niedziela, 8 listopada 2015

151# Sisi. Cesarzowa mimo woli - Allison Pataki

"Nic nie jest silniejsze od łagodności, nic nie jest łagodniejsze od prawdziwej siły."




Tytuł: Sisi. Cesarzowa mimo woli
Autor: Allison Pataki (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania:  wrzesień 2015
Liczba stron: 368
Forma: ebook
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

          Jak tylko zobaczyłam, że powstała powieść o Sissi, wiedziałam, że po prostu muszę przeczytać o mojej ulubionej księżniczce z dzieciństwa i zweryfikować wiedzę którą posiadam z internetu z tym co jest napisane w powieści. Bardzo jestem zadowolona, że nie jest to typowa biografia, bo jak pisałam w recenzji Coco Chanel - nie lubię zwykłych, suchych biografii. Natomiast powieści biograficzne wręcz ubóstwiam, dlatego, że historię prawdziwej osoby można poznać czytając ją jak zwykłą powieść. 


TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Elżbieta Bawarska, kojarzona przez większość jako Sissi jest znana niemal wszystkim, a zwłaszcza kobietom. Jestem pewna, że większość pań oglądała choć raz słynną serię filmów o Sissi z Romy Schneider w roli głównej. Sama jako mała dziewczynka oglądałam te filmy, gdy tylko pojawiały się w telewizji. Wtedy zachwycały mnie jej pięknie upięte rude włosy oraz olśniewające sukienki. Prawdziwa księżniczka, a jak wiadomo dziewczynki lubią oglądać królewny i księżniczki. Jak byłam trochę starsza (w wieku nastoletnim) to czarowała mnie miłość pomiędzy Sissi a jej bardzo przystojnym mężem cesarzem Franciszkiem Józefem. Była przecież taka romantyczna... Jak z bajki oczywiście. Natomiast teraz oglądając filmy o Elżbiecie Bawarskiej widzę o wiele więcej. Ale nie o filmie jest ta recenzja, lecz o rewelacyjnej powieści biograficznej Allison Pataki.

          Powieść zaczyna się w momencie, gdy Sissi ma 15 lat. Wraz z rodzicami i kilkorgiem rodzeństwa żyje w pięknym zamku Possenhofen, który po prostu uwielbia. Pomimo tego, że jest córką księcia, Sissi nie jest przyzwyczajona do dworskiej etykiety. Jest wolnym duchem, uwielbia jeździć konno i czytać wiersze na świeżym powietrzu. Jej najlepszą przyjaciółką jest trzy lata starsza siostra Helena. Pewnego dnia w trakcie posiłku, matka dziewczyn ma do zakomunikowania ważną nowinę. Mianowicie obecnie panujący cesarz Franciszek Józef, ich kuzyn, musi w końcu się ożenić i spłodzić potomka. Jego matka, cesarzowa Zofia w tej roli widzi Helenę. W taki sposób Helena, jej matka oraz towarzysząca im Sissi wybierają się w podróż do Bad Ischl, aby poznać narzeczonego najstarszej z dziewczynek. Niestety Helena nie jest uszczęśliwiona perspektywą wyjścia za mąż, a co dopiero zostania cesarzową. Najchętniej zostałaby całe życie w Possi albo wstąpiła do klasztoru. Natomiast Sissi bardzo cieszy się z podróży do wielkiego świata. Na miejscu wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, gdy to Sissi, a nie Helena zachwyca Franciszka... W ten sposób tworzy się najsławniejsza i podobno najpiękniejsza cesarzowa, o jakiej słyszał świat. 

          Ciężko opisać uczucia, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu tej historii. Od zawsze byłam zachwycona Sissi, uwielbiałam ją. Jednak w tym uwielbieniu zawsze chodziło bardziej o film i o historię Sissi, którą przedstawił reżyser, a która różniła się od prawdziwego życia cesarzowej. Faktycznie początek historii Sissi jest jak z bajki o Kopciuszku. Oto mamy bawarską księżniczkę, żyjącą na skraju wielkiego świata, w sielskim zameczku w Possenhofen. Nagle przeżywa wielką i romantyczną miłość, o jakiej zawsze marzyła. Jednak dalsze jej losy nie są wcale takie kolorowe. Sissi musiała diametralnie zmienić swoje życie i przyzwyczajenia. Miał ją oglądać cały świat, więc musiała nauczyć się nienagannych manier. O beztroskim życiu, jakie wiodła w dzieciństwie nie było już mowy. Na każdym kroku zadanie to utrudniała jej teściowa, która nie była zadowolona z wyboru syna. Po kilku latach małżeństwa czar prysł i Sissi przestała być szczęśliwa z mężem (choć film pokazywał całkiem inne relacje pary). Cesarzowej można naprawdę współczuć. Mimo ciągle otaczającej ją służby ona ciągle czuła się samotna. Była matką, a nie mogła spędzać ze swoimi dziećmi czasu. Jej zadanie sprowadzało się do rodzenia dzieci i odpoczywania... Wyłącznie do rodzenia, bo do wychowywania Sissi już się nie nadawała. Jej losy faktycznie są dramatyczne. Po śmierci jednej z córek zapadła na depresję (choć wtedy taki termin nie istniał). Naprawdę kochała swoje dzieci, ale jej walka o nie była niestety od samego początku przegrana. 
        
PODSUMOWUJĄC...

         Historia jest cudowna. Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać powieść biograficzną o jednej z moich "idolek" z dzieciństwa.

czwartek, 5 listopada 2015

Podsumowanie miesiąca - październik 2015

Czas na książkowe podsumowanie miesiąca. W październiku przeczytałam 7 książek, czyli dwie mniej niż we wrześniu. Łącznie - 3262 stron, około 105 stron dziennie.

Książki przeze mnie przeczytane to:




Przeczytałam: 1 powieść społeczno-obyczajową w dawnych czasach, 1 dramat, 1 kryminał, 1 fantastyczną, 1 sci-fi, 1 faktu, 1 biografię.

Literatura pod względem narodowości autora też była zróżnicowana:
- 3 książek z literatury amerykańskiej
- 2 książki z literatury polskiej
- 1 książka z literatury francuskiej
- 1 książka z literatury irlandzkiej

Przeczytałam 6 książek z własnej kolekcji i 1 e-booka.

Mam 232 (+1) obserwatorów bloga i 289 (+6) obserwatorów profilu. Ponad 89000 (+4700) osób odwiedziło mojego bloga. Średnia na dzień to 119 wyświetleń. 

poniedziałek, 2 listopada 2015

150# Prawdziwe historie. Dzieci dyktatorów - Jean-Christophe Brisard, Claude Quétel





Tytuł: Dzieci dyktatorów
Autor: Jean-Christophe Brisard, Claude Quétel (pochodzenie: Francja)
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 364
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 7/10



WSTĘPNIE...

          Literatury faktu z reguły nie czytam, bo nieszczególnie lubię historie przedstawione w głównej mierze za pomocą faktów, bez szczególnej fabuły, jak to się odbywa w powieściach. Jednak "Dzieci dyktatorów" wzbudziły moje zainteresowanie, zwłaszcza, że książka ta jest wydana w serii Wydawnictwa Znak - "Prawdziwe historie", a seria ta zbiera wiele pozytywnych opinii.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Mussolini, Stalin, Franco, Castro - te nazwiska chyba znają wszyscy i wiedzą, co one oznaczają. Bokassa, Ceausescu, Pahlavi może są mniej znane, ale wierzcie mi - powinny wzbudzać grozę w taki sam sposób, jak te bardziej kojarzone przez społeczeństwo. Kto by pomyślał, że nawet te bestie mają w sobie ludzie uczucia? W książce można przeczytać wiele scen, w których ci okrutni władcy bawią się ze swoimi dziećmi lub im doradzają - krótko mówiąc: są oni normalnymi rodzicami. Więc dlaczego dla swojego społeczeństwa są tak bezwzględni i nieludzcy? Niestety nie jest to wyjaśnione w książce, gdyż dyktatorzy są w niej tłem, a prym wiodą ich potomkowie. 

          Dzieci dyktatorów często nie zdają sobie sprawy z tego, jacy faktycznie są ich ojcowie. Według nich wszystko co mówią inni po prostu nie może być prawdą, bo przecież tato jest takim dobrym człowiekiem. Gdy dorastają zaczynają inaczej na to patrzeć. Niektórzy całkowicie popierają idee swoich ojców, niektórzy nawet ich przewyższają w swym okrucieństwie i stają się jeszcze bardziej brutalni w swych rządach. Są też tacy, którzy nie mogą sobie poradzić z brzemieniem córki lub syna dyktatora i zmieniają nazwisko. Co najciekawsze, większość dyktatorów przedstawiona w zbiorze opowiadań to władcy panujący pod koniec XX wieku i w XXI wieku. Mogłoby się wydawać, ze świat ciągle zmierza ku lepszemu i w tym demokratycznym świecie nie ma już miejsca na dyktaturę, ale jednak nie jest to prawdą. Zachowały się takie państwa, w których od wielu pokoleń panują despotyczni władcy i na dzień dzisiejszy nie ma szansy na zmianę. Zwłaszcza, jeżeli władzę dziedziczą ludzie z tymi samymi okrutnymi genami i wychowaniem. Myślę, że dzieciństwo żadnego z bohaterów tej zbiorowej pracy nie było łatwe, jednak nie potrafię wszystkim współczuć. Nie wszyscy na to zasługują...

Każde z opowiadań ma coś w sobie i każde jest wyjątkowe. Ale jeśli miałabym wybrać najlepsze - wygrałaby historia o córce Stalina. Po śmierci ojca, Swietłana ucieka na Zachód i umiera zapomniana przez wszystkich jako Lana Peters. Historia jej dzieciństwa i młodości przy boku jednego z największych zbrodniarzy XX wieku była według mnie najciekawsza. 

PODSUMOWUJĄC...
          
          „Dzieci dyktatorów” to zbiorowy twór, a każdy rozdział został napisany przez innego eksperta. Łączy je jednak jedno - wszystkie opowiadają o potomkach okrutnych ludzi. Jest to pozycja na pewno warta uwagi, choćby po to, aby poznać współcześnie panujące reżimy. Kilka zdjęć umieszczonych przy każdym z rozdziałów to dodatkowy plus.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...