Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2018

260# Biała chryzantema - Mary Lynn Bracht [RECENZJA PREMIEROWA]



Tytuł: Biała chryzantema
Autor: Mary Lynn Bracht (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 412
Forma: e-book
Moja ocena - 9/10


WSTĘPNIE...
          Czytałam niezliczoną ilość książek o Żydach, Polakach, Francuzach cierpiących po okupacją niemiecka podczas II wojny światowej, czy też innych narodach, których bardziej dotknęła okupacja Japonii oraz kilka książek o Ormianach ginących z rak tureckich żołnierzy podczas I wojny światowej. Historia Korei tj. wieloletnia okupacja Japonii, a następnie wojna domowa pomiędzy Koreą Północną, a Południową nie jest mi znana, tak jak na to zasługuje. Z tego właśnie powodu "Biała chryzantema" tak bardzo mnie zaciekawiła swoja treścią. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          1943r., Hana jest 16-letnią koreańską dziewczyną, której życie do tej pory było radosne i szczęśliwe, pomimo wieloletniej okupacji Japonii. Hana i jej matka są haenyeo, poławiaczkami owoców mórz, a jej ukochana siostrzyczka Emi wkrótce również pójdzie w jej ślady. Życie Koreanki zostaje zburzone, gdy pewnego dnia podczas nurkowania widzi zbliżających się żołnierzy do jej małej siostrzyczki ukrytej za skałami. Niewiele myśląc wychodzi z morza jak najszybciej, aby ukryć Emi przed wzrokiem Japończyków, bo jako starsza siostra zawsze uważała się za opiekunkę i obrońcę Emi. Hana zostaje porwana do Mandżurii, jak wiele tysięcy innych dziewczyn, aby zostać jedną z "pocieszycielek" japońskich żołnierzy, którzy muszą wyładować swoje emocje przed czekającymi ich bitwami. Codziennie jest gwałcona od kilkunastu do kilkudziesięciu razy przez mężczyzn, jednak największą nienawiścią pała do jednego z nich - Morimoto, który się w niej zakochał i któremu wydaje się, że mogą stworzyć szczęśliwe małżeństwo. Po jakimś czasie Hanie udaje się uciec z niewoli, lecz prześladuje ją jej największy wróg - Morimoto... Prawie 70 lat później, staruszka Emi od ponad pół wieku poszukuje informacji o ukochanej siostrze, która zaginęła pewnego dnia ratując ją samą od niewoli.


          Fakt, że historia koreańskich "pocieszycielek" wyszła na jaw dopiero w 1991 roku, gdy jedna z nich wytoczyła proces rządowi Japonii, a tenże rząd umywał ręce od tej sprawy aż tak długi czas, jest naprawdę smutny. Jak sama autorka wspomniała w posłowiu, ma nadzieję, że Japonia weźmie pełną odpowiedzialność za popełnione zbrodnie na kilkuset tysiącach kobiet, tak jak Niemcy potrafiły przyznać się m.in. do Holokaustu. Ta książka powinna zostać rozpowszechniona na całym świecie, aby poznać tę okrutną prawdę historyczną, bo inaczej tego nazwać nie można. Zwłaszcza kobiety powinny ją znać, bo one przede wszystkim są w stanie spróbować zrozumieć (niekoniecznie zrozumieć, ale chociaż spróbować, bo pewnie do końca nie da się tego odczuć tak naprawdę, gdy nie zostało się nigdy tak potraktowanym) to bestialstwo. Te kobiety były przetrzymywane w okropnych warunkach, często umierały z głodu, aby nie mieć siły na walkę z mężczyznami, były bite i gwałcone wiele razy dziennie przez wielu różnych wojskowych. Po wojnie, gdy niewiele z nich mogło wrócić do domu, po pierwsze wstydziły się mówić o tym, co je spotkało, a po drugie - nikt się nie przyznawał, że takie rzeczy miały miejsce. Były okaleczone psychicznie do końca życia i nie dostały żadnej pomocy, która pozwoliłaby im uporać się z tym strasznym doświadczeniem. Biała chryzantema to w Korei "kwiat pogrzebu", "kwiat śmierci". Mary Lynn Bracht w tej powieści ukazała jednak śmierć nie ciała, lecz duszy tysięcy kobiet.

          Bardzo interesującym aspektem, tym razem pozytywnym w tej książce, było ukazanie ginącej już niestety kultury haenyeo, tj. koreańskich poławiaczek owoców morza, kobiet morza. Bardzo możliwe, że Hana okazała się tak bardzo waleczna też ze względu na to, że była haenyeo, a one znane są z tego, że są bardzo samodzielne i niezależne. Wielogodzinne nurkowanie bardzo głęboko w lodowatej wodzie, a następnie sprzedawanie na targu było bardzo wyczerpującym zajęciem. To one miały ogromny wpływ na przetrwanie ludu swojej wioski, a nie mężczyźni. Dlatego dostanie się pod tak okrutną niewolę, tak jak Hana było dla niej nie do przyjęcia. Niektóre dziewczyny, czy kobiety radziły sobie inaczej - jedne faszerowały się opium, aby nic nie czuć, inne myślami były daleko. Natomiast Hana wciąż myślała o ucieczce i połączeniu się z rodziną. Historia dwóch sióstr może i jest fikcją, ale zawiera prawdę z przeszłości, a elementy historyczne w niej występujące zostały bardzo dobrze zbadane przez autorkę. Podczas pisania książki przy życiu zostały jedynie 44 "pocieszycielki" i to ich świadectwo zostało tutaj ukazane. Niestety historie wielu tysięcy podobnych kobiet zginęły nieopowiedziane... Autorka przedstawiła również nierozerwalną miłość dwóch sióstr, które pomimo rozdzielenia w bardzo młodym wieku, zawsze tęskniły za sobą i nigdy nie przestały myśleć o sobie. 


       PODSUMOWUJĄC...

          "Biała chryzantema" to bardzo przejmująca i rozdzierająca serce książka. Zdecydowanie nie jest to łatwa lektura, ale cieszę się, że poznałam ukrywaną jeszcze do niedawna historię. Jest to hołd dla koreańskich kobiet, które zostały porwane i zmuszone do służenia własnym ciałem, ale również dla kobiet w innych kulturach, poddawanych gwałtom w czasie wojen.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


niedziela, 4 marca 2018

259# Cień matki - Diane Chamberlain [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]



Tytuł: Cień matki
Autor: Diane Chamberlain (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Kiss River, tom 3
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 480
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...
          "Cień matki" to trzecia i niestety ostatnia część trylogii o rodzinie O'Neillów zamieszkującej w malowniczym zakątku Outer Banks i opowiadającej o konsekwencjach śmierci żony, matki i lokalnej filantropki - Annie O'Neill. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          W dwóch poprzednich częściach tj. "Światło nie może zgasnąć" oraz "Kiss River" poznaliśmy rodzinę O'Neillów - Aleca, Lacey, Claya oraz kilkoro innych osób, które są blisko z nią związane m.in. lekarkę Olivię, Ginę, czy też ich sąsiadów. Cała seria skupia się przede wszystkim na wpływie śmierci wspaniałej Annie O'Neill na niektóre osoby. Większość miała ją za osobę wręcz świętą, która była bardzo dobrą żoną i matką, ale również wrażliwą na krzywdę innych, współczującą i pomagającą potrzebującym. Alec i Clay już zdążyli sobie ułożyć życie, pomimo wielu trudności i bolesnych chwil po drodze, jednak Lacey wciąż nie może wyjść na prostą. Odkrycie pewnych informacji o matce zburzyło jej świat i po raz kolejny musi znaleźć własną tożsamość i dowiedzieć się, kim naprawdę jest. Początkowo chciała jak najbardziej upodobnić się do zmarłej matki, lecz teraz traktuje to jak piętno i pragnie, aby ludzie zaczęli widzieć w niej Lacey, nie Annie. Tragiczne wydarzenia z udziałem jej przyjaciółki z dzieciństwa Jessiki postawią na jej drodze Mackenzie, 11-letnią dziewczynkę, która właśnie straciła matkę, a którą Lacey musi się zająć. Czy zadanie nie do wykonania, jakie początkowo wydaje się wychowanie małej dziewczynki pomoże zarówno Lacey, jak i Mackenzie odnaleźć spokój i szczęście?

          Poprzednie części trylogii Diane Chamberlain zupełnie mnie oczarowały. Duży wpływ miało na to umiejscowienie akcji w przepięknej części Karoliny Północnej oraz wplecenie w fabułę wątku związanego z ratowaniem latarni w Kiss River. Historia Lacey, która okazała się być najważniejszą bohaterką całej serii jest pełna bólu i smutku. Najpierw musiała uporać się z ciągle powracającym obrazem śmierci matki i wielką tęsknotą za nią, następnie po odkryciu tajemnic Annie - z nagłą nienawiścią i chęcią odcięcia się od wszelkich podobieństw, aż ostatecznie napotkała na trudności związane z poszukiwaniem własnej tożsamości. Lacey od zawsze była porównywana do matki, gdyż przypominała ja wyglądem i charakterem, lecz walczyły w niej dwa sprzeczne uczucia - pewna jej część chciała być taka sama, natomiast druga szukała własnego "ja". Książka jest po brzegi wypełniona sekretami. Kim jest Rick Tenley, który nagle pojawił się w życiu panny O'Neill i wydaje się być idealnym kandydatem na partnera życiowego, tak różnym od jej poprzednich wyborów? Czy Bobby, znajomy z lat młodzieńczych okaże się być prawdziwym ojcem McKenzie, czy może prawda jest bardziej złożona i głęboko ukryta? I w końcu - czy Lacey zna już wszystkie okoliczności śmierci matki, czy druga osobowość Annie również i w tym wypadku namieszała? Sekretów jest sporo do odkrycia, ale jak zapewne zdajecie sobie sprawę, to tylko urozmaica lekturę. Bo czymże byłby dobry dramat bez kilku niejasności i zagadek? Zawsze znajdą się jakieś tajemnice do odkrycia, zwłaszcza w książkach pani Chamberlain. To prawda, że niektóre z nich były oczywiste od samego początku, ale autorka wciąż zaskakuje swoim skomplikowanym detalem i sposobem, w jaki udało się to wszystko połączyć. Jest mistrzynią w tworzeniu elementów i układaniu puzzli w sposób, który jest interesujący i płynny.


       PODSUMOWUJĄC...

          Ostatecznie cała opowieść zawarta w trzech tomach sprowadza się do odszukania w sobie umiejętności przebaczenia, zrozumienia drugiego człowieka i dania mu szansy na poprawę. Ważne jest również przebaczenie samemu sobie, bo inaczej nie jest się w stanie zrobić tego w stosunku do innych osób. Przykro mi, że już nie odwiedzę rodziny O'Neill...

Seria Kiss River

Światło nie może zgasnąć                    Latarnia w Kiss River                    Cień matki
       

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


wtorek, 14 listopada 2017

253# Latarnia w Kiss River - Diane Chamberlain [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!]




Tytuł: Latarnia w Kiss River
Autor: Diane Chamberlain (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Kiss River, tom 2
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 488
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10


WSTĘPNIE...
          Poprzednia książka o bohaterach z Kiss River pt. "Światło nie może zgasnąć" opowiadała o pani doktor Olivii, jej małżeństwie oraz wpływie śmierci lokalnej filantropki Annie O'Neill na życie rodzin obu kobiet. Przyznam, że bardzo chciałam przeczytać kontynuację i po kilku miesiącach dostałam taką możliwość. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Gina Higgins, nauczycielka nauk ścisłych i badaczka historii latarni morskich przybywa do Outer Banks, aby zbadać sprawę wydobycia imponującej soczewki Fresnela z oceanu, która była niegdyś częścią latarni w Kiss River. Bardzo szybko poznaje rodzeństwo O'Neillów - Claya i Lacey, którzy oferują jej pokój w dawnym domku latarnika, w którym obecnie mieszkają. Są trochę zaskoczeni, że kobieta pokonała 5000 kilometrów, aby dotrzeć do jednej z wielu latarni w kraju, lecz szybko zaprzyjaźniają się z nią nie podejrzewając, że może mieć ona inne zamiary, niż te które im podała. Gina kieruje się wskazówkami z pamiętnika pewnej młodej dziewczyny imieniem Bess, który pochodzi z 1942 roku i za wszelką cenę chce doprowadzić do wydobycia soczewki z wody nagłaśniając sprawę wśród lokalnej społeczności. Jednak jakimi kieruje się motywami? Czy na pewno chodzi jej jedynie o chęć wydobycia słynnej soczewki, aby przywrócić regionowi dawne dziedzictwo, czy może coś ukrywa przed rodzeństwem? Jednak gdy zakochuje się w Clayu sprawy zaczynają przybierać nieoczekiwany obrót...

           Po raz drugi spotykamy się z bohaterami z małego miasteczka w malowniczym zakątku Outer Banks, gdzie stoi niegdyś piękna, teraz już zniszczona latarnia morska Kiss River. Od poprzedniego tomu mija około 10 lat, w życiu naszych bohaterów dużo się pozmieniało. Lacey już nie jest zbuntowaną nastolatką, która próbuje sobie poradzić po śmierci matki, choć ta sprawa wciąż niesie za sobą negatywne skutki wpływając na jej życie osobiste. Jest bardzo podobna do Annie nie tylko z wyglądu, ale również zachowując się w prawie identyczny sposób - tworzy witraże i udziela się charytatywnie pomagając innym. Clay natomiast cierpi nie tylko po stracie matki, ale również ukochanej żony Terri, która zmarła przed kilkoma miesiącami. Jednak gdy na szczycie latarni spotyka pewną nieznajomą, młodą, przepiękną kobietę i z biegiem czasu poznaje ją coraz lepiej, zakochuje się w niej z wzajemnością. Diane Chamberlain oprócz znanych nam już bohaterów, których pokochaliśmy w pierwszej części (zwłaszcza Olivię i Aleca) wprowadza nowych, których losy splatają się ze znanymi już nam osobami. Ciekawym zabiegiem jest rozszerzenie historii o córce Mary Poor, o której była jedynie malutka wzmianka w pierwszym tomie. Gdybym wiedziała, że staruszka i jej opowieści są wskazówką do historii opisanej w tym tomie, na pewno czytałabym dokładniej "Światło, którego nie widać". 

          Uwielbiam książki, których teraźniejszość przeplata się z opowiadaniami, wspomnieniami, czy też zapisami z pamiętnika, które działy się wiele lat wcześniej, a najlepiej w czasach I lub II wojny światowej. Jednak nie spodziewałam się, że dostanę połączenie wspaniałego dramatu, który zawsze taki jest, gdy wychodzi spod pióra Diane Chamberlain i historii z dawnych czasów! Jest to połączenie wręcz idealne. Chamberlain potrafi tworzyć niesamowite dramaty, które przeżywają bohaterowie wykreowani w taki sposób, że zawsze im współczujemy i kibicujemy, aby ich życie w końcu wyszło na prostą i aby znaleźli szczęście. Sercem tej powieści jest chęć doświadczenia bezwarunkowej miłości, pragnienie poczucia, że gdzieś się należy, ale przede wszystkim pragnienie posiadania rodziny. Powieść pokazuje jednak, że ci, którzy są twoją "prawdziwą" rodziną, mogą ale tak naprawdę nie muszą być krewnymi. Rodzina to również przyjaciele, którzy czasem są o wiele bliżsi niż te osoby, z którymi łączą nas więzy krwi. Nie mogę nie wspomnieć również o oszałamiającej scenerii, jaką jest archipelag wysp Outer Banks z pięknymi piaszczystymi plażami i latarniami spotykanymi na każdym kroku. Autorka tak pięknie potrafi opisywać, że naprawdę zazdrościłam bohaterom przebywania w tak malowniczym zakątku oraz w niewielkiej społeczności, w której wszyscy się znają i starają sobie pomagać. Sąsiedzi wówczas stają się prawdziwą rodziną. 

PODSUMOWUJĄC...

          Na szczęście to jeszcze nie koniec historii mieszkańców rajskiej części Karoliny Północnej. Seria liczy sobie trzy tomy i już nie mogę doczekać się kolejnej wspaniałej i zapewne wzruszającej opowieści z ukochanymi bohaterami.



Seria Kiss River

Światło nie może zgasnąć                        Latarnia w Kiss River
       

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


piątek, 2 czerwca 2017

232# Światło nie może zgasnąć - Diane Chamberlain (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!)




Tytuł: Światło nie może zgasnąć
Autor: Diane Chamberlain (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 584
Forma: e-book
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...
          Diane Chamberlain to moja ulubiona autorka pisząca dramaty, dlatego każda jej książka pojawiająca się na polskim rynku wydawniczym to dla mnie pozycja obowiązkowa. "Światło nie może zgasnąć" jest jedną z pierwszych powieści autorki, więc tym bardziej byłam jej ciekawa. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Małżeństwo Olivii i Paula od kilku miesięcy przechodzi kryzys, głównie za sprawą fascynacji Paula kobietą, o której pisał reportaż do gazety - Annie O'Neill. Pewnego świątecznego wieczora, gdy Olivia prawie kończy dyżur w szpitalu, na oddział ratunkowy trafia pacjentka z raną postrzałową. Olivia ze wszystkich sił próbuje ją ratować, jednak przegrywa walkę. Tym tragiczniejsze jest to, że kobietą okazuje się być Annie O'Neill, którą zauroczony jest jej mąż. Śmierć Annie wpływa na wiele osób - zrozpaczonego Aleca i jego dzieci, którzy uważali ją za idealną żonę i matkę, na Paula, któremu jej odejście łamie serce, Olivię, która z czasem stara się upodobnić do Annie i zrozumieć jej fenomen oraz wiele innych osób tzn. mieszkańców miasteczka, traktujących ją jak niemal świętą osobę. Ale czy naprawdę taka była? Z czasem na jaw wychodzą informacje, które w pewien sposób wpłyną na postrzeganie zmarłej przez niektóre osoby...

           Diane Chamberlain słynie z pisania mocnych dramatów i niekoniecznie typowych. Jej bohaterowie może i mają problemy, które mogłyby dotknąć każdego, jednak ona przedstawia je w jeszcze bardziej dramatycznych okolicznościach, mimo że same w sobie już są wstrząsające i traumatyczne, tworząc tym samym nietuzinkową fabułę. Tym razem pod lupę wzięła małżeństwo z problemami tzn. żona za dużo pracuje, a mąż jest zafascynowany inną kobietą. Typowe, prawda? Jednak gdy "ukochana" Paula trafia na stół operacyjny pod ręce Olivii, sytuacja staje się niezwykle skomplikowana, gdyż kobieta umiera. Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy Olivia zrobiła zdecydowanie wszystko co mogła, aby uratować kobietę? W końcu to przez nią jej małżeństwo się rozsypało. Zastanawiało to jej męża, męża Annie - Aleca oraz ją samą. Psychika bohaterów została wystawiona na wielka próbę, autorka po raz kolejny udowodniła, że jej wyobraźnia nie zna granic, a jej twórczość wciąż trzyma bardzo wysoki poziom. Chamberlain snuje absorbującą opowieść o romantycznej obsesji, zdradzie i rodzinnych problemach. W wielu częściach tej książki bardzo współczułam Olivii, która wręcz prosiła się o miłość własnego męża, a jego wręcz nienawidziłam za bezduszność. Jak można własnej żonie, którą się kiedyś mocno kochało mówić, że po poznaniu innej kobiety dopiero zrozumiał, czym jest miłość? Nie jestem pewna, czy Paul faktycznie kochał Annie, czy po prostu miał na jej punkcie obsesję i to ogromną. Zresztą nie tylko on - nawet Olivii udzieliła chęć naśladowania czynów wspaniałej Annie kochanej przez wszystkich, którzy ją poznali. Zresztą nie można jej się dziwić, bo na każdym kroku była porównywana do niej i to nie tylko przez Paula. Momentami miałam dosyć tego uwielbienia, zwłaszcza, jak się okazało wcale taka święta nie była. Była bardzo dobrą osobą - owszem, ale bez przesady, Olivia również jest bardzo dobrym człowiekiem, ale niestety przez długi czas musiała żyć w cieniu Annie. Kolejnymi osobami, które są bezpośrednio zaangażowane w dramat dotyczący śmierci O'Neill są jej dzieci, a przede wszystkim córka Lacey, która zdecydowanie najgorzej sobie radzi po śmierci ukochanej matki. Ze zdolnej uczennicy zmienia się w stwarzającą problemy nastolatkę, a jej ojciec bez pomocy żony nie może sobie z tym poradzić. 

          Nie można również nie wspomnieć o scenerii, która otacza całą tą ogromnie przytłaczającą historię. Akcja powieści rozgrywa się na Outer Banks tzn. w malowniczym zakątku Karoliny Północnej. Słoneczna wyspa, piaszczyste plaże, malownicza latarnia, która ma tutaj swoją własną, bardzo ważną historię do opowiedzenia i która wpływa na życie praktycznie wszystkich bohaterów, którzy są zaangażowani w jej ratowanie, pozwala nam na chwilę oderwać się od cierpienia, które bije z kart powieści. Dzięki umiejscowieniu akcji właśnie w tak urokliwym miejscu, książka nabrała nieco innego klimatu, niż ten, do którego przyzwyczaiła mnie autorka. Tak się stało również za sprawą witraży tworzonych przez dwie bohaterki, bo moja wyobraźnia podsuwała mi bardzo piękne obrazy. Nad całą powieścią wisi artystyczna i ekspresyjna aura, mimo tragicznych wydarzeń w niej opisanych, a tajemnicza latarnia tylko dopełnia odczuwanie tego nastroju. "Światło nie może zgasnąć" to bardzo dobrze napisany dramat rodzinny z mocno zarysowanymi głównymi bohaterami. To niezwykle emocjonalna i szczera historia, którą Diane Chamberlain zamieniła wyjątkową opowieść o złożoności psychiki ludzkiej. 

PODSUMOWUJĄC...

          Bardzo dobra wiadomość jest taka, że nie jest to jedyna powieść o bohaterach z Kiss River - autorka stworzyła trylogię i miejmy nadzieję, że drugi tom zostanie niedługo wydany w Polsce, bo bardzo chciałabym dalej odkrywać sekrety latarni, sprawdzić co słychać u Olivii oraz rodziny O'Neillów.


       
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


środa, 12 kwietnia 2017

227# Kiedy byłyśmy siostrami - Marie Jansen



Tytuł: Kiedy byłyśmy siostrami
Autor: Marie Jansen (pochodzenie: Niemcy)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 424
Forma: e-book
Moja ocena - 7/10



WSTĘPNIE...
         Uwielbiam powieści, których akcja dzieje się zarówno podczas I jak i II wojny światowej, natomiast rzadko czytam o tych latach z perspektywy Niemców, a zwłaszcza niemieckich kobiet. Dlatego książka "Kiedy byłyśmy siostrami" opowiadająca o dwóch kobietach narodowości niemieckiej bardzo mnie zaciekawiła. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Autorka zabiera nas do Hamburga, do roku 1916 roku, gdzie poznajemy dwie siostry - Elisabeth i Viviane, które pochodzą z dobrego, szanowanego i bogatego domu. Siostry różnią się od siebie jak woda i ogień. Viviane jest pełna pasji, namiętności, nie zgadza się na życie, jakie przewidzieli dla niej rodzice, tzn. wyjście za mąż za bogatego i szanowanego mężczyznę bez miłości. Natomiast Elisabeth jest spokojna, rozsądna i często ostrzega siostrę przed kłopotami i karci za jej zachowanie. Pewnego dnia Viviane postanawia uciec z niedawno poznanym Francuzem i trupą cyrkową, do której on należy i rozpocząć życie z dala od konwenansów i rodziców. Elisabeth ma poczucie winy, że nie powiedziała rodzicom o miłości ich córki do Francuza, jednak postanawia zatrzymać ten sekret dla siebie na zawsze. Potajemnie wymienia listy z siostrą oraz pisze pamiętnik. Takim sposobem prawie sto lat później Simone, będąca w trudnym związku kobieta, natrafia na korespondencję oraz dziennik jednej z sióstr i odkrywa historię sprzed wieku...

          Simone jako bohaterka nie wniosła nic szczególnego do fabuły. Jest współczesną kobietą, która mieszka wraz ze swoim partnerem bez ślubu i zaczyna jej doskwierać brak prawdziwej rodziny. Jednak, gdy poznajemy dwie bohaterki z przeszłości książka od razu staje się ciekawsza. Tym razem czytamy o arystokratycznej rodzinie niemieckiej, dla której najważniejsze jest utrzymanie statusu, a co za tym idzie, jak najlepsze wydanie dwóch córek za mąż. Zwłaszcza dla matki dziewczyn nic innego się nie liczy, a tym bardziej wojna szalejąca w Europie. Viviane i Elisabeth, tak jak ich rówieśniczki w Wielkiej Brytanii, czy chociażby Francji nie miały za dużo do powiedzenia w sprawie miłości i wyboru partnera na resztę życia. To rodzice ustalali, jak najlepiej wydać za mąż swoje pociechy, aby było to opłacalne dla nich. Nie przewidzieli jednak, że jedna z dziewczyn sprzeciwi się temu i przyniesie hańbę rodzinie uciekając nie tylko z mężczyzną niższego pochodzenia, ale na dodatek z obywatelem wrogiego kraju! Wtedy na drugą siostrę spadło ciężkie brzemię, gdyż jako jedyna pozostała w domu i musiała być posłuszna woli rodziców. Obie bohaterki bardzo polubiłam, mimo że były tak różne od siebie. Rozumiem decyzję Vivi o ucieczce i cieszę się, że autorka dała jej i wybrankowi happy-end, a nie jak to często bywa, że ukochany nagle się nudzi i porzuca ciężarną dziewczynę. Elisabeth natomiast zawsze starała się być dobrą córką, przez co jej życie było pełne cierpienia i niestety po jakimś czasie stała się zgorzkniała. Lubię, gdy autorki w takich książkach, gdzie teraźniejszość przeplata się z przeszłością pokazują ogromny kontrast pomiędzy życiem ludzi. Jeszcze sto lat temu Viviane i Elisabeth nie mogły decydować o miłości, natomiast Simone w 2013 roku żyje z mężczyzną bez ślubu i to wybranym przez siebie. Ciekawe co będzie za kolejnych sto lat? Te dwa światy przeplatają się w sposób płynny, każdy rozdział jest podpisany miejscem i datą akcji, dlatego fabuła jest uporządkowana i nie mamy problemu ze zorientowaniem się w danej sytuacji. Historię niemieckich młodych dziewcząt odkrywałam z przyjemnością, jednak nie sprawiła ona, że serce mocniej mi zabiło. Ale mnie już bardzo trudno zainteresować takimi historiami, bo mam ich za sobą bardzo dużo. Jednak autorka sprawiła, że odczułam cierpienie i niedolę lat wojennych bardzo wyraźnie. Styl pisarski autorki jest bardzo przystępny, przez co książkę czyta się bardzo szybko. 

PODSUMOWUJĄC...

          "Kiedy byłyśmy siostrami" to historia ciekawa, jednak nie wnosi nic nowego do tego rodzaju literatury. Jest jedną z wielu podobnych historii. Jednak dla osób, które nie mają za sobą tylu przeczytanych książek o podobnej tematyce, jak ja - ta pozycja powinna sprawić przyjemność i umilić czas. 
        
       
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


niedziela, 5 marca 2017

215# Kolejny rozdział - Agata Kołakowska




Tytuł: Kolejny rozdział
Autor: Agata Kołakowska (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 392
Forma: moja własna
Moja ocena - 7+/10

WSTĘPNIE...
         Jest to dopiero druga książka Agaty Kołakowskiej, którą przeczytałam. Pierwszą była "We dnie, w nocy", którą wspominam bardzo dobrze. Tym razem wydawnictwo zrobiło mi niespodziankę przysyłając tę książkę i zdecydowanie zaciekawili mnie wiadomością "A gdyby tak kolejny rozdział był o Tobie?". Jak mogłabym tego nie przeczytać?

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Kalina Milewska to znana pisarka, która aktualnie przeżywa mały kryzys twórczy. Chciałaby odejść od łatki "pisarki kryminałów", jednak boi się o tym powiedzieć swojemu wydawcy, który wciąż ją ponagla w pisaniu, co sprawia, że robi to z jeszcze gorszym skutkiem. Postanawia na trochę oderwać się od codzienności, wyjechać do pensjonatu i tam znaleźć spokój potrzebny do tworzenia. To miejsce przypomina jej o pewnym lecie, które spędziła tam kilka lat temu, a o którym  powinna zapomnieć... Maciej Tarski jest redaktorem w wydawnictwie, który ciągle ponagla swoją najlepszą autorkę - Kalinę do pisania. Maciej, podobnie jak Milewska nosi na swoich barkach ciężar z przeszłości. Przez to stał się zimnym człowiekiem, któremu mało rzeczy sprawia przyjemność. Pewnego dnia na jego skrzynkę e-mailową przychodzi tekst od kolejnego potencjalnego pisarza, który pospisuje się jako "XYZ". Po przeczytaniu pierwszego rozdziału, Maciej jest skonsternowany, gdyż bardzo przypomina on jego życie. Następne rozdziały tylko go w tym utwierdzają, a w fabułę zostaje wplątana również Kalina. Bohaterowie postanawiają rozwiązać zagadkę tajemniczego anonima.

          Ciekawym doświadczeniem okazało się czytanie o pracy w wydawnictwie, jako osoba zajmująca się wyławianiem ciekawych pomysłów z tysięcy nadesłanych. Nie ukrywam, że jest to moje małe marzenie, bo który miłośnik książek nie chciałby, aby jego praca polegała na... czytaniu książek? Oczywiście okazuje się, że nie zawsze sprawia to przyjemność, zwłaszcza, jak trzeba przeczytać wiele kiepskich, aby w końcu trafić na naprawdę ciekawą. Zresztą czasami co za dużo, to nie zdrowo... Nie ukrywam, że zastanawiałam się razem z bohaterami kim może być tajemniczy "XYZ", jednak ich typy od razu odrzucałam - logiczne było, że to nie takie proste rozwiązanie. W pewnym momencie zorientowałam się, że już na pewno wiem, kim jest zagadkowy autor, jednak nie spodziewałam się, że okaże się również inną osobą. Ale nie mogę zdradzić zbyt wiele, aby nie psuć wam zabawy, którą ja miałam. Najważniejsze, że w pewien sposób odkryłam zagadkę, ale nie do końca! To sprawia, że pani Agata bardzo dobrze uknuła całą intrygę i nie dawała zbyt wielu jasnym wskazówek co do tożsamości anonima i jest to element zaskoczenia, który w kryminałach jest obowiązkowy!  

          Tej książki nie potrafię zaszufladkować do jednego gatunku - jest tutaj trochę z powieści obyczajowej, trochę z kryminału, bo przecież mamy anonimowego człowieka, który zdaje się wiedzieć wszystko o życiu naszych bohaterów, którzy prowadzą małe śledztwo w tej sprawie, ale również pewne wybory bohaterów sprawiły, że mamy do czynienia również z dramatem. Może autorka tak jak jej bohaterka Kalina, też nie chce mieć przypiętej żadnej łatki z gatunkiem, dlatego krąży w okół kilku? Jakakolwiek nie byłaby przyczyna, to połączenie okazało się bardzo trafne. Autorka bardzo sprawnie podsuwała kolejnych idealnych kandydatów na "podglądacza" starając się nas odciągnąć od tych mniej podejrzanych. Fabuła wciąż parła do przodu, nie było żadnych nudnych, powolnych zastojów. Z mojej strony oczekiwanie na kolejne rozdziały pana lub pani "XYZ" było ogromne, dlatego też książkę przeczytałam bardzo szybko. Mam nadzieję, że bohaterowie zrozumieli przesłanie, jakie próbował im pokazać tajemniczy autor. Zachowanie Tarskiego łatwiej było zrozumieć, gdyż przeżył on prawdziwą tragedię, więc jego apatia i zły nastrój nie dziwią, natomiast Kaliny często nie mogłam zrozumieć. Niestety nie potrafiłam utożsamić się z jej przeżywaniem "dramatu". 

PODSUMOWUJĄC...

          Jestem bardzo mile zaskoczona, ponieważ jest to całkiem inna książka, niż "We dnie, w nocy". To pokazuje, że autorka jest wszechstronną pisarką, która może stworzyć jeszcze wiele ciekawych powieści i zaskoczyć czytelników. Na pewno będę śledziła dalszą drogę autorską pani Agaty. 
        
       
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


niedziela, 5 lutego 2017

208# Maria Skłodowska-Curie - Magdalena Niedźwiedzka (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!)



Tytuł: Maria Skłodowska-Curie
Autor: Magdalena Niedźwiedzka (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 480
Forma: e-book
Moja ocena - 9/10

WSTĘPNIE...
         Powieści biograficzne to jeden z moich ulubionych gatunków. Można dzięki temu przeczytać historię znanej osoby, jednak nie w formie biografii, czyli przede wszystkim zwykłym faktów i informacji, które równie dobrze można znaleźć w internecie, ale w formie powieści. To połączenie jest świetną okazją do poznania sławnej postaci z równoczesnym delektowaniem się fabułą. Maria Skłodowska-Curie jest zdecydowanie idealną kandydatką na pierwszoplanową postać w książce w tym gatunku, więc byłam niezmiernie ciekawa, jak autorka przedstawi historię tej sławnej na całym świecie Polki.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Paryż, rok 1911. Na samym wstępie poznajemy Jeanne Langevin, żonę Paula Langevina, który po śmierci Piotra Curie wdaje się w romans z wdową po nim - Marią Skłodowską-Curie. Jeanne jest strasznie rozżalona zaistniałą sytuacją i całkowicie zaślepiona zemstą. Wraz ze szwagrem i adwokatem knuje intrygę, mającą doprowadzić do ujawnienia i rozpowszechnienia informacji o związku Marii z Paulem. Kobieta postanawia zniszczyć znaną już na całym świecie noblistkę i sprawić, że wszyscy ją znienawidzą za to, że przyczyniła się do rozpadu rodziny Langevine. 
Warszawa, czasy wcześniejsze. Siostry Skłodowskie - starsza Bronisława i młodsza Maria marzą o studiach we Francji. Bronka pragnie zostać lekarzem i wkrótce, dzięki pomocy siostry i uzbieranym pieniądzom wyjeżdża do Paryża, aby zrealizować swoje marzenia. Otwiera to drogę młodszej siostrze do pójścia w ślady Bronisławy i studiowaniu za granicą. Takim sposobem w 1891 roku Maria Skłodowska pojawia się w stolicy Francji.

          Pamiętajmy, że jest rok 1911, gdzie kobiety były traktowane jako znacznie gorsze od mężczyzn, więc wdanie się w romans z żonatym mężczyzną było o wiele bardziej skandaliczne, niż w czasach obecnych. A takiego czynu dopuściła się właśnie tytułowa bohaterka książki i przede wszystkim na tym skupiła się autorka. Pokazała uczucia i emocje Marii do kochanka, które były ważniejsze od sławy, czy prestiżu. Była przecież wybitnym fizykiem i pierwszą kobietą która zdobyła nagrodę Noble'a, i to dwukrotnie, ale była tak naprawdę po prostu człowiekiem. Pomimo zdobycia najbardziej prestiżowej nagrody na świecie, Skłodowska potrafiła myśleć jedynie o swoim rozpadającym się związku z ukochanym Paulem, a radość z wygranej zeszła na drugi plan. W książce, oprócz Marii Skłodowskiej-Curie spotykamy wiele innych interesujących postaci, m.in. młodego, początkującego fizyka Alberta Einsteina zauroczonego naszą bohaterką, czy też Bronisławę Skłodowską. Szczególnie zainteresowała mnie właśnie siostra Marii, gdyż nigdy nie zastanawiałam się właściwie, czy w rodzinie Skłodowskiej był podobny głód wiedzy, czy może jednak była ona wyjątkiem. Okazuje się, że nie, gdyż siostra Marii również zrobiła karierę naukową - została lekarzem, mimo że w jej czasach było to bardzo trudne zadanie dla kobiety. Również ich brat, Józef poszedł w ślady siostry. Cała rodzina Skłodowskich była inteligentna, żądna wiedzy i na szczęście wszyscy byli wspierani przez ojca, który zaszczepił w nich smykałkę do nauki i zdobywania wykształcenia, nawet w córkach. 

          Cała opowieść o najzdolniejszej pani fizyk na całym świecie jest fascynująca. Wgłębiałam się w jej życie z coraz większą ciekawością i zachłannością, ale wciąż było mi mało! Proza pani Niedźwieckiej jest rewelacyjna i to właśnie dlatego ta książka była taka wspaniała. Czasem nie wystarczy dobra historia, trzeba tez umieć ją opowiedzieć tak, aby czytelnik był zafascynowany tym, co czyta. I to się autorce zdecydowanie udało, bo potrafiła budować napięcie, wykorzystywała sceny z przeszłości w najodpowiedniejszym momencie i tym samym pokazywała nam korzenie zachowania Marii. To, jak się zachowywała w czasie obecnym (czyli w 1911 roku) miało swoje odzwierciedlenie w dzieciństwie i młodości. Dlatego wszystkie emocje, które odczuwała Maria w związku z teraźniejszymi wydarzeniami, miały swój powód. Autorka pokazała nam obszerniejszy obraz Skłodowskiej, nie tylko jako geniusza. Maria była zwyczajną kobietą, potrafiła kochać do bólu, tęsknić i mieć zwyczajne marzenia. Nie była łatwą do współżycia osobą. Zarówno jej umysł, jak i psychika były bardzo złożone, a zachowanie czasem ciężkie do zrozumienia, jej osobowość była skomplikowana. Jednak nigdy nie była zachłanna, nie prowadziła badań, aby zdobyć sławę, lecz żeby pomóc ludzkości. Chciała czuć się potrzebna i pożyteczna. Była również patriotką, bardzo denerwowała się i smuciła z powodu zaborów w Polsce, chciała móc wrócić do wolnej Polski i tutaj na coś się przydać ze swoją wiedzą zdobytą za granicą. Francuzi pragnęli przywłaszczyć ją sobie, jako swoją rodaczkę, Francuzkę, jednak Maria zawsze podkreślała, że jest Polką. 

PODSUMOWUJĄC...

          Dzieje noblistki powinien znać każdy Polak. Powinniśmy być dumni z takiej kobiecej postaci w historii. Książka ma filmową okładkę, gdyż w marcu wchodzi do kin film pt. "Maria Skłodowska-Curie" z Karoliną Gruszką w roli głównej. Polecam najpierw przeczytać książkę, żeby potem skonfrontować ją z obrazem na ekranie. 
        
       
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


czwartek, 12 stycznia 2017

204# Pokolenie zimy- Wasilij Aksionow



Tytuł: Pokolenie zimy
Autor: Wasilij Aksionow (pochodzenie: Rosja)
Seria: Saga moskiewska, tom 1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 504
Forma: e-book
Moja ocena - 7/10

WSTĘPNIE...
         Literaturę rosyjską znam niestety w bardzo małym stopniu. Na palcach jednej ręki mogę wymienić autorów rosyjskich i to tylko klasyków. Postanowiłam nieco poszerzyć horyzonty i tym sposobem zabrałam się czytanie pierwszego tomu "Sagi moskiewskiej" pt. "Pokolenie zimy". W tym wyborze oczywiście pomogło mi to, że jest to historia o dużej rodzinie, ciągnąca się przez trzy tomy i rozpoczynająca w latach 20. XX wieku. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         "Moskiewska saga" opowiada o rodzinie mieszkającej w Rosji, którą poznajemy w roku 1925. Jest kilka lat po rewolucji, która zdecydowanie ukształtowała w różny sposób naszych bohaterów. Głową rodziny Gradowów jest lekarz Borys, a jego żoną kochająca muzykę, gruzińskiego pochodzenia Mary. Mają oni trójkę dzieci: Nikitę (poznajemy również jego żonę Weronikę), Ninę i Kiryła. Wszystkie "dzieci" są zaangażowane w politykę. Nikita jest dowódcą dywizji, Nina jest trockistką-poetką, natomiast Kirył to komunista z krwi i kości. 

          Nie ukrywam, że początki z tą powieścią miałam trudne. Proza Aksionowa nie jest łatwa i musicie się przygotować na to, że jest to lektura trudna do czytania i wymagająca pełnego skupienia. Na początku czułam wielki mętlik, gdyż autor posługuje się dużą ilością dziwnych nazw, pojawiało się mnóstwo nowych bohaterów, a że mają rosyjskie nazwiska, to trudno mi było je zapamiętać. Ale gdy już zorientowałam się w jakiej formie ta książka jest napisana i z czym mam do czynienia - poszło gładko i pochłonęłam całą historię w ekspresowym czasie. Nie zaszkodzi również zajrzeć do internetu i poczytać o wydarzeniach, czy prawdziwych bohaterach, co bardzo ułatwia zrozumienie fabuły. 
Historia Rosji jest na pewno jedną z ciekawszych i gdy tylko trafiam na książkę, w której mogę poznać kolejne, nieodkryte jeszcze przeze mnie fragmenty - korzystam z tej szansy. Rosja to bardzo specyficzny kraj, który zawsze kojarzył mi się z ciężkim życiem mieszkańców, a przede wszystkim z ubóstwem, głodem, zimnem, prześladowaniami za inne sympatie polityczne, niż dozwolone, zwłaszcza na początku XX wieku w czasach sprzed i po rewolucji rosyjskiej. W tej powieści to wszystko jest podane na tacy. Historia rodziny Gradowów to jedynie tło do pokazania historii ZSRR. Jest to tylko symboliczna rodzina, której losy faktycznie mogły tak wyglądać, a autor użył jej, aby wynieść na wierzch wydarzenia z lat 1925-1937 (w tym pierwszym tomie). Mimo tego, że bohaterów można uważać jedynie za marionetki, a głównym celem jest pokazanie całego społeczeństwa, obyczajów i kultury dawnego ZSRR, to każdy z bohaterów jest perełką na torcie. Są rewelacyjnie skonstruowani, każdy ma do odegrania własną, ważną rolę. Bohaterom radziłabym przyjrzeć się nieco bliżej i to nie tylko tym głównym. Aksionow ma niezwykły dar do ich opisywania. Na pewno większość ludzi ma w głowie obraz typowego Rosjanina lat 20. XX wieku i szczerze mówiąc, autor wkomponował się całkowicie w moją wyobraźnię. Z Rosjankami jest nieco inaczej, bo nie mam ich obrazu w głowie, choć z łatwością mogę sobie wyobrazić, jak powinna wyglądać słowiańska piękność - Weronika. Oprócz głównych bohaterów poznajemy również całą gamę innych postaci blisko związanych z rodziną Gradowów - znajomych, przyjaciół, kochanków itp. Każdy z nich mniej lub bardziej zostaje dotknięty działaniami totalitaryzmu, rodzącego się w ich kraju. Poznajemy dramat ofiar nowego systemu, a w zależności od doświadczeń czy pochodzenia bohaterowie przyjmują skrajnie różne postawy. Psychika tych osób jest poddawana ogromnej próbie. 

PODSUMOWUJĄC...

          Myślę, że wiele osób już na samym początku odstawi książkę "Pokolenie zimy" i zapomni o niej całkowicie. Ale zachęcam do przebrnięcia przez trudny wstęp i zrozumienia tej formy i treści, którą oferuje nam wyjątkowy pisarz - Wasilij Aksionow.
        
       
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu


czwartek, 5 stycznia 2017

203# Jak gdybyś tańczyła - Diane Chamberlain (RECENZJA PRZEDPREMIEROWA)



Tytuł: Jak gdybyś tańczyła
Autor: Diane Chamberlain (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 504
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10

WSTĘPNIE...
         Nie jest tajemnicą, że jestem wielką fanką Diane Chamberlain, a ta książka to tylko jeden z wielu przykładów, dlaczego. Zawsze są w nich poruszane bardzo trudne tematy, często wywołujące problemy psychiczne, a na pewno emocjonalne. Takie dramaty naprawdę poruszają każdego czytelnika.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Molly i Aiden to wzorowe małżeństwo przed czterdziestką, które marzy o dzieciach, jednak nie może mieć swoich. Nie jest to jednak dla nich problem nie do przeskoczenia i szybko decydują się na otwartą adopcję. Para bardzo się kocha, ufa sobie i jest prawie idealna... No własnie - prawie. Molly od lat skrywa mroczny rodzinny sekret, którym nie podzieliła się nawet ze swoją drugą połówką. Niestety, gdy wraz z mężem starają się o adopcję, kobieta ma coraz większe obawy, że jakimś cudem prawda wyjdzie na jaw. Bohaterka coraz bardziej boi się również otwartej adopcji, bo sama w dzieciństwie miała dwie matki - biologiczną i adopcyjną i martwi się, jak to wpłynie na dziecko, które weźmie pod swoją opiekę. Kobieta boi się o swoje miejsce w życiu dziecka, musi jednak zmierzyć się z przeszłością, aby uzyskać spokój.

          Aby dowiedzieć się, co Molly ukrywa przed mężem i całym światem, musimy cofnąć się w czasie do lata 1990 roku w Karolinie Północnej, do małego, idyllicznego miasteczka Morrisons Ridge, gdzie nasza bohaterka dorastała i gdzie spotkała ją największa tragedia w życiu. Poznajemy jej ojca Grahama, chorego na stwardnienie rozsiane, z którym łączą ją bardzo silne więzi oraz dwie matki - Norę i Amalię. Jakie wydarzenia spowodowały, że Molly tak bardzo zdystansowała się od przeszłości i zbudowała mur tajemnic i kłamstw całkowicie odcinając się od rodziny? 
Głównym uczuciem towarzyszącym mi w trakcie poznawania tej powieści była ciekawość. Nie mogłam doczekać się rozwiązania zagadki i bardzo chciałam w końcu poznać prawdę. Co takiego strasznego wydarzyło się w tej prawie idealnej rodzinie, którą poznajemy dzięki retrospekcjom do 1990 roku? Młoda Molly przedstawia obraz bardzo szczęśliwej rodziny, pomimo choroby jej ojca, a jednak musiało zdarzyć się coś okrutnego, że dziewczyna zdecydowała nie utrzymywać kontaktów ani z rodzicami, ani z dalszą rodziną. Jej oficjalna

wersja to śmierć obojga rodziców. Obojga... no właśnie, a co z drugą matką, o której nigdy nikomu nie opowiadała? Historia przeplata się bezbłędnie między nastoletnią, a dorosłą Molly. Dodam, że jest to styl, który autorce wychodzi znakomicie, a także styl, który uwielbiam. Jest to historia, która zajmuje się wieloma kwestiami: przejściem z wieku dziecinnego w nastoletni i związanymi z tym decyzjami, walką z nieuleczalną chorobą, godnością, śmiercią i tajemnicami. Rzuca również światło na otwartą adopcję, która bardzo różni się od zamkniętej. Przy tej pierwszej, dziecko może utrzymywać kontakty ze swoją biologiczną matką, co często prowadzi do wielu problemów emocjonalnych z różnych stron. Książka jest naładowana emocjami, które biją z każdej strony. Nie tylko problem adopcji jest w tej książce ważny, ale również uczucia ludzi przykutych do wózka i mogących poruszyć jedynie głową. Podobny wątek został poruszony w książce "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes, więc jeżeli podobała się komuś tamta książka, ta również powinna wywołać podobne odczucia. 


PODSUMOWUJĄC...

Powieść "Jak gdybyś tańczyła" to kolejna świetna książka w dorobku Diane Chamberlain, która porusza i zmusza do zastanowienia się nad wieloma sprawami. Dramaty wykreowane przez autorkę dotykają setki tysięcy osób, dlatego są tak wartościowe i realistyczne. Każda z nich jest wyjątkowa i warta poznania. 
        
       
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...