest jedną z najpotężniejszych Bibliotekarek, a ojciec jest po prostu szalonym, nie za bardzo przejmującym się synem, oderwanym od rzeczywistości Smedrym. Dobrze, że chociaż dziadek jest dla niego opoką i może na nim polegać... Ale tylko wówczas, gdy się nie spóźnia. A to zdarza się niestety wyjątkowo często. No cóż, taki dar. Alcatraz już trzykrotnie uratował rodzinę i swoją ojczyznę przed zagładą Bibliotekarzy i opanowaniem przez nich świata, jednak zagrożenie wciąż nie minęło. Teraz zło wdarło się do Wolnych Królestw i chce zawładnąć jednym z państw - Mokkią. Alcatraz i spółka muszą po raz kolejny uratować świat.  

          Brandon Sanderson w dalszym ciągu dostarcza mnóstwo śmiechu i akcji. Jednak dopiero w tej części zdałam sobie sprawę, że być może komiczny charakter każdego elementu magicznego tj. soczewek okulatorów, czy talentów Smedrych to jednocześnie skomplikowany i złożony system, który bardzo przypomina magiczną strukturę z jego "dorosłych" epickich serii fantasy. Nie dajcie się zwieść temu, że są to książki dla młodszych czytelników i pewnie Sanderson nie włożył w nie tyle pracy, co w resztę uniwersum, które stworzył. System magiczny w Alcatrazie to cały Brandon Sanderson - dopracowany, precyzyjny i ciekawy. Mroczny talent, wyjątkowość klanu Smedrych pod względem otrzymywania talentów, sposób działania kryształów rycerzy Krystalii to wątki, które kryją w sobie bardzo oryginalne i przemyślane pomysły, choć początkowo sądziłam, że to po prostu nieuporządkowana bujna wyobraźnia autora. Okazuje się jednak, że to wszystko ma głębszy sens. "Zakon Rozbitej Soczewki" jest to tom, w którym czytelnik otrzymuje więcej odpowiedzi dotyczących głównej historii, gdzie ujawnione są pewne sekrety i gdzie wszystko zaczyna się powoli układać w spójną całość. Powoli odkrywamy historię rodziców Alcatraza, poznajemy wszystkie odłamy sekty Bibliotekarzy i sposoby ich działania, odkrywamy, że Alcatraz nie jest po prostu jednym ze Smedrych - on jest wyjątkowy. A talenty klanu Smedry są po prostu genialne! Przyzwyczaiłam się już do spóźniania, gubienia się, niszczenia wszystkiego, do wyglądania koszmarnie rano, a nawet do bycia okropnie złym tancerzem (to naprawdę pomocny talent!), ale jak może pomóc bycie kiepskim w matematyce? Może się przydać, ale może też ogromnie zaszkodzić... Tego talentu należy używać z wielką rozwagą!


          Krótka forma książek z serii ma zarazem wady, jak i zalety. Z jednej strony wielka szkoda, że historia kończy się tak szybko, lecz z drugiej - przynajmniej jest na co wyczekiwać, gdyż taka ilość stron na pewno nie spowoduje że będziemy się nudzić i przewracać kartki bez zainteresowania, lecz sprawi, że ciągle będzie nam mało. Tak jest zawsze, gdy czyta się o rodzinie Smedrych i ich zwariowanych przygodach. Po drugie - książkę można przeczytać w całości w jeden wieczór i nie trzeba zostawiać ulubionych bohaterów na później. Choć niestety nadal trzeba czekać na kolejne tomy... Książka wciąż była utrzymana w formie prześmiewczej, ironicznej i sarkastycznej, lecz czuć było trochę więcej powagi, niż wcześniej. Czuję, że autor chciał, żebyśmy nie tylko dobrze się bawili w trakcie jej czytania, ale być może ukrył w niej jakieś ważne przesłanie. Jednak odpowiedź na to pytanie znajdę dopiero w ostatnim tomie. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          "Zakon Rozbitej Soczewki" to niestety przedostatni tom z serii. Już tylko "Mroczny talent" pozostał do wyjaśnienia wszystkich najważniejszych wątków i do zakończenia historii klanu Smedrych. Z jednej strony jestem go bardzo ciekawa, lecz z drugiej... po prostu nie chcę, żeby ta seria się kończyła!

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida        Kości Skryby        Rycerze Krystalii        Zakon Rozbitej Soczewki

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

wtorek, 7 listopada 2017

252# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Rycerze Krystalii - Brandon Sanderson

"Może zauważyliście, że bohaterowie książek rzadko muszą chodzić do ubikacji. Ma to kilka powodów. Wiele książek - w przeciwieństwie do tej - po prostu opowiada nieprawdę, a każdy wie, że postacie fikcyjne mogą wytrzymać, ile tylko trzeba. Po prostu czekają na skorzystanie z toalety, aż książka się skończy."




Tytuł: Rycerze Krystalii
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 3
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 312
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Twórczość Brandona Sandersona poznałam dopiero kilka miesięcy temu za sprawą serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze". Pomimo, że są to prawdopodobnie książki dla dzieci i młodzieży, całkowicie mnie one pochłonęły i nie mogłam się doczekać kontynuacji, aby ponownie odprężyć się i uśmiać przy tej lekturze.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Życie 13-letniego Alcatraza (nazwy obiektów więziennych zostały nadane na cześć najznamienitszych mieszkańców Wolnych Królestw, Ciszlandycy chcieli zrobić im w ten sposób na złość...) Smedry'ego diametralnie się zmieniło, gdy kilka miesięcy temu do jego drzwi zapukał nieznany staruszek, który oznajmił, że jest jego dziadkiem, a chłopiec pochodzi z bardzo znanego, arystokratycznego rodu zamieszkującego Wolne Królestwa, w Nalhalli. Alcatraz, który całe życie psuł wszystko w około dowiaduje się, że jest to jeden z najlepszych talentów w jego rodzinie i tak naprawdę większość mu go zazdrości. Wraz z przyjaciółką Bastylią, Rycerzem Krystalii (teraz już tylko Giermkiem), kuzynką Australią, dziadkiem i kilkoma innymi osobami, po pogoni za Piaskiem Raszida i starciem z kustoszami z Biblioteki Aleksandryjskiej (przypominam: Bibliotekarze to największe zło świata!) w końcu docierają do ojczyzny, aby uratować jedno z królestw - Mokkię, pomóc Bastylii w odzyskaniu statusu Rycerza i ... udzielić ślubu! 

          Śledzenie przygód młodego Alcatraza jest dla mnie niebywałą rozrywką. Już po raz trzeci śmiałam się do rozpuku z jego nietuzinkowych dowcipów, których często nikt z jego otoczenia nie rozumiał oraz z wielkim zapałem śledziłam jego przygody! Poczucie humoru Sandersona i jego przedziwna wyobraźnia zdecydowanie trafiają w mój gust. Bohater w tej części trochę zmienił sposób, w jaki stara się nam zakomunikować, że tak naprawdę jest wrednym i kłamliwym chłopcem. Stwierdził, że gdy mówił o tym otwarcie, czytelnicy mu nie wierzyli i tylko współczuli, że biedak ma tak niską samoocenę. Wymyślił więc, że będzie się przechwalał tak mocno, że każdy czytając to, będzie miał go dosyć i uwierzy w to, co mówił o sobie od samego początku. Mi jednak nadal trudno w to uwierzyć, bo Alcatraz to wręcz wzór cnót, to taki miły i spokojny dzieciak... No cóż, zobaczymy jaki będzie dalej, bo chyba te opowieści o własnej wredocie i kłamliwości nie są wyssane z palca. Chyba że faktycznie jest dobrym kłamcą, więc wtedy to nie byłaby prawda. Hm... ale czy na pewno? Pomimo odnalezienia rodziny, której tak naprawdę nigdy nie miał, nie można nazwać go szczęściarzem. Niestety, jego matka jest Bibliotekarką (uhh...) i to jedną z najgorszych, a ojciec... no cóż, trochę mało się nim interesuje. Dlatego też czytelnicy uważają, że zasługuje na współczucie, choć on konsekwentnie stara się nas przekonać, że mu się ono nie należy. 


Po trzech książkach jestem zdumiona, że ta seria wciąż może sprawić, że będę się śmiać tak, jak podczas lektury "Piasku Raszida". A może jednak nie powinnam być tym zszokowana, ponieważ nigdy nie należy lekceważyć sprytu Brandona Sandersona... Główna postać, trzynastoletni chłopiec jest wciąż niezwykle przebiegły (np. zmieniając sposób przekazania nam, jak bardzo jest wredny) i sarkastyczny (humor, którego nikt nie rozumie), ale w każdej kolejnej odsłonie wymyśla nowe sposoby, aby nadal nas rozbawiać i zainteresować. Dzięki temu, że książki z tej serii napisał Sanderson, są one bardzo nieprzewidywalne, ponieważ narrator ma niebywały styl opowiadania, a podczas czytania ostatnich stron zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak wszystko się ułożyło. Nie mówiąc już o niezwykłej wyobraźni autora dotyczącej nadawania postaciom talentów, np. talent do bycia okropnym tancerzem... Serio?
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Nie radzę wam zaczynać tej serii od trzeciego tomu, bo po pierwsze: czeka was wykład autora dotyczący osób, które omijają dwie pierwsze części, a po drugie: będziecie ciągle przez niego wyśmiewani. Uwierzcie mi, przez całą książkę. Chyba nie warto, prawda? Lepiej przeczytać "Piasek Raszida" tj. pierwszą część autobiograficznej serii o Alcatrazie Smedry'm, chwilę później (dosłownie chwilę!), "Kości skryby" i ostatecznie "Rycerzy Krystalii". No i później to trzeba czekać na ciąg dalszy...

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                    Kości Skryby                   Rycerze Krystalii

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

wtorek, 24 października 2017

249# Młody świat -Chris Weitz






Tytuł: Młody świat
Autor: Chris Weitz (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Młody świat, tom 1
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 360
Forma: własna
Moja ocena - 7/10

WSTĘPNIE...

           Chris Weitz jest znanym reżyserem oraz scenarzystą takich filmów jak np. "Łotr 1. Gwiezdne wojny", "Kopciuszek", "Złoty kompas", czy też "Był sobie chłopiec". Dopóki nie przeczytałam tego na okładce "Młodego świata", nie wiedziałam o tym. Jednak oprócz pisania scenariuszy, zapragnął dodatkowo stać się autorem książek. "Młody świat" to pierwszy tom trylogii o tej samej nazwie z gatunku sci-fi dla młodzieży. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
"Młody świat" ukazuje wizję po Apokalipsie oczami nastolatków, których organizmy jako jedyne potrafiły przeciwstawić się nieznanemu wirusowi atakującemu ludzkość. Niestety blisko 18-ego roku życia nawet oni nie uchronią się od choroby - ma to związek z jakimś hormonem, który w tym wieku się stabilizuje i tym samym organizm staje się podatny na wirusa. Świat jest ogarnięty chaosem, brakuje prądu, żywności, wody, społeczeństwo podzieliło się na grupy, w których łatwiej jest żyć. Niestety jedna z nich, zwana Uptownersami, której członkowie charakteryzują się wielkim okrucieństwem i brakiem litości zaczyna sprawować kontrolę i władzę autorytarną, co jest niebezpieczne dla pozostałych osób. Głównymi bohaterami są Jefferson oraz Donna, dwie rożne od siebie osoby. Jefferson skrycie kocha się w Donnie, ona niestety traktuje go jak przyjaciela. Wraz z kilkoma innymi nastolatkami m.in. Mózgowcem, Szyfon oraz Peterem podejmują się wręcz samobójczej misji przedostania się poza Nowy Jork w poszukiwaniu leku na wirusa...

         Słownictwo zawarte w tej książce jest typowe dla nastolatków, którzy zresztą są tutaj narratorami pierwszoosobowymi. Nic więc dziwnego, że ich myśli, odczucia i dialogi z innymi nastolatkami (bo przecież tylko ta grupa wiekowa przeżyła) są napisane w typowo młodzieżowym stylu. Jednak można wyczuć znaczną różnicę pomiędzy narracją głównego bohatera, a głównej bohaterki. Jeff ma więcej kultury, jest poważniejszy, jego słownictwo jest bardziej wyszukane i to znajduje odzwierciedlenie w jego opisach sytuacji, natomiast Donna jest bardziej szalona, żywiołowa i "młodzieżowa". Koncepcja apokalipsy dla nastolatków jest podobna do tej w serii "Gone", gdzie również tylko młodzież została przy życiu. Tak i tutaj, gdy zabrakło dorosłych zabrakło również znanych i obowiązujących wszystkim reguł. Pozostali przy życiu nie mają niczego do stracenia, przez co są brutalni i niczego się nie boją. Światem zaczęła rządzić przemoc - kto silniejszy, ten dłużej wytrwa. Pozbawieni kontroli i opieki młodzi ludzie muszą poradzić sobie z głodem, ciągłą walką o przetrwanie oraz zwykłymi, nastoletnimi problemami, które przecież nie zniknęły wraz z pojawieniem się Apokalipsy, ewentualnie trochę straciły na ważności. Nadal chcą być kochani, ładnie wyglądać, podobać się innym. Historia jest pełna akcji i przygody. Duży plus za dynamiczność, fabuła ciągle biegnie do przodu i nie zwalnia. Jednak najciekawszym momentem okazała się końcówka, która mnie mocno zaintrygowała... Ciekawe, czy historia doczeka się ekranizacji?

PODSUMOWUJĄC...
          
         "Młody Świat" stanowi dobry początek dla dłuższej post-apokaliptycznej historii z nastolatkami w rolach głównych, to ekscytująca opowieść o świecie bez dorosłych, a rozmowy i ogólny nastoletni sposób wyrażania się są wiarygodne i realne. Ta książka porusza również wiele wciąż aktualnych kwestii, takich jak homofobia, czy rasizm. Może nie jest wyjątkowo oryginalna, czy nie pokazuje niczego nowego, jednak dla fanów dystopii, czy antyutopii jest to pozycja obowiązkowa.



czwartek, 8 czerwca 2017

233# Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości Skryby - Brandon Sanderson

"Biblioteka Aleksandryjska to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w Ciszlandach, lordzie Smedry - ciągnęła Draulin. - Większość zwyczajnych Bibliotekarzy jedynie zabije cię lub uwięzi. Kustosze z Aleksandrii jednak odbiorą ci duszę."





Tytuł: Kości Skryby
Autor: Brandon Sanderson (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Alcatraz kontra Bibliotekarze, tom 2
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 320
Forma: własna
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...

         Pierwszy tom z serii o Alcatrazie Smedrym pt. "Piasek Raszida" tak mnie zachwycił i wciągnął, że przeczytałam go w jeden dzień nie mogąc oderwać się od przygód 13-letniego chłopca. Na szczęście dostałam możliwość przeczytania dalszych jego losów w kontynuacji pt. "Kości Skryby". 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Życie Alcatraza Smedry'ego uległo diametralnej zmianie przed trzema miesiącami, gdy na progu jego domu pojawił się dziadek Smedry, którego do tej pory chłopiec nie znał. Wówczas dowiedział się, że żyje w kraju pod panowaniem złych Bibliotekarzy, którzy mamią umysły ludzi, a tak naprawdę urodził się w jednym z Wolnych Królestw - w Nalhalli, gdzie Bibliotekarze jeszcze nie dotarli. Jego umiejętność psucia wszystkiego w około okazała się być bardzo wyjątkowym darem, a nie utrapieniem, jak zawsze myślał. Teraz razem z przyjaciółką Bastylią udają się do Biblioteki Aleksandryjskiej, którą władają jedni z najgorszych kustoszy na świecie, aby pomóc dziadkowi oraz ojcu, którego Alcatraz jeszcze do niedawna uważał za zmarłego...

          Największą zaletą tej powieści jest narracja. Pierwszoosobowe relacjonowanie wydarzeń zawsze wyzwala więcej emocji w czytelniku, gdyż łatwiej jest się wczuć w myśli narratora, jednak Sanderson wyprowadził narrację pierwszoosobową na całkiem inny poziom. Alcatraz jest zabawny, mimo że wszystko mówi na poważnie, ma ogromny dystans do siebie, gdyż uważa, że wcale nie jest miłym chłopcem, lecz na każdym kroku kłamie i oszukuje i najlepiej w nic mu nie wierzyć. Jego utrapieniem od zawsze było psucie wszystkiego, jednak w jego świecie jest to ogromny talent. Choć jeszcze ciekawszym wydaje się umiejętność... spóźniania się. Chyba dobrze jest się spóźnić na kulkę z pistoletu zmierzającą w naszym kierunku, prawda? Taki własnie dar otrzymał dziadek Alcatraza, dzięki któremu uniknął wielu ran oraz oszukał śmierć wielokrotnie. Starszy pan Smedry to w ogóle jedna z ciekawszych postaci w książce. W tej części jednak poznajemy wielu nowych bohaterów, fabuła idzie do przodu i cała historia, również ta związana z pochodzeniem głównego bohatera, zaczyna nabierać konkretnych kształtów. 


Poczucie humoru w Alcatrazie jest bardzo dziwaczne i oryginalne. Ta historia nie byłaby aż taka ciekawa, gdyby nie główny bohater. Sanderson wyraźnie nie powstrzymuje niczego, co stworzy się w jego głowie jeśli chodzi o ten 
szczególny styl humoru. Brandon ma niesamowitą wyobraźnię, on bawi się pisaniem. Mam wrażenie, że pisał co mu ślina na język przyniosła, nie zastanawiając się długo nad treścią, co jednak dało zdumiewające efekty. Bardzo dobrze jest się czasem oderwać od trudnych książek i sięgnąć po twórczość tak wielkiego pisarza i śmiać się do rozpuku podczas kilkugodzinnej lektury. Nie mam pojęcia, jakie odczucia mają dzieci po przeczytaniu tej książki, jednak ja, jako dorosła osoba ubawiłam się niezmiernie. I jak małe dziecko ekscytowałam się czytając opisy tych wszystkich magicznych przedmiotów, np. soczewek okulatora, samolotu w kształcie smoka, pragnąc takie posiadać na własność...
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Nie czytajcie tej serii od drugiej części, bo to bardzo nie spodobałoby się Brandonowi Sandersonowi (a właściwie Alcatrazowi Smedry'emu, który przecież pisze pod pseudonimem). Polecam zacząć od pierwszego tomu, aby nie ominęła was dobra zabawa z prozą Sandersona oraz żeby mu nie podpaść... Bo pisarze to podobno lubią znęcać się nad czytelnikami! 

Alcatraz kontra Bibliotekarze

Piasek Raszida                                      Kości Skryby

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

wtorek, 18 kwietnia 2017

228# Fobos, tom 1 - Victor Dixen

"Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie; żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś."



Tytuł: Fobos, tom 1
Autor: Victor Dixen (pochodzenie: Francja)
Seria: Fobos, tom 1
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 456
Forma: e-book
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...
          Czasem mam wielką ochotę na przeczytanie książki o nastolatkach, mimo że nastolatką już nie jestem. Jednak lubię czytać o pierwszych miłościach, zwłaszcza w dystopijnych klimatach, bo jest to zapowiedź możliwej przyszłości. Książka o reality show na Marsie okazała się idealną kandydatką na moją zachciankę!

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Podbój kosmosu wchodzi w nową erę. Nie wystarczył już krok człowieka na Księżycu, trzeba podbić planetę Mars! NASA już nie istnieje, a prym wiedzie prywatne przedsiębiorstwo Atlas Capital, które wydało mnóstwo pieniędzy, aby rozpocząć program kolonizacji Marsa o nazwie "Genesis". Uczestnikami jest dwanaścioro nastolatków, sześć dziewcząt oraz sześciu chłopaków, którzy w trakcie lotu przez około 5 miesięcy będą się stopniowo poznawać podczas krótkich randek, a w momencie wylądowania na Czerwonej Planecie będą już tworzyć sześć par i aby przypieczętować związki, wezmą ślub z wybraną połówką. Główną bohaterką jest Léonor, osiemnastoletnia dziewczyna pochodząca z Francji, dla której wyprawa na Marsa była szansą rozpoczęcia nowego, lepszego życia z dala od ziemskich problemów. Léonor została porzucona przez własną matkę, następnie w bardzo młodym wieku musiała zacząć pracować na własne utrzymanie. Czuje, że Ziemia nie dała jej nic dobrego, dlatego zmiana otoczenia da jej wielką szansę. Jednak przed samym startem nabiera wątpliwości i czuje, że nie powinna wsiadać na statek kosmiczny. Z czasem okazuje się, że powinna posłuchać głosu rozsądku...

          Reality show wszyscy kochają, prawda? To dlaczego by nie zrobić takiego na Marsie? Pomyślcie sobie, jaka by była oglądalność takiego programu! Po przeczytaniu zasad programu "Genesis" od razu wiedziałam, że to się po prostu nie może udać! Dobrze, sześć dziewcząt oraz sześciu chłopców faktycznie może stworzyć sześć związków, ale to logiczne, że nie dobiorą się w pary w taki sposób, aby nikt na tym nie ucierpiał. To zapowiadało dużo konfliktów i dużo ciekawych wątków. Bohaterowie są różnej narodowości, co jest wielkim plusem, bo lubię, gdy spotykają się osoby z różnych kultur i wnoszą coś nowego od siebie. Podobało mi się to, że fabuła była prowadzona dwutorowo. Narracja pierwszoosobowa prowadzona przez Léonor przybliżała nam jej uczucia i emocje w związku ze wszystkimi ważnymi wydarzeniami oraz pokazywała, co się dzieje z innymi uczestnikami. Ale była również narracja trzecioosobowa, dzięki której dowiedzieliśmy się więcej o osobach odpowiedzialnych za projekt oraz o samym przedsięwzięciu, które okazało się jednym, wielkim kłamstwem. To zdecydowanie zaostrzało apetyt, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co poszło nie tak i jak zostanie rozwiązana sprawa, gdy projekt się zakończy... Bo przecież telewidzom oraz uczestnikom mówiono, że co kilka lat będą wysyłani nowi ludzie, prawda? Ale nie tylko tego dowiadujemy się z tych trzecioosobowych narracji. Jednym z ciekawszych wątków jest poszukiwanie przez Andrew, syna jednego z mężczyzn zaangażowanego w projekt "Genesis", a który został zamordowany przez chęć ujawnienia najbardziej strzeżonej tajemnicy projektu, odpowiedzi na pytanie, dlaczego ojciec nie chciał, aby spełniło się największe marzenie jego syna tzn. wyprawa na Marsa i udział w projekcie. Andrew oczywiście nie ma pojęcia o ukrytej "wadzie" w planie zaludnienia Czerwonej Planety. Jest to wątek, który śledziłam najchętniej, oczywiście zaraz po randkach uczestników! Było ich sporo, bo przecież nastolatków jest aż 12, więc aby wszyscy mieli się poznać trzeba dużo tych randek przeprowadzić. Niektóre były bardzo nieudane, a na innych iskrzyło niesamowicie, jednak każda z nich była ciekawa, bo odkrywała tajemnice jednego z uczestników, a okazuje się, że każdy z nich jakąś ma i to nie błahą. Bohaterowie bardzo mnie zaintrygowali i zaciekawili i z niecierpliwością czekałam na kolejne randki, aby dowiedzieć się czegoś nowego o jednej z dziewcząt lub jednym z chłopców. 

          Pierwszy tom serii "Fobos" łączy wiele cech typowych dla sci-fi dla młodzieży, ale równocześnie główna fabuła jest jak najbardziej oryginalna. Uczestnicy przeżywają miłości i rozczarowania, jak to w świecie nastolatków bywa, jednak dzieje się to w niezwykłym miejscu - na statku kosmicznym zmierzającym w kierunku Marsa... A w tle dodatkowo rozgrywa się wielka intryga, która na pewno spowoduje dużo zamieszania w kolejnych tomach... Brzmi intrygująco? Bo tak jest!

sobota, 8 kwietnia 2017

226# 13 powodów - Jay Asher

"Nikt nie wie ze stuprocentową pewnością, w jakim stopniu jego postępowanie odbija się na życiu innych. Bardzo często nie mamy choćby bladego pojęcia. Mimo to robimy, co nam się żywnie podoba."




Tytuł: 13 powodów
Autor: Jay Asher (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 272
Forma: e-book
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

          Bardzo dawno nie czytałam literatury młodzieżowej, a zwłaszcza takiej, która porusza znacznie poważniejsze problemy niż np. nastoletnie miłości. Na "13 powodów" zdecydowałam się przede wszystkim za sprawą serialu, który premierę miał bardzo niedawno i został nakręcony na podstawie powieści, a którego zwiastun bardzo mnie zaintrygował. Z reguły najpierw czytam książkę, a później oglądam ekranizację, dlatego i tym razem tak zrobiłam. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          
Clay Jensen to spokojny licealista, którego życie pewnego dnia diametralnie się odmienia. Jego koleżanka ze szkoły - Hannah popełnia samobójstwo, a wszyscy w około zastanawiają się, jaki był tego powód. Dwa tygodnie po tym wydarzeniu, Clay znajduje pod domem paczkę zaadresowaną na jego nazwisko. W środku znajduje siedem kaset, ponumerowanych od 1 do 13. Zdezorientowany włącza pierwszą z nich, a narratorką okazuje się być Hannah, która wyjaśnia, że istnieje trzynaście powodów przez które popełniła samobójstwo, a Clay jest jednym z nich i aby dowiedzieć się reszty musi po kolei słuchać kaset oraz podążać w miejsca zaznaczone przez nią na mapie, którą Clay dostał kilka dni wcześniej. Następnie musi odesłać kasety kolejnej osobie, która jest po nim na "liście". Chłopak wędrując po mieście ze słuchawkami na uszach i stopniowo odkrywa tajemnice, które skrywała jego przyjaciółka, jak i otaczający ich ludzie...

          Książka jest krótka, liczy sobie niespełna 300 stron i zdecydowanie można ją przeczytać w jeden dzień. I tak też zrobiłam, bo nie mogłam odpuścić sobie poznania tej historii od razu. Nie liczy się ilość stron, ale siła oddziaływania tej historii, która zdecydowanie daje do myślenia. Pokazuje jak ciężkie jest życie w dzisiejszych czasach nie tylko po osiągnięciu dorosłości, gdy trzeba przejmować się pracą, czy pieniędzmi, ale dużo wcześniej, jeszcze w liceum. Książka pokazuje, że życie w szkole z rówieśnikami potrafi być trudne, jak ciężko jest się przystosować do nowego środowiska i zostać zaakceptowanym. Jak wiele szkód może wyrządzić plotka, przekazywana przez zazdrość, złość, czy po prostu przez zabawę. Trzeba pamiętać o tym, że wszystko co zrobimy lub powiemy może wpłynąć na inną osobę w taki sposób, jakiego byśmy się nigdy nie spodziewali, bo każdy ma inną wrażliwość i co innego powoduje u tej osoby smutek, przygnębienie, złość. Nigdy nie wiadomo, co kogo może zranić. Bardzo podobała mi się forma, dzięki której została nam przedstawiona historia Hannah. Wiadomość na kasetach, które zostały wysłane dopiero po śmierci to naprawdę trafiony sposób przekazania informacji. Dobrze, że autorka nie wykorzystała pamiętnika, czy wspomnień innych osób, ale postawiła na nowy pomysł. Jest to oryginalne, świeże i sprawiło, że śledzenie fabuły stało się jeszcze bardziej interesujące. 

          Literatura opowiadająca o samobójcach porusza bardzo trudną tematykę. Bo co się mogło się wydarzyć w życiu tej osoby, która stwierdziła, że lepiej umrzeć niż poradzić sobie z problemami? Że nie warto żyć? "13 powodów" porusza ten problem, a osobą która zdecydowała się na ten ostateczny krok jest przecież bardzo młoda dziewczyna. Zakończenie nie jest happy-endem, bo tutaj takiego być nie mogło. Dobitnie pokazuje, że mimo poznania przez głównego bohatera powodów desperacji jego przyjaciółki, on już nic nie może z tym zrobić, nie może zapobiec tragicznym wydarzeniom, które niestety już miały miejsce. Może tylko przyjąć nauczkę i lekcję na przyszłość... Tę powieść powinni przeczytać wszyscy, bez wyjątków. Każdy powinien uświadomić sobie, jak wielką siłę mają nieprzemyślane słowa i czyny, które mogą dogłębnie zranić drugą osobę, a z pozoru niewinna plotka może zniszczyć życie i to dosłownie. Opowieść ta jest tragiczna, przejmująca i pełna bólu, ale jakże prawdziwa. Hannah nie ma depresji, nie ma myśli samobójczych od samego początku, ale lawina różnych zdarzeń sprawia, że problem staje się ogromny i jest nie do udźwignięcia dla dziewczyny. Czytelnicy mogą nie rozumieć jej powodów, bo osobno nie wydają się aż tak straszne, ale razem? Gdy połączy się wszystko, co spotkało Hannah można stwierdzić, że została osaczona przez ludzi, których spotyka na co dzień. Można stwierdzić, że nikt nie przejmuje się tym, co ona czuje. Stwierdziła, że nigdzie nie może się czuć bezpieczna, ani w szkole, ani w domu, czyli w miejscach, w których przebywa ciągle. Moim zdaniem nie można oceniać jej zachowania, dlatego że każdy inaczej postrzega różne sytuacje i inne są odczucia na różne tematy. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Było mi strasznie smutno, gdy Clay w końcu doszedł do swojej części i tak strasznie chciałam, żeby na koniec okazało się, że to jednak nie była prawda i Hannah nie zabiła się, ale chciała zobaczyć, jaka będzie reakcja osób na jej kasety, ale niestety... Zdecydowanie polecam książkę, jak i serial na jej podstawie, bo obydwie te formy wzbudziły we mnie mnóstwo emocji. Ekranizacja jest świetnym dopełnieniem książki, bo pokazuje trochę więcej niż powieść.

sobota, 7 maja 2016

169# Niebezpieczne kłamstwa - Becca Fitzpatrick (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)



Tytuł: Niebezpieczne kłamstwa
Autor: Becca Fitzpatrick (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:  maj 2016
ISBN: 9788375153576
Liczba stron: 424
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10

 
WSTĘPNIE...

        To moja pierwsza książka Becci Fitzpatrick, mimo że o niej już wcześniej słyszałam. Raczej mało osób uznających siebie za fanów fantastyki nie słyszało o słynnej serii "Szeptem". Mam ją w planach, jednak gdy w oko wpadła mi książka "Niebezpieczne kłamstwa", to ją zapragnęłam przeczytać.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Stella, niespełna osiemnastolatka mieszka w małym mieście Thunder Basin w stanie Nebraska. Może wszystko byłoby w porządku, gdyby faktycznie miała na imię Stella i faktycznie Thunder Basin było jej domem. Ale nie jest. Bohaterka tęskni za dawnym życiem, za domem, przyjaciółmi, a zwłaszcza za ukochanym chłopakiem, którego zmuszona była zostawić w dawnym życiu. Stella bowiem jest objęta programem ochrony świadków po tym, jak znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Z wielkiego miasta przenosi się do małej mieściny, gdzie ludzie chodzą w kowbojkach i noszą dżinsowe koszule. Nie jest przyzwyczajona do ciszy, która ją otacza, brakuje jej gwaru Filadelfii. Buntuje się przeciwko temu, co ją spotyka i przysparza swojej opiekunce Carmen, dawnej policjantce, wiele zmartwień. Ale spotyka również Cheta, miejscowego chłopaka, z którym szybko się zaprzyjaźnia... Czy Stella może czuć się bezpiecznie w nowym miejscu? Czas pokaże...
Książka zaczyna się każda jedna opowieść o nastolatkach. Romantyczne chwile w objęciach ukochanego, który jest "tym jedynym". Jednak dosłownie po chwili fabuła zaczyna płynąć w całkowicie innym kierunku, niż przypuszczałam. Myślałam, że główni bohaterowie wybrali się na potajemną schadzkę, którą oczywiście ukryli przed rodzicami i zaraz zostaną przez nich przyłapani i rozdzieleni. A tu bum, stało się coś zgoła innego. Okazuje się, że to nie miało być takie rozstanie, o jakim myślałam.

          Bardzo rzadko czytam powieści dla młodzieży, jednak jak już się za taką zabieram zazwyczaj naprawdę mnie zaskakuje. Może dlatego, że sięgam po tzw. Young Adult, które charakteryzuje się tym, że nastoletni bohaterowie mają większe problemy niż tylko miłosne, czy szkolne. Fabuła "Niebezpiecznych kłamstw" naprawdę mnie pozytywnie zaskoczyła wątkiem nie tylko miłosnym, ale również kryminalnym. Duża część powieści opowiada o próbach przystosowania się Stelli do nowych warunków życia. To taka obyczajówka, trochę w stylu perypetii Zoe Hart z Hart of Dixie, tylko że dla młodzieży. A opis Cheta od razu skojarzył mi się z Wade'm Kinsellą! O dziwno byłam bardzo ciekawa z kim w końcu będzie Stella - czy wróci do swojego dawnego życia i idealnego chłopaka Reeda, czy jednak na stałe zagości w Nebrasce i będzie z Chetem. Ja po prostu uwielbiam historie miłosne, a zwłaszcza tak niewinne, zaczynające się od flirtu. A Chet wydawał się taki słodki, że kibicowałam właśnie jemu. Jednak gdy już przyzwyczaiłam się do sielankowego prowadzenia fabuły, autorka brutalnie przypomniała mi o czym jest ta książka. Stella przecież nie przyjechała do Thunder Basin na wakacje, tylko po to, aby ukryć się przed osobami, które zrobią wszystko, aby się jej pozbyć. Nie jest to zatem klasyczna powieść dla nastolatków i naprawdę można to odczuć. Autorka świetnie buduje atmosferę zwykłej codzienności żeby uśpić czujność czytelnika, a potem wylewa na niego kubeł zimnej wody i sprowadza go do okrutnej rzeczywistości. Ciekawe są również wątki poboczne, które ubarwiają całą opowieść np. wątek wnuka Carminy, czy też rodziców Cheta. Akcja zdecydowanie nabiera tempa pod koniec i wtedy już po prostu nie można się oderwać od książki. Ostatnie 100 stron przeczytałam bez żadnego oderwania się od lektury. A to już o czymś świadczy. 
        
PODSUMOWUJĄC...

          
Historia przedstawiona przez Becce Fitzpatric wywołuje wiele emocji. Jest słodko-gorzką opowieścią o wchodzącej w dorosłe życie nastolatce, która musiała przejść przez piekło, przez które żaden człowiek nie powinien był przechodzić. Cieszę się, że dałam autorce szansę i już rozglądam się za innymi owocami jej twórczości.



piątek, 22 kwietnia 2016

168# Zawsze stanę przy Tobie - Gayle Forman




Tytuł: Zawsze stanę przy Tobie
Autor: Gayle Forman (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Data wydania:  kwiecień 2016
ISBN: 9788310130167
Liczba stron: 272
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 7+/10

 
WSTĘPNIE...

        To już moje szóste spotkanie z autorką, co jest naprawdę fenomenem w moim przypadku, gdyż ja praktycznie wcale nie czytam powieści dla młodzieży. Ale jak już wspominałam w kilku moich recenzjach, Gayle Forman stanowi tutaj wyjątek. Żadna z jej dotychczasowych powieści mnie nie zawiodła.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           Brit to tzw trudna nastolatka. Po odejściu swojej matki stała się buntowniczką z fioletowymi włosami, grającą w zespole punk rockowym. Nienawidzi swojej macochy, która niejako zajęła miejsce jej wspaniałej i zwariowanej mamy. Jest to typowa nastolatka z charakterkiem, która daje popalić swoim opiekunom. A przynajmniej tak ją widzą jej ojciec i macocha. Pewnego dnia zła macocha postanawia rozwiązać jakoś problem w postaci krnąbrnej pasierbicy i wraz z ojcem Brit wysyła ją do specjalnego ośrodka terapeutycznego dla trudnej młodzieży. Początkowo Brit jest załamana i jeszcze bardziej sfrustrowana, niż zwykle. Lecz po jakimś czasie w ośrodku odnajduje bratnie dusze - cztery dziewczyny i pobyt okazuje się być faktycznie terapeutyczny. Ale nie za sprawą pracowników ośrodka, którym do udzielania pomocy bardzo daleko... Brit dowiaduje się również, że to nie znienawidzona macocha, ale jej ojciec umieścił ją w tym okropnym ośrodku. Ale dlaczego?


          Z jednej strony mamy czas teraźniejszy i wydarzenia, które aktualnie mają miejsce w ośrodku, a z drugiej strony przeszłość i wspomnienia głównej bohaterki. Szczerze mówiąc bardziej czekałam na te wspomnienia, bo byłam bardzo ciekawa, co się stało, że Brit tak bardzo się zmieniła i co tak naprawdę stało się z jej mamą. Książka jest całkowicie inna niż wcześniejsze. W pozostałych, które czytałam historia miłosna nastolatków była właściwie głównym wątkiem. Tutaj również on niejako występuje, jednak o wiele ważniejszym jest wątek przyjaźni pomiędzy dziewczynami i tworzącej się więzi w trudnych warunkach i sytuacji życiowej.
Ta książka jest w dużej mierze o złości i wkurzyła nawet mnie. Rodzice powinni mieć więcej zaufania do swoich dzieci, chociaż do tego co mówią. Mogli przynajmniej sprawdzić, czy przypadkiem ich dziecko nie ma racji, a nie od razu założyć, że kłamie.


        
PODSUMOWUJĄC...

          Tak krótka powieść daje szereg niezapomnianych bohaterów i ich relacji. Jest to poruszająca opowieść o koleżeńskiej więzi, zaufaniu, nadziei i wiary w siebie. Gayle Forman ma ma talent w równoważeniu historii, nie pozwalając by stała się przytłaczająco tragiczna, jednocześnie obejmując humor w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach.

 

sobota, 20 lutego 2016

165# Kamień i sól - Victoria Scott (recenzja premierowa)

"Udział w Piekielnym Wyścigu przypomina uzależnienie od narkotyków. Jeden mały krok prowadzi do następnego i zanim się zorientujesz, znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia. Nie masz pojęcia, jak to się stało, że twoje życie tak bardzo oddaliło się od tego, co było wcześniej."



Tytuł: Kamień i sól
Autor: Victoria Scott (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: IUVI
Seria: Ogień i woda, tom 2
Data wydania: luty 2016
Liczba stron: 365
Forma: własna
Moja ocena - 7/10


WSTĘPNIE...

         Do tej pory pamiętam, jak wydawnictwo IUVI zapowiadało pierwszą część serii Victorii Scott - "Ogień i woda" (recenzja). Spodobała mi się od razu, porównywałam ją trochę do "Igrzysk śmierci" i trochę do "Ryzykantów". Jest to typowa dystopia, skierowana raczej do młodzieży, jednak nie wyłącznie do nich, bo starszym fanom tego gatunku też powinna się spodobać. Teraz czas na dalsze etapy morderczego wyścigu o nagrodę, jaką jest życie ukochanej osoby...

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           "Kamień i sól" rozpoczyna się krótko po wydarzeniach opisanych w ostatnim rozdziale "Ognia i wody", w którym zakończył się etap zmagań na pustyni (a wcześniejszy miał miejsce w dżungli). Uczestnicy Piekielnego Wyścigu są już na półmetku, dwa mordercze etapy mają już za sobą, dwa wciąż przed nimi (tym razem na oceanie i w górach). W pierwszym tomie zginęło mnóstwo osób, w tym przyjaciele i wrogowie Telli, głównej bohaterki, która za wszelką cenę chce zdobyć lekarstwo na śmiertelną chorobę jej brata, a później raz na zawsze obalić Piekielny Wyścig wraz z innym uczestnikiem - Guyem, z którym zaczyna łączyć ją uczucie. Trzeci etap toczy się na oceanie, a uczestnicy muszą dopłynąć na łódkach do celu. Jednak Telli wydaje się to zbyt proste w porównaniu do poprzednich zmagań i spodziewa się komplikacji, które oczywiście nadchodzą...

           Druga część na szczęście trzyma poziom pierwszego tomu. Akcja nie zwalnia tempa, a organizatorzy wymyślają co rusz nowe zasady i wprowadzają zmiany w wyścigu. Są mili i uczynni, żeby za chwilę zrzucić na uczestników kolejne kłody pod nogi, z czego niektóre są faktycznie bardzo zatrważające np. Walki Pandor, które przeczytałam jedynie pobieżnie, bo było to okrutne... Plusem jest to, że pojawiają się kolejni uczestnicy, których Tella wcześniej nie poznała, co urozmaica nieco fabułę, bo opowiadają oni swoje historie i niekiedy nieco mieszają w fabule swoim zachowaniem i czynami. Lekkim minusem natomiast są niektóre rozterki głównej bohaterki, które są faktycznie trochę nastoletnie. Często zastanawia się, co mysli o niej Guy, czy nadaje się do wyścigu, czy trzeba ją ciągle ratować. I to bywało czasami nieco irytujące. Jeżeli sięgnięcie po serię Victorii Scott, lepiej przygotujcie się na szokujące zwroty akcji, i czasem makabryczne pomysły organizatorów wyścigu. Zaskoczenia na pewno nie zabraknie.
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Byłam pewna, że seria liczy tylko dwa tomy i że w drugim już wszystko się rozstrzygnie. A okazuje się, że na pewno będzie kolejna część bo zakończenie jest całkowicie otwarte. I bardzo dobrze, bo chętnie przeczytam o tym, jak Tella z kilkoma innymi osobami stara się zapobiec kolejnym wyścigom... Polecam! 

Seria Ogień i woda

Ogień i woda             Kamień i sól


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

środa, 16 września 2015

136# Ten jeden rok - Gayle Forman

"Prawda i jej przeciwieństwo to dwie strony tej samej monety."



Tytuł: Ten jeden rok
Autor: Gayle Forman (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Ten jeden dzień, tom 2
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Data wydania:  wrzesień 2015
ISBN: 9788310128812
Liczba stron: 375
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

     Powieść "Ten jeden dzień" urzekła mnie historią dwójki młodych ludzi, którzy spotykają się przez przypadek i są sobą zafascynowani. Historia zakończyła się w bardzo ciekawym momencie, więc byłam bardzo spragniona kontynuacji, a zwłaszcza powodów zachowania willema. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           Willem po wycieczce do Paryża, która zmieniła jego życie, wraca do rodzinnego kraju - Holandii po dwuletniej nieobecności. Oprócz straty pewnej dziewczyny zmaga się z jeszcze większym bólem - śmiercią ojca i kiepskim zachowaniem własnej matki, która sprzedała dom oraz łódź, które należały do jej męża. Jednak Willem nie potrafi długo usiedzieć w jednym miejscu i po raz kolejny wybiera się w podróż - najpierw do Meksyku śledząc trop raz spotkanej dziewczyny, a następnie do Indii, gdzie w końcu spotyka się z matką. Ich relacje nie należą do łatwych, gdyż matka nigdy nie okazała swoich uczuć względem syna. Jednak po pewnym czasie stają się sobie bliżsi. Jednak w jego głowie wciąż siedzi Lulu i chęć jej odnalezienia... Czy parze udało się spotkać ponownie? Choćby na jeden kolejny dzień?


          Obie części tej serii są fantastycznie skonstruowane. Początek zaczyna się od "Jednego dnia", kiedy to Allyson i Willem poznają się, spędzają ze sobą jedną magiczną i szaloną dobę, a następnie ich drogi się rozchodzą. Te wydarzenia znamy z perspektywy dziewczyny i dowiadujemy się, że Willem po prostu znika. Niestety dla bohaterki zaczyna się bardzo ciężki i smutny "Jeden rok" (nazwa drugiej części w tomie pierwszym). W tej powieści natomiast akcja zaczyna się również od "Jednego roku", ale tym razem z perspektywy Willema, który tak jak Lulu (czyt. Allyson) ma bardzo kiepski rok. I później znów rozpoczyna się "Jeden dzień"... Autorka wymyśliła to rewelacyjnie, gdyż powieści przeplatają się ze sobą. Gayle Forman pokazała jak bohaterowie spędzili osobno ten trudny dla nich rok, aby później móc znów przeżyć "Ten jeden dzień".

          Druga część według mnie jest lepsza od pierwszej, gdyż rok Willema jest po prostu ciekawszy niż Allyson. I wydaje mi się, że jednak jest on lepszym narratorem. W pierwszej części nie poznaliśmy go zbyt dobrze, ale na szczęście w tej mamy taką okazję. Historia właściwie jest zwykła i banalna - zupełnie przypadkowe spotkanie dwójki ludzi, jednak pisarka wybrnęła z tej opowieści bardzo dobrze. Stworzyła do niej ciekawe tła, którym są odwiedzane przez bohaterów kraje oraz wątki i bohaterowie poboczni. Główni bohaterowie to zwykli młodzi ludzie, a taka historia mogła spotkać każdego. Jednak spotkała ich - Willema i Allyson. I trzeba przyznać, że Wydawnictwo Nasza Księgarnia spisało się z okładkami. Amerykańska oryginalna wersja okładek jest o wiele gorsza, polskie wydanie jest naprawdę śliczne.
        
PODSUMOWUJĄC...

          To już czwarta powieść autorki, a ja nadal nie mam dosyć. Naprawdę nie przepadam za literaturą Young Adult, jednak Gayle Froman skutecznie mnie do niej przekonuje. Licze na kolejne powieści autorki wydane w Polsce. A Wam polecam zarówno serię "Ten jeden dzień" jak i "Zostań, jeśli kochasz".


Seria "Ten jeden dzień"
Ten jeden dzień               Ten jeden rok
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...