czwartek, 29 października 2015

149# Plantacja Somerset - Leila Meacham




Tytuł: Plantacja Somerset
Autor: Leila Meacham (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: lipiec 2015
Liczba stron: 616
Forma: e-book
Moja ocena - 7/10



WSTĘPNIE...

       Uwielbiam sagi rodzinne, a zwłaszcza te, w których łączą się historie kilku rodów, a nie tylko jednego. Saga autorki Leili Meacham składa się z dwóch tomów pt. "Plantacja Somerset" i "Róże". Akcja rozpoczyna się w 1936 roku, zaś kończy w latach 80. XX wieku (w "Różach").

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Autorka Leila Meacham zabrała nas do czasów z początku XIX wieku w Stanach Zjednoczonych, gdzie niewolnictwo było na porządku dziennym i dopiero zaczynały się małe i niepewne ruchy abolicjonistyczne. Bohaterów jest wielu, gdyż jest to ponad 600-stronicowa saga opowiadająca o kilku rodzinach - Toliverach, Warwickach, Wyndhamach i DuMontach. Głównymi bohaterami zaś są pojedynczy przedstawiciele tych rodzin: Silas Toliver, Jeremy Warwick, Jessica Wyndham, Henri DuMont. Jak łączą się ich losy? Silas i Jeremy są przyjaciółmi od wielu lat i postanawiają razem wyjechać na ziemie teksańskie, aby spełniać tam swoje marzenia i założyć miasto. Przez pewien splot różnych wydarzeń towarzyszy im Jessica, która zostaje żoną Silasa. Po drodze spotykają zaś Francuza - Henri DuMonta, która pragnie uciec od apodyktycznego ojca i założyć swoją firmę w nowym mieście. W taki sposób Silas buduje rezydencję Somerset oraz wielką plantację bawełny, Jeremy zajmuje się wyrębem i handlem drewna, zaś Henri otwiera wymarzony dom handlowy. Jednak wkrótce nad rodziną Toliverów zbiorą się czarne chmury, gdyż podobno bogactwo zdobyte w sposób, w jaki pozyskał je Silas, jest obarczone klątwą...


          W powieści tej głównym plusem są bohaterowie. Mamy dwie wspaniałe kobiety, które w pewnym stopniu są inne niż reszta kobiet żyjących w XIX wieku. Największą sympatię wzbudziła we mnie Jessica, która jest panienką z dobrego i bogatego domu, w którym korzysta się z pracy wielu czarnoskórych niewolników. Jednak Jessica jest buntowniczką i abolicjonistką, chce żeby służba była traktowana jak każdy inny człowiek. Te przekonania nie podobają się oczywiście jej ojcu, który wymyśla dla niej bardzo surową karę. Jednak kara w pewnym momencie zamienia się w nagrodę. Sarah natomiast działa w Kolei Podziemnej, czyli pomaga ukrywać zbiegłych Murzynów i pomaga im w ucieczce. Szkoda tylko, że wątek Sary był taki krótki. 


          Jednak powieść ta ma również wady. Mam wrażenie, że niektóre wątki były urywane i akcja działa się nagle kilka lat później. Niektóre wątki naprawdę mnie ciekawiły i wolałabym dowiedzieć się co się działo dalej w obecnym momencie, a nie tylko z pamiętnika, czy z opisu narratora kilka lat później. Kolejną wadą są momentami zbyt długie opisy np. konfliktu pomiędzy bohaterami, a Indianami. Choć właściwie trudno sobie wyobrazić, żeby 660-stronicowa książka była ciągle ciekawa i żeby akcja ciągle się rozwijała i nie ustawała. Jednak sagi rodzinne chyba mają to do siebie, że czasem leniwie się ciągną. 

PODSUMOWUJĄC...

        Jednak pomimo kilku wad bardzo polecam przeczytać pierwsza część sagi. Zwłaszcza osobom, które takie historie po prostu uwielbiają. W najbliższym czasie na pewno sięgnę również po kontynuację "Róże", gdyż chętnie się dowiem jak to dalej było z ta klątwą...

środa, 28 października 2015

148# Nowy Sprzymierzeniec - Magdalena Marków

"Był to prosty srebrny medalion ozdobiony wizerunkiem wilka. Wiele razy widział ów przedmiot na szyi Wayi. Podobno był równie stary jak samo królestwo, a władcy przekazywali go sobie z pokolenia na pokolenie, tak samo jak pozostałe insygnia władzy."



Tytuł: Nowy Sprzymierzeniec
Autor: Magdalena Marków (pochodzenie: Polska)
Seria: Smocza Krew, tom 2
Wydawnictwo: -
Liczba stron: 500
Forma: e-book
Moja ocena - 9/10



WSTĘPNIE...

       Pierwszy tom pt. "Wybraniec"(recenzja) trylogii "Smocza krew" autorstwa Magdaleny Marków jest już w trakcie wydawania, a premiera książki ustalona jest na styczeń 2016 roku. Natomiast autorka nie zwalnia tępa, a wręcz je przyspiesza. Mam tę przyjemność, że mogę jako jedna z pierwszych przeczytać kontynuację "Wybrańca", czyli "Nowego Sprzymierzeńca". A wiem, że część III - "Nadzieja zawodzi" jest w trakcie przygotowywania... Także dzieje się, oj dzieje. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Walka z potężną czarownicą Dhalią nadal trwa i się zaostrza, a Drasan i jego drużyna składająca się z najemniczki Neili, zabójcy Velwela i smoka Gaenora powiększa się o tytułowego Nowego Sprzymierzeńca - bezwzględnego przywódcę Gildii Zabójców, nienawidzącego Neili - Alt'ara, który jest wilkołakiem. Pomimo odwiecznej walki smoków z wilkołakami, którzy są naturalnymi wrogami bohaterowie łączą siły przeciwko najgorszemu złu - Dhalii i demonicznemu królowi Riden – Bal’zarowi. Gdzieś indziej swoją misję do wypełnienia ma Yarred, najlepszy przyjaciel Drasana, który wraz ze swoją narzeczoną Marą starają się znaleźć bezpieczne dla dziewczyny miejsce. Natomiast jednorożec, Mistrz Askhan ratuje młodego półelfa Nolana z niedoli, którą przeżywał w mieście elfów i razem podróżują. Ale jak się do dla nich skończy?

          W tym tomie zauważyłam pewne "nowości”, których w "Wybrańcu" albo nie było, albo były, lecz bardzo mało. Po pierwsze - mamy w końcu rozbudowany wątek miłosny! A właściwie dwa, ale tym razem dotyczy on głównego bohatera, który w pewnym stopniu przeszedł metamorfozę. Na początku był aroganckim młodym chłopakiem, który dziewczyny traktował jak przedmioty. Natomiast teraz się zakochał i przez to stał się dojrzalszy i zmężniał. Drugą rzeczą, której w części pierwszej było mało, jest liczba uśmierconych osób... Jest ich naprawdę dużo, a życie często tracą jedne z ważniejszych postaci (w tym niestety jedna z moich ulubionych). Dzięki temu zabiegowi naprawdę nie można narzekać na powoli płynącą fabułę i brak zwrotów akcji. Wręcz odwrotnie - autorka co rusz raczy nas jakimś przełomem w fabule, co wywołuje zaskoczenie i ciekawość - co będzie dalej, jak potoczy się historia i czy Drasan wypełni swoje przeznaczenie.

          Kolejnym pozytywem jest pojawienie się masy (naprawdę masy!) nowych barwnych postaci: od kolejnych potężnych czarownic, do bezwzględnych elfów, które w wyobraźni pani Marków są naprawdę okrutnymi istotami (a zwłaszcza jedna z nich - Saruviel). Jednak i tak najciekawszą bohaterką jest według mnie Mara i jej historia. Gdy myślała, że jej życie jest już przegrane i z góry ustalone, pojawił się Kapitan Cordydian i uratował ją z niedoli. Jednak to był dopiero początek jej pomyślności. Następnie dowiaduje się, że jest córką zmarłego króla Antui i jego jedyną następczynią. Okazuje się, że ta biedna i poniewierana dziewczyna nagle staje się królową, matką i narzeczoną wspaniałego mężczyzny. 

          Historia nabiera pędu i przyspiesza coraz bardziej odsłaniając ostateczny cel Drasana - wypełnienie przepowiedni. Widać, że w tej powieści nic nie jest przypadkowe - autorka miała koncepcję na historię, która obejmie kilka tomów, jak również i dodatki! Przecież już wyszły dwa opowiadania z "Cyklu opowiadań o Alt'arze", choć i tak najbardziej nie mogę się doczekać się dziejów i początków największego wroga głównego bohatera - Dhalii, które również są w planach autorki! Zatem widzicie, jak bardzo to wszystko jest dopracowane i przemyślane. Nie wspominając już o własnoręcznie narysowanej przez Magdalenę Marków mapki Półwyspu Lineland, która prezentuje się bardzo okazale. Więcej dowiadujemy się też o prawdziwej matce i ojcu Drasana oraz o jego wczesnym dzieciństwie. Bardzo podobała mi się również historia Półwypsu Lineland oraz opowieść o narodzinach czarownic snuta przez Aldera.  
Zakończenie powieści nie nastraja zbyt pozytywnie... po wielkiej walce, do której przez całą drugą część nieuchronnie zbliżał się Drasan wraz z jego sprzymierzeńcami przyszedł czas na kolejne starcia, które mogą okazać się jeszcze trudniejsze, niż do tej pory. 

PODSUMOWUJĄC...

          "Nowy Sprzymierzeniec" to nie tylko rewelacyjna kontynuacja "Wybrańca". To świetnie skonstruowana fabuła, wykreowani bohaterowie oraz doskonałe opisy walk z wykorzystaniem przeróżnych technik magicznych. Nie mogę się już doczekać trzeciej części, w której wszystko się wyjaśni...

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję autorce Magdalenie Marków.

sobota, 24 października 2015

147# Wszyscy mamy tajemnice - Harlan Coben

"Umysł gra na czas. Robi uniki, zwody, wynajduje nieistotne bzdury na opakowaniach napoju, a wszystko w nadziei, że uniknie nieuniknionego."



Tytuł: Wszyscy mamy tajemnice
Autor: Harlan Coben (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Seria: Myron Bolitar, tom 10
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2012
Liczba stron: 460
Forma: e-book
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

       10. część cyklu o Myronie Bolitarze pt. "Wszyscy mamy tajemnice" wyszła już jakiś czas temu, jednak coś nie było mi drodze z tym thrillerem. Ale w końcu naszła mnie ochota na przeczytanie kolejnej książki mistrza amerykańskich kryminałów (według mnie).


TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          W życiu Myrona zaczyna się układać - jej zaręczony z piękną i ukochaną przez niego kobietą, Teresą, którą znamy z poprzednich części Tym razem sprawa, którą musi rozwiązać nie jest związana bezpośrednio ze światem sportowym. Jego klientka Suzze, choć jest była tenisistką ma dla niego innego zadanie, niezwiązane z jej karierą. Mianowicie, ma on odnaleźć osobę, która napisała na jej facebooku, że dziecko, które w sobie nosi nie jest jej męża. Przez tą sytuację Lex (mąż Suzze) zniknął i nie daje znaku życia. Myron ma "przemówić mu do rozsądku" oraz znaleźć sprawcę całego zdarzenia. Sprawa się komplikuje, gdy bohater dowiaduje się, kto jeszcze jest w nią zamieszany - ktoś z jego przeszłości...


          Tym razem bardzo dużą część fabuły stanowiła przeszłość Myrona, a mianowicie jego relacje z bratem Bradem, które były bardzo napięte. Tak właściwie to główny bohater nie widział się z bratem od 16 lat. Uważam, że jest to tak jakby wprowadzenie do kolejnej serii Cobena o Mickeyu Bolitarze, czyli bratanku Myrona. Bardzo dobrze Coben to rozegrał, bo naprawdę z niecierpliwością oczekiwałam rozwikłania zagadki. I odpuściłam sobie zgadywanie, co mogło się naprawdę wydarzyć, bo jeszcze nigdy nie udało mi się wcześniej zorientować, co autor wymyślił za tajemnicę. No cóż, jest w tym po prostu mistrzem. Nikt tak nie buduje całej sieci pobocznych wątków, które w końcu sprowadzają się do głównej fabuły. Przy każdej jego książce na koniec miałam rozdziawioną buzię ze zdziwienia. Oczywiście jedne były lepsze, inne gorsze, ale zawsze tym zakończeniem musiał zaskoczyć. I tym razem autor mnie nie rozczarował. Intryga została świetnie skonstruowana i to nie tylko ta związana z życiem osobistym Boliatra.


          Harlan Coben jest mistrzem wplatania sarkazmów w wypowiedzi bohaterów, w najmniej sprzyjających dla nich momentach. Te ironiczne komentarze i żarciki Myrona i Wina są naprawdę rewelacyjne i nigdy mi się nie znudzą. No właśnie, tylko co się stanie z Winem? Mam nadzieję, że jeszcze i nim usłyszymy...

PODSUMOWUJĄC...

         Wszystko wskazuje na to, że niestety jest to ostatnia część z serii o Myronie Bolitarze. Na szczęście z bohaterem nie żegnamy się na stałe, bo powstały już trzy książki z serii o Mickeyu Bolitarze, w których to Myron też oczywiście odgrywa jakąś rolę. Może nie główną, ale zawsze to coś. Oby były równie dobre, jak reszta książek pisarza. Polecam!

środa, 21 października 2015

146# Zaginięcie - Remigiusz Mróz - RECENZJA PREMIEROWA





Tytuł: Zaginięcie
Autor: (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Joanna Chyłka, tom 2
Data wydania:  październik 2015
Liczba stron: 512
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 8+/10



WSTĘPNIE...

      Remigiusz Mróz zachwycił mnie "Kasacją", która jest pierwszą częścią serii prawniczej o Joannie Chyłce i Kordianie Oryńskim z Kancelarii Żelazny & McVay. Na szczęście autor nie kazał nam długo czekać i już kilka miesięcy po premierze pierwszej części czas na kontynuację - "Zaginięcie".

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           
Wielki dom pod lasem, bogata rodzina wypoczywająca w domku letniskowym z małą, niespełna czteroletnią córeczką. Sielankowy obraz zostaje brutalnie przerwany, gdy dziewczynka nagle znika. Dosłownie zapada się pod ziemię. Sprawa jest trudna i dla sądu z góry wiadoma. Brak śladów włamania, włączony alarm - wszystko wskazuje na rodziców małej Nikoli. Mimo tego Chyłka postanawia wziąść sprawę z góry skazaną na niepowodzenie i podjąć się obrony małżeństwa. Jednak dla prawniczki nie ma rzeczy niemożliwych... Razem z młodym aplikantem Kordianem (Zordonem) prowadzą własne śledztwo, aby jak najszybciej dowieść niewinności klientów. Dzięki nim na światło wychodzą nowe fakty. Jednak czy to wystarczy?Nie będzie to łatwa sprawa i to nie tylko pod względem poszukiwania dowodów niewinności...

          "Kasacja" była naprawdę bardzo dobrym kryminałem . Jednak "Zaginięcie" bije ją na głowę. Sprawa zniknięcia czteroletniej dziewczynki jest bardzo intrygująca i razem z bohaterami zastanawiamy się, kto mógł faktycznie to zrobić i co najważniejsze - "jak"? Dwójka głównych bohaterów to naprawdę barwne i nietuzinkowe postacie. Chyłka przypomina nieco Annalise Keaton z serialu "Sposób na morderstwo" ("How to get away with murder"), natomiast Kordiana wyobrażam sobie ciągle jak Mike'a Rossa z "W garniturach"  ("Suits"). Chyłka i Zordon tworzą naprawdę rewelacyjny duet, jeden z lepszych w literaturze przez mnie czytanej. Kordian zaczyna się rozkręcać i z początkowo dosyć nieśmiałego i zagubionego aplikanta przeobraża się w pewnego siebie... uwodziciela. Natomiast Chyłka momentami traci trochę swojego pazura i pokazuje ludzkie oblicze. Ale na szczęście nie robi tego często, bo wtedy nie byłoby całej zabawy związanej z czytaniem dialogów tej osobliwej pary. 

          Historia wymyślona przez autora to prawdziwy majstersztyk. Sprawa prowadzona przez prawników wzbudza całą gamę emocji. Współczucie z powodu zaginięcia małego dziecka, zdziwienie i konsternację, gdy na jaw wychodzą coraz bardziej zaskakujące fakty, oczywiście też śmiech, zwłaszczy gdy Chyłka stara się dopiec Kordianowi (co jej wychodzi wyśmienicie) i co najważniejsze zainteresowanie, bo od książki po prostu nie można się oderwać. Nawet nie wiem, kiedy dotrwałam do ostatniej strony. Historia wydaje się być początkowo bardzo zagmatwana, ale później, gdy dowiadujemy się prawdy, okazuje się, że właściwie taka nie była. Pisarz inspirował się nieco sprawą Madzi z Sosnowca, o której niedawno było głośno, więc może to być dla was pewna wskazówka. "Zaginięcie" to dokładnie skonstruowana historia od samego początku do końca. Każdy nawet najdrobniejszy szczegół ma znaczenie. I po raz kolejny został poruszony problem moralny adwokatów - czy bronić klienta, gdy wiadome jest, że jest winny?  
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Podziwiam autora za skonstruowanie tak zawiłej zagadki, a tak naprawdę bardzo prostej. Posłowie autora nastraja bardzo optymistycznie, bo chyba niedługo możemy spodziewać się kolejnej prawniczej sprawy do rozwiązania... Czekam! I zdecydowanie polecam "Kasację" oraz "Zaginięcie". 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu



poniedziałek, 19 października 2015

145# Afgańska Perła - Nadia Hashimi

"Czasem trzeba wyjść z tłumu, przekroczyć granicę. Zdobyć się na odwagę i wyciągnąć ręce po szansę, jeśli się czegoś bardzo pragnie."





Tytuł: Afgańska Perła
Autor: Nadia Hashimi (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 480
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 7/10



WSTĘPNIE...

          Nowe wydawnictwo "Kobiecie" od razu wchodzi na rynek z ciekawą premierą - "Afgańską perłą" autorstwa amerykańskiej autorki Nadii Hahimi, która posiada afgańskie korzenie. Premiera zainteresowała mnie bardzo, gdyż ciekawią mnie książki o kobietach pochodzących i żyjących w krajach islamskich. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Dwie bohaterki, dwa różne okresy w historii, dwie opowieści. Zacznijmy od Szekiby, którą los bardzo mocno doświadczył: w jednym czasie umarła prawie cała jej rodzina tzn. matka i rodzeństwo. Została sama z ojcem, który nie radził sobie i potrzebował pomocy przy gospodarstwie. I takim sposobem młoda kobieta, która i tak nie miała wielkich perspektyw na małżeństwo (gdyż w dzieciństwie została poparzona gorącym olejem, przez co połowę jej twarzy pokrywały szpetne blizny) została chłopcem, stała się synem dla swojego ojca. Gdy jego również zabrakło musiała przeprowadzić się do znienawidzonej rodziny ze strony ojca, gdzie nią pomiatano. Później wszędzie gdzie trafiała, była traktowana tak samo jak facet, który ma wiele siły, by ciężko pracować. I Szekiba pracowała. Wiele lat później jej wnuczka Rahima zostaje potraktowana podobnie: ze względu na brak synów w jej domu matka postanawia, że Rahima od tej pory będzie Rahimem - dziewczyną przebraną za chłopca. Dziewczynka była bardzo szczęśliwa mogąc bawić się z innymi chłopcami i żyć wolnością, której kobieta nigdy nie zazna. Jednak "sielanka" się kończy, gdy mężczyzna w wieku jej ojca postanawia ją poślubić. Wtedy zaczyna się piekło. 

          Losy kobiet mieszkających w państwach arabskich zawsze mnie bulwersują i wzruszają. Nigdy nie zrozumiem takiej kultury, gdzie płeć kobieca jest tak okrutnie traktowana. W tamtych krajach od wielu stuleci właściwie mało się zmienia: 150 lat temu Szekiba była traktowana, jak osoba o wiele gorsza od mężczyzn, tak i ponad 100 lat później jest traktowana jej wnuczka. Kobiety muszą być posłuszne mężczyznom: najpierw swoim ojcom i braciom, a później mężom i wykonywać wszystkie ich rozkazy. To jest główny, najważniejszy ich obowiązek. A przy tym powinny zostać jeszcze niewidzialne. Nie ma możliwości, aby opisać jak głębokie uczucia ta książka może wywołać. Jest to jedna z tych opowieści, napisanych tak pięknie, która zmusza czytelnika do wędrówki poprzez życie tych wszystkich odważnych kobiet w Afganistanie. Jednak dwie główne bohaterki chciały zmienić swoje życie, a nie godzić się na to, co je spotkało. Mimo, ze jest to fikcja literacka, to odczuwa się tą realność historii... Wszyscy dobrze wiemy, że tak naprawdę dzieje się w Afganistanie. Wiele podobnych historii w tej chwili toczy się w tamtych, i wielu innych krajach, a ludzkość nie potrafi sobie z tym poradzić.

PODSUMOWUJĄC...
          
          Zazwyczaj w takich powieściach, gdzie przeszłość przeplata się z teraźniejszością mam swój ulubiony wątek. Jednak tutaj absolutnie nie potrafię wybrać ciekawszego, zwłaszcza, że moim zdanie, praktycznie nie da się odczuć, który wątek jest z przeszłości... Naprawdę w Afganistanie czasy wcale tak bardzo się nie zmieniły, jak np. w Europie. I to chyba nie jest dobre...


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Kobiece

niedziela, 18 października 2015

144# Utracona i odzyskana - Lucy Foley





Tytuł: Utracona i odzyskana
Autor: Lucy Foley (pochodzenie: Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: marzec 2015
Liczba stron: 440
Forma: papierowa (moja biblioteczka)
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

       Wystarczył mi sam opis debiutanckiej powieści Lucy Foley, abym wiedziała, że po książkę warto sięgnąć. Tajemnica skrywana od lat, angielska sceneria wyższych sfer, znany i uzdolniony malarz oraz podróż do pięknego egzotycznego kraju jakim jest Korsyka - takiej powieści potrzebowałam. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Kate to niespełna trzydziestoletnia Brytyjka, która nagle zostaje na świecie sama. Jakiś czas temu zmarła jej ukochana matka June, która była jej najlepszą przyjaciółką, a teraz zostawia ją również babka, Evie. Jednak przed śmiercią wyjawia jej pewną tajemnicę, którą skrywała od lat: wie, kto jest prawdziwą matką June, mimo że zawsze twierdziła, że nie ma żadnego pojęcia o przodkach przybranej córki. Zrozpaczona po śmierci najbliższych Kate postanawia poznać więcej szczegółów tej tajemnicy. Udaje się w podróż na Korsykę w odwiedziny u malarza - Thomasa Stafforda, która ponad pół wieku temu namalował obraz jej babki. Tom ma do opowiedzenia cudowną historię miłosną, ale nie zna wszystkich szczegółów skrywanej od lat tajemnicy. Kate udaje się w dalsza podróż, a pytania zaprowadzą ją do Paryża i Nowego Jorku...


          Historia rozpoczyna się właściwie w latach 20. XX wieku, a kończy we współczesności głównej bohaterki (są to lata 80. XX wieku). Nie mogło zabraknąć również czasów II wojny światowej i ciekawej opowieści Cecile z tym związanej. Autorka pięknie opisała historię miłosną, która nigdy się nie skończyła i w sercach bohaterów nadal się toczyła, nawet gdy byli z kimś innym. Opisy krajobrazów, głównie Korsyki są zniewalające i zachęcają do zwiedzenia tego urokliwego miejsca, a zwłaszcza pięknego domu słynnego malarza. Nic dziwnego, że bohaterka postanowiła zostać tam dłużej i w między czasie zakochać się w pewnym przystojnym mężczyźnie. Ale to jest tylko poboczny wątek, gdyż prym wiodła tutaj historia Alice oraz Thomasa. Zadziwiło mnie trochę zakończenie, gdyż spodziewałam się raczej innego obrotu spraw - jakiejś wielkiej bomby albo chociaż spotkania po latach. A zakończenie jest takie spokojne i zwyczajne. Ale to nie jest jakimś wielkim minusem, bo cała opowieść nadrabia tę trochę skąpą końcówkę. 


PODSUMOWUJĄC...

         Aż trudno uwierzyć, że ta książka jest debiutem brytyjskiej autorki. Jeśli taka piękna historia udała się już za pierwszym razem, to jakie będą kolejne książki? Już w tej chwili autorka trafia na moją listę książek najbardziej wyczekiwanych pisarek obok Kate Morton,Sarah Jio, Lucindy Riley.

wtorek, 13 października 2015

143# Agenda 21 - Glenn Beck, Harriet Parke




Tytuł: Agenda 21
Autor: Glenn Beck, Harriet Parke (pochodzenie: Stany Zjednoczone)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania:  wrzesień2015
Liczba stron: 335
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 8/10



WSTĘPNIE...

          Naprawdę uwielbiam podgatunek sci-fi jakim jest dystopia. Mimo, że od kilku lat na rynku wydawniczym pojawia się dużo książek opowiadających o jednej z możliwych wizji przyszłości, do której zmierza świat, to i tak chętnie sięgam po te powieści. Trafiają się różne: te gorsze, które ani nie wnoszą nic nowego, ani nie mają ciekawych bohaterów, ani choć trochę zaskakującej lub szokującej fabuły, te które są naprawdę ciekawe, choć właściwie nic nowego nie pokazują i te, które zapierają dech w piersiach poprzez ciekawą akcję lub postacie. Nie ukrywam, że jeszcze przed premierą "Agendy 21" wiele od niej oczekiwałam...

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

          Agenda 21 to dokument programowy, który przedstawia sposób opracowania i wdrażania programów zrównoważonego rozwoju w życie lokalne. Jednak Agenda 21 nie jest fikcją, została naprawdę wprowadzona z inicjatywy ONZ na konferencji w Rio de Janeiro w 1993 roku. Program ten jest realizowany przez 170 krajów, wliczając w to Polskę. Jest to jednym zdaniem: program ratowania planety, mający na celu między innymi oszczędzanie energii. Jednak co się może wydarzyć, gdy program wymknie się spod kontroli i gdy do władzy dojdą nieodpowiedni ludzie to jedynie fikcja literacka duetu Glenna Becka i Harriet Parke. Ale czy jest to jedynie fikcja, czy może hipoteza i zapowiedź tego, co w przyszłości może stać się ze światem? Oby była to jedynie wyobraźnia autorów...

          Emmeline żyje wraz z matką na jednym z Osiedli w Mieszkalniku, jak nazywane są w ich czasach dawne domy. Stanów Zjednoczonych, Europy ani innych kontynentów już nie ma, są po prostu Wspólnoty, które konkurują między sobą o ilość pozyskanej energii, o liczbę narodzonych dzieci, o zebrane plony itp. Większość mieszkańców ma obowiązek codziennego dostarczania energii do Wspólnoty za sprawą długiego marszu na desce energetycznej, a nagrodą są za to podawane dwa razy dziennie posiłki. Jeśli rząd kontroluje jedzenie ma wielką władzę, jeśli kontroluje jedzenie i energię ma władzę całkowitą. Wielu ludzi jest bezpłodnych, więc przeprowadzane są specjalne testy reprodukcyjne, a obywatelom dobierani są partnerzy, nie mają oni wolnego wyboru. Emmeline rodzi córeczkę, jednak może nawet jej zobaczyć, gdyż dzieci nie należą do swoich rodziców, lecz do Centralnego Zarządu Spolegliwości, głównych władz Wspólnoty. Bohaterka zaczyna dostrzegać niesprawiedliwość świata i postanawia się temu przeciwstawić.

          Jest to w pewnym stopniu powieść młodzieżowa, nie powiem, że nie. Główna bohaterka jest niespełna osiemnastoletnią dziewczyną, przeżywa swoje pierwsze uczucia. Jednak ta powieść ma w sobie o wiele większy przekaz i historię do opowiedzenia. To naprawdę szokująca i wstrząsająca wizja świata, w której ekologia jest na pierwszym miejscu, a ludzie zamiast być najważniejszymi istotami na świecie stają się jedynie pionkami ratującymi środowisko. Zamiast żyć pełnią życia, po prostu istnieją, aby świat mógł przetrwać. Są ciągle kontrolowani, nie mogą sami podejmować żadnych decyzji, bo tylko Republika wie, co jest dla nich dobre. Czy jest to naprawdę cena warta uratowania świata? Jeśli tak ma wyglądać życie ludzi do końca świata, to czy naprawdę warto żyć? Bez możliwości spędzenia wolnego czasu, tak jak się ludziom podoba, bez możliwości wyboru partnera na całe życie, bez możliwości ujrzenia własnego dziecka. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Czy powieść mnie zaskoczyła? Jak najbardziej tak. Miałam duże wymagania i zostały one spełnione. Jest tutaj realność, historia, która warto opowiedzieć, nieowiązane zagadki i ciekawa postać głównej bohaterki. Naprawdę polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu


poniedziałek, 12 października 2015

Wywiad z Wojciechem Matyja (autorem książki "Nocny Sęp")

Moją opinię na temat książki "Nocny Sęp", autorstwa Wojciecha Matyja już znacie. Lubicie "Zwiadowców" Johna Flanagana albo "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego? To polubicie "Nocnego Sępa", gwarantuję wam to. Dlatego chciałabym Wam trochę przybliżyć postać autora, który odpowie na kilka pytań o sobie, jak i o swojej twórczości. Zapraszam na wywiad.

1. Na początek pytanie podstawowe: jak zrodził się pomysł napisania książki
"Nocny Sęp"?
Od dawna marzyłem, by stworzyć świat, który mógłbym modelować, ale jakoś nie mogłem się do tego zabrać. Aż prawdziwym impulsem okazała się być historia filmowego Van Helsinga, facet miał kuszę – moja ulubiona broń dystansowa – potrafił świetnie walczyć, był inteligentny i znał się na kobietach, choć przyznam, że z tym ostatnim niezbyt mi się udało, ale wiedziałem, że najpierw stworzę bohatera obdarzonego takimi cechami, dodatkowo uzbroję go w miecze i wyślę do walki. To był stopniowy proces, i tak najpierw powstał szkic głównej postaci, dopiero później dobudowałem do niego zarys świata, w którym ta postać mogłaby się swobodnie poruszać.

2. Czy lubi Pan nie tylko pisać o magicznym świecie fantasy, ale również czytać książki z tego gatunku?
Oczywiście, tego i nawet kilku innych gatunków, ale o wiele bardziej lubię pisać. Ze mną nie jest tak łatwo, rzadko kiedy potrafię przeczytać książkę jednym tchem od deski do deski, nie dlatego, że historia jest nieciekawa, wręcz przeciwnie, zwykle bardzo dobra, co powoduje, że ogarnia mnie nieodparta chęć przelania swych emocji na ekran komputera i zwyczajnie przerywam czytanie. 

3. Czy wzorował się Pan na jakimś sławnym pisarzu powieści fantasy? Na Tolkienie, Sapkowskim?
Odkąd pamiętam inspirował mnie Tolkien, to On po raz pierwszy wprowadził mnie do świata fantastyki i pokazał jego magię. Na zawsze pozostanie dla mnie bezapelacyjnym Mistrzem tego gatunku. Jednak niewątpliwie z biegiem czasu również Pan Andrzej Sapkowski, jak i George R.R. Martin stali się dla mnie bardzo ważnymi twórcami, od których czerpałem lekcje budowania bogatego świata, który mógłby kiedyś również zacząć żyć własnym życiem:)

4. Do której z bohaterek lub bohaterów ma Pan największy sentyment? Do Bengerna, Anxetii, Herbolta, czy może do jeszcze jakiejś innej?
Chyba nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Każda z głównych postaci symbolizuje jakiś aspekt mojego życia, każda z nich jest w jakimś sensie mi bliska, gdyż reprezentuje cząstkę mnie, lub zwyczajnie budzi wspomnienia z okresem, w którym powoływałem ją do życia. Zdradzę, że jest w książce jeszcze jedna postać, zła, którą darzę szczególną sympatią, ale potraktuję to jako zagadkę.

5. Nurtuje mnie jedna myśl dotycząca Bengerna... jakim bohaterem tak naprawdę jest? Dobrym, czy złym?
Nie jest ani zły do szpiku kości, ani też krystalicznie biały. Myślę, że Bengern reprezentuje szeroką gamę odcieni szarości, jak każdy z moich bohaterów, w jakimś stopniu. Głównie chodzi o to, aby starać się poszukiwać dobra tam gdzie inni dopatrują się tylko czarnych chmur, do poszukiwania ukrytego dobra w Bengernie, jak i w życiu realnym zachęcam, każdego czytelnika:) 

6. Mam słabość do mapek fantastycznych krain, gdyż mogę wtedy dosłownie śledzić wędrówkę bohaterów. Czy ma Pan może w planach stworzenie mapki wykreowanego przez Pana uniwersum?
Taka mapka, choć niekompletna i wymagająca odświeżenia, już istnieje, osobiście twierdzę, że marny ze mnie szkicownik więc przy wstępnej fazie tworzenia pomagał mi wujek, który aktualnie nie ma wolnej chwili, by pomóc w jej dokończeniu. Jeżeli tylko znajdzie się czas albo utalentowany wolontariusz, to pełna mapka ukazałaby się szybko.

7. Czy któryś z bohaterów przypomina w jakimś sensie Pana lub bliskie osoby?
Przypuszczam, że jest niewiele głównych postaci, na których cechy, poglądy, zachowania i historie mają znikomy wpływ osobowość i doświadczenia autora. Idąc tym tropem jestem pewien, że bohaterowie „Nocnego Sępa”, to w dużej mierze zlepek moich dobrych, jak i złych cech, z dodatkiem tych dla nich odrębnych, jednak gdybym miał się utożsamić konkretnie z którąś z postaci, to zapewne byłby nią Bengern. 

8. Gdyby powstała ekranizacja Pana powieści, kto zagrałby główne role najważniejszych bohaterów?
Gdyby tak się stało i to mnie poproszono o dobór głównej obsady, to po dłuższej oscylacji między wieloma świetnymi aktorami/aktorkami do odegrania roli Bengerna, Anxetii, Herbolta i Świta zaprosiłbym kolejno Jareda Leto, Emily Blunt, Raya Stevensona i Madsa Mikkelsena. 

9. Czy pisząc książkę ukrywał Pan ten fakt przed bliskimi, czy może potrzebował Pan ich wsparcia przy jej tworzeniu?
Chyba od samego początku pochwaliłem się swoimi pisarskimi marzeniami. Podczas kreowania opowieści zdarzało się, że prosiłem kogoś z rodziny, o to by przeczytał dany fragment i wyraził o nim opinię, częściej jednak mówiłem o swoich pomysłach i patrzyłem na reakcję rozmówcy, a ta była zwykle wymowna i już wiedziałem, czy muszę coś dopracować, czy też nie. To od strony fabularnej. A od strony technicznej dużo zawdzięczam mojej polonistce oraz pewnej pani filolog, dzięki ich zaangażowaniu i pomocy w doskonaleniu mojej poprawnej polszczyzny nie muszę teraz odczuwać zbytniego skrępowania. 

10. Ile czasu trwało znalezienie wydawnictwa chętnego do wydania Pana powieści?
O wiele krócej niż sądziłem, ku mojemu zdziwieniu dłużej się wahałem, czy to dobry moment by podzielić się książką. Wilk nie okazał się być aż taki straszny, bowiem z pośród wielu wydawnictw jakie przeglądałem „Białe Pióro” było pierwszym, któremu zdecydowałem się wysłać plik z powieścią. Nie byłem  pewien, czy mój utwór spotka się z aprobatą, ale Wydawnictwo okazało się być przychylne, za co jestem wdzięczny:)

11. I jeszcze jedno pytanie na koniec. Jakieś konkretne plany literackie na najbliższy czas? Czy kolejna książka jest w trakcie tworzenia, czy na razie robi Pan sobie przerwę?

Oczywiście chciałbym kontynuować historię „Nocnego Sępa”, ale póki co mam tylko urywki kolejnej części, a reszta czeka grzecznie w głowie na moment kiedy będę miał chwilę, by ją spisać. Równolegle z „Nocnym Sępem” pisałem wiersze o wojenno-nostalgicznej tematyce, do pełnego tomiku brakuje mi jeszcze kilka strof, więc myślę, że zrobię sobie mały odpoczynek od prozy i dokończę liryki. 

***
Bardzo dziękuję Panu Wojciechowi za możliwość przeprowadzenia wywiadu i zaspokojenie mojej ciekawości. Jestem wdzięczna za bardzo rozbudowane i ciekawe odpowiedzi. Teraz nic, tylko czekać na premierę "Nocnego Sępa"! Kto jeszcze nie może się doczekać?

czwartek, 8 października 2015

142# Mademoiselle Chanel - Christopher W. Gortner

"Moje życie mi nie odpowiadało, więc sama je sobie stworzyłam."




Tytuł: Mademoiselle Chanel
Autor: Christopher W. Gortner (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Znak/Między słowa,o
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 588
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 9/10



WSTĘPNIE...

    Świat mody niekoniecznie mnie interesuje. Nie znam się na projektantach, ani nie zdaję sobie sprawy, z tego, jakie aktualnie stroje są na topie. Jednak nawet ja musiałam słyszeć o słynnej Coco Chanel. Każda kobieta powinna wiedzieć, że to właśnie Coco stworzyła najbardziej elegancką i na każdą okazję sukienkę - "małą czarną". Uwielbiam lata, w których Chanel tworzyła (lata 20., lata 30.), więc naprawdę byłam bardzo zaciekawiona jej życiem. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...
     
         Książka dzieli się na kilka części, które opowiadają o poszczególnych latach życia Gabrielle "Coco" Chanel. Początkowo poznajemy ją jako małą dziewczynkę, która zostaje porzucona przez uwielbianego ojca i osierocona przez matkę. Wraz z dwiema siostrami zostaje wysłana do klasztoru, tym samym tracąc całkowicie kontakt z dwoma braćmi. Już w klasztorze siostry zakonne zauważają jej niezwykły talent do szycia, a dla małej Gabrielle jest to zajęcie, któremu oddaje się w pełni, czyni ją to szczęśliwą. Staje się perfekcjonistą w swoim fachu, jednak jeszcze przez długie lata nikt tego prawdziwie nie doceni. Dopiero gdy otwiera swój sklep z kapeluszami własnego wykonania zaczyna być doceniana. Coco zasłynęła początkowo z rewolucyjnych krojów sukienek, bluzek, spódnic, żakietów, które były lekkie i wygodne, a nie jak dotychczas - ciężkie i bardzo ozdobne. Zwłaszcza po I wojnie światowej, gdy kobiety przyzwyczaiły się już do całkiem innego życia, szybszego i niespokojnego zaczęły doceniać proste, ale nadal eleganckie kroje ubrań. W książce pokazane są również motywy kierujące projektantką przy tworzeniu logo (Coco i Capel, jej wielka miłość złączeni na zawsze) oraz nadaniu nazwy perfumom. Nic nie tworzyło się przez przypadek. 

          Czy Coco Chanel faktycznie była wspaniałą kobietą? Jeżeli chciałoby się przeanalizować jej biografię, to wyłania się obraz kobiety raczej upadłej (choć może w naszych czasach tak drastycznie by jej nie określano), a nie wspaniałej osoby. Jednak autor Christopher W. Gortner od lat zafascynowany postacią projektantki, przedstawił ją w taki sposób, że całkowicie zmieniamy o niej zdanie. Pokazuje on jej uczucia, namiętności i cele, które nią kierowały, a nie tylko suche fakty. Zresztą jak sama często mówiła: "Jest tylko kobietą". Jak na lata, w których żyła, Coco Chanel była kobietą bardzo wyzwoloną. Pracujące damy nie były wtedy jeszcze zbyt często spotykane, a co najważniejsze szanowane. Na pewno reputację niszczyły jej liczne romanse i to nie tylko z mężczyznami, ale również przedstawicielkami płci pięknej. Ale ona reputacją się nie martwiła. Nigdy jej marzeniem nie było zostać żoną i matką. Była naprawdę nowoczesną kobietą, co początkowo stanowiło przeszkodę w jej karierze. Przeżyła Wielki Kryzys, dwie wojny i żadne z tych wydarzeń nie stanęło jej na przeszkodzie, aby zbudować wielkie imperium modowe.

          Jestem całkowicie oczarowana powieścią o jednej z najsłynniejszych projektantek mody. Oczarowana, to najtrafniejsze słowo opisujące moje uczucia względem książki. Najpierw zachwyciła mnie subtelna okładka, później całkowicie pochłonęła mnie historia życia Chanel, aż w końcu urzekła postać Coco Chanel, która zrewolucjonizowała świat mody w XX wieku i nadała rytm nowym nurtom aż po nasze czasy. Czasem wgłębiając się w historię zapominałam, że ta opowieść wydarzyła się naprawdę i taka osoba istniała i tworzyła kilkadziesiąt lat temu. Aż dziw, że jedna osoba może tyle przeżyć. 
        
PODSUMOWUJĄC...
          
          Dopełnieniem wspaniałej książki może być film z 2008 roku z Shirley MacLaine. Jednak oczywiście nic nie zastąpi powieści biograficznej autorstwa Gortnera. Cieszę się, że nie była to zwykła biografia, gdyż dzięki sfabularyzowanej formie była ona o wiele ciekawsza. Polecam naprawdę gorąco!


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

poniedziałek, 5 października 2015

141# Znów nadejdzie świt - Anna J. Szpielak






Tytuł: Znów nadejdzie świt
Autor: Anna J. Szpielak (pochodzenie: Polska)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania:  wrzesień 2015
Liczba stron: 480
Forma: moja własna biblioteczka
Moja ocena - 7/10



WSTĘPNIE...

      Do tej pory czytałam tylko jedną książkę pani Anny J. Szpielak. Spodobała mi się na tyle, że bardzo ucieszyłam się z kontynuacji. Seria opowiada o trzech przyjaciółkach: Marcie, Joannie i Elwirze. W każdym z tomów jedna z kobiet odkrywa tajemnice swoich przodków. Tym razem przyszedł czas na ostatnią z nich - Elwirę. 

TROCHĘ O FABULE I MOICH PRZEMYŚLENIACH...

           Czas akcji obejmuje prawie 150 lat. Jedną z głównych bohaterek jest Karolina, której dotyczy tajemnica, odkryta wiele lat później przez jej potomkinię. A tak właściwie wszystko zaczyna się od pewnej bogatej panienki Heleny, przez która ginie jej opiekunka Cecylia. Kilka dni później mąż Cecylii popełnia samobójstwo osierocając w ten sposób małą dziewczynkę - Karolinę. A wszystko przez zazdrość i upór bogatej dziedziczki. Gdy Karolina dorasta chce jak najszybciej opuścić wielką posiadłość, w której pozwolono jej zostać w roli kuchty. Poznaje Jędrzeja, za którego wychodzi za mąż. Następne pokolenie - Antonina, Franciszka i Michał przysparzają jej dużo zmartwień, zwłaszcza że jej córki uchodzące za bliźniaczki wcale nimi nie są. Co jest kolejnym wielkim sekretem. Po wielu latach Elwira znajduje modlitewnik...

          Książka trochę różni się od swojej poprzedniczki - "Wspomnień w kolorze sepii". Z tego co pamiętam w tamtej powieści akcja bardzie skupiła się na czasach współczesnych, w których bohaterka odkrywała tajemnice swoich przodków. Natomiast w "Znów nadejdzie świt" jednak przeważa przeszłość. Ukazane są losy wielu pokoleń pewnej rodziny, a zwłaszcza jednej linii wywodzącej się z bohaterki Karoliny. Książka zmusza do refleksji nad własnym rodem i przodkami. Ciekawa jestem, czy w mojej rodzinie też mogły dziać się podobne rzeczy i czy krąży nad nią jakaś tajemnica... Pewnie tak. Myślę, że każdy mógłby odkryć jakąś zagadkę z przeszłości (nawet jeśli nie tej bliższej, to może tej dalszej) gdyby miał tylko taką możliwość. Elwirze się poszczęściło w tym przypadku. Dodatkowo w fabułę wplecione są również ważne momenty dla historii Polski, choć nie jest ich tak dużo, żeby mogły przeszkadzać nielubiącym historii. Niewielkie wzmianki o ważnych wydarzeniach nadają tylko realności całej opowieści. 

          Powieść napisana jest w trudnym, staropolskim języku z wieloma przestarzałymi wyrazami, co na pewno nadaje specyficznego klimatu. Trochę w stylu przypomina mi inną polską autorkę - Małgorzatę Gutowską-Adamczyk. Więc jeżeli znacie te autorkę, to wiecie co mam na myśli. Na pewno dla pani Szepielak ta powieść nie była łatwa do napisania. Staropolskie powiedzonka i słownictwo wymagały dużego zaangażowania od pisarki, aby wpleść je w fabułę w i żeby wszystko miało razem "ręce i nogi". Powieść dzieli się na cztery części: "Owoce jesieni" (II połowa XIX wieku), "Zimowe dramaty" (początek XX wieku), "Wiosenne rozterki" (lata 80. XX wieku) i "Pożegnania z latem" (rok 2014). Każda z części opowiada o innym pokoleniu. Na szczęście nie sposób się jest pogubić, gdyż na ostatniej stronie znajduje się drzewo genealogiczne opisanej rodziny. Uwielbiam takie ułatwienia, bo w każdej chwili można zaglądnąć na ostatnią stronę i przypomnieć sobie powiązania rodzinne. 

PODSUMOWUJĄC...
          
          Ostatecznie muszę przyznać, że książka jest naprawdę ciekawa. Uwielbiam zagłębiać się w opowieści z dawnych lat, a coraz częściej interesują mnie takie historie właśnie w Polsce. Fanek autorki nie muszę zapewne przekonywać, natomiast osoby nieznające jeszcze twórczości pisarki powinny to szybko nadrobić. Wspierajmy literaturę rodzimą, zwłaszcza taką, z której możemy uszczknąć nieco historii naszej ojczyzny.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu

niedziela, 4 października 2015

Podsumowanie miesiąca - wrzesień 2015

Czas na książkowe podsumowanie miesiąca. We wrześniu przeczytałam 9 książek, czyli trzy mniej niż w sierpniu. Łącznie - 3700 stron, około 123 strony dziennie.

Książki przeze mnie przeczytane to:

1. Plantacja Somerset - Leila Meacham
2. Ten jeden rok - Gayle Forman
3. Między światami - Moje życie i niewola w Iranie - Roxana Saberi
4. Ponieważ Cię kocham - Guillaume Musso
5. Tak blisko... - Tammara Webber
6.  Gigi Buffon. numer 1 - Gigi Bufon, Roberto Perrone
7. Złodziejska magia - Trudi Canavan
8. Maybe Someday - Colleen Hoover
9. Znów nadejdzie świt - Anna J. Szpielak






Przeczytałam: 2 powieści społeczno-obyczajowe w dawnych czasach, 1 obyczajową, 2 dramaty, 3 kryminały, 2 fantastyczne, 1 erotyk, 1 sportową.

Literatura pod względem narodowości autora też była zróżnicowana:
- 5 książek z literatury amerykańskiej
- 1 książki z literatury polskiej
- 1 książka z literatury australijskiej
- 1 książka z literatury francuskiej
- 1 książka z literatury włoskiej

Przeczytałam 6 książek z własnej kolekcji i 3 e-booki.

Mam 231 (+1) obserwatorów bloga i 283 (+13) obserwatorów profilu. Ponad 84 300 (+3900) osób odwiedziło mojego bloga. Średnia na dzień to 119 wyświetleń. 

czwartek, 1 października 2015

Zapowiedzi - październik 2015

W październiku trochę mniej ciekawych premier, niż we wrześniu, ale poziom trzymają.

1. Mademoiselle Chanel - Christopher W.Gortner (Między słowami)


Coco Chanel jest intrygującą postacią. A autor ma w swoim odrobku naprawdę ciekawe powieści biograficzne. Czyżby połączenie idealne?

OPIS: 
Widzę odwieczny konflikt między skromną dziewczyną, którą kiedyś byłam, a legendą, którą celowo wykreowałam, żeby nikt nie mógł zajrzeć w moje serce. W tej opowieści postaram się w miarę możliwości trzymać prawdy, choć mity i plotki spowijają mnie w nie mniejszym stopniu niż moje słynne krepdeszyny i tweedy.
Postaram się pamiętać o tym, że mimo wszystkich swoich triumfów, mimo wszystkich błędów, które popełniłam – wciąż jestem tylko kobietą…

Kim naprawdę była Coco Chanel? Wielką wizjonerką, niemieckim szpiegiem, namiętną dziewczyną poszukującą uczucia? Teraz nareszcie może opowiedzieć własną historię. Z powieści Mademoiselle Chanel wyłania się obraz kobiety pełnej pasji, wdzięku i uroku, której sława i fortuna nie uchroniły przed złamanym sercem.
Nowa powieść C.W. Gortnera. Zanim został poczytnym pisarzem, autorem wielu powieści przetłumaczonych na ponad dwadzieścia języków, C.W. Gortner pracował w przemyśle modowym. Coco Chanel fascynowała go od zawsze. Teraz powraca do niej w swojej najnowszej książce, poszukując odpowiedzi na nurtujące go pytanie: jakie sekrety skrywała Coco Chanel?

2. Cztery drogi - Tommi Kinnunen(W.A.B)


Urzekająca okładka i opowieść o dawnych czasach...

OPIS: 
Wnikliwy portret ludzi, których marzenia okazały się większe niż możliwości.

Przekonująca, wzruszająca powieść o Finlandii, zwykłych ludziach, wielkich domach i niewygodnych sekretach. Maria, położna i samotna matka, zyskuje sobie szacunek lokalnej społeczności dzięki zimnej krwi, z jaką odbiera nawet najbardziej skomplikowane porody. Jej córka Lahja otwiera zakład fotograficzny, lecz przede wszystkim za wszelką cenę stara się utrzymać swoje małżeństwo. Jednak jej mąż Onni, podróżując od miasta do miasta w ramach pracy, szuka krótkotrwałego szczęścia w przelotnych romansach. Kilkadziesiąt lat później Kaarina urządza dom odziedziczony po teściu. Kobieta postanawia poznać prawdę o przodkach swojego męża, do tej pory starannie przemilczaną przez rodzinę. Debiutancka powieść Kinnunena została uhonorowana najważniejszymi fińskimi nagrodami literackimi.

3. Eukaliptus i werbena - Agata Mańczyk (Nasza Księgarnia)


Nie ma miesiąca bez chociaż jednej rewelacyjnej zapowiedzi Naszej Księgarni. Tym razem jak w poprzedniej zapowiedzi - dawne czasy.

OPIS: 


Rok 2013. Nina Huczmiran przyjeżdża do Warszawy. Tułanie się po Europie nie przyniosło zapomnienia ani nie ukoiło bólu, czas więc zmierzyć się z demonami przeszłości i spróbować wrócić na łono rodziny.
Rok 1963. Daria Huczmiran czuje się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Właśnie przyjęła oświadczyny tego jedynego, ma głowę pełną planów i marzeń. Jednak babka i matka inaczej zaplanowały jej przyszłość.
Rok 1890. Linda Huczmiran jest w ciąży. Porzucona przez ukochanego, nieznajdująca oparcia w najbliższych zrobi wszystko, żeby uratować swe nienarodzone dziecko. Nawet jeśli będzie musiała prosić o pomoc największego wroga.
„Huczmiranki” to porywająca saga rozgrywająca się w Warszawie na przestrzeni ponad stu lat. Książka pełna magii i tajemnic.
Huczmiranki zawsze musiały radzić sobie same… Dla tych silnych i dumnych kobiet najważniejsze powinny być więzy krwi, ale co jeśli w rodzinie pojawi się czarna owca, która zapragnie żyć po swojemu?
„Huczmiranki” to pierwsza książka Agaty Mańczyk dla dorosłych.


4. Zaginięcie - Remigiusz Mróz (Czwarta Strona)


Po rewelacyjnej "Kasacji" przyszedł czas na kontynuację, na którą bardzo niecierpliwie czekam - na "Zaginięcie"!

OPIS:
Trzyletnia dziewczynka znika bez śladu z domku letniskowego bogatych rodziców. Alarm przez całą noc był włączony, a okna i drzwi zamknięte. Śledczy nie odnajdują żadnych poszlak świadczących o porwaniu i podejrzewają, że dziecko nie żyje.

Doświadczona prawniczka, Joanna Chyłka, i jej początkujący podopieczny, Kordian Oryński, podejmują się obrony małżeństwa, któremu prokuratura stawia zarzut zabójstwa. Proces ma charakter poszlakowy, mimo to wszystko zdaje się wskazywać na winę rodziców – wszak gdy wyeliminuje się to, co niemożliwe, cokolwie pozostanie, musi być prawdą…

5. Anioł Burz - Trudi Canavan (Galeria Książki)


Po ostatnio przeczytanej przeze mnie powieści "Złodziejska magia" mam chęć na kontynuację.

OPIS: 
Tyen naucza magii mechanicznej w Liftre – powszechnie poważanej szkole. Dociera tam wieść, że Raen, najpotężniejszy mag i władca wszystkich światów, powrócił po długiej nieobecności. Nauczyciele i studenci uciekają, gdyż w Liftre uczono zakazanej przez Raena magii, w przekonaniu że ten nie żyje. W jednej chwili Tyen traci dom i cel… Pozostaje mu jedynie złożona Velli obietnica przywrócenia jej cielesnej postaci.
Raen odzyskuje władzę, a wokół wzbiera bunt, Tyen zaś musi postanowić, do czego jest w stanie się posunąć, by dotrzymać danego Velli słowa.
Po pięciu latach spędzonych wśród tkaczy gobelinów w Schpecie w spokojne życie Rielle wkracza wojna. W obliczu porażki i nieuchronnej okupacji wszyscy ze zdumieniem obserwują, jak wrogie wojska wycofują się, a do bram miasta zbliżają się trzy postacie – w czarnych włosach jednej z nich pobłyskują niebieskie refleksy. Przeszłość dziewczyny z dalekiego kraju i jej magiczne zdolności to nie wszystkie sekrety, jakie mógłby wyjawić tajemniczy przybysz…

Anioł zamierza wrócić do swojego świata i pragnie zabrać Rielle ze sobą.


6. Afgańska Perła - Nadia Hashimi (Wydawnictwo Kobiecie)




Nowe wydawnictwo na rynku i od razu z taką ciekawą premierą!

OPIS:
Poruszająca opowieść o dwóch kobietach, Rahimie i Szekibie, które podzielił czas, ale połączyły te same marzenia i ta sama odwaga dająca im siłę do zmierzenia się z ogromnym wyzwaniem – oderwaniem się od własnych korzeni i całkowitej odmianie swojego losu.

Jest Kabul, 2007 rok. Rahima i jej siostry tylko sporadycznie mogą uczęszczać do szkoły i rzadko wychodzą z domu. Nie mają braci, a ich ojciec jest uzależniony od narkotyków. Jedyną nadzieję pokładają w pradawnym zwyczaju zwanym bacza posz, polegającym na przebieraniu się dziewczynki za chłopca. Rahima udając przedstawiciela płci męskiej, zyskuje taką wolność i swobodę, o jakich przedtem nawet nie śniła. Przechodzi totalną transformację zmieniającą całej jej dotychczasowe życie. Niemal sto lat temu podobnie postąpiła jej przodkini, Shekiba, co pozwoliło jej przenieść się z małej afgańskiej wioski do przepięknego kabulskiego pałacu.

A czy Wy czekacie na któreś z przedstawionych przeze mnie zapowiedzi?

***


Jeszcze mamy wrzesień, ale tak się składa, że jedną z zapowiedzi październikowych już mam! Taka niespodzianka wczoraj mnie spotkała od Wydawnictwo Znak. Nie dosyć, że książka zapowiada się interesująco, jest bosko wydana (okładka naprawdę olśniewająca) w twardej oprawie, to jeszcze dostałam rewelacyjny prezent w postaci torby na zakupy z wizerunkiem i napisem Chanel!  


Dziękuję Wydawnictwu Znak/Między słowami!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...