Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

106# Córka piekarza - Sarah McCoy

"Musimy przestać się bać cieni i uświadomić sobie, że świat składa się z odcieni szarości, że światła i ciemności. Nie ma jednego bez drugiego."



Tytuł: Córka piekarza
Autor: Sarah McCoy (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania:  październik 2014
Liczba stron: 424
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

       "Córka piekarza" to powieść wprost stworzona dla mnie. Nazistowskie Niemcy pod koniec wojny, niemiecka bohaterka i wielka tajemnica z nią związana, odkryta około 60 lat później... jest to idealne połączenie fabularne. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

         Elsie jest młodą, nieco naiwną dziewczyną mieszkającą w nazistowskich Niemczech pod koniec wojny. Propaganda w tamtym czasie niesamowicie prężnie działała i całe społeczeństwo było oszukiwane. Niemieckie kobiety były traktowane jak maszynki do rodzenia pięknych, koniecznie zdrowych aryjskich dzieci dla społeczeństwa III Rzeszy. Więc kiedy bohaterka poznaje Josefa, porządnego niemieckiego żołnierza pochodzącego z zamożniejszej rodziny niż ona, czyli tzw. dobrą partię, nie może odmówić mu małżeństwa. Reba jest dziennikarką, żyjącą w XXI wieku w Texasie, w El Paso. W planach ma napisanie artykułu dotyczącego Elsie, która od wielu lat prowadzi piekarnię. Reba początkowo traktuje to zadanie bardzo zdawkowo, chce je "odbębnić", ale historia staruszki okazuje się być o wiele ciekawsza, niż reporterka wcześniej zakładała. 


          Od książki nie można się oderwać. Rozdziały są dość krótkie, a wydarzenia non stop się przeplatają i nie wiadomo na jakim momencie najlepiej zakończyć czytanie. Zasada "jeszcze jeden rozdział" działa tutaj idealnie, bo gdy jeden się kończy, od razu chce się przejść do wydarzeń z teraźniejszości albo przeszłości, w zależności od czytanego aktualnie rozdziału. Bardzo smuci historia Hazel (siostry Elsie), która jest jedną ofiar polityki nazistowskiej, która nie jest związana bezpośrednio z rasizmem. Jednak "czystość krwi" niemieckiej przejawiała się również w inny sposób, nie tylko za pomocą zabijania niearyjczyków. Hazel przebywała w pewnym ośrodku, do którego wybierano piękne, zdrowie niemieckie kobiety, aby rodziły dzieci niemieckim obywatelom. I te dzieci nie należały do matki, lecz do Ojczyzny. Ale oczywiście tylko te silne i zdrowe, bo chorowitych Ojczyzna nie chciała. Więc co z nimi robiono? Po prostu je usuwano...

          Książka ukazuje różne oblicza ludzi, głównie Niemców podczas II wojny światowej. Wiele ludzi ma przeświadczenie, że Niemiec w tamtym czasie był po prostu złym człowiekiem, ale ci ludzie nie biorą pod uwagę tego, jak oni się czuli. Przecież nie można być odpowiedzialnym za to co robi i co zarządza władza. Niemieckie kobiety też przeżywały ciężkie chwile, gdy wysyłały swoich mężów, braci, czy synów na front. Czuły to samo co polskie, cze francuskie kobiety. Główna bohaterka jest postacią mającą swój rozum i nie jest tak ślepo zapatrzona w nazistów, jak powinna być. Jej "niezależność" jeszcze się pogłębia, gdy spotyka małego, żydowskiego chłopca i postanawia mu pomóc, choć nie bez oporu.


PODSUMOWUJĄC...

          Jednak końcówka nieco mnie rozczarowała, bo spodziewałam się jakiegoś wielkiego "boom", a wyszło dosyć przewidywalne. Ciągle czekałam na jakiś rozwój wydarzeń dotyczący Josefa, a takiego nie było, co mnie zdziwiło i rozczarowało. Nie mniej jednak lekturę uważam za bardzo udaną.

wtorek, 14 kwietnia 2015

99# Służąca - Tara Conklin



Tytuł: Służąca
Autor: Tara Conklin (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania:  styczeń 2015
Liczba stron: 416
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

        Ostatnio po przeczytaniu "Sekretnego życia pszczół" naszła mnie ochota na powieść, w której główną rolę gra wątek dotyczący napiętnowania Afroamerykanów. Postanowiłam jednak cofnąć się o około 150 lat wstecz do  czasów sprzed zniesienia niewolnictwa wśród Murzynów. Ta podróż zapewniła mi "Służąca" Tary Conklin, która czekała na półce od jakiegoś czasu. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

         Mamy dwie główne bohaterki, bo w tej powieści współczesność przeplata się z przeszłością (jak ja to uwielbiam...), 
a mianowicie z latami 60-tymi XIX wieku, w których to poznajemy Josephine, czarnoskórą niewolnicę, który służy w domu państwa Bellów. Druga bohaterka Lina jest młodą prawniczką, której kariera dopiero się rozwija. Od razu skojarzyła mi się z bohaterem "Kasacji" Remigiusza Mroza - Zordonem. Nie czytałam wielu książek, w których głównymi bohaterami byliby prawnicy, pewnie stąd to porównanie. Carolina dostaje wielkie zlecenie od wspólników kancelarii. Ma podjąć się sprawy o wielomiliardowe odszkodowanie dla potomków niewolników wytoczonej właśnie przez jednego z nich. Za sprawą słynnych obrazów żyjącej w XIX wieku Lu Bell natrafia na historię czarnoskórej niewolnicy, która prawdopodobnie namalowała przypisywane Lu obrazy. To zlecenie miało być dla niej przełomem w karierze, a stało się również przełomem w życiu, gdy Lina dowiaduje się więcej o swojej matce, która zginęła, gdy bohaterka była jeszcze małym dzieckiem. Historia Josephine również wpłynęła na zmiany w jej życiu. Przełomowym momentem w całej powieści jest historia opowiedziana przez Caleba, dzięki któremu Lina poznała dalsze losy Josephine.

          Bałam się, że moje wymagania i oczekiwania w stosunku do tej powieści będą zbyt wygórowane i się trochę na nich przejadę, jednak na szczęście się nie zawiodłam. Książka ta posiada wszystko, co od niej oczekiwałam: tajemnice do rozwikłania (jedna dotycząca tego co się stało z Josephine i jej dzieckiem, a druga o prawdziwej przyczynie śmierci matki Liny), ciągle pojawiające się nowe, ciekawe dowody np. listy Dorothei do siostry. W trakcie lektury byłam strasznie zniecierpliwiona, bo chciałabym już dostać wszystkie odpowiedzi! To oczywiście z jednej strony, natomiast z drugiej oczywiście nie chciałam, żeby taka książka skończyła się zbyt szybko. Znalazłam jednak jedna wadę tej książki... jest za krótka! Ciężko mi się będzie teraz pożegnać z bohaterami i zaczynać inną historię. Razem z Liną przeniosłam się w dawne czasy na Południu Stanów Zjednoczonych, na wielkie plantacje i upalne dni..


PODSUMOWUJĄC...

          Jeśli interesuje was podobna tematyka to polecam również "Dom służących" oraz "Kolor jej serca". Są to dwie 
rewelacyjne książki w podobnym klimacie do "Służącej". Mam nadzieję, że powstanie kiedyś ekranizacja którejś z tych powieści. Czekam na kolejne powieści Tary Conklin. Polecam gorąco!

niedziela, 4 stycznia 2015

65# Tajemnica morskiej latarni - Santa Montefiore

"Pieniądze niewiele maja wspólnego z życiem w szczęściu,trudno się z tym nie zgodzić,ale jednak sprawiają,ze żyje się wygodniej,gdy gonisz za szczęściem."



Tytuł: Tajemnica morskiej latarni
Autor: Santa Montefiore (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: wrzesień 2014
ISBN: 9788379434657
Liczba stron: 478
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 5+/10

WSTĘPNIE...

     O autorce - Sancie Montefiore już słyszałam, ale chyba głównie za sprawą jej męża, również pisarza - Simona. Miałam spore wymagania, co do tej książki, ale czy się sprawdziły? Przekonajcie się sami.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

 
         Główną bohaterką jest Ellen, trzydziestokilkuletnia kobieta, która postanawia wyrwać się ze swojego "doskonałego" życia w Londynie i odwiedzić w Irlandii dotąd nieznaną jej ciotkę - Peg. Peg jest siostrą Madelaine, czyli lady Trawton, mamy Ellen, która z jakiegoś powodu przez wszystkie lata trzymała w tajemnicy to, co związane z jej rodziną. Po przyjeździe do Connemary Ellen jest zdziwiona, że odnalazła nie tylko tajemniczą siostrę swojej matki, ale również czworo jej braci z rodzinami.

          Książka zaczyna się bardzo typowo dla takich powieści powieści. Zazwyczaj jest taki sam schemat - główna bohaterka ucieka od swojego życia, bo ktoś jej zmarł lub sama nie wie, czego chce i znajduje się w spokojnym miejscu związanym z jej rodziną, której do tej pory nie znała. A że ja lubię takie powieści, to mi ta schematyczność nie przeszkadzała, a wręcz była przeze mnie oczekiwana. Ellen początkowo nie wzbudza za bardzo sympatii. Jest po prostu panią z wielkiego miasta, która nie wyobraża sobie, żeby bez rozrywki można było żyć na wsi. Ale oczywiście później zmienia zdanie całkowicie i zaczyna jej się podobać spokojne życie na wsi i spotyka mężczyznę, w którym się zakochuje wbrew opiniom swojej rodziny.

          Akcja dzieje się dwutorowo. Jest pewna zagadka, którą Ellen postanawia rozwikłać i te wątki się przeplatają. Tajemnica jest związana z latarnią morską, w której kilka lat wstecz umarła młoda kobieta. W niektórych  rozdziałach to właśnie duch tej kobiety jest narratorem wydarzeń. Może to wam się wydawać i trochę nadnaturalne, ale mi się ten zabieg nawet podobał na początku, później zaczął denerwować. Duch Caitlin  został po śmierci w tym samym miejscu, aby czuwać nad dziećmi i mężem Conorem i nie dopuścić, aby jej ukochany pokochał kogoś innego. Jednak czuję się trochę oszukana, bo jak czytałam fabułę tej książki, to wydawało mi się, że tajemnica będzie obsadzona w dawnych czasach. Wskazywały na to fragmenty "niewyjawione  od lat sekrety i zagadkę z przeszłości..." lub też "historie o miłości i śmierci obsadzone w romantycznych  sceneriach i fascynujących czasach". Ale widocznie to mój błąd, bo tak sobie założyłam, że tajemnica będzie sięgała wczesnych lat XX wieku... Ale uważam, że jakby faktycznie tajemnica została obsadzona w odległych czasach, to książka zyskałaby na wartości. 
Jest jeszcze druga zagadka - według mnie banalna do odgadnięcia i ma związek z matką Ellen. I jak czytałam o "poszukiwaniach" prawdy przez Ellen, to nie mogłam uwierzyć, że ona jeszcze do tego nie doszła. Koniec powieści nie mógł być większym happy-endem, niż był. Spodziewałam się dobrej powieści obyczajowej z wielką tajemnicą a w tle, a dostałam typowy romans.
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Wymieniłam trochę wad, ale książka nie jest tragiczna. Jest napisana w przyjemny sposób, szybko się czyta, ale jednak czuję się, jakbym zmarnowała ten czas na książkę o niczym... Bo miała być tajemnica i faktycznie  była, ale tylko dla bohaterki, nie dla czytelnika (przynajmniej ta związana z  rodziną głównej bohaterki). Niestety, ale nie polecam wam tej powieści, chyba że chcecie poczytać sobie kolejny romans bez jakiś świetnie skonstruowanych bohaterów, czy wątków.

Recenzja bierze udział w wyzwaniach czytelniczych:
1. W 200 książek dookoła świata
2. Książkowe wyzwanie 2015 (Główny bohater ma imię na tę samą literę co ja)
3. Czytam opasłe tomiska
4. Okładkowe love
5. Wyzwanie biblioteczne - wariant II
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...