czwartek, 3 grudnia 2015

Podsumowanie miesiąca - listopad 2015

Czas na książkowe podsumowanie miesiąca. W listopadzie przeczytałam 11 książek, czyli cztery więcej niż w październiku. Łącznie - 4392 strony, około 146 stron dziennie.

Książki przeze mnie przeczytane to:


1. Zatoka tajemnic - Rosanna Ley
2. Sisi. Cesarzowa mimo woli - Allison Pataki
3. Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka - Lucyna Olejniczak
4. Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria - Lucyna Olejniczak
5. Szczęście do wzięcia - Jason F. Wright
6. Co by było gdyby? - Jemma Forte
7. Zwiadowcy. Ziemia skuta lodem - John Flanagan
8. Barça vs. Real. Wrogowie, którzy nie mogą bez siebie żyć - Alfredo Relaño
9. Umrzeć po raz drugi - Tess Gerritsen
10. Endgame. Wezwanie - James Frey (po raz drugi)
11. Endgame. Klucz Niebios - James Frey







Przeczytałam: 3 powieści społeczno-obyczajowe w dawnych czasach, 1 dramat, 1 kryminał, 1 fantastyczną, 2 sci-fi, 1 obyczajową, 1 historyczną, 1 sportową.

Literatura pod względem narodowości autora też była zróżnicowana:
- 5 książek z literatury amerykańskiej
- 2 książki z literatury polskiej
- 2 książki z literatury brytyjskiej
- 1 książka z literatury australijskiej
- 1 książka z literatury hiszpańskiej

Przeczytałam 6 książek z własnej kolekcji i 5 e-booków.

Mam 237 (+5) obserwatorów bloga i 301 (+12) obserwatorów profilu. Ponad 93000 (+4000) osób odwiedziło mojego bloga. Średnia na dzień to 134 wyświetlenia. 

poniedziałek, 30 listopada 2015

158# Endgame. Klucz Niebios - James Frey

"Żyjcie, umierajcie, kradnijcie, kochajcie, nienawidźcie, zdradzajcie, mścijcie się. Co tylko chcecie. Endgame jest zagadką życia, powodem śmierci. Grajcie. Co ma być to będzie.".



Tytuł: Endgame. Klucz Niebios
Autor: James Frey (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Endgame, tom 2
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 512
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

       Pierwszy tom serii "Endgame" całkowicie mnie zaskoczył. Koncepcja stworzona przez Jamesa Freya oraz Nilsa Johnsona-Sheltona to nie tylko powieść, ale również gra w świecie realnym o wielkie pieniądze, do której może przystąpić każdy. Pierwsza część to dopiero początek zmagań 12 Graczy wywodzących się z pradawnych ludów. "Endgame. Wezwanie" zakończyło się na zdobyciu pierwszego klucza - Klucza Ziemi przez jedną z uczestniczek. Drugi tom, jak wskazuje tytuł dotyczył będzie poszukiwań drugiego - Klucza Niebios. Komu tym razem uda przybliżyć się do zwycięstwa? Przy życiu zostało ośmioro Graczy. Ale czy na pewno? 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

     Poprzednio zachwycałam się cudowną okładką "Wezwania", która przypominała mieniące się złoto. Tym razem kolor okładki jest krwisto-czerwony... czyli taki, jak fabuła - bardzo krwista. Rywalizacja zdecydowanie się zaostrza. Zasady gry całkowicie ulegają zmianie. Wcześniej o Endgame wiedziało niewiele osób, tylko garstka wtajemniczonych. Była to rywalizacja pomiędzy przedstawicielami starożytnych ludów. Natomiast teraz o Grze dowiadują się różne organizacje: od CIA począwszy, na MI6 skończywszy i... cała ludzkość. Jeden Klucz został odnaleziony, wiec reszta Graczy czuje się zagrożona i jeszcze bardziej zdeterminowana, aby znaleźć kolejny. Choć nie wszyscy. Mamy tutaj gamę przeróżnych postaci - od tych bezwzględnych, którzy przed oczami widzą jedynie zwycięstwo po trupach, do tych "delikatniejszych", dla których Endgame zło, a nie cel życia. Przez myśl im przechodzi, że być może istnieje inna opcja, niż wcześniej zakładane dwie: umrzeć lub wygrać. Być może da się przerwać Grę i uratować większość populacji, a nie tylko potomków jednego ludu. 

          W tej części już trochę lepiej poznajemy bohaterów i bardziej zarysowują się ich prawdziwe charaktery. Cieszę się, że więcej fabuły dostał Hilal, bo według mnie jego wątek jest najciekawszy. Aksumowie są naprawdę bardzo starym ludem i związane są z nimi starożytne mity, miejsca i artefakty np. wcześniej wspomniana przeze mnie Arka Przymierza. Drugim z kolei najciekawszym wątkiem jest Aisling, czyli jej współpraca z organizacją rządową i chęć zatrzymania Gry. Niestety wątek Olmeka i Cahokianki trochę stracił na świeżości z "Wezwania" i o nich już tak ciekawie nie było. Ato głównie przez śmierć jednej osoby, która była mocno powiązana z tymi dwoma Graczami. Na prowadzenie zaś wyszła inna osoba, której pomysły dotyczące kryjówek, bomb, czy sposobów ucieczek są niezmiernie oryginalne i nieograniczone. Natomiast największym zaskoczeniem jest tytułowy Klucz Niebios. Jak to powiedziała Aisling "Stwórcy bardzo cwanie to wymyślili". I to jest prawda. 

          Książka jest wielogatunkowa: na pewno jest w niej dużo sci-fi (np. liczby pojawiające się znikąd), trochę fantastyki, sporo realistycznego thrillera, czy powieści akcji (FBI depczące bohaterom po piętach, wszystkie sceny walk, wybuchy), ale również pewne elementy religijne i mityczne (Bogowie, czyli Stwórcy, Arka Przymierza, starożytne artefakty i lokacje). Początkowo koncepcja przypominała nieco "Igrzyska śmierci", ale właściwie tylko koncepcja. Jest to całkowicie inna historia, z innymi zaletami, wątkami i z inną konstrukcją. 

PODSUMOWUJĄC...

          Wiedziałam, spodziewałam się, byłam przygotowana na szok czytając te książkę, bo pamiętam w jaką konsternacje wprawił mnie pierwszy tom. Ale "Klucz Niebios"? To jest całkowita masakra. Po finałowym rozdziale ciężko jest dojść do siebie, bo emocje spowodowane pogonią za Kluczem Niebios są niewyobrażalne. Czułam się, jakbym oglądała naprawdę porywający film akcji. Więc kumulacja emocji przy lekturze ostatnich stron sięgnęła zenitu. I nie mam pojęcia, jak dotrwać do premiery finałowego tomu o 12 Graczach Endgame, najchętniej już bym poznała zakończenie zmagań bohaterów!

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu

piątek, 27 listopada 2015

157# Tajemnice zamku - Lucinda Riley




Tytuł: Tajemnice zamku
Autor: Lucinda Riley (pochodzenie: Irlandia)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania:  wrzesień 2015
Liczba stron: 512
Forma: własna biblioteczka
Moja ocena - 9/10



WSTĘPNIE...

     Lucinda Riley już wcześniej zachwyciła mnie dwiema książkami: "Domem orchidei" oraz "Dziewczyną na klifie". Dlatego, gdy zobaczyłam, że Albatros w końcu wydał kolejną jej powieść, od razu zapragnęłam ją kupić i przeczytać.

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          
Emilie to trochę zagubiona młoda kobieta, która nagle dziedziczy wielki zamek, który jest w posiadaniu jej rodziny od kilkudziesięciu lat. Po śmierci matki, z którą łączyły ją bardzo chłodne stosunki, Emilie pragnie po prostu sprzedać posiadłość i wrócić do swojego prostego życia jako lekarz weterynarii. Nigdy nie czuła się jak dziedziczka wielkiego, arystokratycznego rodu, dlatego ciężar spadku ją przytłacza. Jednak gdy powraca do zamku po wielu latach nieobecności zaczyna jej być szkoda wielkiej biblioteki liczącej ponad 2000 unikatowych książek, gdzie spędzała wraz z ojcem Eduardem wiele czasu. Spotyka również mężczyznę, który wydaje jej się być ideałem. Sebastian pomaga jej i ratuje przed załamaniem, za co dziewczyna jest bardzo wdzięczna. Jak skończy się jej miłość do Sebastiana oraz czy uda jej się rozwikłać zagadkę, na którą natrafia w piwnicach pod winnicą?

          Przenosimy się kilkadziesiąt lat wstecz, gdy w Europie szaleje II wojna światowa. Constance jest sekretarką, jednak zostaje zauważona i doceniona przez swoich przełożonych. Zaczyna szkolić się na brytyjską agentkę, która ma zostać przerzucona do Francji, aby pomagać w ruchu oporu. Jednak już pierwszego dnia wszystko idzie nie tak, jak powinno. Poznaje Eduarda de la Martinières i jego siostrę Sophię. Od tamtej pory jej losy łączą się z arystokratyczną rodziną, początkowo w ich mieszkaniu w Paryżu, a następnie w zamku. Jak skończy się historia Connie?

          Nie dosyć, że uwielbiam wątki kobiet-szpiegów w czasach II wojny światowej (a we Francji to już zwłaszcza, bo jestem od dawna bardzo zainteresowana francuskim Resistance) to jeszcze odkrywanie rodzinnej tajemnicy sprzed lat, gdzie głównym tłem jest wielki, staroświecki zamek oraz otaczająca go winnica... No idealna fabuła dla mnie! Taką historię oczywiście też można zepsuć, ale na szczęście na Lucindzie Riley jeszcze się nie zawiodłam, więc byłam spokojna o tę powieść. I miałam rację, bo nawet przy rewelacyjnych poprzedniczkach, "Tajemnice zamku" i tak biją je na głowę! Było tutaj wszystko, co kocham w książkach w tym stylu: odkrywanie tajemnicy sprzed lat dzięki staremu dziennikowi z listami, ogromna posiadłość, w której wiele lat temu zdarzył się incydent, który zaważył na następnych pokoleniach i ciekawa główna bohaterka. Choć tutaj mam na myśli raczej Constance, bo Emilie niczym szczególnym się akurat nie wyróżnia. Natomiast Connie to inteligentna, piękna Brytyjka, która naraża swoje życie, aby wspomóc francuski ruch oporu. To mówi samo za siebie.
        
PODSUMOWUJĄC...

          
Nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki. Odkąd przeczytałam "Dom orchidei" wypatruję jej dzieł co jakiś czas... Oby tym razem jej kolejna powieść została szybciej wydana w Polsce. Polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...